Facebook

Wybór zamiast kanonu

Z:A 75

KATEGORIA: Temat wydania

Brak przygotowania absolwentów kierunków architektonicznych w zakresie szeregu potrzebnych w trakcie praktyki zawodowej kompetencji skutkuje postulatami rozszerzania programów nauczania o kolejne przedmioty. Interdyscyplinarność tej profesji to jednak utrudnia. Rozwiązaniem może być szeroka gama przedmiotów wybieralnych zamiast sztywnego kanonu.

Z ust wielu architektów można usłyszeć opinię, że uczelnie architektoniczne nie przygotowują do pracy w zawodzie architekta. Odnoszę wrażenie, że część osób mówiąc tak, wyraża żal o to, że studia nie dają umiejętności, jakie zyskuje się po kilku latach praktyki zawodowej i w efekcie osoba po nich lub w ich trakcie, po raz pierwszy podejmująca pracę, nie jest w stanie od razu wykonywać zadań ani samodzielnie, ani efektywnie. Musi się jeszcze wiele nauczyć i wymaga wsparcia absorbującego czas oraz energię bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów.

Sytuacja ta jest w pełni zgodna z obowiązującym w Polsce systemem dochodzenia do uprawnień zawodowych architekta. Zgodnie z naszym prawem, aby móc samodzielnie wykonywać ten zawód, oprócz ukończenia studiów, należy pod kierunkiem bardziej doświadczonych osób odbyć dwa lata praktyki projektowej i rok praktyki na budowie. Ustanowienie takiego systemu świadczy o przekonaniu jego twórców, że same studia nie wystarczają do zdobycia odpowiednich kwalifikacji. Mam wrażenie, że nie powstał on jako proteza – która nie byłaby potrzebna, gdyby uczelnie kształciły we właściwy sposób – lecz z przekonania, że uczelnia nie jest w stanie zapewnić tego, co dają pracownia architektoniczna i budowa.

Niekonieczne zmiany?

Z powyższego wywodu można zrozumieć, że moim zdaniem program kształcenia na uczelniach architektonicznych nie potrzebuje żadnych zmian i że nie ma powodów wymagać, aby studenci nabywali tam wiedzę i umiejętności inne od obecnych, a jedyne co wymaga metamorfozy, to przekonania architektów i ich oczekiwania wobec uczelni. Tak jednak nie jest. Owszem, uważam, że nie należy dążyć do tego, aby uczelnie zapewniały kwalifikacje, które dużo lepiej zapewni praktyka. Sądzę także, że nie da się wyeliminować (i nie ma takiej potrzeby) powszechności tego, że w pracy zawodowej jest zupełnie inaczej niż przypuszczało się podczas studiów. Podzielam jednak przekonanie, że na uczelniach architektonicznych powinniśmy kształcić w zakresie, w którym nie kształcimy, a w programie powinny pojawić się zajęcia, których w nim nie ma. Jest bardzo wiele dziedzin wiedzy i umiejętności, jakie studenci mogliby zdobyć w ramach studiów akademickich w sposób równie dobry lub nawet lepszy niż w pracy zawodowej. Co więcej, pewne aktywności, dające praktyczne doświadczenie, mogą być wykonywane w ramach zajęć, np. wdrażanie w konsultacje społeczne, przygotowywanie konkursów architektonicznych czy różne działania z lokalnymi społecznościami.

Zakres kształcenia warto wzbogacić zarówno o nowe przedmioty, jak i formy zajęć. Nie jestem jedynym nauczycielem akademickim na kierunku architektura, który tak uważa. Co istotne uczelnie starają się odpowiadać na oczekiwania zgłaszane przez nasze środowisko i uzupełniają program o dodatkowe zajęcia. To jednak niestety stanowi problem. Dołączanie kolejnych przedmiotów powoduje bowiem, że studentom trudno się odpowiednio zaangażować w pracę nad każdym z nich. Ponadto wzrost liczby zajęć w sytuacji ograniczonej liczby godzin oznacza, że coraz mniej czasu przypada na poszczególne przedmioty. Problem ten spotęgują zmiany w programach studiów, wymuszone wprowadzeniem w 2019 roku nowych standardów kształcenia na kierunku architektura, wymagających zwiększenia liczby godzin przeznaczonych na zajęcia projektowe kosztem pozostałych zajęć.

Możliwe rozwiązania

Czy zatem sytuacja jest bez wyjścia? Nie. Można pogodzić poszerzenie zakresu, w jakim uczelnia kształci w ramach studiów architektonicznych, z ograniczeniem liczby przedmiotów, na które jest podzielony czas edukacji każdego ze studentów. Samo dodawanie rodzajów zajęć i ich form to ślepa uliczka. Bowiem tego, co warto, aby było przekazywane przyszłym architektom, jest tak wiele, że aby uniknąć pobieżnego traktowania zagadnień, nie da się ich pomieścić w programie studiów, nawet gdyby trwały one 10 lat, a w tygodniu było 60 godzin zajęć.

Rozwiązaniem jest zmiana strukturalna. Należy ograniczyć do minimum tzw. kanon, czyli pogram wspólny dla wszystkich studentów kształconych na danej uczelni. Przywiązanie do niego wynika z tkwiącego w XVIII-wiecznych ideałach ery Oświecenia, a nie przystającego do dzisiejszej rzeczywistości przekonania, że aby razem działać i się rozumieć, trzeba mieć szeroki zakres wspólnych wiedzy i umiejętności. Co gorsza, pokutujące do dziś oświeceniowe ideały niosą przesłanie sugerujące, że człowiek jest w stanie dojść do rozwiązania wszystkich problemów, wszystkiego się nauczyć i zostać nieomylnym ekspertem.

Tymczasem głównym celem edukacji winno być wpojenie przekonania wyrażonego w starożytności przez Sokratesa: „Wiem, że nic nie wiem”. Znakomicie może temu służyć edukacja oparta na ograniczonym do minimum zestawie wspólnych dla wszystkich zajęć i szerokim zakresie zajęć do wyboru. Studenci, decydując się na nie, mają świadomość, z jak wielu muszą zrezygnować. A potem współpracujący ze sobą absolwenci mogą się uzupełniać doświadczeniami i profilem wykształcenia.

Ponadto niezakotwiczone na stałe w realizowanym co roku programie zajęcia fakultatywne to bardzo dobry sposób na zapraszanie na uczelnie osób dysponujących określoną wiedzą i doświadczeniem, które nie chcą wiązać się z  daną placówką na stałe, ale chętnie poprowadzą zajęcia incydentalnie. Pozwala to także na zaangażowanie kogoś, kto mieszka daleko i nie chce ani się przeprowadzić, ani stale dojeżdżać. Takie zajęcia to także rozszerzenie grona osób, z którymi mają do czynienia studenci, znacznie bardziej niż pozwalają możliwości finansowe uczelni w zakresie zatrudniania pracowników na stałe.

Jak robią to inni

Na Wydziale Architektury Instytutu Technologicznego w Karlsruhe swego czasu wspólny plan zajęć mieli tylko studenci pierwszych dwóch lat. Na kolejnych nie było ani jednego przedmiotu, który musiał zaliczyć każdy. Kompleksowość kształcenia została zapewniona poprzez podział zajęć wybieralnych na grupy i określenie, ile przedmiotów i godzin z każdej z nich trzeba wybrać.

Dobrym wzorcem realizacji zajęć, które trudno przeprowadzić jako rozbite na odbywające się co tydzień lub dwa kilku godzinne bloki, jest Wydział Architektury ETH w Zurychu. Wydziela się tam z każdego semestru tydzień seminariów wybieralnych. Większość z nich to wycieczki architektoniczne do różnych miejsc świata. Standardowo ich częścią, obok oglądania najbardziej znanych dzieł architektury, są wizyty w pracowniach architektonicznych i prywatnych mieszkaniach. Zdarzają się też wycieczki o nietypowym programie, m.in. aby poznać jakieś nieszablonowe zjawiska w architekturze. Celem może być też gruntowne poznanie i analiza porównawcza kilku budynków położonych w różnych miastach, np. po jednym dniu na willę: w Berlinie, Pradze i Wiedniu. Na ETH najbardziej wartościowe są według mnie specjalistyczne warsztaty – służące m.in. poznaniu właściwości i możliwości określonego materiału budowlanego. Podczas jednego z semestrów miały miejsce zajęcia poświęcone żeliwu, które odbyły się w odlewni elementów z tego surowca. Innym razem warsztaty odbyły się w zawodowej szkole średniej kształcącej tynkarzy. Wydział Architektury ETH umie korzystać z tego, że w niektórych dziedzinach studenci mogą być dużo lepszymi specjalistami niż nauczyciele. W ramach tygodnia seminaryjnego można czasem wybrać także zajęcia prowadzone przez studentów, np. kurs określonego programu komputerowego wspomagającego projektowanie. Ogromną zaletą  tygodnia seminaryjnego jest to, że na jego czas powstają grupy zajęciowe złożone ze studentów wszystkich lat, co sprzyja dodatkowej wymianie doświadczeń. Ponieważ polscy studenci nie są tak zamożni jak szwajcarscy, moim zdaniem u nas powinno być mniej wycieczek, a więcej warsztatów na miejscu czy w pobliżu uczelni. W Polsce są też większe niż w Szwajcarii możliwości różnorodnych krajowych wyjazdów studialnych. Nasz kraj jest przecież bardziej rozległy i zróżnicowany. W ramach tygodnia seminaryjnego mogą także odbywać się warsztaty dotyczące wspólnego projektowania z mieszkańcami, a także kwestii mentalnych, socjologicznych czy psychologicznych.

Niewykorzystane możliwości

O praktycznym rozwiązaniu z ETH rozmawiałem z bardzo wieloma osobami. Większość z nich argumentuje, że u nas jest ono niemożliwe do wprowadzenia ze względu na wysokie koszty. Tymczasem kiedy zajęcia fakultatywne są oferowane jednocześnie studentom z różnych lat, nie ma potrzeby uruchamiania większej ich liczby w skali całej uczelni niż kiedy wybieralności nie ma. Co więcej, może to oznaczać wręcz oszczędności, np. poprzez odbycie części zajęć fakultatywnych w innych instytucjach. Rozwiązanie to od lat stosowane jest z powodzeniem przez Uniwersytet Warszawski. Studenci mogą wybrać zajęcia na innych wydziałach czy uczelniach, a także wykłady czy seminaria organizowane przez różne zewnętrzne fundacje i instytucje, finansowane z ich środków. W przypadku kształcenia architektonicznego w Polsce zasadne byłoby skoordynowanie terminów tygodni seminaryjnych z terminami warsztatów, takich jak OSSA czy Architektour, oraz zaliczanie zajęć poprzez udział w nich

Co istotne, marnowana jest ogromna szansa, jaką daje Unia Europejska. W ramach programu Erasmus finansowane są nie tylko wyjazdy studentów na studia zagraniczne (co najczęściej działa całkiem dobrze), lecz także nauczycieli akademickich. Dostają oni środki na pokrycie kosztów podróży i noclegów oraz hojne diety na wyżywienie. Celem wyjazdu ma być przeprowadzenie zajęć na uczelni partnerskiej. Obecnie najczęściej działa to tak, że nauczyciel zgłasza się do niej z propozycją terminu i tematyki, ta zaś znajduje wśród swojej kadry osoby, które są gotowe oddać któreś ze swoich zajęć. Zmiana ta jest sygnalizowana studentom kilka tygodni wcześniej. Na wykład mogą przyjść także inni zainteresowani, co dla części z nich oznacza potrzebę zwolnienia się z innych zajęć. Tymczasem możliwe jest inne rozwiązanie. Jeżeli w programie danej uczelni byłyby tygodnie seminaryjne, to z wyprzedzeniem na uczelnie partnerskie byłyby rozsyłane informacje o terminach, w których można przeprowadzić seminaria, warsztaty czy cykle wykładów w ramach zająć wybieralnych. Studenci mieliby możliwość odbycia świadomie wybranych kompleksowych zajęć z nauczycielem z zagranicy, opłaconym z funduszy Unii Europejskiej.

il. Arch_Tec_Lab – Instytut Technologii w Architekturze Politechniki Federalnej w Zurychu, fot.  Andrea Diglas / ITA/Arch-​Tec-Lab AG.

 

 

 

Hubert Trammer
dr Hubert Trammer

architekt, pracownik Katedry Architektury Urbanistyki i Planowania Przestrzennego Politechniki Lubelskiej, członek zarządu SARP o. Lublin

reklama

Warto przeczytać