Facebook

Społeczna percepcja przestrzeni

Z:A 86

KATEGORIA: Temat wydania

Co wpływa na nasze odczuwanie i wyobrażanie architektury oraz orientację w przestrzeni? Jakie zmysły angażujemy w percepcję otoczenia? Czy wzrok rzeczywiście o wszystkim decyduje? Badacze od dawna szukają odpowiedzi na te pytania.

Według definicji encyklopedycznej percepcja jest złożonym procesem poznawczym, w wyniku którego powstaje odzwierciedlenie przedmiotów, zjawisk i procesów1 – obraz rzeczywistości, spostrzeżenie. Percepcja jest możliwa dzięki odbieraniu szeregu bodźców (wrażeń) zewnętrznych za pośrednictwem zmysłów, które, poprzez syntezę, jednocześnie dokonują pierwszej analizy dostarczanych danych. Co ważne, na tym proces się nie kończy. W dalszych krokach mózg przepuszcza dane przez filtr wiedzy o świecie – wcześniejszych doświadczeń i skojarzeń – równocześnie dokładając nasze własne o nim wyobrażenia. Współczesne badania dowodzą, że za percepcję i wyobraźnię odpowiadają te same obszary mózgu a „postrzegane obiekty nie są […] automatycznymi wytworami mechanizmu sensorycznego. Stanowią kreację wyobraźni i naszej intencjonalności”2. W efekcie obraz świata, jaki otrzymujemy, pochodzi zarówno z zewnątrz, jak i z wewnątrz, i okazuje się często bardziej subiektywny niż obiektywny.

KOT SCHRÖDINGERA

Współczesna fizyka zdaje się to potwierdzać, podkreśla każdorazowy wpływ obserwatora na obserwowany obiekt. Popkulturowo obecny „kot Schrödingera” czy jego mniej znana rozszerzona wersja – „przyjaciel Wignera” jako eksperymenty myślowe3 pokazują nam niemożność obserwacji rzeczywistości: jej istnienie we wszystkich dopuszczalnych stanach naraz i naszą kreację, kiedy spostrzegając zjawisko, determinujemy jego konkretny stan. Skoro więc nie sposób obiektywnie badać rzeczywistości, możemy tylko próbować się w niej zorientować – i nie względem niej samej, ale zawsze wedle jakiegoś założonego, umownego układu odniesienia.

ŚWIATŁO PRZYCHODZI ZE WSCHODU

Etymologia terminu orientacja kieruje nas bezpośrednio na Wschód (skąd przychodzi światło kultury, w przeciwieństwie do Zachodu, z którego przychodzi prawo4). Według klasycznego już słownika Kopalińskiego orientacja to „rozpoznanie, ustalenie położenia według stron świata” (pierwotnie w stosunku do wschodu właśnie – czyli sposobu, w jaki orientowane były kościoły), ale także „umiejętność oceny sytuacji, znajomość sprawy”. Nasza orientacja w przestrzeni jest więc po trosze i świadomością, gdzie znajdujemy się względem świata, i poczuciem, jaka jest w nim nasza sytuacja – lub miejsce. Możemy określić ją jako podstawową umiejętność, w różnym stopniu uświadomioną, umożliwiającą życie oraz działanie w czasoprzestrzeni: „Jej zakres rozpoczyna się od określenia fizycznej relacji ludzkiego ciała do przestrzeni [...], dotyczy relacji z ludźmi […] a także relacji do poszczególnych elementów w przestrzeni […] następnie określenia relacji ludzi i przedmiotów, miejsc i powiązań”5.

Potrzeba orientacji w (czaso)przestrzeni, dookreślania swojego miejsca w niej, wreszcie – poszukiwania znajomych kształtów oraz wzorów, układania zwyczajowych relacji góra-dół, prawo-lewo, daleko-blisko, kiedyś-teraz jest naturalna dla człowieka. Zadaniem architektury, podobnie jak innych sztuk, jest konfrontacja z problemami ludzkiej egzystencji w czasie i przestrzeni, przy czym jako jedyna staje się ona narzędziem oswojenia przez człowieka tych czterech wymiarów. Do niedawna wiodącą rolę odgrywał (a często nadal odgrywa) w niej paradygmat ekspresji wizualnej: percepcja i doświadczanie formy w przestrzeni (a także przestrzeni jako formy) analizowane najczęściej za pomocą gestaltowskich praw percepcji wzrokowej6.

il. Marta Róża Żak

WZROK I WZROKOCENTRYZM

Teza o wzrokocentryczności naszej kultury stała się współcześnie wyeksploatowanym truizmem i straciła nieodwołalnie znamiona prawdy objawionej. Współczesna, ale wciąż przedpandemiczna, kultura, oparta w ogromnej mierze na analizie, nie syntezie, w sposób niemal techniczny oddzieliła od siebie poszczególne zmysły i wyróżniała dwie przeciwstawne grupy. Wzrok i słuch stały się uprzywilejowanymi zmysłami społecznymi, podczas gdy pozostałe receptory przyjęliśmy za archaiczne pozostałości (coś na kształt kości ogonowej), pełniące wyłącznie prywatne funkcje, osłabiane dodatkowo przez higieniczny kodeks kulturowy. Ten zaś – co trzeba dodać – w ostatnich dwóch latach stał się jeszcze bardziej restrykcyjny. Ale nie na mocy wypracowanych wzorców, lecz przez nagłe, powszechne zagrożenie. W jednym momencie – wraz z pojawieniem się najpierw strachu, potem jako tako uporządkowanego dystansu społecznego, a wreszcie różnych, eksperymentalnych nowych normalności – nasze zmysłowe poznanie skurczyło się w stopniu do tej pory niespotykanym, skupiło się na kontaktach całkiem odległych, wspomaganych przez internet i telefon.

Arystoteles za najszlachetniejszy zmysł uznawał wzrok, któremu jest „najbliżej do intelektu dzięki względnej niematerialności przedmiotu jego wiedzy”7. Trudno się dziwić, na drodze ewolucji gatunków rozwinął się on jako ostatni, przez co jest najbardziej złożony, a spostrzeganie za jego pomocą pozwala na najpełniejsze z możliwych zrozumienie otaczającego świata. Wszystkie doznania człowieka występują bowiem w czasie i przestrzeni, a właśnie wzrok jest naszym podstawowym zmysłem czasoprzestrzennym. Widzimy nie tylko dwuwymiarowe układy kształtów i barw oraz ich głębokość lub oddalenie od nas, lecz także ruch i zmianę8. Jednak sam wzrok nie wystarcza – statyczny obraz nie daje pełnego odwzorowania rzeczywistości, nigdy bowiem nie można zobaczyć wszystkiego: jedne elementy zakrywane są przez inne, pierwszy plan zakrywa drugi, a ten – trzeci. Nawet na nieosłoniętym, płaskim terenie nasze pole widzenia jest ograniczone przez widnokrąg. Do pełnego odbioru przestrzeni potrzebny jest ruch – ruch własny obserwatora, który nie tylko pozwala ją eksplorować, lecz także porządkuje: rytmem kroków człowiek odmierza otaczającą rzeczywistość, nie tylko przestrzeń, lecz także i czas.

CZŁOWIEK MIARĄ WSZECHRZECZY

Ciało człowieka od najdawniejszych czasów stanowiło podstawę dla pomiarów, a także kształtowania proporcji i skali otoczenia. Do tej pory, z mniejszą lub większą dokładnością, można zmierzyć przestrzeń za pomocą łokci, kroków czy ich wielokrotności – mil. Ciało wciąż jest też pierwszym układem odniesienia w kontakcie ze środowiskiem, warunkującym proces orientacji przestrzennej:

„Konfrontuję moje ciało z miastem; moje nogi odmierzają długość pasażu i szerokość placu […]; ciężar mojego ciała spotyka się z ciężarem drzwi katedry, a moja dłoń chwyta za klamkę, kiedy wchodzę do ciemnego wnętrza. Doświadczam siebie w mieście, a miasto istnieje poprzez moje cielesne doświadczenie. Miasto i moje ciało wzajemnie się uzupełniają i dookreślają”9

Tego rodzaju pełne obcowanie ze światem i doświadczanie go na wielu płaszczyznach naraz było przedmiotem badań francuskiego filozofa Maurice’a Merleau-Ponty’ego. Jego prace zgłębiające zagadnienie multisensorycznej – to znaczy takiej, która splata poszczególne bodźce – percepcji przestrzeni stały się z kolei podstawą dla pracy Juhaniego Pallasmy, badającego postrzeganie architektury oraz tworzonej przez nią atmosfery. Merleu-Ponty zauważył, że spostrzeganie nigdy nie odbywa się za pośrednictwem jednego tylko zmysłu, ale za każdym razem w proces poznawania czy orientacji angażujemy całe ciało. Nasze doświadczanie nie jest bowiem doświadczaniem wybranych elementów środowiska osobno, ale zawsze stanowi „doświadczanie świata”:

„Zmysły komunikują się ze sobą, otwierając się na strukturę rzeczy. Kiedy szkło tłucze się z krystalicznym dźwiękiem, to ów dźwięk jest jakby zawarty w widzialnym szkle i widzimy kruchość i sztywność szkła. Widzimy elastyczność stali, ciągliwość rozpalonego żelaza, twardość ostrza w heblu, miękkość wiórów. Kształt przedmiotów nie jest ich geometrycznym konturem – ma pewien związek z właściwą im naturą i kiedy przemawia do wzroku, przemawia jednocześnie do wszystkich naszych zmysłów”10.

Do podobnych wniosków doszli badacze z kręgu psychologii i neuronauki – Gemma Calvert, Charles Spence i Barry E. Stein, autorzy tomu „The Handbook of Multisensory Processes” – którzy zwrócili uwagę na fakt pojawiania się w naszym życiu codziennym nie tyle percepcji jednozmysłowych, ile zdarzeń percepcyjnych, czyli silnie ze sobą splecionych doznań wzrokowych, dźwiękowych i haptycznych. Według nich zmysły zostały tak zaprojektowane, by jednocześnie odbierać informacje pochodzące z różnych rejestrów w celu zwiększenia szybkości oceny sytuacji oraz doboru odpowiedniej reakcji na wachlarz bodźców.

Doświadczanie siebie w przestrzeni albo nawet w czasoprzestrzeni staje się podstawą odnalezienia własnego miejsca w świecie: odbierania sygnałów płynących z zewnątrz i interpretowania ich dzięki wiedzy oraz wyobraźni. Równocześnie jednak przestrzeń, która „istnieje poprzez moje cielesne doświadczenie”, nie jest tożsama z dostrzeganą przez innych: rozbieżne bywają nie tylko spostrzegane ramy fizyczne – nawet czas może biec dla każdego inaczej. Możliwe, że nie jest nawet przestrzenią samą w sobie, lecz jej reprezentacją – mapą wyobrażeniową11, abstrakcyjnym schematem w moim umyśle, tworzonym na podstawie własnej skali odniesienia.

MAPY NIE-MAPY

Mapowanie w tym zakresie nie sprowadza się do tworzenia precyzyjnych odwzorowań, opartych na jednostkach lub skali, ale jest kreowaniem indywidualnego zbioru wyobrażeń na temat organizacji przestrzennej, powstających na podstawie nagromadzenia doświadczeń zmysłowych, porządkujących je kodów i własnych przekonań. W rozumieniu psychologii architektury i socjologii miasta, mapy wyobrażeniowe są reprezentacją przestrzeni zakodowaną w umyśle człowieka, przy czym nie sprowadza się ona jedynie do odwzorowywania istniejących układów przestrzennych, ale polega także na waloryzacji wartości przypisywanych poszczególnym elementom otoczenia, a czasem – uzupełniania ich o to, czego w przestrzeni brakuje12.

Mapowanie oparte jest na „wyobrażalności środowiska” (imageability). Zakłada się, że w każdym środowisku, zarówno naturalnym, jak i stworzonym przez człowieka, istnieją elementy, które wyróżniają się z otoczenia z uwagi na swoje cechy fizyczne (kształt, kolor, rozmiar, fakturę) lub symboliczne (miejsca o wyjątkowym znaczeniu historycznym, religijnym, społeczno-kulturowym). Takie charakterystyczne elementy, które możemy za Augustynem Bańką nazwać „landmarkami”13 wykorzystywane są (często w sposób nieuświadomiony) przez użytkowników jako punkty odniesienia w danej przestrzeni: budują jej obraz w naszym umyśle i stają się podstawą orientacji. Landmarki (obiektywnie istniejące w mieście) pomagają w ocenie kierunku i dystansu osobom, które nie znają danej przestrzeni, natomiast dla stałych bywalców lub mieszkańców stanowią tzw. punkty zakotwiczenia (anchorpoint) w ich własnych mapach poznawczych. Przy określaniu każdego z nich wybieramy jedną ze wskazówek środowiskowych (najczęściej landmark) i organizujemy wokół niej inne – zwykle elementy abstrakcyjne, subiektywne (które są znaczące tylko, albo głównie, dla nas, a więc lokalizowane na indywidualnej mapie poznawczej). Landmarki, przez wspólny wymiar części doświadczeń, stają się kategorią doświadczaną równolegle na płaszczyźnie indywidualnej oraz społecznej, poszerzają swój kontekst znaczeniowy, stając się „podstawowym wyznacznikiem wiedzy środowiskowej, na której opiera się nawigacja i orientacja przestrzenna jednostki i wymiana informacji w społeczeństwie”14.

Za jedną z podstaw tworzenia map wyobrażeniowych landmarki (choć przez niego inaczej nazywane) uznał też Kevin Lynch, gdy tworzył swoją – kiedyś rewolucyjną, a dziś niemal kanoniczną – teorię obrazu miasta. Opiera się ona na obserwacji jego związków z mieszkańcem, które – jak każde związki – budują zasób konkretnych doświadczeń, zapisywanych w pamięci w postaci wyobrażeń. Lynch wyróżnił pięć podstawowych elementów mapy wyobrażeniowej – wskaźników formalnej fizycznej struktury przestrzeni miejskiej, którymi są: 1. punkty orientacyjne (u Bańki – landmarki), 2. węzły, 3. drogi, 4. krawędzie i 5. rejony (lub – jak u Bańki – dzielnice)15.

Landmarki u Lyncha są łatwo rozpoznawalnymi, konkretnymi obiektami – budynkami, wieżami, kościołami – lub dobrze zauważalnymi tworami natury o wyjątkowym wyglądzie: wzniesieniami, rozlewiskami, zagłębieniami terenu. Mogą znajdować się w obrębie miasta lub w znacznym od niego oddaleniu, mieć charakter bardzo lokalny (jak szyldy reklamowe, charakterystyczne drzewa, konkretne sklepy) lub ponadlokalny (góry, wieże kościołów) – nie ma to znaczenia, póki pełnią swoją podstawową rolę, czyli wyznaczają stały kierunek.

Węzły to punkty miasta o strategicznej funkcji, ułatwiające proces zapamiętywania i orientację: są nimi skrzyżowania, przecięcia albo punkty zbiegu dróg, dworce, pętle i przystanki środków transportu czy parkingi. 

Drogi z kolei są kanałami komunikacyjnymi: mogą to być ulice, przejścia, pomosty czy tory kolejowe, ale też kanały – jak w Wenecji i Amsterdamie.

Krawędzie to granice pomiędzy dwoma etapami trasy: elementy linearne, których odbiorca nie używa lub nie utożsamia z drogami. Zaliczamy do nich zarówno linie kolejowe, rzeki czy autostrady, jak i stare mury obronne wewnątrz miasta. Co do zasady stanowią zawsze jakąś przerwę w ciągłości obszarów, oddzielają je komunikacyjnie lub funkcjonalnie, przy czym mogą być odbierane jako bariery (izolujące od siebie rejony) albo jako szwy – linie, wzdłuż których dwie okolice się łączą.

Rejony (dzielnice) to obszary miasta zapisane w świadomości ludzi jako dwuwymiarowe, raczej płaskie i mniej lub bardziej rozległe, zawsze jakoś wyróżniające się spośród innych elementów tego samego rodzaju. Są one rozpoznawalne od wewnątrz, a czasem również z zewnątrz, jeśli tylko mogą być w ten sposób widoczne – jak dzielnice czy osiedla mieszkaniowe.

Co istotne, wymienione elementy kodu wizualnego miasta pełnią podwójną rolę, są bowiem częściami map wyobrażeniowych (konstruktów subiektywnych), a równocześnie krystalizują strukturę kompozycyjną (istniejącą obiektywnie). Prawdopodobnie m.in. dzięki temu podejściu, a także z uwagi na spójność założeń, teoria Kevina Lyncha jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych – szczególnie wśród architektów i urbanistów – choć nie jedyną, przedstawiającą katalog elementów przestrzeni zurbanizowanej. Jednocześnie jednak budzi ona pewne zastrzeżenia psychologów środowiskowych, którzy za szczególnie przesadne uważają akcentowanie wagi obrazu, a co za tym idzie – wyłącznie lub prawie wyłącznie bodźców wzrokowych, przy konsekwentnym osadzaniu wszystkich elementów tworzących wyobrażenia w przestrzeni realnej. Sam Lynch był tego świadom, za nadrzędne uznał jednak opisanie elementów formy, nie kontekstów postrzegania: „Niniejsza analiza ogranicza się do istnienia obiektów materialnych i dostrzegalnych. Na obrazowość obszaru wpływa też np. jego społeczne znaczenie, funkcja, historia, a nawet jego nazwa. Prześlizgniemy się po tych aspektach, bo celem jest odkrycie roli samej formy”16.

Według Augustyna Bańki doprowadziło to do „postawienia przez wielu badaczy znaku równości pomiędzy obrazem a poznawczym ekwiwalentem widzenia, co jest wyraźnym pomyleniem pojęć «percepcja» i «poznanie»”17. Równocześnie teoria Lyncha nie uwzględnia obiektów niematerialnych oraz pamięci i tożsamości miejsc. Nijak ma się też do istniejących już w momencie jej formowania koncepcji poznania wielozmysłowego, w którym jakości wrażeniowe splatają się, a oddzielenie wizualnych od innych jest bardzo trudne, o ile nie niemożliwe.

Badania weryfikacyjne niejednokrotnie dały odmienne wyniki od uzyskanych przez Lyncha. Christian Norberg-Schulz nie potwierdził istnienia pięciu wskazówek środowiskowych, ale wydzielił dwa odrębne zbiory: struktury centralnej, składającej się z dróg, węzłów i landmarków oraz obszarów peryferyjnych, zbudowanych z rejonów i krawędzi. Podobnie Siegel i White uzyskali nie pięć, lecz trzy elementy percepcyjne krajobrazu, które nazwali kolejno drogami (routes), węzłami (nodes) oraz konfiguracjami (configurations).

Odrębne od Lyncha badania prowadził Gordon Cullen, który w swoim Obrazie miasta (co jest jedynie zbieżnością tłumaczeń, bo w oryginale jego Townscapes jest już odleglejsze od Lynchowskiego Image of the City) przedstawił raczej katalog otwarty elementów porządkujących przestrzeń miejską – lecz on również skupił się niemal całkowicie na jakościach wzrokowych oraz tworzeniu wizualnej spójności i, podobnie jak Lynch, badał jej subiektywny odbiór.

W Polsce kwestie czynników decydujących o emocjonalnym oddziaływaniu środowiska miejskiego (a więc znów – subiektywnym jego postrzeganiu) badał od lat 50. XX wieku Kazimierz Wejchert. Jego koncepcja jest w dużej mierze zbieżna z obserwacjami Lyncha, przy czym polski naukowiec wyróżnia osiem formalnych (strukturalnych) części składowych, które są „najłatwiej identyfikowalnymi i zapamiętywanymi przez mieszkańców przestrzeni zurbanizowanych”18. Należą do nich: elementy krystalizujące plan miasta, ulice, rejony, linie i pasma graniczne, dominanty układu przestrzennego, wybitne fragmenty krajobrazu, punkty węzłowe i znaki szczególne. Można zauważyć, że w gruncie rzeczy są one tożsame z wyodrębnionymi przez Lyncha, i w takim samym stopniu skupiają się na jakościach wizualnych, a pomijają zarówno inne doznania zmysłowe, jak i większość elementów niematerialnych.

WSZYSTKO I ZAWSZE W RELACJI DO OTOCZENIA 

Problem percepcji sztuki – w tym architektury – obecny w dyskusji o niej już od starożytności, analizowany był zawsze w wymuszonym dualizmie albo kategorii intelektualnych, albo zmysłowych, wyznaczanym przez podział dwóch tradycji: platońskiej i arystotelesowskiej. Pierwsza, wierząc w prymat wiedzy nad poznaniem zmysłowym, wyznaczała granice poznania w proporcjach i abstrakcji matematycznej. Jedynym zmysłem, jaki mógł być brany pod uwagę, był wzrok – w kulturze greckiej sam proces myślenia pojmowany był bowiem w kategoriach widzenia. Z kolei tradycja Arystotelesowska w percepcji sztuki zakładała wyższą wartość doznań sensualnych, przy czym – jako najistotniejsze eksponowała zmysły wzroku, słuchu i dotyku, a jednocześnie tworzyła tradycyjny dla naszej kultury podział zmysłów i właściwych im przedmiotów spostrzegania. Arystoteles za pierwszy (najwcześniejszy) uznał dotyk, właściwy wszystkim zwierzętom i roślinom, a za najszlachetniejszy – wzrok.

Można więc zauważyć, że niezależnie od tego, która z koncepcji jest nam bliższa, w każdej z nich zawsze za podstawę spostrzegania musimy uznać wzrok: czasem samodzielnie (lub w towarzystwie myśli), czasem – w mniej lub bardziej zależnym systemie innych zmysłów. Cała nasza współczesna kultura zbudowana jest na tym przeświadczeniu – nieważne, czy będziemy ją wywodzić z tradycji filozofii greckiej, czy od Boga, który już w dziele stworzenia rozpoczął prymat wizualności: spojrzał na swoje dzieło „i widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre”19.

Nie wiemy, co myślał Bóg, ale już Arystoteles zauważał, że akt spostrzegania świata przez człowieka nie ogranicza się tylko do jednego zmysłu20, ale kontroluje poszczególne wrażenia i integruje tzw. zmysł wspólny, rodzaj esencji percepcji, która jest taka sama dla wszystkich zmysłów, nie może być jednak sprowadzona do roli żadnego z nich osobno. Podobne przeświadczenie wróciło do (mniej lub bardziej) powszechnej dyskusji w XX wieku i niemal równolegle objawiło się w filozofii i psychologicznych oraz neuronaukowych badaniach nad postrzeganiem. Nie miało to jednak szerszego odbicia w teoriach architektury czy urbanistyki, choć trudno zaprzeczyć, że powstawały w tym czasie wybitne dzieła, wprost skupiające się na tworzeniu unikalnej, wielozmysłowej atmosfery, a także analityczne prace (Pallasmaa) czy poetyckie traktaty (Zumthor) o odczuwaniu architektury. Wciąż, mimo to, nie ma spójnych wytycznych teoretycznych, które można by aplikować w skali urbanistycznej. Mimo całej swej kanoniczności wizualne teorie obrazu miasta i kompozycji urbanistycznej wydają się niewystarczające. W końcu przecież w miejskiej przestrzeni „nic nie jest doświadczane samo w sobie, ale wszystko i zawsze w relacji do otoczenia, do sekwencji poprzedzających wydarzeń, pamięci wcześniejszych doświadczeń”21. •

 

1 Por. Słownik wyrazów obcych PWN, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1980.

2 Cyt. za: J. Pallasmaa: W stronę neurobiologii architektury – umysł ucieleśniony i wyobraźnia [w:] J. Kusiak, B. Świątkowska (red.), Miasto-Zdrój. Architektura i programowanie zmysłów, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2013, s. 43.

3 Kot Schrödingera – eksperyment myślowy stworzony przez Erwina Schrödingera. Wymyślił on urządzenie oddziałujące na hipotetycznego kota zamkniętego w pojemniku z trucizną, która albo zostanie aktywowana, albo nie. Przed otwarciem pojemnika kot jest jednocześnie i martwy, i żywy, ponieważ znajduje się równocześnie w każdym z możliwych stanów (superpozycji). Oznacza to, że do momentu pomiaru (obserwacji) stan kota jest fundamentalnie nieokreślony, a dopiero sprawdzenie (obserwacja) redukuje układ do jednego konkretnego stanu (kot jest albo martwy, albo żywy). Przyjaciel Wignera – eksperyment myślowy zaproponowany przez Eugene’a Wignera jako rozszerzenie eksperymentu z kotem Schrödingera: przyjaciel przeprowadza eksperyment po tym, jak Wigner opuścił laboratorium (nie zna więc przebiegu doświadczenia): w tym układzie superpozycja jest już piętrowa i naraz występuje układ martwy kot-smutny przyjaciel i żywy kot-szczęśliwy przyjaciel, ale zasady się nie zmieniają – aż do powrotu Wignera i jego obserwacji wszystkie możliwości występują naraz. Por.: https://www.kwantowo.pl/2015/05/09/dalej-niz-kot-schrodingera/ (data dostępu: 20.07.2022).

4 Ex oriente lux, ex occidente lex.

5 Cyt. za: A. A. Kantarek: O orientacji w przestrzeni miast, Wydawnictwo PK, Kraków 2013, s. 29.

6 Psychologia postaci (gestalt): naturalna ludzka skłonność do całościowego rozpatrywania i porządkowania wszystkich widzianych elementów. Podstawowym jej prawem jest prawo pregnancji, które określa, że w widzeniu ze wszystkich możliwych organizacji geometrycznych, jakie możemy zobaczyć w danym spojrzeniu, widzimy taką, która posiada najlepszy, najprostszy i najbardziej stabilny kształt. Por.: J. Żórawski, Wybór pism estetycznych, Universitas, Kraków 2008, s. 26–38.

7 Cyt. za: J. Pallasmaa, Oczy skóry. Architektura i zmysły, Instytut Architektury, Kraków 2012, s. 22.

8 Por.: A. A. Kantarek, O orientacji w przestrzeni miast, Wydawnictwo PK, Kraków 2013, s. 29.

9 Cyt. za: J. Pallasmaa, Oczy skóry. Architektura i zmysły, Instytut Architektury, Kraków 2012, s. 49–50.

10 Cyt. za: M. Podgórski, Ucieczka od wizualności i jej społeczne konsekwencje. Fenomen estetyki haptycznej – praca doktorska, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Wydział Nauk Społecznych, Poznań 2011, s. 27.

11 Mapa poznawcza (wyobrażeniowa) to cała „wiedza jednostki na temat relacji przestrzennych i środowiskowych oraz procesy poznawcze związane z kodowaniem i odtwarzaniem informacji składających się na tę wiedzę”. Cyt. za: A. Gendźwiłł, Mapy poznawcze – problemy definicyjne, online: http://www.mapy.foland.pl/Mapy_poznawcze_-_problemy_definicyjne.pdf (data dostępu: 20.07.2022).

12 Przykładem takiego miejsca, przekształconego w znacznym stopniu, ale przez długi czas funkcjonującego w świadomości mieszkańców często w przeszłej formie, był zaraz po wojnie warszawski plac Defilad z Pałacem Kultury i Nauki. Pisze o tym w Warszawie niezaistniałej… J. Trybuś: „Pamięć i wyobraźnia przechowują widoki miasta, które niegdyś istniało, ale i obrazy miasta, któremu zaistnieć nigdy nie było dane. Po dziesiątkach lat te wyobrażenia się przemieszały”. Por. J. Trybuś: Warszawa niezaistniała. Niezrealizowane projekty urbanistyczne i architektoniczne Warszawy dwudziestolecia międzywojennego, cyt. za: Ł. Bukowiecki, „Tu było skrzyżowanie…” O widmobraźni przestrzennej w Warszawie, [w:] „Teksty drugie”, 2016/2: Widmologie.

13 Por.: A. Bańka: Społeczna psychologia środowiskowa, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2002, s. 126-129 oraz K. Lynch, The Image of the City - wyd. polskie: Obraz miastaWydawnictwo Archivolta, Kraków 2011, s. 55–56 i 90–96.

14 Cyt. za: A. Bańka, Społeczna psychologia środowiskowa, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2002, s. 126.

15 Nazwy elementów obrazu miasta za polskim tłumaczeniem K. Lyncha, Obraz miasta. Dodatkowe określenia – landmarki oraz dzielnice – za A. Bańką; por.: A. Bańka, Społeczna psychologia środowiskowa, s. 121.

16 Cyt. za: K. Lynch, Obraz miasta, Wydawnictwo Archivolta, Kraków 2011, s. 53.

17 Cyt. za: A. Bańka, Społeczna psychologia środowiskowa, s. 122.

18 Por.: K. Wejchert, Elementy kompozycji urbanistycznej, reprint wydania drugiego z 1984 roku, Wydawnictwo Arkady, Warszawa 2008, 2010, s. 50.

19 Cyt. za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Rdz. 1,31.

20 „to zaś wtedy zachodzi, gdy jednocześnie postrzegają [swoje własne przedmioty] w tej samej rzeczy, na przykład gorycz i żółtą barwę w żółci” – por. Arystoteles, O duszy, online: http://biblioteka.kijowski.pl/arystoteles/dusza.pdf (data dostępu: 21.07.2022).

21 Cyt. za: K. Lynch, Obraz miasta, s. 1.

Paulina Tota-Stawarczyk
dr Paulina Tota-Stawarczyk

doktorka, inżynierka, architektka, absolwentka i była pracowniczka Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej, autorka ponad 20 publikacji naukowych (wydawnictwa polskie i zagraniczne), uczestniczka licznych międzynarodowych warsztatów projektowych oraz międzynarodowych i krajowych konferencji naukowych; współpracuje z organizacjami pozarządowymi, działającymi na rzecz dostosowania miejskich przestrzeni publicznych do potrzeb wszystkich użytkowników i użytkowniczek; specjalistka od dostępności – konsultuje rozwiązania, tworzy wytyczne dla przestrzeni miejskich, budynków i terenów zielonych; autorka i współautorka " „Standardów dostępności” dla Warszawy i Wrocławia, współautorka publikacji „Dostępność. Bezpieczna ewakuacja”; fanka miasta i kotów

reklama

Warto przeczytać