Facebook

Wielka płyta, duże nadzieje

Z:A 70

KATEGORIA: Teoria

Wystawa chilijskich architektów pt. „Latające panele” pokazuje globalny wymiar budownictwa wielkopłytowego, które w okresie powojennym dotarło do wielu krajów na całym świecie. W byłym bloku sowieckim ze względów politycznych, a także z powodu złej jakości obiektów wzniesionych w tej technologii, budzi ono niechęć, która nie pozwala na wykorzystanie współczesnego potencjału prefabrykacji. Zrozumienie szerszej perspektywy tego zjawiska i poznanie zgoła odmiennych doświadczeń szwedzkich umożliwia odczarowanie złego mitu.

Naweneckim Biennale Architektury w 2014 roku nagrodę Srebrnego Lwa przyznano wystawie Monolith Controversies1, prezentowanej w pawilonie chilijskim, której kuratorami byli Pedro Ignacio Alonso i Hugo Palmarola, architekci związani z Uniwersytetem Katolickim w Santiago de Chile, a także z londyńską AA. Głównym eksponatem, wokół którego rozwinięto narrację ekspozycji, był zabytkowy prefabrykowany panel KPD z chilijskiej fabryki w Quilpué. Sami autorzy tak uzasadniali koncepcję wystawienniczą: „Jedną z głównych cech technologii opartej na prefabrykacji jest przeniesienie masy konstrukcyjnej i wymogów technicznych na płytę. My jednak chcieliśmy przedstawić, jakim transformacjom był poddawany pojedynczy element wykorzystywany w tej technologii w różnych warunkach politycznych, aby pokazać, jak stał się symbolem przemian społecznych. Interesowało nas to, co Nelly Richard określiła «społeczną i polityczną pamięcią obiektów»”2. Alonso i Palmarola zaprezentowali wtedy 28 różnych systemów prefabrykacji z całego świata, które zostały dokładnie wymodelowane komputerowo i wydrukowane w technologii 3D.

Chociaż betonowa płyta została przywieziona z Chile, a zwiedzający mogli poznać jej niezwykłą, upolitycznioną historię, intencją kuratorów nie było zwrócenie uwagi na kontrowersyjną przeszłość swojego kraju, ale na historię prefabrykacji i jej wymiar społeczno-ideologiczny.

Quilpué i pamięć obiektów

W swoim kontekście geograficznym system KPD to przykład wyjątkowy. Jak przyznaje Alonso, Ameryka Łacińska w drugiej połowie XX wieku była wciąż kontynentem biednym i technologicznie zacofanym. Podczas gdy w całej Europie masowa prefabrykacja mieszkań stała się powszechną odpowiedzią na ich rażący niedobór, w świecie iberoamerykańskim miała ona charakter epizodyczny, np. na Kubie czy w Wenezueli, a także w Chile. Lewicowy rząd wybranego demokratycznie prezydenta Salvadora Allende nawiązał stosunki dyplomatyczne z ZSRR. Fabryka w Quilpué, wszystkie maszyny oraz specjalistyczna wiedza zostały podarowane w geście wsparcia po wielkim trzęsieniu ziemi przez Nikitę Chruszczowa. Po otwarciu zakładu produkcji, 22 listopada 1972 roku, w niezaschniętej jeszcze betonowej płycie podpisali się prezydent Allende i sowiecki ambasador – Aleksander Basov. KPD – krupnopanelnoye domostroyenie – czyli duży panel konstrukcyjny, nie był jednak technologią radziecką. Wywodził się z francuskiego systemu Camus z 1948 roku, który Rosjanie sprowadzili do Moskwy w 1955 roku. Po drobnych modyfikacjach, przemianowany na I-464, został wysłany w kolejną podróż – na Kubę Fidela Castro. Kubańczycy wprowadzili swoje zmiany. W łagodnym, wyspiarskim klimacie nie potrzebowano płyt takiej samej grubości jak w Rosji, więc aby obniżyć zużycie betonu, wyżłobiono w niej charakterystyczne wgłębienie. W takiej formie wróciła ona do Związku Radzieckiego już pod nazwą KPD, skąd przekazano ją Chile.

Prefabrykowany blok na osiedlu w Quilpué w Chile, fot. Jan Wańczyk.

Mimo zamknięcia fabryki po zamachu stanu generała Augusto Pinocheta szybko odkryto, że nowoczesna technologia sprowadzona z ZSRR jest bardzo wydajna, ale do jej obsłużenia potrzeba odpowiednio wyszkolonych ludzi. Uwięzionym byłym pracownikom pozwolono wrócić pod warunkiem całkowitego posłuszeństwa. Pamiątkową płytę, która od 1972 roku stała u wejścia do fabryki, poddano „operacji plastycznej” – podpisy Allendego i Basova zamalowano, a we wnęce okiennej pojawił się obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus. Zmieniono także nazwę systemu KPD – teraz był to system VEP (Vivienda Económica Prefabricada). W nowej wersji prefabrykowane bloki zwieńczone były dwuspadowymi dachami, co miało zdekomunizować ich wyraz estetyczny. Największemu przekształceniu uległa jednak docelowa grupa odbiorców – wielkiej płyty zaczęto używać do budowy prywatnych osiedli, a nie w celu zrealizowania obiecanej przez lewicowy ustrój puli mieszkań w przystępnych cenach.

Widziałam prototypowe osiedle jeszcze z czasów Allendego. Jego kompozycję urbanistyczną można uznać za udaną – bloki osadzono na malowniczym zboczu. Niestety, przestrzenie między nimi są słabo zagospodarowane i zaniedbane – wydeptane w pomarańczowym piachu ścieżki wyraźnie mówią o braku odpowiedniej infrastruktury, plac zabaw niechlujnie wyłożono betonowymi płytami, a wśród niezbyt bujnej roślinności walają się śmieci. Wszystkie bloki mają cztery kondygnacje i składają się z powtarzalnych modułów. Jeden moduł obejmuje klatkę schodową i dwa mieszkania z oknami na przestrzał, o stosunkowo wygodnych metrażach (67 i 88 m2). Nie można też narzekać na konstrukcję, która została poddana ciężkim próbom i przetrwała kolejne trzęsienia ziemi. Jak podkreśla Pedro Alonso, na poziomie architektury system KPD się sprawdził.

Osiedle w Quilpué w Chile zbudowane z wykorzystaniem elementów prefabrykowanych, fot. Jan Wańczyk

Wielka płyta na świecie

Zjawisko masowej produkcji mieszkań nie dotyczyło tylko bloku wschodniego, ale w wielu krajach, w tym Polsce, budownictwo wielkopłytowe wciąż utożsamia się z rozwiązaniami sowieckimi. Jest to o tyle uzasadnione, że prefabrykacja osiedli w Związku Radzieckim odbywała się na skalę nieporównywalną z żadnym innym miejscem na świecie. W czasie rządów Nikity Chruszczowa powstała długa lista systemów o anonimowych nazwach, które miały symbolizować kolektywistyczną równość klasy robotniczej. Często nazywano je „chruszczowkami”, a także „lodówkami Chruszczowa” z racji ich beznadziejnej termoizolacyjności.

Tymczasem na wystawie w Wenecji perspektywa została znacznie poszerzona. Pojawiły się na niej systemy z całego świata – oprócz zsrr także z Chile, Kanady, Francji, ze Stanów Zjednoczonych, z Wielkiej Brytanii, Danii, Japonii, nrd i rfn, Kuby, Czechosłowacji, Jugosławii, Polski, Holandii, Włoch, ze Szwecji czy Szwajcarii.

Pedro Alonso uważa, że wielkopłytowe mieszkalnictwo jest często demonizowane: „Mimo skali tego zjawiska nie ma zbyt wielu poświęconych mu opracowań. Niewiedza z kolei prowadzi do uproszczeń. Właśnie dlatego postanowiliśmy poświęcić się tak wnikliwym badaniom. Poznaliśmy wiele systemów, zbudowaliśmy ich wirtualne modele i nie tyle ocenialiśmy ich jakość, co odkrywaliśmy, że adaptowane do lokalnych warunków, w ramach swoich zmiennych genealogii, bardzo się między sobą różnią. Można powiedzieć, że np. szwajcarski system Igeco był lepszy od kubańskiego, ale ocenę jakościową pozostawiamy specjalistom na miejscu. Szczególnie, że wiele później zauważanych wad nie miało nic wspólnego z systemami jako takimi, tylko na przykład z kiepskiej jakości materiałami lub niedbałym wykonaniem”3. Mówiąc o niewystarczającej liczbie opracowań, chilijski architekt odnosi się przede wszystkim do braku szczegółowych, analitycznych prac, które ujmowałyby zjawisko prefabrykacji nie tylko w sensie technologicznym, lecz także starały się je wpisać w szerszy kontekst teorii i historii architektury. Dla przykładu, istnieje mnóstwo materiałów archiwalnych związanych z francuskim systemem Camus (który stał się inspiracją dla tak wielu późniejszych rozwiązań), ale są to przede wszystkim rysunki techniczne, instruktaże, opisy i ekspertyzy wytrzymałościowe, często pochodzące jeszcze z lat 60. Nie ma natomiast ani jednej współczesnej monografii, pracy, która analizowałaby go w sposób krytyczny i z różnych punktów widzenia4.

Na wystawie w ArkDes można obejrzeć już ponad 60 różnych systemów prefabrykowanych. Ekspozycję wzbogacają materiały dotyczące historii masowej produkcji mieszkań w Szwecji, opracowane przez architektów z Królewskiej Politechniki w Sztokholmie (KTH) – Erika Stenberga oraz Erika Sigge’a. Dokładna inwentaryzacja rozwiązań z całego świata, jakiej podjęli się kuratorzy, to próba usystematyzowania wiedzy o globalnym wymiarze uprzemysłowionego mieszkalnictwa – w blokach z wielkiej płyty zamieszkały w końcu miliony ludzi, a modernistycznie planowane osiedla zrewolucjonizowały krajobraz setek miast. Technologia wielkiej płyty utożsamiana była z nadzieją na lepsze jutro – kiedy dzięki taniej i szybkiej produkcji nowoczesne mieszkanie miało stać się prawem obywatelskim. Zgodnie z tą narracją Pedro Alonso tłumaczy, że – ponadczasowa, o środkach wyrazu zredukowanych do minimum, ale rzucająca wyzwanie statusowi quo – wielka płyta była dla architektury tym, czym dla malarstwa Czarny kwadrat na białym tle Kazimierza Malewicza.

Wystawa Flying Panels – How concrete panels changed the world w ArkDes przy Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Sztokholmie, fot.  Kristofer Johnsson.

Szwecja: społeczny dźwig

Ten ideologiczny wymiar warto rozważyć właśnie na przykładzie szwedzkim. W 1967 roku największa organizacja mieszkaniowa HSB wydała książkę pt. En social lyftkran (Społeczny dźwig), w której wyrażono przekonanie, że wielka płyta i unoszący ją w powietrze dźwig pomogą zbudować nowy porządek społeczny. Przez większość XX wieku w kraju niemal nieprzerwanie rządziła Szwedzka Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza, ciesząca się popularnością także dzisiaj. W odpowiedzi zarówno na zjawisko postępującej urbanizacji, jak i kiepskie warunki życia w miastach, w latach 60. socjaliści zadeklarowali, że na terenie całego kraju zostanie wybudowany milion mieszkań, w tempie 100 tys. rocznie. Okres tzw. Programu Milion przypadł na lata 1965–1974 i jest rekordowy w historii szwedzkiego budownictwa. Według Erika Stenberga, standard mieszkaniowy w latach 30. xx wieku był określany jako jeden z najgorszych w Europie, w latach 70. – jako najlepszy. Jednym z jego fundamentalnych wyznaczników była higiena życia – w latach 30. zaledwie około 20% lokali miało łazienkę, w końcu lat 70. odsetek ten wzrósł do 90%5. Aby jednak uniknąć uproszczonych analiz, należy od razu zaznaczyć, że zaledwie 30% mieszkań znajdowało się w blokach o wysokości 4 pięter lub wyższych, a technologię wielkiej płyty wykorzystano w pełni w około 15% wszystkich budynków.

Tak znacząca poprawa warunków mieszkaniowych była możliwa, ponieważ już od lat 40. prowadzono badania nad przestrzenną standaryzacją życia. Polegały one na szczegółowych analizach potrzeb użytkowników i obejmowały różne skale codziennej aktywności. Zmierzono oraz ustalono idealne wymiary pokojów dziennych, kuchni, łazienek i sypialni (na przykład tzw. mała sypialnia miała długość dwóch pojedynczych łóżek), starannie opracowano normy dla szaf, schowków i kredensów, a nawet szuflad z przegródkami na sztućce i dodatkowe utensylia kuchenne. Ta wiedza, która, jak twierdzi Erik Stenberg, przyczyniła się w późniejszych latach do ogromnego sukcesu IKEI, została zawarta w dokumencie God Bostad (Dobre Mieszkanie) z 1954 roku. Jego zaktualizowana wersja była obowiązkowym podręcznikiem dla architektów i firm budowlanych działających w czasie Programu Milion. Szwedzkie systemy prefabrykowane, takie jak A-System czy Skarne S66, powstawały więc w oparciu o bardzo solidne przesłanki architektoniczne. Do dziś mieszkańcy cenią sobie logikę tych dobrze przemyślanych wnętrz, odpowiednią ilość przestrzeni oraz światła dziennego. Dla przykładu, w systemie S66 siły nośne zostały przeniesione na zewnętrzne płyty fasadowe oraz wewnętrzne kolumny, dzięki czemu uzyskano otwarty plan mieszkania, którego układ mógł być elastycznie zmieniany przez użytkownika. W dodatku, w tym systemie wybudowano zarówno osiedle bloków 6-piętrowych (Tensta), jak i bardzo kameralne założenia z budynkami 2-piętrowymi (Orminge). Należy to podkreślić, ponieważ Program Milion dość szybko spotkał się z ostrą krytyką, która jednak rzadko wynikała z jakości architektury. Gwoli ścisłości, negatywną ocenę zdobyły głównie „blokowiska”, które – jak wspomniałam powyżej – nie stanowiły większości wybudowanych mieszkań. Ich defekty mają z kolei szerszy, planistyczny i urbanistyczny wymiar. Jak tłumaczy Pedro Alonso: „Oczywiście, niektóre z tych dzielnic znajdowały się na peryferiach, źle skomunikowanych z resztą miasta. Często też brakowało środków finansowych na odpowiednie zaprojektowanie ich krajobrazu, a dalej – na zadbanie o odpowiednią jakość przestrzeni zielonych, które nie byłyby nudnym trawnikiem. Poza tym, biorąc pod uwagę poruszanie się dźwigu, najłatwiej było wyrównać teren i pozbawić go, być może ciekawszej, rzeźby topograficznej. Ale nie wszędzie – wiele szwedzkich osiedli osadzono z uwzględnieniem istniejącego ukształtowania”. Częstym zarzutem stawianym budownictwu wielkopłytowemu jest jego monotonna estetyka. W moim odczuciu powtarzalność systemów nadaje całości spójny wyraz wizualny, co jednak stoi w kontrze do dzisiejszej tendencji masowej personalizacji architektury mieszkaniowej, tak często widocznej na Zachodzie. Alonso jest do niej nastawiony bardzo krytycznie: „Nazywam to postmodernistyczną paranoją. Bloki prefabrykowane z lat 50. i 60. charakteryzuje powtarzalność, ale co w tym złego? Czy ktoś kiedyś narzekał na powtarzalność typowej zabudowy londyńskiej? Moim zdaniem głównym problemem jest brak skutecznej konserwacji i renowacji, które mogłyby wyeksponować walory estetyczne wielkiej płyty”.

Osiedle zbudowane z prefabrykatów, Orminge, Szwecja, fot. Alva Karasalo, Dahlbäck, Erik Sjöberg.

Warto dodać, że technologia prefabrykacji jest tylko narzędziem w rękach architekta. Orbitując wokół sztokholmskiego kontekstu, można przywołać Bofills båge, klasycyzujący budynek mieszkalny na planie półokręgu, zaprojektowany przez zatwardziałego postmodernistę – Ricarda Bofilla. Obiekt został w całości wykonany z prefabrykatów (o ironio!) pochodzących z tej samej fabryki, w której 15 lat wcześniej wyprodukowano płyty dla modernistycznego osiedla Tensta.

Polskie echa

Polskie doświadczenia z wielką płytą są oczywiście znacznie gorsze niż szwedzkie, a nawet chilijskie. Nikomu nie trzeba przypominać, jak gorzkim okazywało się spełnienie marzenia o własnym M– za małym, niedogrzanym, źle izolowanym akustycznie. O ciasnocie można powiedzieć, że była systemowa. Wystarczy przyjrzeć się typowi WUF (Warszawska Uniwersalna Forma), na którego rzutach często wrysowywano meblościanki, dzielące średniej wielkości pomieszczenie na mały pokój i jeszcze mniejszą klitkę. Jednak znaczna część polskich systemów prefabrykowanych, takich jak Fadom (1959–1963), PBU (1959–1963), Ratajska (1962), Dąbrowa (1962), Domino (1963), Winogradzka (1964), OW-1700 (1964), WWP (1966) czy właśnie WUF-T (1967), miało swoje pierwowzory w rozwiązaniach zagranicznych, w tym m.in. we wspomnianym wcześniej francuskim Camus. To ustalone na poziomie państwowym standardy określały powierzchnię poszczególnych M.

Wedle ostatniego raportu Instytutu Techniki Budowlanej6 wielkopłytowe budownictwo, mimo licznych wad i niedociągnięć, należy uznać za technologicznie bezpieczne. Większość pojawiających się uszkodzeń wynika częściowo ze starzenia się tych obiektów, a także z niskiej jakości materiałów i kiepskiego wykonania, ale – jak optymistycznie konkludują eksperci – tym usterkom da się łatwo zaradzić.

Debata nad przeszłym i teraźniejszym stanem osiedli z wielkiej płyty skłania do przemyślenia ewentualnej przyszłości prefabrykacji – zarówno na poziomie technologicznym, jak i planistycznym. Nowoczesna prefabrykacja jest na dużą skalę wykorzystywana np. w Skandynawii, ale w Polsce nie cieszy się popularnością. Architekci tłumaczą, że wynika to nie tylko z przywiązania do tradycyjnego budownictwa, lecz także z braku rozeznania w ofercie rynkowej producentów. Uważają, że „odczarowanie” prefabrykatów musiałoby być związane z lepszą promocją takich rozwiązań przy jednoczesnym poszerzaniu zakresu wiedzy na ich temat. Niewykluczone, że fabryczna produkcja budowlana umożliwiłaby realizację takich programów jak „Mieszkanie Plus” – zwłaszcza w obliczu deficytu pracowników budowlanych, ponadto jest to metoda szybsza, a tym samym mniej uciążliwa dla otoczenia.

Pedro Alonso zaznacza jednak, że technologia nie wystarczy: „Z niedoborem mieszkań można sobie poradzić tylko poprzez ambitne planowanie i przy silnej woli politycznej.
To wymaga wyjścia naprzeciw systemowi neoliberalnemu. Misji dostarczenia odpowiedniej liczby mieszkań społeczeństwu nie można pozostawić w rękach spekulantów nieruchomościami”. Sztokholm od lat dotyka jeden z najpoważniejszych kryzysów mieszkaniowych w Europie. Jak słusznie zauważa Erik Stenberg: „Nadzieja na to, że wolny rynek rozwiąże nasze problemy z mieszkaniami, jest skrajnie naiwna. Jego gracze szybko zorientowali się, co jest najbardziej opłacalne, co najszybciej i najefektowniej pomnaża zyski inwestujących – nie są to osiedla projektowane z myślą o dostarczeniu mieszkań w przystępnych cenach, ale luksusowe apartamenty nad wodą, na które nie stać przeciętnego mieszkańca stolicy”.

Polacy mają historyczne powody, by wzdrygać się na myśl o centralnym planowaniu, ale być może nadszedł czas, by je odmitologizować, przynajmniej w zakresie mieszkalnictwa. „Wcale nie oznacza to powrotu do komunistycznych wizji i ideologii. Przeciwnie, umiem sobie wyobrazić model mieszany, w którym prywatni przedsiębiorcy budują rzeczone mieszkania, ale musi być także ktoś, kto ich zorganizuje i ustali zasady. Wydaje się oczywiste, że w tym zakresie ster powinno przejąć państwo” – podsumowuje Pedro Alonso. Niewątpliwie byłaby to skomplikowana inicjatywa, na pewno przekraczająca okres trwania jednej kadencji – co tłumaczy, dlaczego w przeciwieństwie do sprawnie zorganizowanych transferów socjalnych obecnej władzy program „Mieszkanie Plus” okazał się fiaskiem, a w ciągu kilku lat zrealizowano zaledwie ułamek hucznych zapowiedzi.

Na razie pozostaje mieć nadzieję, że w nowo sformułowanym rządzie znajdą się politycy gotowi traktować problemy polskiego mieszkalnictwa w mniej krótkowzroczny sposób – w imię społecznie zrównoważonego rozwoju.

PRZYPISY

  1. Od 18 października 2019 do 1 marca 2020 roku wystawę Latające panele. Jak betonowe panele zmieniły świat można oglądać w ArkDes przy Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Sztokholmie.
  2.  P. Alonso, H. Palmarola, Monolith Controversies, Hatje Cantz 2014, s. 26.
  3. Cytaty z wypowiedzi Pedra Alonsa (jeśli nie zaznaczono inaczej) pochodzą z rozmowy przeprowadzonej z nim przez autorkę 12.09.2019.
  4. W ostatnich latach próby takiego szerszego, krytycznego omówienia tematu podjął się Philipp Meuser – kontekst niemiecki przedstawił w Die Ästhetik der Platte (Estetyka płyty), a sowiecki, we współpracy z Dimitrijem Zadorinem, w Towards a Typology of Soviet Mass Housing (W stronę typologii sowieckiego masowego mieszkalnictwa).
  5. Wyższy standard mieszkań w budownictwie prefabrykowanym i częściowo uprzemysłowionym był normą po zachodniej stronie żelaznej kurtyny (np. w RFN).
  6. Budownictwo wielkopłytowe – Raport o stanie technicznym powstał na podstawie analiz i badań Instytutu Techniki Budowlanej prowadzonych w ramach pracy „Ocena bezpieczeństwa i trwałość budynków wykonanych metodami uprzemysłowionymi”, kierownik zespołu: dr inż. J. Schulz online: https://budowlaneabc.gov.pl/budownictwo-wielkoplytowe-raport-o-stanie-technicznym/ (data dostępu: 12.10.2019).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kinga Zemła
Kinga Zemła

architektka, absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej, obecnie kończy studia magisterskie na Wydziale Architektury Politechniki Królewskiej w Sztokholmie (KTH), laureatka Konkursu TEORIA Fundacji im. Stefana Kuryłowicza

TAGI

reklama

Warto przeczytać

Brak powiązanych artykułów.