Facebook

Wszystko jest możliwe?

Z:A 71

KATEGORIA: Teoria

Architekci są stale obecni w procesie największych zmian, rewolucji, kryzysów. Z jednej strony sami tworzą szalone wizje, które z uwagi na globalizację stają się w pewnym sensie uniwersalne w czasie i miejscu. Z drugiej zaś od architektów, reprezentujących zawód zaufania publicznego, oczekuje się zabrania głosu w sprawie rozwiązania najbardziej palących problemów.

Czerwcowy numer czasopisma „Architectural Design” z 1972 roku otwiera pierwszy paragraf broszury wydanej przy okazji organizowanej przez riba w tym samym roku konferencji Projektowanie, aby przetrwać: architekci i kryzys środowiskowy (Designing for survival: Architects and the Environmental Crisis):

„Kryzys ekologiczny nie jest czymś, o czym architekci powinni myśleć jedynie w wolnym czasie lub angażując się w sprawy publiczne. Decyzje projektowe wpływają nie tylko na środowisko wewnętrzne i zewnętrzne, lecz także na wykorzystanie gruntów, zużycie energii i materiałów oraz procesy przemysłowe. Architekci mogą tworzyć albo minimalizować odpady lub zanieczyszczenia. Są częścią problemu i muszą być częścią jego rozwiązania” (tłum. własne).

W lutym 1972 roku w liście do czytelników ówczesna redaktorka Monica Pidgeon pisze:

„Próbowaliśmy się dowiedzieć, dlaczego dziś architektom rzadko udaje się tworzyć przestrzenie działające na poziomie ludzkim – wygodne miejsca, budynki, które wyglądają, jakby ludzie faktycznie z nich korzystali. Dlaczego architekci muszą arogancko forsować swoje idee pod przykrywką pięknej sztuki, wciąż próbując umieścić Piazza San Marco w West Newtown? Najbardziej udane miejsca to te, w których czas i organizacja pokryły przestrzeń złożonym asortymentem wzorów, stylów, błędów, uczuć – to środowisko ukształtowane przez ludzi, którzy w nim żyją” (tłum. własne).

Podążając za obecną debatą w mediach, wydaje się, że dziś znaleźliśmy się w tym samym punkcie, co niespełna 50 lat temu.

Końcówkę lat 60., a początek lat 70. poprzedził okres niczym nieskrępowanej, szalonej twórczości architektów, będącej odpowiedzią na trwającą od lat 50. XX wieku rewolucję naukowo-techniczną. Fascynacja postępującym uprzemysłowieniem, komputeryzacją pozwoliła uwierzyć architektom w to, że dosłownie wszystko jest możliwe. W 1961 roku w misji „Wostok 1” w kosmos poleciał pierwszy człowiek – Jurij Gagarin – syn niewykwalifikowanego robotnika i pracownicy kołchozu. Wszystko jest zatem możliwe.

Odczucia minionej epoki

W 1966 roku w artykule Architektura fantastyczna czy architektura przyszłości, opublikowanym w „Architekturze”, Krystyna Styrna pisze o tym, że mistrzowie, jak Le Corbusier, Mies van der Rohe, Walter Gropius, są passé, a ich teorie stworzone w latach 20. należy zaliczyć do minionej epoki. Architekci lat 60. snują wizje miast przyszłości, w których życie nie toczy się jedynie tu, na Ziemi. Miasta są zawieszone w powietrzu ponad XIX-wieczną tkanką, jak La Ville Spatiale Yony Friedmana z 1958 roku. To megastruktura, o konstrukcji nośnej, zawieszonej ok. 20 m nad ziemią, możliwa do zaimplementowania w każdym klimacie, w zasadzie ignorująca warunki świetlne dla ludzi z niższej warstwy.

Miasta bezpardonowo kroczą przez istniejące ulice, jak w Walking City  (1964) Archigramu. To gigantyczna chmura ustawionych na sobie wielopiętrowych budynków, poruszająca się dzięki stalowym, wydłużonym kończynom. Jeśli ma być jednak w rzeczywistości jedynie swoją uproszczoną formą, jak zaprojektowana przez Petera Cooka (członka grupy Archigram) galeria sztuki w Graz (2003), to czy bardziej wiarygodne od tej kosmicznej wizji nie są słowa Moniki Pidgeon w przytoczonym wyżej wstępie do „Architectural Design”?

Wizualizacja ruchomych miast w oparciu o projekt Walking City (1964) Archigram, il. CashNetUSA Blog, dzięki uprzejmości NeoMam Studios, wizualizacja: Przemysław Sobiecki (THIS IS RENDER).

Galeria sztuki w Graz, proj. Peter Cook, fot. Frank Gaertner / Shutterstock.com.

Scenariusze bliskiej przyszłości mogli obejrzeć także odwiedzający pawilon General Motors z przełomu lat  1964 i 1965, kiedy w Nowym Jorku odbywały się światowe targi pod hasłem: Building the World of Tomorrow (Budowanie świata przyszłości). W ramach wystawy Futurama II przy wsparciu Walta Disneya pokazano makietę 3D, z którą zapoznało się blisko 26 mln osób, siedzących na w ruchomych krzesłach i obserwujących co przyniesie rok 2024. Stację na dalekiej Arktyce, bazę na Księżycu, podwodny ośrodek wypoczynkowy? Wszystko jest możliwe.

Architektura nie z tej ziemi

Autorzy wystawy Miękkie Lądowanie (Jednostka Architektury, 2013), poświęconej twórczości wrocławskiego architekta Witolda Lipińskiego, wizualizują szkice autora, m.in. domu Igloo czy schroniska na Śnieżce. O jednym z wizualizowanych projektów piszą: „Niezależny od rodzaju krajobrazu dom na nodze mógłby wylądować wszędzie – np. w podwrocławskiej wsi. Panorama widoczna z wnętrza to jak widok z ufo unoszącego się nad łąkami”. I rzeczywiście wiele form, jakie projektował Lipiński, wygląda jak nie z tej Ziemi, a ich wizualizacje z powodzeniem można postawić w jednym rzędzie z opisem Futuramy II.

Dom Igloo we Wrocławiu, proj. Witold Lipiński, fot. Łukasz Wojciechowski.

W 1967 roku Yona Friedman wymyślił maszynę The Flatwriter, która jest w stanie samodzielnie wyprodukować plan mieszkania na bazie preferencji wczytanych do niej przez użytkownika. Co więcej, wygenerowany rzut ma być wrażliwy na kontekst. Według Friedmana maszyna dysponuje repertuarem kilku milionów możliwych planów. Komputery do pisania algorytmów ułatwiających projektowanie jednostek mieszkalnych chciał również wykorzystać Jan Szpakowicz – o czym dowiedzieliśmy się podczas pracy nad poświęconą mu książką (obecnie w przygotowaniu). Planów nie udało się jednak zrealizować. Szpakowicz nie był wyjątkiem ani w Polsce, ani na świecie: komputeryzację do projektowania próbowali wykorzystać także Cedric Price czy Tadeusz Zipser.

Oprócz, wydawać by się mogło, pozytywnych skutków postępu techniki i nauki, lata 60. i 70. niosły rewolucję obyczajową: pacyfizm, tęsknotę za wolnością, życie w komunach, krytykę korporacji i rządów. Niewybudowane miasto No-Stop City (1970), które promował Archizoom, to nieskończona przestrzeń, na którą nałożono niewidzialną siatkę, a na jej liniach tylko niekiedy pojawiają się przeszkody: sztuczne jak ściany i naturalne jak góry. Ludzie zamieszkują tę przestrzeń niczym obozowicze, koczownicy – śpią w namiotach, na podłodze, a ich życiu towarzyszą przedmioty zaspokajające ich potrzeby. Nie są one jednak podstawowe. Makiety fragmentów miasta przedstawiają motocykle czy urządzenia elektroniczne, bez których pierwotny człowiek koczujący doskonale sobie radził. Schyłek lat 70. to także niepokój o przyszłość miast i kondycję moralną współczesnych ludzi. Również w działaniu polskich architektów czuć obawę przed nadchodzącym kryzysem, czego przykładem może być zorganizowana we wrocławskim Muzeum Architektury wystawa Terra-x (1975), do której scenariusz stworzył Stefan Müller. Architekt zakładał, że należy opuścić Ziemię, a życie w otaczającej kulę ziemską strefie chmur da początek nowej erze. Jego pomysł otworzył cykl konferencji, spotkań, wystaw, w ramach których dyskutowano o przyszłości miast.
Na wystawie zaś znalazły się prace takich sław, jak Superstudio, Natalia LL czy Rem Koolhaas. W 2019 roku, po prawie 50 latach, w tym samym miejscu odbyła się wystawa Terra x [- ∞]. Archiwum przyszłości, która prezentowała wybrane wizje pokazane podczas pierwszej Terry, a także nowe pomysły zgłoszone przez architektów w ramach europejskiej platformy Future Architecture.

Wydaje się, że dziś wizji tak szalonych jak te z lat 60. jest coraz mniej, a może już nikt nie jest takim optymistą, by w nie wierzyć…

Bajecznie prosto

Podczas letnich warsztatów OSSA 2019 (ich hasło przewodnie to Bajka) odbył się wykład Javiera Arpa, który w tym roku pełnił rolę zastępcy redaktora magazynu „Domus”. Jeden z prezentowanych na wykładzie projektów zakładał, że będziemy się przemieszczać drogą powietrzną, jednocześnie nie pozostawiając za sobą śladu węglowego.
Na pytanie, jak to jest możliwe, odpowiedź brzmiała: nie wiemy, ale na pewno tam dotrzemy.

Dziś wyprodukowana w 1962 roku przez Hanna-Barbera popularna kreskówka The Jetsons to już tylko bajka, o której nadzieja, że stanie się rzeczywistością, jest coraz mniejsza. Oprócz radosnych wizji przyszłości na architektów czekają całkiem przyziemne problemy, które na pierwszy rzut oka nie mają nic wspólnego z innowacją, ale w dalszej perspektywie mogłyby wspomóc kondycję naszego życia. Jak ograniczyć zużycie betonu i metali ciężkich? Jak budować tanio, ale dla wszystkich, nie rezygnując z jakości przestrzeni? Jak oprzeć się postępującej globalizacji i mitowi nowoczesnej architektury, aby budować z szacunkiem dla natury, kultury i otoczenia? Od lat 70. są to te same pytania o innowacyjne rozwiązania, które nadal jeszcze nie powstały. Mimo wielkich idei, manifestów i szalonych megaprojektów wydaje się, że niewiele zrobiliśmy, by odpowiedzieć na postawione przez RIBA hasło Projektowanie, aby przetrwać: Architekci i kryzys środowiskowy.

Aleksandra Czupkiewicz
Aleksandra Czupkiewicz

ukończyła Wydział Architektury na Politechnice Wrocławskiej, pracuje w Maćków Pracownia Projektowa, współtworzy nieformalną grupę pawilony_pavilions, okazyjnie współprojektuje scenografie i tworzy instalacje

TAGI

reklama

Warto przeczytać