Facebook

Naprawdę nie dzieje się nic

Z:A 85

KATEGORIA: Temat wydania

„Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum, wódka w parku wypita albo zachód słońca, lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic i nie stanie się nic – aż do końca.” – Michał Zabłocki [1]

Zainspirowana zaszczytnym zadaniem popełnienia felietonu do kolejnego wydania „Zawodu: Architekt”, świetnego pisma, które naprawdę staram się czytać (ze zrozumieniem), postanowiłam oprzeć się na cytatach i maksymach. Jak poinformowała mnie Redakcja, felieton ma być poświęcony wartościom, a co więcej, ma mieć związek z 20-leciem powstania IARP.

INTENCJA I SWOBODA

Jak wiemy, i jak uczy aksjologia oraz filozoficzna dziedzina konserwacji architektury, którą się nieco zajmuję, istnieją wartości trwałe i niezmienne. A jednak coś się zmieniło w naszym zawodzie – od 20 lat mamy samorząd, co uznaję za nową, realną wartość. Przypadło mi zadanie wagi ciężkiej. Przyjęłam je z wdzięcznością i pokorą, jak radzili stoicy, w tym praktyczny Seneka Młodszy, jako wielkie wyróżnienie. Uważam, że kwestia wartości została doskonale opisana i wyrażona po wielekroć przez genialnych filozofów i architektów, począwszy od Arystotelesa i Witruwiusza. Należy zatem logicznie oprzeć się na wielu mądrzejszych od siebie. Poza tym, forma felietonu pozwala mi na swobodę, by ująć rzecz modnie – na flow, lub też, jak mawiają mądrzy architekci – flux. Oczywiście od razu nasuwa się tu jońska filozofia przyrody i jej geniusz – Heraklit. Panta rhei – powiedział na przełomie VI i V wieku p.n.e. Zainspirowana tak zdaniem Redakcji, Heraklitem, jak i Michałem Zabłockim, synem wspaniałego architekta Wojciecha, oraz przepływem nie tyle „wódki w parku wypitej” z motta jego autorstwa, lecz stosownym dla damy likierem skonsumowanym w ogrodzie [2] (spieszę dodać – o zachodzie słońca), postanowiłam nieco popłynąć.

WARTOŚCI KLASYCZNE I METODA

Być może usprawiedliwieniem dla tego odpływu w krainę dywagacji na temat wiecznych wartości i wiecznego związku wszechrzeczy – jak chcieli starożytni – może być cytat z kolejnego geniusza, Erazma z Rotterdamu. Renesansowy mistrz stwierdził, że ,,Uczone wydaje nam się dopiero to, co jest bezgranicznie nudne, i przyzwyczajeni od dzieciństwa do takich rzeczy, nie rozumiemy nic prócz tego, co w taki właśnie sposób porozrywane zostało na człony” [3].

Tymczasem uważam za Erazmem, że świat jest jednością, i to harmonijną jednością, o czym więcej na końcu, a w jego poznaniu (czyli nauce) i w uzupełnianiu – czym zajmuje się architektura – najważniejsza jest logika. Jak twierdził wielki polski filozof analityczny, Józef Maria Bocheński op, jest ona „higieną myśli” [4]. Wpajano mi ją w domu, cytując niesławnego, lecz przebiegłego, Szekspirowskiego Poloniusza: „Choć to szaleństwo, lecz jest w nim metoda” [5]. Poloniusz skończył marnie, ale nam, Polakom, przyda się nieco logiki w metodzie modus operandi. Zresztą na marginesie, zbieżność imion chyba nie była przypadkowa, zważywszy, że podówczas korona angielska, i to na głowie królowej Elżbiety I, toczyła spór z Rzeczpospolitą o handel zbożem [6].

Uważam za największymi, że wartościami naczelnymi w architekturze, wynikłymi z logiki, są oczywiście te zawarte w triadzie Witruwiusza: firmitas, utilitas, venustas – trwałość, użyteczność, piękno [7].

Poza tym, skoro mowa była o konserwacji, jej europejskim źródłem są koncepcje św. Tomasza z Akwinu, jak słusznie zauważał to zawsze – w swych świetnych wykładach – profesor Andrzej Kadłuczka. To Akwinata rozwinął metafizyczną teorię transcendentaliów: verum, bonum, pulchrum – to prawda, dobro i piękno. Poza tym, oczywiście podstawowa jest substancja – aliquid – co ma ewidentny związek z konserwacją architektury w naszym kręgu kulturowym [8].

Z kolei Roman Ingarden, pisząc o Dziele Architektury, sformułował wspaniałą ideę integralności, wewnętrznej jedności dzieła [9]. Oczywiście ma to związek z etyką.
 

fot. M. A. Urbańska

WARTOŚĆ TRWAŁOŚCI W ZMIENNOŚCI: DECORUM

Tu, w oczywistym nawiązaniu do Heraklita, muszę zacytować Henryka Buszkę, kolejnego wielkiego architekta. Odkryłam to zdanie pisząc manifest wystawy pt. Architektura polska dzisiaj, towarzyszącej Międzynarodowemu Biennale Architektury SARP w Krakowie w 2017 roku. Mistrz powiedział: „Jeżeli ktoś uważa, że zadaniem architekta jest stworzenie budynku, jakiego nikt dotąd nie zrobił, to znaczy, że nic nie rozumie [...]. Architektura to nie jest zabawa w formę. To sztuka tła” [10]. Henryk Buszko, urodzony w międzywojennym Lwowie, to jeden z najwybitniejszych polskich modernistów drugiej połowy xx wieku, członek katowickiego oddziału SARP od 1949 roku, wieloletni prezes Zarządu Głównego. Opinia ta może naprawdę zaskakiwać. Zwłaszcza tych, którzy znają bogatą twórczość tego architekta (w słynnym zespole z Aleksandrem Frantą), heroiczną w skali i formie. Wystarczy wspomnieć tylko realizowane w latach realnego socjalizmu – lecz dalece odbiegające od monotonii i żałosnej jakości, zwykle kojarzonej z owym okresem – „Gwiazdy”, czyli wysokościowce w Katowicach, całe tamtejsze osiedle Tysiąclecia, czy tyleż monumentalne, co niezwykłe piramidy w Ustroniu. Powyższy cytat z arcyciekawej rozmowy z nestorem, znanym z pragmatycznego, inżynierskiego podejścia do architektury jako dziedziny użytkowej, wprawił autorkę felietonu w prawdziwą radość. Opinia bardzo konweniuje z jej przekonaniem o potrzebie klasycznego, Arystotelesowskiego decorum – stosowności, umiarkowania i zdyscyplinowania – w każdej dziedzinie sztuki i życia. Z pozoru paradoksalne zdanie H. Buszki jest tym bardziej ciekawe, że wypowiada je autor realizacji wielkich kubatur, ekspresyjnych, a jednak nie dysharmonijnych wobec szerokiego kontekstu miejsca i czasu, w jakim powstała architektura projektowana przez niego z Aleksandrem Frantą.

WARTOŚĆ ZAGADKOWA: ORYGINALNOŚĆ. TALOWSKI I KRAJEWSKI

Tutaj nie odmówię sobie zapowiedzi obszernego cytatu, który dodatkowo wyjaśni tak liczne wtręty z innych autorów – skoro „naprawdę nie zmienia się nic”. Pomoże mi on także zadać Koleżeństwu pytanie o kolejną wartość architektury, która mnie samą zastanawia. Chodzi o kwestię oryginalności. Oczywiście jej mistrzem był Teodor Talowski. Fantasia para un gentilhombre (Fantazja dla szlachcica) tytuł finezyjnej kompozycji Joaquina Rodrigo, markiza de Aranjuez, zawsze kojarzył mi się z Talowskim i jego hojnymi inwestorami. Niektórzy nazywają architekta „polskim Gaudim”, lecz ja wolę nazwać Gaudiego „katalońskim Talowskim”. Rozmach Talowskiego, brak konwencji, brawura w operowaniu stylami i materiałami (z własnej cegielni), wszystkie te terminy zawierają się w fantazji. Fantazja, polot, wirtuozeria – tak można by najkrócej ująć istotę jego architektury [11].

Wracając do istoty oryginalności w twórczości: pijar Michał Dymitr Krajewski, autor „Podolanki wychowanej w stanie natury, życie i przypadki swoje opisującej” [12], uroczej polskiej parafrazy Jana Jakuba Rousseau, poczynił ciekawe w tym temacie spostrzeżenia. W powiastce, pełnej komentarzy na każdy temat: o architekturze, czyli o urządzaniu pałaców, folwarków, ogrodów; o (wtedy nowym) wynalazku piorunochronu – przez króla Stasia i francuską modę; o wybiegach dam, by wyjechać do spa; zbytkach sarmackich pogrzebów czy wiernej miłości parafiańskiej, Krajewski bardzo trzeźwo ocenił autorów pism. Wszak był rektorem Collegium Nobilium, a to zobowiązywało! W dziele wydanym A.D. 1784 wykazywał, że w wieku rozumu wszystko wiedziano o roli literatury.

„Świat uczony podzielić można na kilka milionów ludzi, którzy piszą i rozumieją, iż potomność wystawiać im będzie kolosy, na kilka tysięcy, którzy te pisma drukują i przedają i na kilkaset, którzy je czytają. Chce się każdy zabawić, zrobi się książka; trzeba nauczyć kogo, zrobi się druga [...]; trzeba jeść, a rękami nie chce się pracować, zrobi się szósta, siódma i dziesiąta. [...] Przy takiej ustawicznej konsumpcji książek, niechaj się nie dziwi czytelnik, że tylko tytuły ich znajduje odmienne. Autorowie nasi przepisują jedni od drugich, a inszy porządek słów, który dają cudze rzeczy, inszy początek albo koniec czyni inszą kombinacją, a zatym inną książkę. Ja sama wyznaję, iż pisząc o sobie, wiele myśli brałam z jednego bezimiennego autora i z inszych książek. […] A chociaż książka moja jest jak Fedra kawka przybrana w cudze pióra, może jednak będzie jeszcze taki, który ją i z własnych nawet piór odrze, a sobie przyprawi...” [13].

Moim zdaniem, skoro mowa o wartościach, powstaje pytanie, czy powyższe uwagi można odnieść do twórczości, czy – jak chcą utylitaryści – do produkcji – architektonicznej, nie tylko literackiej. Zmarły w ubiegłym roku, wybitny dydaktyk Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej, profesor Wojciech Buliński, stwierdził niegdyś w rozmowie z autorką, że w architekturze w ogóle nie można mówić o plagiacie, czyli o kompletnym braku oryginalności. Istnieje bowiem styl, moda, a nawet doktryna – profesor miał na myśli, rzecz jasna, na przykład Le Corbusiera. To bardzo ciekawy wątek i sama zastanawiam się nad nim stale… Zwłaszcza w kontekście wypowiedzi mistrza Buszki i twórczości Talowskiego, o wielkiej Zaha Hadid nawet nie wspominając.

WARTOŚĆ GENIUS LOCI

Na obecnym etapie mych dociekań, uważam, że podobne odpowiedzi projektowe na podobne pytanie są właściwe i – jako takie – prawdziwe. Przez podobne pytanie rozumiem tu funkcję i kontekst, czyli genius loci. Oczywiście, jak twierdzi fenomenolog architektury, Christian Norberg Schulz [14], duch miejsca nie tylko istnieje, lecz także jest możliwy do opisania. Racja, przecież wszyscy robimy dogłębne studia i analizy przedprojektowe. Na szczęście jednak, moim zdaniem, rację ma też kolejna maksyma – ars una, species mille. Sztuka jest jedna, lecz ma wiele postaci. Architektura przybiera je przez filtr swoistej wrażliwości oraz talentu inwestora i architekta. Inaczej tkwilibyśmy stale w szponach doktryn i jedynej słusznej odpowiedzi na zagadnienia naszej dyscypliny. Byłby to powracający koszmar, proszę wybaczyć. Czy jednak należy zawsze dążyć do oryginalności, do innowacji? Jakie jest zdanie Szanownych Czytelników? Chciałabym się tego dowiedzieć.

KRÓTKIE PODSUMOWANIE: HARMONIA MUNDI, ETYKA I IZBA

Cóż, co do owej oryginalności, przynajmniej podaję przypisy, jak widać także w tym felietonie (skoro mam zaszczyt wykładać, m.in.: metodologię badań naukowych i projektowania). Projektując i prowadząc studenckie prace, inspiruję się dziełami innych – jestem częścią świata i staram się znać cywilizację… Pragnę zawsze dbać o prawa autorskie. A poza tym, przecież jesteśmy w gronie zawodowym, etycznym. Etyka to też wartość trwała – w zmienności świata, ale w zgodzie z jego konstrukcją. Wypada odnieść się tu do znanego mi stanowiska naszego Kolegi, mego kolejnego mistrza, profesora Romualda Loeglera. Wielokrotnie cytował on Einsteina – jego kosmiczną religię, admirację budowy wszechświata, harmonia mundi [15].

Szczerze uważam, że częściami ładu wszechświata są logiczna architektura jako wyraz kultury i, oprócz logiki, etyka zawodowa, rozumiana także jako zbiór zasad modus operandi, czyli jako sposób działania architekta. Koleżanki i Koledzy, członkowie IARP, są piękni, mądrzy i dobrzy, tworząc architekturę trwałą, użyteczną i pełną venustas – jak chcieli klasycy! A przynajmniej do tego dążymy. Powstanie i działalność Izby Architektów Rzeczpospolitej Polskiej w tym pomagają i nie jest to jedynie grzeczność ze strony niżej podpisanej. Zresztą, jak pisał Mickiewicz „Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą” [16]. I tym klasycznym twierdzeniem pozwalam sobie się pożegnać, życząc Izbie i nam wszystkim co najmniej 200 lat! Kochajmy się! •

 

1. M. Zabłocki, Naprawdę nie dzieje się nic, 1991, słowa piosenki Grzegorza Turnaua pod tym samym tytułem, online; http://poemat.com.pl/wp-content/uploads/2010/07/naprawde-nie-dzieje-sie-nic.mp3 [data dostępu: 9 IV 2022].

2. W pięknym ogrodzie przy domu Józefa Mehoffera, twórcy immanentnie związanego z architekturą, przez swe wspaniałe realizacje secesyjnych wnętrz, np. Izby Przemysłowej w Krakowie (arch. Franciszek Mączyński i Tadeusz Stryjeński, 1904–1906) czy Katedry Ormiańskiej we Lwowie (modernizacja: arch. Franciszek Mączyński, 1912).

3. Erazm z Rotterdamu, Trzy rozprawy, przeł. i oprac. Domański Juliusz, Warszawa, Instytut Wydawniczy PAX 1990, s. 200–201.

4. J.M. Bocheński, Logika, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2016, s. 15.

5. W. Shakespeare, Tragiczna historia Hamleta Księcia Danii, przeł. M. Słomczyński, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1978. W oryginalnym przekładzie Józefa Paszkowskiego (1909) rzecz brzmi ślicznie: „Chociaż to waryacya, nie jest jednakże bez metody”.

6. Por. L. Strachey, Elizabeth and Essex. A tragic history, TPP, Londyn 2012.

7. M.P. Witruwiusz, O architekturze ksiąg dziesięć, tłum. K. Kumaniecki, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010.

8. M. Krąpiec, Metafizyka : zarys teorii bytu, wyd. 2 (przejrz. i popr.), TN KUL, Lublin 1978, s. 548.

9. R. Ingarden, O dziele architektury, [w:] Studia z estetyki, t. II, PIW, Warszawa 1958, s. 115-160.

10. Henryk Buszko w rozmowie z Anną Dudzińską i Dariuszem Korotko, online: http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1,35055,15499814,Henryk_Buszko__Miasto_ma_sens_wtedy__kiedy_jest_wypelnione.html [data dostępu: 7 V 2017].

11. M.A. Urbańska, Tytan wolnościowej architektury, „Architektura-murator” 2018, nr 4, s. 20.

12. M.D. Krajewski, Podolanka, Universitas, Kraków 2002.

13. Wyjątki zamieszczone były w eseju: M.A. Urbańska, „Granice architektury - architektura za granicami. Niesamowite życie ruin”, „Czasopismo Techniczne” 2003, z. 8-A, s. 312–316.

14. Ch. Norberg-Schulz, Genius Loci: Towards a Phenomenology of Architecture, Rizzoli, New York 1980.

15. A. Einstein, Mein Weltbild, Amsterdam 1935.

16. A. Mickiewicz, Pan Tadeusz, SW Czytelnik, Warszawa 1955, s. 20.

Marta A. Urbańska
Marta A. Urbańska
Architekt IARP

architekt, członek MPOIA RP, SARP i SKOZK, historyk i krytyk architektury, profesor Politechniki Krakowskiej

reklama

Warto przeczytać