Facebook

Szósty zmysł architektury

Z:A 86

KATEGORIA: Temat wydania

To zaskakujące, jak różnie można postrzegać, oceniać i odczuwać architekturę oraz ile czynników ma na to wpływ. Mimo że odbieramy ją wszystkimi zmysłami, to jeden z nich wykorzystujemy w aż 80 procentach.

OBSERWACJA

Każdorazowo, mimo że zdarzyło się to już wielokrotnie, zdumiewa mnie sposób postrzegania naszych rysunków architektonicznych przez rzeczoznawców przeciwpożarowych w trakcie obligatoryjnego konsultowania i uzgadniania projektów w tym zakresie. W zupełnym przeciwieństwie do nas, architektów, skupiających się na kontekście, funkcji, strukturze czy estetyce projektowanych budynków, rzeczoznawcy koncentrują się na tym, jak będzie płonął zaprojektowany przez nas obiekt, w jaki sposób zostaną ewakuowani ludzie i jak przebiegnie akcja gaśnicza. Gdy my optymistycznie ogniskujemy uwagę na przyszłościowym użytkowaniu budynku, nasi rzeczoznawcy interesują się jego ogniową destrukcją.

Jakiś czas temu zastanowiło mnie również inne drobne zdarzenie. Jeden z moich studentów, z którym ustalałem termin konsultacji, powiedział, że nie ma z tym problemu, gdyż wynajmuje pokój w znajdującym się przy pobliskiej ulicy bloku z dużymi balkonami. W rzeczywistości stała tam wcale nobliwa eklektyczna kamienica. Dziwne było dla mnie określenie tego budynku przez adepta architektury pejoratywnym mianem bloku. Okazało się później, że ten młody człowiek pochodził ze wsi i – jak można sądzić – przyczyną takiego nazewnictwa było pozostałe z dzieciństwa, funkcjonujące w społecznościach wiejskich rozróżnienie pomiędzy zabudową miejską, określaną i postrzeganą jako bloki, oraz wiejską, czyli domami.

Widok blokowisk z wielkiej płyty, tak powszechny w naszym kraju, generalnie wzbudza nie aprobatę, tylko raczej niechęć lub obojętność. Kompletnie odmiennie postrzegamy jednak niemal identyczne bloki ukazywane w relacjach z wojny w Ukrainie, ostrzelane, spalone i zrujnowane. Te obrazy budzą u każdego z nas strach, gniew, współczucie, a przede wszystkim żal za zniszczonym – niezależnie od oceny architektonicznej – ludzkim mieniem.

Opisane zdarzenia potwierdzają przeczuwaną prawidłowość, że odmienny jest sposób postrzegania architektury przez różne osoby, ale też przez nas samych – w zależności od okoliczności. Jak wskazuje Juhani Pallasmaa, architekturę odbieramy wszystkimi zmysłami. Istotnie, za pomocą słuchu bardziej doświadczamy odgłosów miasta niż pojedynczego budynku. Dotyk zazwyczaj dotyczy detalu, zimnej metalowej poręczy, brukowanej kostki ulicznej, drewnianej ławki. Wrażenia odbierane zmysłem węchu odnoszą się do charakterystycznych miejsc, zapachu kadzidła osiadłego na ścianach kościołów, środków dezynfekcyjnych w szpitalach, świeżego chleba w sąsiedztwie piekarni czy (dla mnie) zapachu drewna naszej chałupy ogrzanej letnim słońcem. Nie negując sensualności, trzeba stwierdzić, że w architekturze to jednak wzrok ma znaczenie decydujące. Za jego pomocą odbieramy bowiem około 80 procent informacji o otoczeniu.

Widzenie jest złożonym, nie do końca jeszcze zbadanym procesem psychofizjologicznym, który składa się z trzech etapów: wychwytywania bodźca, jego przewodzenia i poznawania go. Dla nas nieco mniej istotna jest strona fizjologiczna, natomiast od strony psychologicznej można wyodrębnić cztery fazy spostrzegania. W ich skład wchodzi rejestracja sensoryczna, po czym bodziec zewnętrzny, czyli obraz, przechodzi konwersję do postaci impulsu nerwowego. Kolejna faza obejmuje rozpoznawanie semantyczne bodźca i następuje porównanie danych sensorycznych z kategoriami już istniejącymi w pamięci. W ostatniej fazie pojawia się ocena emocjonalna, polegająca na wartościowaniu. Oznacza to, że rozpoznanie obrazu, a następnie porównanie go z obrazami istniejącymi w naszej pamięci, jest bardzo zróżnicowane w zależności od doświadczenia. Na postrzeganie architektury mają więc ogromny wpływ zarówno nabyta wiedza, jak i – w naszym przypadku – praktyka zawodowa, czyli cały obszar obrazów architektury pozostających w pamięci. Również u architektów, i tych bardziej, i tych mniej utalentowanych, bardzo ważną rolę odgrywa deprecjonowana dzisiaj nauka rysunku. Jak twierdził angielski krytyk sztuki, pisarz i malarz – John Berger (1926–2017), czynność rysowania wymaga, aby rysujący rozebrał wyobraźnią postrzegany przedmiot na czynniki pierwsze, po czym interpretując, złożył go na nowo, lub rysując z pamięci, przywoływał zapamiętane obrazy, co w zasadniczy sposób zmienia percepcję wzrokową. W związku z powyższymi uwarunkowaniami psychologicznymi należy zawsze pamiętać, że architekturę postrzegamy w odmienny sposób niż np. nasi klienci czy inwestorzy, mimo że obraz powstający na naszych i na ich siatkówkach jest bardzo zbliżony. To może stanowić m.in. źródło trudności we wzajemnej komunikacji.

il. Piotr Średniawa

OCENA

Wartościowanie architektury jest jednocześnie jej oceną. Do dokonania oceny zawsze niezbędne są kryteria, a przynajmniej jakieś przesłanki, które funkcjonowały już od czasów starożytnych. Znamienne jest to, że kryteria, a zarazem ocena, na przestrzeni czasu ulegają daleko idącym zmianom, w znacznej mierze odmieniając funkcjonujące i – wydawałoby się – trwałe poglądy, skutkując pomieszaniem pojęć, a jednocześnie stwarzając istotne problemy z opiniowaniem dzieł architektonicznych. Dość wspomnieć, że był czas, kiedy tak monumentalne dzieła, jak Koloseum czy opactwo w Cluny, stanowiły rezerwuar materiałów budowlanych, dopóki ponownie nie weszły do panteonu arcydzieł architektury. Niewątpliwie za jedno z pierwszych spisanych kryteriów możemy uznać Witruwiuszowską triadę: firmitas, utilitas, venustas. W dobie renesansu taką funkcję wzorców pełniły traktaty Andrei Palladia i Leona Battisty AlbertiegoEstetykę i piękno gotyku przywrócił w XIX wieku Eugène Emmanuel Viollet-le-Duc. Rzecz zaczęła się komplikować na przełomie XIX i XX wieku wraz z gwałtownymi zmianami cywilizacyjnymi, kiedy to całkowicie zmodyfikowano dotychczasowe kryteria wartości w architekturze. Proces tych zmian trwał przez cały XX wiek i trwa do dzisiaj. Sigfried Giedion (1888–1968), szwajcarski historyk architektury i wybitny znawca architektury współczesnej, w monumentalnym dziele z 1941 roku pt. Przestrzeń, czas, architektura zawarł wnikliwy opis genezy i rozwoju współczesnej architektury. Jednak miała ona również charakter wartościujący, ponieważ pozytywnie kwalifikowała te obiekty, które przyczyniły się do powstania i rozkwitu modernizmu, przy jednoczesnym – wprawdzie lakonicznym, lecz wyraźnym – dyskredytowaniu nurtów konserwatywnych. Jeszcze w trakcie moich studiów eklektyczną i historyzującą architekturę przełomu XIX i XX wieku oceniano jako bezwartościową, a przez starszych profesorów była ona wręcz określana jako haniebna. Charles Jencks (1939–2019), amerykańsko-brytyjski krytyk i teoretyk architektury, w pełnej pasji dysertacji, słynnej The Language of Post-Modern Architecture z 1977 roku, dokonał całkowitego przewartościowania kryteriów oceny, negując architekturę modernistyczną. Wobec tak diametralnych różnic w ocenie architektury, widocznych w krótkim czasie, wybitny polski architekt Aleksander Franta (1925–2019) w pracy Kryteria ogólne kwalifikacji poziomu dzieła architektonicznego (1995) podjął próbę obiektywizacji ocen w różnych obszarach – od kryteriów kontekstu aż po cechy innowacyjności. 

Z innych pozycji wyewoluowały rozpoczęte w latach 60. XX wieku w USA badania oceny jakości obiektu architektonicznego w trakcie użytkowania, wykorzystujące metodę POE (ang. post-occupancy evaluation). W Polsce badania te zostały rozpoczęte na Wydziale Architektury Politechniki Śląskiej pod kierunkiem prof. dr hab. arch. Elżbiety Niezabitowskiej i są nadal twórczo rozwijane. Badaniom i określeniu m.in. jakości behawioralnej w architekturze poświęcona była słynna dysertacja z 1977 roku – Język wzorców autorstwa Christophera Alexandra (1936–2022). Wraz z przyjęciem w 2018 roku Deklaracji z Davos Ku wysokiej jakości Baukultur dla Europy wypracowany został System jakości Baukultur z Davos, obejmujący osiem kryteriów osiągania wysokiej jakości obiektów i przestrzeni. Dzisiaj również coraz bardziej powszechne jest formułowanie kryteriów dotyczących poszanowania energii i wpływu architektury na zmiany klimatyczne, co wymaga wielodyscyplinarnych badań i analiz.

W taki sposób można oceniać i kategoryzować profesjonalne projekty i realizacje, konkursy architektoniczne, opisy w monografiach budynków, nie zawsze jednak osiąga się w pełni satysfakcjonujący rezultat. Idąc przez miasto, w jakiś sposób ocenimy jednak mijane budynki i przestrzenie, bynajmniej nie poddając ich wnikliwej i spekulatywnej bądź tabelarycznej analizie. Podobnie nie wszystkie decyzje projektowe są wynikiem długotrwałych studiów i analiz oraz oceniania. Musi zatem równolegle istnieć nieco inne instrumentarium.
 

il. Piotr Średniawa


ODCZUWANIE

W ciągu ponad 40 lat odbyłem setki, a nawet tysiące rozmów z koleżankami i kolegami architektami. Niewiele pozostało mi w pamięci na dłużej, są jednak nieliczne, które pamiętam do dzisiaj. Jedna z takich rozmów miała miejsce już dawno temu i wydawała się całkowicie obiegową czy wręcz banalną. Odbyła się przy kawie w pałacyku na Foksal, w trakcie przerwy w jakimś zjeździe, zebraniu czy przy innej okazji. Moim rozmówcą był – o ile wolno mi użyć tego konfidencjonalnego określenia – starszy kolega Stanisław Fiszer. Nie rozmawialiśmy bynajmniej o pryncypiach czy teorii architektury, ale o codziennych, bieżących sprawach zawodowych. W trakcie rozmowy Stanisław Fiszer, jak gdyby od niechcenia, wtrącił uwagę, że projektowanie ma sens wtedy, jeżeli realizujemy własne pojęcie architektury i estetyki, zgodne z naszymi odczuciami i preferencjami, bez oglądania się na bieżące mody, trendy i tendencje. Taki pogląd, wyrażony przez twórcę o znaczącym i wyrazistym dorobku, wydał mi się oczywisty, mimo że lekko ocierający się o arogancję i niebezpiecznie odwołujący się do intuicji.

Z czasem jednak zrozumiałem, że nie chodzi tu o posługiwanie się intuicją w obiegowym pojęciu, tylko o rozumowanie intuicyjne, będące przedmiotem badań współczesnej psychologii. Według Wikipedii rozumowanie intuicyjne polega na tym, że przetwarzanie informacji, w tym obrazów, nie odbywa się – jak w przypadku rozumowania racjonalnego – na podstawie logicznego procesu, lecz za pośrednictwem błyskawicznego przywoływania obrazów, wzorców i skojarzeń. Przetwarzanie informacji opiera się na doświadczeniu, dokonuje się przez samowolnie pojawiające się skojarzenia, ale i przez świadome, regularne uczenie się, wielokrotne powtarzanie i utrwalanie wiedzy w pamięci długotrwałej. Prawdopodobnie w odczuwaniu – tak pasywnym, jak czynnym – architektury, czyli twórczej działalności, w znacznym stopniu posługujemy się właśnie rozumowaniem intuicyjnym. Ponieważ suma naszych doświadczeń w obszarze architektury jest progresywnie narastająca, samoistne rozumowanie niejako ulega zmianie. To może w jakimś stopniu tłumaczyć odmienne odczuwanie i ocenianie architektury przez różne pokolenia.

Pojęcie rozumowania intuicyjnego nie jest bynajmniej czymś nowym, mimo że kiedyś nie było przedmiotem badań naukowych. O zaprojektowanej przez Andreę Palladia w 1550 roku Villa Rotonda, znajdującej się niedaleko Vicenzy, napisano mnóstwo monografii oraz rozpraw teoretycznych wiążących ją z filozofią, antropocentryzmem czy wręcz kosmologią. Tymczasem sam Palladia w I quattro libri dell’architettura napisał tak:

„Miejsce to jest jednym z najbardziej uroczych i przyjemnych, jakie można sobie wyobrazić, znajduje się bowiem na bardzo łagodnym stoku wzgórza i ma z jednej strony żeglowną rzekę Bacchiglione, z drugiej zaś inne wdzięczne pagórki tworzące jak gdyby amfiteatr, a wszystkie są uprawne, obfitują w wyśmienite owoce i najlepszą winorośl. Ponieważ zatem na wszystkie strony roztaczają się piękne widoki, jedne bliższe, inne dalsze, a jeszcze inne sięgające widnokręgu, we wszystkich czterech ścianach wykonano takie same loggie”. 

Dla mnie jest to wzruszający prostotą i szczerością, najpiękniejszy tekst, jaki kiedykolwiek architekt napisał o swoim dziele. 

Każdorazowo jednak obraz projektów powstających na naszej siatkówce jest odwrócony, co wynika z elementarnych praw optyki. Dopiero bardzo intensywne i skomplikowane procesy w mózgu pozwalają na „normalne” postrzeganie świata. Siedemnastowieczny angielski pisarz Jonathan Swift w powieści Podróże Guliwera opisywał odwiedzoną przez głównego bohatera krainę kretynów o nazwie Balnibarbi, której mieszkańcy budowali wszystko na opak, jakby postrzegali świat odwrotnie. Dlatego w obserwowaniu, ocenianiu i odczuwaniu architektury powinniśmy wszystko filtrować przez nasz intelekt, aby nie stać się negatywnymi bohaterami jakiejś nienapisanej powieści. Chociaż czasami wcale nie jesteśmy specjalnie daleko od takiej sytuacji. •

Piotr Średniawa
Piotr Średniawa
Architekt IARP

przewodniczący Rady Śląskiej Okręgowej Izby Architektów RP, członek WKUA i MKUA w Katowicach; od 1996 roku wraz z żoną Barbarą prowadzi Biuro Studiów i Projektów w Gliwicach

reklama

Warto przeczytać