Facebook

Architekt i jego praca, cz. XIX

Z:A 86

KATEGORIA: A...symetria umowy

Odpowiedzialność architekta to część umowy z inwestorem, która pozwala m.in. określić zakres możliwych roszczeń klienta. W tym odcinku A…symetrii umowy przedstawiono sytuacje, w których odpowiedzialność architekta może być ograniczona.

Częścią umowy o architektoniczne prace projektowe są regulacje ograniczające odpowiedzialność architekta względem zamawiającego. Postanowienia te, w znacznym stopniu, stanowią o symetrii zawieranej umowy. Właśnie w tej części architekt, na podstawie prowadzonych negocjacji oraz ich rezultatów, ma prawo zastrzec pewne kwestie, jako zbiór kontrargumentów wobec zobowiązań nakładanych na niego przez klienta.

Oto najczęstsze sytuacje związane z ograniczeniem odpowiedzialności:

  • architekt nie odpowiada za niedociągnięcia lub wydatki spowodowane przez zamawiającego bądź inne osoby – zapis oczywisty, poruszone są w nim dwie kwestie: niedociągnięcia i wydatki. Spektrum aktywności architekta może być bardzo szerokie. W całym wykazie znajduje się wiele rodzajów prac oznaczonych jako świadczenia ponadpodstawowe, czyli takie, które mogą, ale nie muszą zostać powierzone architektowi. I właśnie w takich sytuacjach, gdy klient zobowiązał się do wykonania części przedmiotu umowy (w ramach świadczeń wydzielonych lub dodatkowych), odpowiedzialność architekta musi być ograniczona. Przykładowo inwestor zobowiązał się dostarczyć lub wykonać we własnym zakresie część prac przygotowawczych, czyli analizy przedprojektowe lub studium programowo-przestrzenne. Dokumenty te powinny być dostarczone architektowi w ustalonym terminie. Jeśli tak się nie stanie, architekt nie odpowiada za ewidentne niedociągnięcia klienta, rzutujące choćby na terminy realizacji prac zleconych projektantowi. Innym przykładem niedociągnięć zamawiającego może być słaba jakość prac przekazywanych architektowi, które mają służyć mu jako materiał potrzebny do prawidłowego wywiązania się z umowy. Zwykle zdarza się to przy pracach projektowych, w których elementem jest wykonanie oraz dostarczenie projektantowi inwentaryzacji budowlanej modernizowanego i przebudowywanego obiektu. Wadliwie przygotowana przez zamawiającego (lub inne osoby pracujące w jego imieniu) dokumentacja inwentaryzacyjna może przynieść przyszłej inwestycji więcej szkody niż zysku. Kolejny element, o którym mowa powyżej, to wydatki. Wielu czytelników spyta: co pieniądze wydawane przez klienta mają wspólnego z odpowiedzialnością architekta i potencjalnymi pretensjami do niego? Otóż nieprzypadkowo wydatki połączone zostały z niedociągnięciami. Zwykle gdy zamawiający stwierdza, że pewne prace wykona we własnym zakresie, a realia – chociażby formalnoprawne – utrudniają zrobienie tego prawidłowo, ma do architekta pretensje, że musi ponosić wysokie koszty dodatkowych opracowań. Budżet wstępny inwestora na ogół takich wydatków nie przewiduje. Klient uważa, że architekt miał obowiązek uprzedzić go, iż dane prace będą aż tak kosztowne. I aby zrekompensować sobie straty wynikające z przepłacenia za zlecone innym podmiotom opracowania, w trakcie realizacji umowy, wysuwa żądanie obniżenia honorarium projektanta. Takie sytuacje zdarzają się zwłaszcza wtedy, kiedy architekt proponuje klientowi, że za stosunkowo niewielką opłatą wykona pewną część prac ponadpodstawowych. Dlatego podczas negocjacji projektanci powinni robić notatki, których treść będą mogli w razie potrzeby wykorzystać w swojej obronie.
    Architekt nie może również odpowiadać za rozrzutność zamawiającego i jego wydatki na promocję przyszłego przedsięwzięcia. To bywa domeną tzw. deweloperów, czyli instytucji lub osób zlecających projekt, realizujących inwestycję, a następnie sprzedających poszczególne części wybudowanego obiektu indywidualnym inwestorom. Zdarza się, że sfrustrowany klient próbuje obarczyć architekta odpowiedzialnością za skutki własnych nietrafionych decyzji. Współczesny biznes ze swoją drapieżnością zmierza w takim kierunku, więc podpisując umowę, należy dmuchać na zimne;
  • architekt nie odpowiada za zmiany projektu wprowadzane przez zamawiającego w trakcie budowy, o ile nie wyraził na to pisemnej zgody  sprawa podstawowa: architekt nie ponosi i nie może ponosić odpowiedzialności, jeżeli zamawiający na własną rękę, bez uzgodnienia, dokonuje zmian w projekcie (jest to niedopuszczalne od strony prawa budowlanego). Chociaż, teoretycznie, problem jest bezdyskusyjny, to w praktyce zdarza się, że inwestor za swoje samowolne „wyczyny” kieruje sprawę do sądu przeciwko... architektowi. Niekiedy sprawę taką wygrywa. Dlaczego? Otóż projektant nie jest w stanie być stale obecny na placu budowy, a kiedy „kota nie ma – myszy harcują”. Można bawić się dalej mądrością przysłów, ale lepiej uzmysłowić sobie kilka elementarnych zasad prawnych. Klient, który chce dokonać zmian, zawsze powinien przed ich realizacją skonsultować się z architektem. Czy każdym drobiazgiem ma zawracać mu głowę? Otóż tak! Bo to, co inwestorowi wydaje się drobiazgiem, nie zawsze jest nim na placu budowy. A oto kilka najpopularniejszych kwestii, którymi klienci nie chcą zawracać głowy zapracowanemu architektowi:

– zamiana (czytaj oszczędności) właściwych izolacji przeciwwodnych (problem ma zasięg od fundamentu aż po kalenicę dachową);

– zamiana materiałów (czytaj oszczędności) właściwych izolacji termicznych;

– zastosowanie innych warstw posadzkowych;

– przesunięcia ścian konstrukcyjnych (w domach jednorodzinnych to norma);

– zamiana wystrojów elewacyjnych (tynk zamiast cegły);

– zamiana rodzaju stolarki.

Te najpopularniejsze rodzaje własnej „twórczości” inwestorskiej są najgroźniejsze. To klasyczne bomby z opóźnionym zapłonem. Rezultat wprowadzonych zmian pojawia się w użytkowanym obiekcie, najczęściej po pierwszej chłodniejszej zimie, w formie: spękań (tzw. rysowania) ścian, zawilgocenia ścian i sufitów, występowania wody w piwnicy, znacznie większego zużycia energii za ogrzewanie obiektu względem porównywalnych wskaźników etc. No i kto jest wówczas winny? Oczywiście architekt. Chociaż nie ma on zielonego pojęcia na przykład o tym, że ściany są niewłaściwie zaizolowane (gdy bowiem przyjechał na plac budowy, wszystkie newralgiczne elementy budowlane zostały sprytnie ukryte przez wykonawcę i klienta). W książce budowy jest natomiast zapis kierownika: „Hydroizolacja na ścianach fundamentowych wykonana zgodnie z projektem”. I mecz inwestor kontra architekt kończy się wynikiem 1 : 0 dla tego pierwszego. Oczywiście „prawny mecz”. W dniu położenia tańszej i prawdopodobnie gorszej jakościowo izolacji klient jest przekonany, że zrobił znakomity interes. Architekta nie powiadomił, ponieważ nie było go akurat w pracowni lub nie chciał mu zawracać głowy. Ale gdy po roku użytkowania obiektu w piwnicy jest 10 cm wody, ten sam inwestor myśli zupełnie inaczej. Nagle „przypomina” sobie o wpisie w dzienniku budowy, że: „Izolacje zostały wykonane zgodnie z projektem”. A przecież w piwnicy stoi ta cholerna woda, budynek pęka, jest zimno i wszystkie inne plagi egipskie po kolei utrudniają normalne funkcjonowanie w nowiutkim wymarzonym domu. I sprawa trafia do sądu. Architekt jest wtedy w znacznie gorszej sytuacji niż inwestor. To on musi udowodnić, że nie popełnił błędów. W praktyce sądowej strony powołują biegłych, którzy, jako rzeczoznawcy w danej dziedzinie, często wypisują horrendalne bzdury. I co ciekawe, dziesięciu rzeczoznawców sądowych jest w stanie napisać dziesięć różnych opinii prawnotechnicznych. Niewiarygodne? Architekci, którzy odczuli działanie owego mechanizmu na sobie albo obserwowali, co przeżywali koledzy z podobnymi doświadczeniami, w pełni rozumieją treść niniejszego artykułu. Ktoś powie: „Przecież powinien być jeszcze nadzór inwestorski i budowlany”. Prawda jest taka, że przy mniejszych zamówieniach inwestorzy zwykle oszczędzają na inspektorze nadzoru inwestorskiego, a nadzór „z urzędu” ma inne uprawnienia.

A zatem: 

  • architekt nie ponosi odpowiedzialności i nie może być traktowany jako gwarant w przypadku:

– działalności i decyzji komercyjnych zamawiającego, z wyjątkiem specyficznej porady ujętej w uzgodnionych pracach;

– błędów w dokumentacji nieprzygotowanej przez architekta lub osobę, za której działanie bądź zaniechanie ponosi on odpowiedzialność;

– zaniedbania, pominięcia lub zaniechania popełnione przez zamawiającego lub osobę działającą w jego imieniu;

– braku kompetencji i odpowiednich działań niezależnych specjalistów, wykonawców robót budowlanych, dostawców lub kogokolwiek innego poza architektem lub osobami, za których działania lub zaniechania ponosi odpowiedzialność;

– szkód lub opóźnień spowodowanych działaniem władz administracyjnych, o ile ich przyczyny nie wynikają z postępowania lub zaniechania architekta.

Wszystkie wyszczególnione ograniczenia odpowiedzialności mają taką samą wagę, jak wcześniej opisane przypadki. W przypadku braku właściwego zabezpieczenia w umowie efekt „radosnej i samowolnej działalności inwestora lub osób działających w jego imieniu z pewnością w pewnym momencie obróci się przeciwko architektowi. Należy zważyć, że nawet znakomicie merytorycznie wykonana dokumentacja nie jest w stanie obronić się przed działaniem osób trzecich. 

Wśród tych ostatnich mogą pojawić się również wcześniej opisywani niezależni specjaliści, których zamawiający wynajął na etapie opracowywania projektu, do realizacji jego fragmentów. W takich przypadkach architekt ma bardzo ograniczone możliwości właściwej i merytorycznej kontroli tych osób. Tak bywa przy specyficznych projektach technologicznych, mających kapitalny wpływ na funkcjonowanie przyszłej inwestycji. Zatem, jeżeli pojawiają się projektanci zatrudniani bezpośrednio przez inwestora, w zawieranej umowie powinno znaleźć się następujące zdanie: „odpowiedzialność architekta wobec zamawiającego za prace niezależnych specjalistów jest ograniczona do koordynacji ich prac”. Tylko w jednym przypadku ograniczenia odpowiedzialności architekta nie mają zastosowania, a mianowicie wówczas, kiedy prawo stanowi inaczej. Prawo obowiązujące w poszczególnych państwach wyłącza wiele problemów, które nie podlegają ograniczeniom. I dziwić może, że w wyżej opisanych sytuacjach (wydawałoby się – oczywistych), gdy architekt ma prawo nie ponosić konsekwencji za swoje działania, to powyższe umowne zabezpieczenia nie będą miały zastosowania. Architekt ma obowiązek dbać o prawidłowy kształt i funkcjonowanie inwestycji. Nie jest dla niego żadnym usprawiedliwieniem, że budynek, z powodu błędnej decyzji i samowolnej działalności inwestora, pęka, przecieka czy pozbawiony został właściwej izolacji termicznej. Po to sprawuje nadzór autorski, aby we właściwym momencie zainterweniować. Dzięki własnym sztabom inżynierów branżowych jest w stanie, w jakimś w miarę wiarygodnym zakresie, zweryfikować poprawność opracowań wykonanych przez niezależnych specjalistów. Jeszcze raz należy przypomnieć – to architekt będzie musiał udowadniać, że nie popełnił błędu, a nie odwrotnie. 
 

Waldemar Jasiewicz, A...symetria umowy, wyd. I, 2006.

NADZÓR AUTORSKI

Nadzór autorski został dość precyzyjnie opisany w części poświęconej oddzielnej umowie na wykonywanie tej czynności. W związku z tym nie ma sensu powielać wcześniejszych informacji. W tym miejscu zostaną krótko przedstawione analizy postanowień, które powinny znaleźć się w tekście umowy, a w prostej linii wynikają z sytuacji wcześniej opisanych.

Nadzór autorski stanowi nieodłączny element pracy architekta. Należy dodać, że jest to oddzielne świadczenie na rzecz zamawiającego. W różnych publikacjach interpretujących te kwestie można przeczytać, że obowiązkowemu nadzorowi autorskiemu podlega np. odbiór fundamentów (tzw. „stan 0”) i stanu surowego czy przekazanie budynku do użytku. Nigdzie jednak nie jest to literalnie w przepisach stwierdzone. W krajach o ugruntowanych pozycjach organizacji zawodowych architektów standardy wykonywania zawodu przeważnie określają i ten problem. Bywa, że w ramach rozszerzonych czynności do wykonania przy pełnieniu nadzoru autorskiego wystąpi rozliczanie budowy. W Polsce należy to do zadań oddzielnie zatrudnianych inspektorów nadzoru inwestorskiego. Trzeba przyznać, że rozwiązania, w których architekt (w ramach pełnienia nadzoru autorskiego) rozlicza wykonawcę robót budowlanych, mają swój głęboko uzasadniony sens. Architekt jest swego rodzaju doradcą finansowym klienta. To doradztwo można w praktyce rozszerzyć na czynności związane z rozliczeniami budowy. Bo kto najlepiej zna projekt architektoniczno-budowlany? Kto doskonale wie, jakie parametry techniczne powinny mieć zaprojektowane i wbudowywane technologie? I w końcu, kto odpowiada za skończone dzieło, jakim jest wybudowany obiekt? ARCHITEKT! I naprawdę trzeba mieć dużo złej woli, aby dyskutować z tak oczywistymi faktami.

W treści umowy odzwierciedlenie powinny mieć:

  • ustalenie zakresu pełnienia nadzoru, który najczęściej polega na: 

– kontroli zgodności realizacji inwestycji z projektem w toku wykonywania robót budowlanych;

– uzgadnianiu oraz ocenie zasadności wprowadzania rozwiązań zamiennych w stosunku do przewidzianych w projekcie;

– udziale w komisjach i naradach technicznych, organizowanych przez jedną ze stron procesu inwestycyjnego (architekt, inwestor, wykonawca);

– udzielaniu stosownych wyjaśnień wykonawcy robót i rozwiewaniu wszelkich wątpliwości powstałych w toku wznoszenia obiektu;

– rozliczeniu wykonawcy robót – porównaniu zawartości faktur z zapisami w dzienniku budowy, stwierdzeniu wykonania czynności oraz użycia w trakcie realizacji materiałów zgodnie z opracowanymi przedmiarami robót i kosztorysami. W Polsce, zwyczajowo, ta czynność wykonywana jest w ramach nadzoru inwestorskiego;

UWAGA – powyższe punkty mają charakter wyłącznie informacyjny. To od stron umowy zależy, jaki zakres zostanie przyjęty do realizacji.

  • tryb wykonywania nadzoru autorskiego:

– liczba pobytów na budowie oraz ich częstotliwość;

– wskazanie osób uprawnionych do przeprowadzania nadzoru;

  • honorarium za wykonanie nadzoru autorskiego:

– deklaracja zamawiającego, że zobowiązuje się do zapłaty należnego architektowi honorarium za pełnienie nadzoru autorskiego;

– ustalenie zasad stanowiących podstawę wyliczania honorarium za pełnienie nadzoru autorskiego.

Dokładne wyszczególnienie powyższych wytycznych do zapisów umownych jest bardzo ważne. Obie strony muszą mieć wyczerpującą wiedzę na temat częstotliwości pobytów (każdorazowo płatnych z ogólnej, ustalonej wstępnie puli do dyspozycji) architekta lub wyznaczonych przez niego osób na budowie oraz informacji, co w tym czasie ma zostać wykonane.

Innym bardzo ważnym postanowieniem, które powinno pojawić się w umowie, jest kwestia pełnienia nadzoru autorskiego przez architekta, w kontekście prac wykonywanych przez niezależnych specjalistów, czyli – przypomnijmy – osób wynajętych do pracy nad projektem bezpośrednio przez zamawiającego, a tym samym narzuconych architektowi do współpracy. Jeżeli przedmiot umowy niezależnych specjalistów nie obejmuje sprawowania przez nich nadzoru autorskiego – to architekt, pełniąc swój nadzór autorski, nie ma obowiązku odpowiadać na pytania lub odwiedzać placu budowy.

W tym miejscu czytelnikowi należy się krótkie wyjaśnienie. Trzeba rozdzielić pojęcia: nadzoru autorskiego pełnionego przez architekta, jako czynności w branży architektonicznej, i nadzoru autorskiego pełnionego przez architekta, jako czynności firmy podpisującej z klientem kontrakt na wykonanie kompleksowej dokumentacji technicznej. Otóż w tym drugim przypadku architekt jest odpowiedzialny za wszystkich swoich współpracowników oraz wszelkie opracowania projektowe, które firmuje jako podmiot gospodarczy. Jeśli natomiast część projektu wykonywana jest niezależnie, to architekt nie ma żadnego obowiązku brania na siebie ciężaru rozpatrywania kwestii spornych, w ramach pełnienia nadzoru autorskiego. Treść takiego zapisu wydaje się oczywista. Należy jednak pamiętać, że kierownictwo wykonawcy robót budowlano- -montażowych wcale nie musi o tym wiedzieć. W interesie architekta jest powiadomienie firmy budowlanej, przed rozpoczęciem pełnienia nadzoru autorskiego, że niektóre części dokumentacji technicznej zostały wykonane na oddzielne zamówienie inwestora i zatrudnieni przez niego specjaliści mają pełnić nad nimi nadzór autorski. Jeśli zamawiający o to nie zadbał, to architekt powinien lojalnie uprzedzić o zakresie swojego nadzoru. Jak pokazuje praktyka, jest to rozwiązanie bardzo dobre i bezpieczne dla wszystkich stron procesu inwestycyjnego. Architekt wie, że nie będzie „ciągany” na budowę, ponieważ inżynier X, wynajęty jako niezależny specjalista, nie wywiązał się właściwie ze swoich obowiązków. Kierownik budowy będzie wiedział, czy w razie problemów ma w pierwszej kolejności dzwonić do architekta, czy bezpośrednio do inwestora. Inwestor zaś, w przypadku niejasności, będzie miał wiedzę, kto ewentualnie jest winien potencjalnych uchybień w projekcie. Swoją drogą dobrze by było, gdyby kierownik budowy w takim wypadku poinformował architekta, że ktoś z niezależnych specjalistów „narozrabiał” i warto przeanalizować sytuację. W tym przypadku inwestor musi liczyć się z tym, że otrzyma od architekta oddzielny rachunek za prace dodatkowe, które nie wynikają wprost z pełnienia nadzoru autorskiego. Dość powiedzieć, że błędy niezależnych specjalistów często komplikują działanie zespołu architekta i niekiedy konieczne są natychmiastowe interwencje, polegające na wykonaniu projektów zamiennych. Tym samym może się zdarzyć (wbrew temu, co zamawiający chciał osiągnąć – czyli oszczędności), że trzeba będzie wstrzymać prace, a nadzorowi budowlanemu przedłożyć do aprobaty (wystąpić o nową decyzję pozwolenia na budowę!) nowe rozwiązania projektowe, które w sposób istotny są odmienne od zatwierdzonego projektu.

Ciąg dalszy nastąpi… •

Waldemar Jasiewicz
Waldemar Jasiewicz
Architekt IARP

przewodniczący Rady Podlaskiej Okręgowej Izby Architektów RP, rzeczoznawca budowlany

reklama

Warto przeczytać