Facebook

Kres sztuki sepulkralnej

Z:A 84

KATEGORIA: Temat wydania

Architektura zawsze jest materialnym dokumentem epoki. Tak jak z czasów fin de siècle pozostały budzące podziw eklektyczne i secesyjne kamienice oraz cmentarze, tak komunizm pozostawił szarość betonu i lastriko, a ostatnie trzydzieści lat przyniosło zobojętnienie oraz całkowity już upadek sztuki sepulkralnej.

Co roku w Polsce w okolicy 1 listopada odbywa się największa wewnętrzna migracja ludności. Setki tysięcy ludzi, o ile nie miliony, wyruszają samochodami, pociągami i autobusami na rozrzucone po całym kraju cmentarze, aby wspominać zmarłych – swoich krewnych, przyjaciół i znajomych. Pomimo niewątpliwej laicyzacji społeczeństwa ten zwyczaj osadzony tradycyjnie w wierze nie słabnie, aczkolwiek jego wymiar religijny uległ znacznej erozji. Pamięć o zmarłych, zarówno tych najbliższych, jak i o osobach ważnych dla społeczeństwa, jest chyba najistotniejszym elementem ciągłości cywilizacji i kultury, może nawet silniejszym niż dziedzictwo materialne. Być może to właśnie ta pamięć pozwoliła na przetrwanie najcięższych doświadczeń historycznych, a jej echem jest tak masowe odwiedzanie grobów w ten jesienny, na ogół skłaniający do zadumy i refleksji szary listopadowy dzień czy wieczór rozświetlony łunami nad cmentarzami.

BOGATA HISTORIA

Budowanie i wznoszenie miejsc pochówku jest tak stare, jak nasza cywilizacja. W epoce kamiennej tworzono wielkie jak na ówczesne możliwości obiekty: kurhany, kopce oraz kamienne tumulusy. Z potężnych starożytnych grobowców wymienić można oczywiście piramidy w Gizie, zbudowane około 2650 roku p.n.e. czy zaliczane do siedmiu cudów starożytnego świata Mauzoleum w Halikarnasie w Azji Mniejszej z 350 roku p.n.e. Do naszych czasów z obcego kręgu kulturowego (chociaż w jego budowie mogli mieć udział dwaj Europejczycy z Wenecji i Francji) dotrwał wspaniały Tadż Mahal w Indiach wzniesiony w latach 1632–1654. W kręgu kultury polskiej – w Katedrze Wawelskiej – ustawiano sarkofagi królewskie. Jest wśród nich wspaniały gotycki kenotaf Wita Stwosza stworzony dla Kazimierza Jagiellończyka.Jako ostatni powstał grobowiec Jadwigi Andegaweńskiej wykuty w białym marmurze carraryjskim przez Antoniego Madeyskiego w 1902 roku. W okresie renesansu wzniesiono wiele nagrobnych kaplic, przylegających do kościołów i katedr, na czele z Kaplicą Zygmuntowską wykonaną na Wawelu w latach 1519–1531 przez Bartolommea Berreccego. Barok wyniósł obrzędy pogrzebowe do rangi widowiska teatralnego – w kościołach i kaplicach budowano wielkie castrum doloris, czyli wielopiętrowe drewniane katafalki z baldachimami, fragmentami fortyfikacji, piramidami, obeliskami, figurami świętych oraz elementami heraldycznymi, oświetlone tysiącami świec, a obrzędy pogrzebowe trwały od kilku tygodni do niemal roku. Specyficznym kierunkiem wykształconym w Polsce w ramach sztuki sepulkralnej w XVII i XVIII wieku były portrety, które przytwierdzano do trumien podczas uroczystości pogrzebowych, co symbolizowało uczestnictwo w nich również samego zmarłego. Te malowane na blasze wizerunki o sześciokątnym kształcie wpisywały się w kulturę sarmacką i nie miały odpowiednika w zwyczajach innych państw europejskich.

W miastach lokacyjnych cmentarze znajdowały się zazwyczaj w sąsiedztwie kościołów, jednak rozwój zabudowy i wzrost liczby mieszkańców w XVIII i XIX wieku wymusił stworzenie nowych nekropolii poza obszarami centralnymi. W tym okresie założono cmentarz Powązkowski w Warszawie (1790 rok), malowniczy, położony na wzgórzach cmentarz Na Rossie w Wilnie (1801 rok), cmentarz Rakowicki w Krakowie (1802 rok) oraz wiele innych. W większości zostały one rozplanowane zgodnie z zasadami sztuki sepulkralnej – na planie bramy – symbolu przejścia do wieczności. Na ich terenie objętym obecnie ochroną konserwatorską znajdują się różnej skali budowle nagrobne – od skromnych płyt do rozbudowanych quasi-kaplic o zróżnicowanym, najczęściej eklektycznym wyrazie estetycznym. Wśród nich znajdują się również arcydzieła sztuki sepulkralnej, takie jak grobowiec architekta Teodora Talowskiego oraz nagrobek Erazma i Anny Jerzmanowskich, autorstwa rzeźbiarza Wacława Szymanowskiego, znajdujące się na cmentarzu Rakowickim w Krakowie czy grób przemysłowca Juliana Frageta autorstwa rzeźbiarza Bolesława Jeziorańskiego, na warszawskich Powązkach. Warto także wspomnieć o nielicznych przykładach współczesnej rzeźby sepulkralnej – skromnych zwierzętach na nagrobku Lidii Zamkow, autorstwa rzeźbiarza Bronisława Chromego, na cmentarzu Rakowickim czy kadrujących dłoniach, stworzonych przez Krzysztofa M. Bednarskiego na grobie Krzysztofa Kieślowskiego na warszawskich Powązkach.

OKRES MIĘDZYWOJENNY

Pierwsza wojna światowa pozostawiła tragiczne ślady w postaci wielu cmentarzy wojennych. We Francji, na miejscu wielkich bitew nad Sommą, licznie powstały wielkie założenia cmentarne poległych żołnierzy, a pod Verdun stworzono monumentalne ossuarium, w którym pochowano szczątki 130 tysięcy wojskowych, których tożsamości nie udało się ustalić, otoczone 25 tysiącami grobów. W Polsce z czasów I wojny światowej pozostało wiele, nieco już dzisiaj zapomnianych cmentarzy w Beskidzie Niskim. W okresie międzywojennym wznoszono również nowy typ budowli sepulkralnych – mauzolea dla zmarłych wodzów i dyktatorów. W Moskwie na Placu Czerwonym, u stóp murów Kremla, w latach 1929–1930 taki obiekt stworzono dla zmarłego w 1924 roku Włodzimierza Ilicza Lenina. Wzniesione w stylu konstruktywistycznym z granitu, porfiru, marmuru i labradorytu mauzoleum zaprojektował architekt Aleksiej Szczusjew. W 1953 roku złożono w nim zabalsamowane ciało Józefa Wisarionowicza Stalina. W latach 1924–1927 niedaleko Grunwaldu, w miejscu bitwy z 1914 roku pod Tannenbergiem, zbudowano pomnik poległych, według projektu berlińskich architektów Waltera i Johannesa Krügerów. Monumentalny obiekt z ośmioma wieżami nawiązywał do kamiennego kręgu w Stonehege. Przebudowano go w latach 1934–1935, aby złożyć w jednej z wież trumnę z ciałem marszałka Paula von Hindenburga. W latach 1940–1959, 50 kilometrów na północny-zachód od Madrytu, w dolinie Valle de los Caidos, z inicjatywy dyktatora Francisco Franco zrealizowano mauzoleum składające się z podziemnej bazyliki wykutej w skale, zwieńczonej stojącym na szczycie wzgórza ogromnym krzyżem, gdzie w 1975 roku spoczął sam El Caudillo. Ostatnim takim obiektem w Europie była piramida budowana w Tiranie dla komunistycznego przywódcy Albanii – Envera Hodży (zmarłego w 1985 roku), zaprojektowana przez jego córkę architektkę. Wichry historii i przemiany polityczne nie pozwoliły jednak na spokojny spoczynek tych wodzów. W 1945 roku w ramach odwrotu przed Armią Czerwoną wywieziono z mauzoleum w Tannenbergu trumnę ze szczątkami marszałka Paula von Hindenburga, a budowlę wysadzono w powietrze. W 1961 roku na fali destalinizacji usunięto ciało Józefa Stalina z mauzoleum Lenina, a w 2019 roku po długich politycznych sporach, z obiektu w dolinie Valle de los Caídos usunięto trumnę ze zwłokami Francisco Franco. W międzywojennej Polsce, po śmierci Józefa Piłsudskiego, wybuchł bardzo poważny konflikt pomiędzy władzami państwowymi a arcybiskupem krakowskim Adamem Sapiehą w kwestii pochówku marszałka w podziemiach Katedry Wawelskiej. Ostatecznie jednak trumna złożona została w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów. Nad jej wejściem architekt Adolf Szyszko Bohusz zaprojektował baldachim wsparty na sześciu kamiennych kolumnach. Zatarta już dzisiaj nieco symbolika odrodzonego państwa znajdowała swój wyraz w formie wejścia, a jeszcze dobitniej w użytych materiałach. Granitowy cokół pochodził z pomnika Ottona von Bismarcka w Poznaniu, nefrytowe kolumny z rozebranego soboru św. Aleksandra Newskiego na placu Saskim w Warszawie, a kapitele i bazy kolumn odlano z austriackich armat. Replika lewitującego baldachimu stanowiła fragment polskiej ekspozycji na Biennale Architektury w Wenecji w 2014 roku.

CZASY POWOJENNE I WSPÓŁCZESNOŚĆ

Ofiary II wojny światowej zostały upamiętnione zarówno na nekropoliach wojskowych, jak i tych poświęconych zmarłym w wyniku eksterminacji. Takim naszym narodowym miejscem pamięci jest cmentarz w Katyniu, na którym spoczywają rozstrzelane ofiary stalinowskiego terroru. Wielkimi mogiłami ludzkości są pozbawione grobów tereny byłych obozów zagłady w Auschwitz-Birkenau, Treblince i Sobiborze. Po wojnie powstały również liczne nekropolie poświęcone poległym, w tym słynny zwieńczony monumentalną rzeźbą na cokole z ruin Nowej Kancelarii Rzeszy, cmentarz żołnierzy radzieckich Treptow, w Berlinie. W Polsce także zbudowano wiele takich miejsc pamięci, m.in. monumentalny Cmentarz Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie z lat 1949–1950 projektu architekta Bohdana Lacherta oraz rzeźbiarzy Jerzego Jarnuszkiewicza i Stanisława Lisowskiego, a także cmentarz we Wrocławiu z 1947 roku zaprojektowany przez architekta Tadeusza Ptaszyckiego. Poza granicami Polski wzniesiono u stóp Monte Cassino tarasowy Polski Cmentarz Wojenny według projektu architektów Wacława Hryniewicza i Jerzego Skolimowskiego. Te nekropolie były ostatnimi – o tak wysokim poziomie artystycznym – dziełami urbanistyki sepulkralnej w Polsce.

Jednak ślady wojny pozostały nie tylko w postaci miejsc poświęconych pamięci poległych żołnierzy. W wielu polskich miastach można odnaleźć zarośnięte cmentarze żydowskie będące świadectwem wielowiekowej obecności tej społeczności na naszych ziemiach. Okrutny Holocaust sprawił, że ostatniemu pokoleniu nie dane było spocząć obok swoich bliskich, tylko zmienić się w popiół w krematoriach.

Grobowiec przemysłowca Juliana Frageta, autorstwa rzeźbiarza Bolesława Jeziorańskiego, na warszawskich Powązkach, il. Piotr Średniawa

ŚMIERĆ SZTUKI SEPULKRALNEJ

To krótkie wspomnienie o cmentarzach ukazuje, że są one niezwykle istotnymi depozytariuszami, na równi z ulicami, placami, budynkami, tak indywidualnej, jak i zbiorowej pamięci oraz tożsamości, choć, podobnie jak cała historia, czasami instrumentalnie fałszowanymi. Niestety okres powojenny przyniósł upadek sztuki i architektury sepulkralnej w Polsce. Smutny czas oraz rzeczywistość PRL-u dotknęły też miejsca spoczynku. Nowe cmentarze, o prostackiej wręcz urbanistyce, sytuowano na peryferiach miast w przypadkowych lokalizacjach, niczym wysypiska śmieci. Pracownie rzeźbiarskie zostały wyparte przez zakłady rzemieślnicze, oferujące kamienne lub wykonane z lastriko nagrobki najniższej estetycznej próby. Tak jak społeczeństwo zostało sprowadzone do szarego tłumu, tak szare są falujące rzędy nagrobków z tej epoki, przypominające pozbawione wyrazu betonowe osiedla, czy zespoły prymitywnej sześciennej zabudowy jednorodzinnej.

Obecnie wraz z przyswajaniem przez społeczeństwo konsumpcyjnego modelu funkcjonowania śmierć i eschatologia stały się nieproszonymi gośćmi, zakłócającymi marzenia oraz dążenia do dobrobytu i bogactwa. A ponieważ są to zjawiska mimo wszystko nieuniknione, konieczne jest przynajmniej ich usunięcie na margines bieżących wydarzeń oraz uznanie za coś zbytecznie niepożądanego. Nie zmienił tego podejścia również czas pandemii, mimo idących w dziesiątki tysięcy zgonów i jednoczesnego marginalizowania tego tematu przez media, skupionych na ograniczeniach w galeriach handlowych, hotelach czy stokach narciarskich. Tym samym śmierć, pogrzeby, żałoba, jak również sztuka sepulkralna stały się w epoce niepohamowanej konsumpcji niewygodne, zupełnie niepasujące do imperatywów dzisiejszego świata, hałaśliwie i kolorowo reklamowanego w mediach. Na przestrzeni historii kres niektórych dziedzin sztuki, w tym w ostatnich czasach sztuki sepulkralnej, jest rzeczą naturalną, lecz zawsze dzieje się to ze szkodą dla kultury. Wytworzył się zastanawiający kontrast pomiędzy rodzinnymi uroczystościami, swoją wspaniałością zahaczającymi o burleskę, współczesnymi ślubami a będącymi ich przeciwieństwem szybkimi pogrzebami ze współczuciem sprowadzonym do obiegowych frazesów kondolencji. Piękne rzeźbione przeszklone karawany, ciągnione przez parę przystrojonych w czarne pióropusze koni, które pamiętam z dzieciństwa, zostały zastąpione przez wtapiające się w uliczny ruch czarne Mercedesy kombi. Niestety syndrom życia w niestarannej, nieestetycznej przestrzeni, przenosi się także poza jego kres. W takim samym niskiej jakości otoczeniu, w jakim żyjemy, chowamy naszych bliskich i w takiej samej nędznej przestrzeni finalnie spoczniemy. Smutny to wieczny spoczynek w pokoju w rodzimym wydaniu. Brzydoty połączonej z naiwną pretensjonalnością współczesnych polskich cmentarzy nie są w stanie przesłonić w ten listopadowy dzień kwiatowe kobierce i łuny zniczy. Niemniej warto częściej odwiedzać cmentarze i uczyć się przekazywanej przez nie naszej materialnej oraz duchowej historii i tożsamości. •

Kadrujące dłonie, autorstwa Krzysztofa M. Bednarskiego, na grobie Krzysztofa Kieślowskiego na warszawskich Powązkach, il. Piotr Średniawa
Piotr Średniawa
Piotr Średniawa
Architekt IARP

przewodniczący Rady Śląskiej Okręgowej Izby Architektów RP, członek Miejskiej Komisji Architektoniczno-Urbanistycznej w Katowicach, wraz z żoną prowadzi Biuro Studiów i Projektów Architekt Barbara i Piotr Średniawa

TAGI

cmentarze

reklama

Warto przeczytać