Facebook

Zabytki urbanistyki a planowanie

Z:A 73

KATEGORIA: Temat wydania

Dawna tkanka miejska może być tak samo cenna jak dominujący nad nią zabytek. Oba elementy „opowiadają” przecież o minionej epoce, a przy tym cechy jednego wyrażają się poprzez zestawienie z tym drugim. Mimo to wciąż brakuje odpowiednich instrumentów ochrony wartościowych układów urbanistycznych dostosowanych do ich specyfiki.

W architekturze i urbanistyce pojęcie „zabytek” zatacza coraz szersze kręgi. Mieści ono XIX-wieczne rozumienie tych obiektów jako wyjątkowych monumentów (katedr, pałaców), docenia zwyklejsze dojrzałe stylowo budynki, a nawet idee „całych miast historycznych”. Dziś uznane za zabytki układy urbanistyczne, składające się z zabudowy, terenów otwartych i relacji między nimi, są powszechne w wielu miastach.

Akademicka debata dotycząca wartości zabytkowych zespołów urbanistycznych toczy się już wiele dekad, okresami bywała bardzo żywa i z pewnością warto się z nią zapoznać. W niniejszym tekście chciałbym natomiast spojrzeć na to zagadnienie z perspektywy praktycznej – pod kątem opracowywania planów zagospodarowania przestrzennego na obszarach, mniej lub bardziej, historycznych. O ile bowiem w sytuacji stabilnego użytkowania układy urbanistyczne nie są szczególnie zagrożone (bo drobne, oddolne architektoniczne ingerencje nie zaburzają na ogół ich spójności), to w razie konieczności ich modyfikacji czy choćby zdefiniowania ich obszaru planem miejscowym pojawiają się liczne wątpliwości.

Stare czy wybitne

W powszechnym rozumieniu jakikolwiek artefakt, w szczególności przestrzenny, zasługujący na szacunek oraz prawną ochronę, to zabytek. Z definicji ustawowej wynika, że musi pochodzić z minionej epoki, czyli jest to „coś starego”. W praktyce kryterium to ma oczywiste wady – nie każde takie dzieło jest wartościowe, bo minione pokolenia, tak samo jak i obecne, były omylne. Ochrona „starości” bez jej wartościowania (lub niedostatecznego) dotyczy założenia wraz z jego historycznymi zmianami. W znaczeniu symbolicznym nadanie zabytkowego statusu miejscu, które przez wieki zmieniało swoją formę, może być słuszne, problem pojawia się jednak, gdy trzeba jednoznacznie zdefiniować (unormować) jego obecny kształt. Do którego okresu historycznego miałby się on odwoływać?

Przykładem może być warszawski plac Krasińskich, dla którego obecnie (w roku 2020) sporządzany jest miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Procedura ta poprzedzona była opracowaniem wytycznych urbanistyczno-konserwatorskich, w których zdefiniowano przynajmniej 6 stadiów istnienia placu, każde o innej kompozycji, formie i oprawie architektonicznej (od pałacowego dziedzińca przez trapezoidalny plac po dzisiejszą wieloelementową formę otwartą). Wkrótce planiści będą musieli podjąć jednoznaczną decyzję, wyrażoną m.in. nieprzekraczalnymi i obowiązującymi liniami zabudowy.

il. Plac Krasińskich w Warszawie, fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 pl.

Możliwe, że z uwagi na nieśmiałość związaną z „zabytkowością” miejsca, podtrzymana zostanie jego obecna kompozycja. Tymczasem taka forma jest urbanistycznie jedną z mniej wartościowych spośród przeszłych „wydań” – Tylmanowski pałac Krasińskich pozostaje na uboczu, funkcja publiczna skupiona jest w otoczeniu pomnika powstańczego, a całość rozłazi się w amorficzną przestrzeń, nad którą dominuje poprzeczna komunikacja (ul. Bonifraterska). Pozostawienie takiego stanu byłoby zwycięstwem respektu „starości” nad „wybitnością”. Być może czytelniejsze sformułowanie wartości urbanistycznych, które podlegają w tym przypadku ochronie, ułatwiłoby takie kształtowanie tego miejsca, by je faktycznie wydobyć, nawet kosztem innych.

Kolejnym przypadkiem nawarstwiającej się „starości” są niezależne formy ochrony sąsiadujących lub zazębiających się miejsc. Ponieważ przeszłość nie zawsze była delikatna dla swojej przeszłości, to pochodzące z nich układy bywają konfliktowe. Przykładem jest założenie ogrodowe Zamku Królewskiego (wpis do rejestru) w Warszawie i „wcinająca się” w nie socrealistyczna Trasa W-Z (wpis do GEZ). W przypadku tego obszaru także toczy się procedura prowadząca do uchwalenia planu miejscowego, który będzie musiał jednoznacznie określić, czy ogrody królewskie będą mogły być zrekonstruowane w swojej symetrycznej formie kosztem przebudowy całego, zbytkowego już, węzła komunikacyjnego. Zapisy mpzp nie mogą być wariantowe ani warunkowe. Mogą co najwyżej pozostać niezrealizowane, jednak zaprzecza to sensowi planowania. Brak jednoznacznej hierarchii wpisów do rejestru (np. funkcjonujących przez pewien czas klas zabytków) utrudnia podejmowanie decyzji.

W opisanych przypadkach widoczna jest wewnętrzna sprzeczność ochrony dawności jako takiej. Historycznych „edycji” danego miejsca zawsze było wiele. W celu zabezpieczenia ich najważniejszych wartości musimy wprowadzić inne kryteria. Dlatego druga część definicji ustawowej zawiera warunek wartości historycznej, artystycznej lub naukowej. Ale i one nie zawsze są oczywiste.

Typowe czy wyjątkowe

Rozważając wartości „historyczne, artystyczne lub naukowe”, napotykamy pewien konflikt pomiędzy typowością a wyjątkowością – dzieła naszej kultury materialnej możemy chronić dlatego, że w pełni odzwierciedlają charakter przeszłej epoki (a więc są dla niej „zwykłe”) albo dlatego, że prezentują wybitne osiągnięcie ludzkiego geniuszu (a więc są „niezwykłe”). Dzieła architektury, będące efektem pracy indywidualnych twórców, mają te dwie cechy.

Inaczej jest z założeniami urbanistycznymi, które powstawały długo, tworzyło je wiele podmiotów o odmiennych dążeniach i potencjałach. W przypadku zabytkowych struktur urbanistycznych równie ważna jest więc ich doskonałość (reprezentacyjność, elegancja, piękno przestrzeni otwartych, dojrzałość stylowa poszczególnych elementów) co niedoskonałość (spontaniczność, wewnętrzne zróżnicowanie, trwałość lub podatność na zmiany w czasie), która bywa pouczająca i wiele mówi o charakterze minionych epok. Skoro urbanistyka jest ich „atlasem”, to wszystkie jej karty są interesujące. Dlatego układy urbanistyczne należy chronić zwłaszcza za względu na precyzję, z jaką opisują dane czasy. I nie ma tu znaczenia, czy określona epoka jest aktualnie „lubiana”.

Kontrowersyjnym przykładem w tym kontekście jest socmodernizm (lata 60.–80. XX wieku). Mimo docenienia pojedynczych budynków urbanistyka z tego okresu wciąż pozostaje on w niełasce. Najbardziej oczywistymi przykładami tej spuścizny są szerokie połacie blokowych osiedli, które w dalszym ciągu uważane bywają za siedliska patologii i nieudany urbanistyczny eksperyment. Współcześnie osiedla te bywają intensywnie dogęszczane przez nową zabudowę mieszkalną. Stosunkowo duża ilość wolnego miejsca umożliwia „wciśnięcie” sporo dodatkowego PUM-u, co najczęściej dzieje się przy zupełnym ignorowaniu modernistycznych wartości. Nowa zabudowa powstaje w oparciu o ogólne zasady Prawa budowlanego i warunków technicznych – w przypadku osiedli modernistycznych oznacza to np. ciasne przestrzenie między budynkami. Cecha ta, wynikająca z obecnych przepisów o nasłonecznieniu i przesłanianiu, sprawdza się w nowym quasikwartałowym budownictwie. W przypadku blokowisk całkowicie dewastuje ich spójność oraz prowadzi do likwidacji, niezbędnych w tym typie urbanistycznym, terenów otwartych.

Czy można więc i czy trzeba chronić osiedla blokowe? Miasta, nawet stare, musza być użytkowane – a skoro tak, to siłą rzeczy będzie się to odbywało zgodnie z warunkami obecnej epoki. Trudno wyobrazić sobie wpisywanie osiedli do rejestru lub ewidencji zabytków, choć są takie przykłady – Sady Żoliborskie. Duża ranga tego instrumentu w połączeniu z powszechnością przedmiotu potencjalnej ochrony czyni je mało realistycznymi, ale też chyba niepożądanymi. W końcu w tym przypadku celem jest nauka o realiach połowy XX wieku przy zachowaniu głównych uniwersalnych wartości przestrzennych, docenianych także i dziś. Wystarczy więc uszanować najważniejsze cechy takiego założenia, przy jednoczesnej adaptacji do współczesnych realiów.

Taką pomniejszą formę ochrony mogłyby oferować plany miejscowe, np. w ramach ogólnego zapisu wskazującego podstawowe wartości do zachowania w ramach osiedla i, przede wszystkim, określającego, na jakich zasadach może być lokalizowana nowa zabudowa. Wymuszenie przez plan logiki przestrzennej wymagałoby odpowiedniego języka planistycznego, uwzględniającego liczbowe parametry, linie zabudowy i wskazania funkcji. W praktyce okazuje się on jednak zbyt ubogi. Najczęstszym rozwiązaniem chroniącym osiedla jest obrysowywanie obiektów (tych istniejących i ewentualnie dozwolonych) linią zabudowy, co jest daleko idącą ingerencją w pracę architekta (i możliwości inwestora), prowadzącą do rozdźwięku pomiędzy rzeczywistymi praktykami a „zaprojektowaną” rzeczywistością.

Zawarte w planie ogólne wymogi co do ochrony wartości przestrzennych (intencja planistyczna) byłyby w tym przypadku bardziej na miejscu. Niestety ich realna skuteczność jest niemalże zerowa. Z kolei zapisy warunkowe, mówiące np. że dane osiedle można dogęścić do określonej wartości, nie są w nim akceptowane i bywają podważane (bo prowadzą do sytuacji – kto pierwszy, ten lepszy).

Przykład ten pokazuje, że delikatna ochrona historycznej typowości jest bardzo trudna, gdyż instrumenty konserwatorskie to dla niej „za wiele”, a planistyczne nie potrafią tej ochrony sformułować.

Substancja czy logika

Ostatnim ważnym pytaniem, które warto poruszyć w kontekście planistycznej ochrony zabytków urbanistyki, jest kwestia oryginalnej substancji. W przypadku dzieł architektonicznych ma ona duże znaczenie historyczne (choć czasem bywa fetyszyzowana), zaś w przypadku urbanistyki nieco mniejsze. Układ urbanistyczny to niematerialne relacje pomiędzy zabudowanym a otwartym, naturalnym a technicznym oraz pomiędzy poszczególnymi elementami tych podzbiorów. Jest to więc pewna logika projektowa, która wyraża zarówno wspominane wcześniej warunki minionej epoki, jak i indywidualność projektanta.

Skoro układ urbanistyczny wyraża się w dużym stopniu w logice, to ważną kwestią są granice. Jest ona szczególne interesująca w kontekście projektowania i planowania w zabytkowym otoczeniu (należy gdzieś narysować linię zabudowy i jednoznacznie wyznaczyć parametry). Logika kompozycji urbanistycznych (np. układów osiowych, gwiaździstych, ale też zwyczajnej tkanki danego typu) jest często otwarta. Wiadomo, gdzie kończy się substancja z epoki, ale w którym miejscu należałoby skończyć honorować „nieskończoną” logikę (np. oś) – już nie? Czy należy ją rozbudowywać, przedłużać? Czy na nowych obszarach „przeszczepiać” sąsiedni typ architektoniczny?

Na ogół spotkać można dwa przeciwne podejścia: odcięcie lub nawiązanie. Pierwsze, powszechne np. w historycznych miasteczkach, wychodzi z założenia, że zabytkowy obszar należy wyróżnić poprzez zaakcentowanie nowej zabudowy. Prowadzi to do zestawienia historycznej zwartej tkanki ze współczesnymi typami o skrajnie odmiennej logice,  w tym jednorodzinnymi „domkowiskami”. Drugie podejście, spotykane często na obszarach sąsiadujących ze śródmieściami, polega na kontynuowaniu podstawowej logiki morfologicznej przy oczywistym wypełnianiu jej nową substancją.

il. Tradycyjny typ zabudowy jednorodzinnej w zabytkowym miasteczku – Pierzchnicy [woj. świętokrzyskie], fot. Paweł Pedrycz.

Wybór właściwej drogi musi być indywidualny. Plany miejscowe na ogół dysponują odpowiednimi środkami zapisu, choć także i w tym przypadku możliwość „promowania” ogólnych, nie liczbowych, cech nowej zabudowy (np. obowiązujących typów architektonicznych) byłaby pomocna.

Problemy i rozwiązania

Powyższe rozważania wskazują na istnienie słabych punktów czy też „grząskiego gruntu” na styku planowania i ochrony zabytków. Dziedzictwo kulturowe jest materią delikatną, wieloaspektową, z którą trudno obchodzić się w sposób „proceduralny”, poprzez jednoznaczny zapis prawny („dozwolone to, a niedozwolone tamto”). Plan miejscowy jest właśnie takim zapisem i nawet jeśli nosi znamiona projektu urbanistycznego, to ostatecznie operuje sztywnymi paragrafami (które na skutek rozstrzygnąć sądów stają się coraz bardziej zamknięte). Prawo miejscowe jest dla wielu interwencji w zabytki zbyt „grubo ciosane”.

W takiej sytuacji brak precyzji form ochrony zabytków i odwołanie się do indywidualnych decyzji człowieka (instytucji) – konserwatora zabytków są zrozumiałe. Jest to, co prawda, w pewien sposób zagrożone subiektywnością, ale można założyć, że w przypadku konkretnego, nawet bardzo odważnego zamierzenia projektowego (powiedzmy, nowego budynku z indywidualnymi formą, kompozycją i detalem), kompetentne władze konserwatorskie będą w stanie rozważyć wszystkie wartości: artystyczne, poznawcze oraz funkcjonalne – zarówno historyczne, jak i współczesne, i na ich podstawie wydać właściwą decyzję.

Niestety w trakcie pracy nad planem miejscowym ostateczny projekt architektoniczny nie jest znany, a mimo to pewne rozstrzygnięcia muszą zostać poczynione. Dotyczą one wstępnych założeń projektowych: gabarytów, lokalizacji, (które mogą okazać się właściwe w przypadku odpowiedniego projektu architektonicznego lub złe – dla projektu słabego). Może prowadzić to do paraliżu – zaniechania transparentnego planowania oraz przeniesienia dyskusji za kulisy, po to, by ostatecznie wydać akt w trybie decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, lub do sporządzenia planu, który na wszelki wypadek blokuje jakiekolwiek zmiany, co najczęściej jest marnowaniem potencjału wyjątkowego obszaru.

W rozwiązaniu tych problemów pomogłyby mniej sztywne zapisy w planach miejscowych, odwołujące się do najważniejszych wartości przestrzennych obszaru uznanego za cenny (i zabytkowego oraz niepodlegającego ochronie). Byłyby one otwarte na interpretacje i twórcze rozwinięcie przez inwestora i projektanta, operujących w ramach mpzp. Teren ten musiałby także podlegać fachowej ocenie zgodności i jakości dokonywanej na etapie pozwolenia na budowę, a optymalnie wcześniej – na poziomie konsultacji. Przy obecnej procedurze jest to mało realne, ale kierunek „otwierania” planów wydaje się obiecujący, a wręcz nieunikniony, zwłaszcza w kontekście większej integracji planowania przestrzennego i strategicznego.

W opracowaniu planów nie do przecenienia jest rola urbanisty architekta (a nie jedynie planisty), zaangażowanego zarówno w dostarczanie rozwiązań projektowych, jak i w dyskusje, przekonywanie osób i instytucji, który już na poziomie planowania będzie w stanie rozważyć humanistyczne wartości projektowanego otoczenia, wyobrazić sobie jego potencjał i zagrożenia oraz w syntetyczny sposób zapisać swoje intencje, tak by z jednej strony ochronić najważniejsze historyczne walory układu urbanistycznego, a z drugiej uruchomić ich potencjał – umożliwić twórczy rozwój. Przy całym szacunku dla różnych ekspertów zajmujących się planowaniem wydaje się, że obecność architekta w zespole planistycznym jest niezbędna.

Warto sporządzać urbanistyczne opracowania studialne, nawet jeśli nie wiążą się one z konkretnym zamierzeniem inwestycyjnym ani procedurą planistyczną. Otwartość formuły i brak sztywnego skrępowania ustawą pozwalają w ich ramach spekulować na temat różnych możliwych modeli rozwoju danego obszaru i identyfikować ich potencjał. Opracowania takie mogą angażować interdyscyplinarne zespoły (złożone z urbanistów, architektów, inżynierów, historyków sztuki, socjologów, badaczy) w ramach różnorodnych procedur: warsztatów, konkursów, indywidualnych zleceń czy nawet projektów studenckich. Mimo że dla zamawiającego, najczęściej władzy lokalnej, są one pewnym kosztem, to powinny być stałym elementem polityki przestrzennej. Pozwalają bowiem lepiej zrozumieć obszar i ułatwiają podejmowanie decyzji, dzięki unaocznianiu ich skutków. Przygotowują podmiot na podjęcie trudnych kroków i nie zmuszają do skrępowanej terminami improwizacji w przypadku nagłej potrzeby (wywołanej np. zamierzeniem inwestycyjnym).

Należy przy tym pamiętać, że ochrona planistyczna – poprzez zapisy MPZP – ma bardzo duży potencjał. Może bowiem zapobiegać nadużyciom i wspierać twórczy rozwój cennych urbanistycznie rejonów, także tych, które nie mieszczą się w definicji zabytku.

Paweł Pedrycz
dr Paweł Pedrycz

architekt, członek stołecznej Miejskiej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej. Badacz morfologii miejskiej na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, działa na rzecz powszechnej edukacji przestrzennej w Narodowym Instytucie Architektury i Urbanistyki, autor koncepcji zabudowy, masterplanów, miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, studiów wykonalności

Warto przeczytać