Facebook

W pogoni za króliczkiem – rozmowa z Piotrem Żabickim

Z:A 88

KATEGORIA: Po godzinach

Jestem ciekawy świata i lubię próbować różnych rzeczy. Zresztą to, że zostałem architektem, jest również wyrazem mojej zachłanności. Wybrałem wszak zawód, który łączy wiele innych profesji (inżynier, artysta, humanista, biznesmen) i w którym trzeba się znać na wszystkim po trochu. I tego potrzebuję w moich pasjach: różnych bodźców dających radość i poszerzających horyzonty.

Ponieważ tematem naszej rozmowy mają być Twoje pasje, zacznijmy od pytania, którą z nich uważasz za największą?

Świat jest zbyt piękny i bogaty, żeby skupiać się tylko na jednej rzeczy, dlatego rzekłbym, że moją pasją jest… ciągłe poszukiwanie pasji. W końcu, jak to mówią: „nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go”. Pasja według Wielkiego słownika języka polskiego to „głębokie zaangażowanie i zainteresowanie czymś, co bardzo lubimy robić i czemu chcemy poświęcać czas”1, a zgodnie z SJP, czyli ze słownikiem tworzonym przez hobbystów: „zamiłowanie do czegoś, namiętność; także przedmiot tej namiętności”2

Oczywiście lubię poświęcać swój czas architekturze i jestem zaangażowany w sprawy z nią związane (co spełnia przesłanki, by uznać ją za pasję), ale pomówmy o obszarach, na których nie zarabiam, tylko tracę zarobione pieniądze (śmiech). Do tych pasji należą obecnie: sport, samochody i motocykle, praca naukowa, społeczna (np. ta w IARP), podróże, fotografia i… redaktorowanie Z:A. Kiedyś natomiast były to przykładowo: zwierzęta, gra na gitarze i na… giełdzie, wspinaczka, działalność wydawnicza (założyłem wydawnictwo i byłem pierwszym redaktorem naczelnym miesięcznika „Czaso-pismo”) oraz polityka (działałem w Nowoczesnej).
 

Poczucie wolności; fot. archiwum prywatne

 

Trzeba przyznać, że wachlarz Twoich zainteresowań jest szeroki, zacznijmy jednak od sportu. Której dyscyplinie poświęcasz najwięcej czasu?

Obecnie siłowni – chodzę na treningi trzy razy w tygodniu. Bardzo to lubię, bo ćwiczenia „czyszczą” moją głowę ze stresów, a przy tym systematyczna aktywność ruchowa jest absolutnie konieczna po wielu godzinach pracy przy komputerze. Ponadto – w pauzach między seriami ćwiczeń – rozmawiam sobie z ludźmi spoza mojej branży o różnych życiowych sprawach, co niezmiennie uwielbiam robić! Systematycznie jeżdżę też rowerem – dla mnie to sport utylitarny, bo pozwala mi szybko się przemieszczać między różnymi punktami moich aktywności w mieście, a także sport ideowy, bo jestem zwolennikiem uwalniania centrów miast od samochodów.

 

A gdybyś miał wskazać jeden sport, który darzysz największą namiętnością, to co by to było?

Latanie na paralotni – to absolutnie magiczne uczucie, gdy na kawałku „szmaty”, bez żadnego silnika, tylko dzięki prądom konwekcyjnym, wznosisz się, na przekór grawitacji (często w towarzystwie ptaków) i obserwujesz świat z zupełnie innej perspektywy. Licencję pilota zrobiłem w 2002 roku i od tamtej pory latałem w różnych miejscach na świecie (Gruzja, Maroko, Słowenia, Włochy). Niestety teraz latam już rzadko, bo to sport wymagający dużego nakładu czasu, którego deficyt ostatnio bardzo odczuwam. Poza tym, odkąd mam dzieci i po przygodzie z upadkiem z wysokości na Słowenii (szczęśliwie zakończonym na drzewie), bardziej doceniam sporty mniejszego ryzyka (śmiech).
 

Największa sportowa namiętność; fot. archiwum prywatne

 

Nowe sytuacje życiowe czy zdarzenia potrafią dokonać weryfikacji nawet największych pasji. Ale czy za sport mniejszego ryzyka można uznać motocykle?

Faktycznie, jazda motocyklem też nie należy do bezpiecznych. Stała się ona moją pasją bardzo niedawno – na początku pandemii COVID-19. W czasie izolacji i ograniczonych spotkań z ludźmi wycieczki motocyklowe dały mi poczucie wolności, pozwoliły wyrwać się z zamknięcia w mieście i dotrzeć do miejsc, gdzie autem trudno dojechać i gdzie bez przeszkód można sycić zmysły pięknem świata. Z czasem jednak porwał mnie demon prędkości i przesiadłem się z turystycznej małolitrażówki na cruisera o pojemności 1100 cm3, który zapewnia więcej emocji przy przyspieszeniu i szybko pokonywanych winklach na asfalcie.

 

Czyli nowa pasja zamieniła Cię w rasowego króla szos! Ale to chyba nie koniec – jakie jeszcze sporty uprawiasz?

Lubię grać w tenisa ziemnego, pływać żaglówkami, mam też patent sternika motorowodnego. A zimą uwielbiam narty – w sezonie staram się spędzać co najmniej dwa tygodnie w Alpach i uczestniczyć w zawodach Ski Archi Cup. Każdy rodzaj aktywności ruchowej daje mi dużo radości i w planach mam jeszcze kilka nowych dyscyplin, jeśli tylko obowiązki zawodowe i rodzinne mi na to pozwolą. Staram się też pokazywać moim dzieciom, jak ważna w życiu jest kondycja fizyczna, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy młodzież spędza przed monitorami długie godziny.
 

Wietrzenie głowy; fot. archiwum prywatne

 

Dajesz przykład nie tylko aktywnością fizyczną. Wśród swoich pasji wymieniłeś przecież pracę naukową.

Tak. Praca naukowa spełnia moje kryteria dotyczące pasji: niesie straty materialne i daje frajdę, a ja lubię się tym zajmować i chcę poświęcać nauce część wolnego czasu (a ona wymaga go sporo)Nigdy nie byłem zatrudniony przez uczelnię, więc teoretyzowanie, dokumentowanie doświadczeń i systematyzowanie refleksji, podróże naukowe, pisanie tekstów czy wreszcie wydanie książki o kampusach uczelni wyższych obciąża mój osobisty budżet. Nie robiłbym tego jednak, gdybym nie widział w tym sensu i gdyby nie dawało mi to satysfakcji. Choć przyznaję, że jest to jedna z pasji generujących największe koszty.

 

A funkcja redaktora naczelnego Z:A? Wymieniłeś redaktorowanie jako pasję, ale co pomaga Ci ją realizować?

Jestem gadułą i lubię opowiadać, kiedyś nawet chciałem zostać pisarzem. Może dlatego tak lubię pracę nad treścią Z:A. W tej pasji również przydaje się doświadczenie w działalności naukowej, ale redaktorowanie jest też bardzo podobne do projektowania – trzeba wyobrazić sobie efekt końcowy, zawartość magazynu i krok po kroku ją realizować.

 

Domyślam się więc, że najskuteczniej odrywasz się od pracy, podróżując. Opowiedz, co Ci daje poznawanie świata i jak ono wygląda?

Oprócz wszystkich krajów Europy odwiedzałem m.in. Chiny, Wietnam, USA, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Maroko, Egipt, Turcję, Gruzję, ale wiele podróży jeszcze na mnie czeka, jest w fazie planów. Podróże pozwalają wyjść z codziennej rutyny i zmienić perspektywę, dają liczne chwile zachwytu innymi krajobrazami, fauną i florą, kulturą, architekturą. Wnoszą w życie powiew nowości. To oderwanie od codzienności odświeża nasz umysł, kieruje go ku odkrywczym refleksjom, ale też ku prawdom, o których łatwo zapomnieć – jak ta, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Często narzekamy na otaczającą nas rzeczywistość i pragniemy od niej uciec. Nie ma jednak miejsc idealnych. Atrakcyjna dla turysty odludna wyspa jest bowiem bolesnym ograniczeniem dla tubylca, a imponujące bogactwem miasta okazują się areną bezdomności i dramatów biedy. 

 

Skoro mowa o podróżach do tak wielu różnych miejsc, to na pewno masz bogatą dokumentację fotograficzną ze swoich wypraw?

Fotografia to jedno z moich najdłuższych stażem zainteresowań – uczyłem się jej w wersji analogowej. Już w szkole podstawowej wszystkie oszczędności z kieszonkowego przeznaczałem na tę pasję, głównie własną ciemnię fotograficzną (a nie było łatwo kupić sprzęt czy chemię). Na długie godziny zajmowałem jedyną łazienkę, co nie było komfortowe dla pozostałych domowników. W całym mieszkaniu czuć było wtedy charakterystyczny zapach wywoływacza, a zdjęcia suszyły się dosłownie wszędzie. Chodziłem na kółko fotograficzne, gdzie prowadziliśmy długie dyskusje i w ramach którego były organizowane wystawy. W bibliotece oglądałem albumy Edwarda Hartwiga i często odwiedzałem galerię ZPAF. To fascynujące, jak zmieniła się ta dziedzina: kiedyś elitarna i pracochłonna, dziś łatwo dostępna dzięki możliwości cyfrowej obróbki obrazu. Ta łatwość sprawia, że faktycznie mam sporą bibliotekę zdjęć, choć nadal oszczędnie i z namysłem gospodaruję spustem migawki. Zostało mi to z czasów, gdy klisza miała tylko 36 klatek.
 

Bank Gruzji w Tbilisi, proj. Giorgi Czachawa / Zurab Dżałargania; fot. Piotr Żabicki

 

A jakie tematy lubisz fotografować najmniej oszczędnie?

Fotografowanie jest mi oczywiście przydatne w pracy zawodowej, więc mam dużo zdjęć ze świata architektury i urbanistyki. Ale lubię też portrety, sceny rodzajowe, krajobraz i abstrakcyjne kompozycje. Cenię kadry intrygujące, nieoczywiste, nastrojowe. Impulsem do wykonania fotografii zawsze jest u mnie chwila zachwytu fragmentem rzeczywistości. Można powiedzieć, że fotografia, dając mi umiejętność patrzenia na świat tak, by zachwycał, stała się jednym ze źródeł mojego optymizmu i radości życia.
 

Zachwyt fragmentem rzeczywistości; fot. Piotr Żabicki

 

Intrygujące kadry; fot. Piotr Żabicki

 

Fire Brigade, Nowy Jork; fot. Piotr Żabicki

 

Zainteresowania, mimo że należą do świata prywatnego, często mają wpływ na życie zawodowe. A która z pasji najbardziej wpływa na Twoje projekty – daje inspirację i napędza do nowych przedsięwzięć?

Wydaje się, że tak wprost na sferę zawodową najbardziej wpływa praca naukowa: czytanie, ciągłe pogłębianie wiedzy, umiejętność syntetyzowania myśli. Dzięki temu moje projekty zyskują intelektualną podbudowę. W dalszej kolejności znaczenie mają podróże, a dokładniej obserwacja i doświadczanie przestrzeni w różnych formułach estetycznych oraz kulturowych. Ale to sport wietrzy głowę, co pozwala efektywnie pracować. Bez niego praca nie sprawiałaby mi takiej przyjemności – byłbym znudzony i przemęczony. Sport uczy też koniecznej w życiu zawodowym dyscypliny. Można więc powiedzieć, że każda z moich pasji ma na mnie wpływ. Na mnie jako człowieka i jako twórcę architektury.

 

Czy gonitwa za króliczkiem kiedyś się skończy?

To byłoby niezgodne z moim charakterem. Jestem ciekawy świata i lubię próbować różnych rzeczy. Zresztą to, że zostałem architektem, jest również wyrazem mojej zachłanności. Wybrałem wszak zawód, który łączy wiele innych profesji (inżynier, artysta, humanista, biznesmen) i w którym trzeba się znać na wszystkim po trochu. I tego właśnie potrzebuję w moich pasjach: różnych bodźców dających radość i poszerzających horyzonty. Patrzmy na świat z ciekawością i zgłębiajmy jego różne aspekty. I gońmy króliczka, bo to nas utrzyma w dobrej kondycji!

 

Trudno o lepszą puentę. Dziękuję za rozmowę! •

 

1 https://wsjp.pl/haslo/podglad/3408/pasja/4881959/zamilowanie (data dostępu: 14.11.2022).

2 https://sjp.pl/pasja (data dostępu: 14.11.2022).
 

reklama

Warto przeczytać