Facebook

Wielka Brytania = wielka różnica

Z:A 74

KATEGORIA: Standardy

W artykule przedstawiono różnice pomiędzy Polską a Wielką Brytanią w standardach pracy i rozwiązaniach legislacyjnych, które mają pośredni lub bezpośredni wpływ na zawód architekta. Jak to robią na Wyspach?

Edukacja / Hierarchia zawodowa

Osiągnięcie tytułu architekta z uprawnieniami to najdłuższy proces edukacyjny w Wielkiej Brytanii, dłuższy nawet niż wykształcenie lekarza z I stopniem specjalizacji. Składa się on z trzech etapów studiów, poprzedzielanych okresami obowiązkowej praktyki (minimum rocznej) w biurze projektowym, a przed uprawnieniami – również na budowie. Stopień wykształcenia po pierwszym etapie (Part 1) można porównać do polskiego tytułu inżyniera. W związku z koniecznością odbycia rocznej praktyki wielu studentów po tym czasie nie decyduje się kontynuować kształcenia na poziomie drugim (Part 2) i pozostaje asystentami architekta. Dzięki temu w każdej pracowni architektonicznej na każdego architekta z uprawnieniami przypada około 3–4 asystentów. Architekt z uprawnieniami zarządza ich pracą – rozwiązuje problemy projektowe, które przekazuje im do przygotowania w formie rysunków. Architekt zawsze weryfikuje te opracowania swojego zespołu, zanim przekaże je dalej. W każdej pracowni jest również stanowisko document controller / filing clerk, które przetłumaczyć można jako archiwista – osoba odpowiedzialna za prawidłowe archiwizowanie dokumentów projektu, zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej. Dzięki temu architekci nie tracą czasu przy skanerze czy też dziurkując kolejne strony.

Wynagrodzenia

Stosunkowo prostym narzędziem, które diametralnie zmieniło sposób wynagradzania pracy architektów było wprowadzenie w 1964 roku przez Royal Institute of British Architects (RIBA) funkcjonującego do dziś dokumentu (z późniejszymi zmianami, ostatnia w 2020 roku) pod nazwą Plan of Work (plan pracy). Proces projektowania, budowania oraz eksploatacji został w nim podzielony na etapy, z których każdy ma nazwę oraz przypisane zadania i podzadania. W sposób czytelny jest też oznaczona kolejność i warunkowość ich występowania. Wyraźny podział na poszczególne etapy pracy architekta, od wstępnej analizy zaczynając, ma również aspekt edukacyjny dla inwestora, który może przekonać się, że rozwiązania projektowe poprzedzają liczne analizy, a zatem są one wynikiem długiego procesu. Wyodrębnienie oraz nazwanie każdego etapu daje architektom w Wielkiej Brytanii narzędzie do prawidłowej wyceny każdego z nich. Zmniejsza to ryzyko wystąpienia sytuacji, w której projektant analizuje chłonność terenu i rozrysowuje wstępną koncepcję w celu pozyskania nowego zlecenia i nie dostaje za to opracowanie wynagrodzenia.

il. Plan pracy nad realizacją według RIBA.

Zarobki architekta w Wielkiej Brytanii są znacz co wyższe niż w Polsce. Przykładowo wynagrodzenie za wykonanie jednego z projektów w Londynie wyniosło 3,8% kosztów inwestycji (projekt 7,1 mln £, inwestycja 186 mln £). Obejmowało ono wyłącznie projekt architektoniczny oraz koordynację rozwiązań pozostałych branż, których płaca jest kosztem inwestora niezależnym od płacy architekta. Można na ten aspekt spojrzeć, porównując głównego projektanta do generalnego wykonawcy – chyba nie udałoby się znaleźć GW, który nie narzuca marży na wynagrodzenie podwykonawców za koordynację ich pracy. Natomiast w pracowniach polskich często koordynacja międzybranżowa na etapie projektowania postrzegana jest jako element architektury – a nie wyodrębniony obowiązek. Przecież architektura to estetyka oraz rozwiązania funkcjonalno-przestrzenne, a koordynacja to zupełnie inna usługa. Jak wobec tego architekt może sprawować kontrolę nad projektami branżowymi i je koordynować? W systemie brytyjskim jest to rozwiązane w sposób bardzo prosty – to główny projektant zatwierdza postęp prac warunkujący możliwość wystawienia faktury przez każdego branżystę zaangażowanego w projekt.

Ponadto wszelkie dodatkowe opracowania, raporty, analizy i materiały wyjściowe do projektowania w brytyjskim systemie pracy są wyłączone z wynagrodzenia architekta. W Anglii nie jest możliwe ryczałtowe określenie wynagrodzenia za niewiadomy zakres prac, co zdarza się często w polskiej praktyce. Architekci z najlepszymi intencjami i o olbrzymim doświadczeniu nie są w stanie przewidzieć wszystkich elementów opracowania, niezbędnych na każdym etapie procesu budowlanego. W Polsce nawet w zamówieniach publicznych wynagrodzenie architekta zawiera „wszystko co niezbędne” do uzyskania decyzji o pozwoleniu na budowę oraz zrealizowania i oddania do użytkowania inwestycji. To absurd, bo oznacza odpowiedzialność za czynności i decyzje, na które nie mamy żadnego wpływu (np. uzgodnienia jednostek czy organów administracyjnych). Nie ma drugiego zawodu, który w świetle prawa byłby zmuszany do określania ryczałtowego wynagrodzenia przy tak dużej liczbie zmiennych i niewiadomych. Tracą na tym nie tylko architekci, ale przede wszystkim przestrzeń, czyli dobro wspólne, bo niskie stawki niosą konieczność pracy w pośpiechu oraz ryzyko niedopracowania projektów.

Fakturowanie

Polski sposób rozliczania wynagrodzenia dopiero po wykonaniu opracowania minimalizuje ryzyko biznesowe inwestora, gdyż gwarantuje zrealizowanie pewnego etapu przed płatnością. Wynika z tego, że w naszym kraju architekta wynagradza się nie za jego pracę (miesiące tworzenia dokumentacji), tylko za osiągnięty efekt (dokumentacja złożona do urzędu). Poziom ryzyka inwestora jest zminimalizowany, a wpływy finansowe pracowni architektonicznej są bardzo nieregularne przy stosunkowo stałych kosztach. W porównaniu z brytyjskim systemem, w którym fakturowanie odbywa się w miesięcznych odstępach za proporcjonalnie wykonaną pracę projektową, sytuacja wolnorynkowa polskich firm architektonicznych wydaje się słaba. W naszym kraju właściciel pracowni często zamiast zajmować się pozyskiwaniem nowych tematów i projektowaniem obiektów na najwyższym możliwym poziomie poszukuje funduszy, aby wywiązać się ze stałych zobowiązań finansowych. Jest to problem szczególnie dla średnich i małych pracowni, które otrzymały duże zlecenie i liczyły na rozwój firmy, a tymczasem przed nimi długi okres oczekiwania na wynagrodzenie, które najpierw powinno pokryć zaległości, a dopiero w dalszej kolejności – o ile zostaną jakieś środki – zostanie wykorzystane na rozwój.

Ponadto w opisanym brytyjskim sposobie współpracy architekt jest bardziej niezależny od nagłych zmian i dodatkowych żądań inwestora. Im bardziej stabilna i niezagrożona staje się sytuacja finansowa firmy, tym lepsza pozycja negocjacyjna projektanta. Tymczasem, gdy właściciel pracowni co miesiąc walczy o przetrwanie kolejnego okresu podatkowego, zazwyczaj szybciej zgadza się na wszelkie ustępstwa, pogarszające zarówno jego pozycję, jak i – niejednokrotnie – jakość tworzonych przestrzeni.

Mityczne PnB

Procedura uzyskiwania decyzji o pozwoleniu na budowę diametralnie różni się w Wielkiej Brytanii od obowiązującej w Polsce. Najkrócej można to przyrównać do rozbieżności edukacyjnej współpracy z konfliktogennymi formalnościami.

Najważniejszym elementem wniosku o udzielenie zgody planistycznej na budowę jest tu dokument zwany D&A (Design and Access Statement) – wielostronicowe opracowanie formatu A3, które tłumaczy uwarunkowania działki, plany inwestora, wpływ inwestycji na otoczenie, założenia projektowe, korzyści dla lokalnych społeczności oraz sposób dostępu do planowanej inwestycji, zarówno środkami komunikacji miejskiej, jak i prywatnym samochodem, a także dla osób o specjalnych potrzebach przemieszczania się. Jest to etap, w który mocno angażuje się przedstawiciel branży w Polsce właściwie nieznanej – konsultant planistyczny. To osoba opłacana (oprócz od architekta) przez inwestora, z dużym doświadczeniem prawnym, która zna priorytety komisji planistycznej z danej dzielnicy i już na początku procesu może zwrócić uwagę na istotne dla niej elementy. W przypadku większych inwestycji, zanim jeszcze architekt zdecyduje się wystąpić z wnioskiem, spotyka się on wielokrotnie wraz z konsultantem planistycznym z przedstawicielami władz lokalnych (planning officers), którzy obradują w zmiennym składzie, zawsze minimum 3-osobowym, i dyskutują o wartości architektonicznej danej inwestycji (dla ułatwienia – to tak jakby w Polsce pozwolenie na budowę wydawała MKUA).

Przykładowo w trakcie wstępnych konsultacji pewnego projektu w Cambridge oficerowie planistyczni jasno powiedzieli, że przedstawiona forma obiektu jest nieadekwatna do stylu zabudowań miasta i że wertykalne kominy na pewno będą lepiej odebrane przez komisję planistyczną. W Wielkiej Brytanii bezpośrednio po formalnym rozpoczęciu procedury odbywają się konsultacje społeczne. Lokalni mieszkańcy są o nich informowani za pomocą afiszy formatu A4, porozwieszanych na okolicznych płotach i latarniach – w myśl zasady że, jeżeli ktoś je widział, to znaczy, że chociażby czasem przebywa w obszarze oddziaływania inwestycji, a skoro nie widział, to nie ma dla niego większego znaczenia, co tu powstanie. Jest to bardzo proste rozwiązanie i wywodzi się z dawnego zwyczaju obwieszczeń publicznych. Trudno odmówić temu logiki – szczególnie po przyrównaniu do ogłoszeń o przystąpieniu do MPZP, umieszczanych w Polsce na odległych stronach lokalnych gazet lub w gablotach przed urzędem miejskim. Zwróćmy uwagę, że już na tak wstępnym etapie można dać do zrozumienia lokalnym społecznościom, że szanuje się ich zdanie i jest się gotowym je wysłuchać.

W ramach konsultacji społecznych najpierw inwestor opowiada, co chciałby osiągnąć, a następnie architekt prowadzący wskazuje walory projektu i w jaki sposób odpowiada on na potrzeby okolicznych mieszkańców. Najlepsi architekci brytyjscy są dobrymi mówcami, a ich zawód cieszy się zaufaniem, więc zwykle przed końcem prezentacji większość mieszkańców nie wyobraża sobie okolicy bez tej inwestycji. Choć oczywiście są też pytania, głosy zwątpienia i sprzeciwu, wszystkie skrzętnie odnotowują projektanci (asystenci architekta), a następnie, jeżeli są one merytoryczne, uwzględnia się je, a jeśli nie – przekonuje się lokalną społeczność do słuszności przyjętych rozwiązań. Ostatnie konsultacje społeczne mają miejsce w trakcie posiedzenia komitetu planistycznego, który podejmuje decyzję o udzieleniu (bądź nie) pozwolenia na budowę. Oczywiście nie jest to procedura, która uniemożliwia protesty i odwołania, jednak w jej wyniku nie tylko okoliczni mieszkańcy czują się potraktowani poważnie, lecz także założenia architektoniczne i wzajemne zależności są tłumaczone szerokiej rzeszy słuchaczy.

W Polsce do wniosku o pozwolenie na budowę należy załączyć rysunki architektury i konstrukcji oraz podstawowe obliczenia. Rodzą się pytania, czy ktoś z pracujących w wydziałach architektury ma uprawnienia do sprawdzenia obliczeń konstrukcyjnych, a jeżeli nie, to w jakim celu są one składane… Angielski wniosek o pozwolenie na budowę składa się z niewielkiej liczby rysunków – tylu, żeby opisać wielkość, funkcję i podstawowe założenia. Nie załącza się właściwie żadnych rozwiązań technicznych, nie opisuje się grubości warstw przegród. Za to do dokumentu Design and Access Statement dodaje się oświadczenie, że budynek będzie spełniać wymagania przepisów technicznych oraz zostanie zbudowany na podstawie rysunków wykonawczych, stworzonych przez zespół projektantów z odpowiednimi uprawnieniami.

Jest to punkt zwrotny w sposobie myślenia. Pozwolenie na budowę odnosi się do walorów estetycznych, wielkości i proporcji bryły, wpisania jej w istniejący krajobraz oraz funkcji. Decyzja zawsze wydana jest warunkowo – budowa nie może być prowadzona bez prawidłowej dokumentacji wykonawczej uzgodnionej z lokalnym oddziałem Building Control (odpowiednik polskiego PINB), bez zatwierdzenia materiałów i kolorystyki elewacji, uprawnionego kierownika budowy oraz w sposób nieszanujący spokoju okolicznych mieszkańców. Warunków jest wiele i wszystkie zastępują tony makulatury, którą polskie archiwa urzędów samorządowych muszą przechowywać jako opieczętowaną dokumentację. Jaki jest tego najbardziej widoczny i oczywisty skutek? Każda dokumentacja, która była przedmiotem postępowania o udzielenie pozwolenia na budowę w Wielkiej Brytanii (późniejsza niż z 1987 roku), jest zeskanowana i dostępna dla każdego użytkownika internetu na całym świecie, wystarczy tylko znaleźć Planning Portal odpowiedniej jednostki samorządowej. Dzięki temu społeczeństwo zyskuje poczucie pełnej przejrzystości procedur, materiały są udostępniane od momentu złożenia wniosku i uaktualniane w trakcie procedury.

Dokumentacja wykonawcza

Design and build to bez wątpienia jedna z najbardziej popularnych form kontraktu o prace budowlane w Anglii, szczególnie przy dużych inwestycjach. Jak opisano powyżej, zakres opracowania projektowego do momentu uzyskania PnB jest w Anglii bardzo ogólny, obejmuje koncepcję i generalne założenia funkcjonalne. Pierwsze uszczegółowienie projektu następuje w opracowaniu przygotowanym do ofertowania – pokazuje ono podstawowe detale i koordynację, a służy do wyłonienia najlepszej oferty oraz podpisania umowy przewidującej tryb zaprojektuj i wybuduj z generalnym wykonawcą. Jest to też moment, w którym prawie cały (bez głównego projektanta każdej branży) zespół architektów i branżystów przechodzi z zatrudnienia przez inwestora w zatrudnienie przez GW w celu sporządzenia rysunków wykonawczych zgodnych z używanymi przez niego technologiami. W związku z tym, że współpraca z architektem wciąż jest niezbędna, aby opracować rysunki wykonawcze i warsztatowe oraz rozwiązania szczegółowe, a także przeprowadzić koordynację, jest on w trakcie budowy istotnym ogniwem. We wszystkich inwestycjach zespół architektów pracuje w biurze budowy – są dostępni dla generalnego wykonawcy w celu udzielania dodatkowych wyjaśnień, rozwiązania konfliktów koordynacji lub analizy rozwiązań zamiennych. To zapewnia wyższy poziom realizacji. Tymczasem w Polsce nadzór autorski sprawuje się stosunkowo rzadko, a architekt nie jest zbyt aktywny w procesie budowlanym. Wiele decyzji bywa podejmowanych bez jego wiedzy, a jego zgoda często jest wymagana post factum. Ponieważ w Anglii nadzór autorski sprawuje się jednocześnie z wykonywaniem projektu wykonawczego, a architekt wynagradzany jest co miesiąc, wizyty na budowie są częste, gdyż stanowią podstawę do wystawienia faktury.

Jednym z popularniejszych rozwiązań w Anglii jest fragment pokazowy (mieszkanie, toaleta albo część holu). Zanim stanie się on materiałem marketingowym, ma znaczenie przy realizacji. Dzięki wykonaniu jednego elementu w pełnej specyfikacji zarówno architekt, jak i inwestor mają możliwość zweryfikować rozwiązania projektowe w skali 1:1. Liczba przypadków, kiedy w świetnym projekcie okazywało się, że linia zmiany posadzki powinna jednak być inna, włączniki światła i kontakty nie są położone optymalnie itp., jest zaskakująca. Ale dzięki temu przyszłe problemy można zawsze rozwiązać zawczasu przy dużej oszczędności czasu i kosztów.

Jak już wyżej wspomniano, nie cały zespół projektantów przechodzi w zatrudnienie generalnego wykonawcy. Projektant każdej branży z największym doświadczeniem oraz zazwyczaj architekt prowadzący pozostają zatrudnieni przez inwestora w ramach nadzoru inwestorskiego (Client Monitoring Team) i doradzają mu przy każdej zmianie projektowej zaproponowanej przez GW.

Przy porównywaniu metodyki prac w Wielkiej Brytanii i w Polsce trzeba zwrócić uwagę na sposób zapewnienia zgodności projektu z przepisami szczegółowymi (bezpieczeństwa pożarowego, warunkami technicznymi czy sanitarnymi). Polski architekt do wniosku o wydanie decyzji o pozwoleniu na budowę dołącza opracowania, które pokazują rozwiązania z nimi zgodne, budowa jest prowadzona według nich, a na koniec odbywa się inspekcja Państwowej Straży Pożarnej, sanepidu oraz inspektoratu budowlanego. To proces jasny i przejrzysty, dopóki wszystkie rozwiązania są jednoznaczne, prawidłowo wykonane, a końcowa kontrola nie podważa zapisów z wcześniejszych uzgodnień rzeczoznawców (co niestety się zdarza).

W angielskim procesie, jak było już wspomniane, zgodę na budowę wydaje się pod warunkiem wykonywania obiektu zgodnie z przepisami szczegółowymi. Najbardziej popularną i bezpieczną ścieżką jest zatrudnienie na cele inwestycji akredytowanego przez właściwy urząd kontroli budowlanej inspektora (zespołu inspektorów). To uczestnik całego procesu, który doradza projektantom, opiniuje rysunki wykonawcze i decyduje o częstotliwości wizyt na budowie – przykładowo na placu budowy na Oxford Street w Londynie, gdzie zastosowano konstrukcyjne mocowania przeciwwibracyjne, w kluczowych okresach inspekcje odbywały się co tydzień. Dzięki częstym wizytom i stałemu kontaktowi inspektor kontroluje prace ulegające zakryciu, weryfikuje materiały przywiezione na budowę i pozostaje w stałym kontakcie z jej kierownikiem w celu uzyskania akceptacji materiałów oraz sposobu montażu przed ich zamówieniem. W wyniku takiego działania minimalizowane są sytuacje problematyczne, a uzyskanie decyzji o pozwoleniu na użytkownie jest formalnością wieńczącą wielomiesięczną współpracę. Tu najwyraźniej widać różnicę pomiędzy Polską i Wielką Brytanią – doradztwo i współpraca zamiast kontroli po zakończeniu procesu.

il. Park House W1 w Londynie – wizualizacja, proj. Robin Partington Architects.

Powyższe nie zmienia faktu, że na każdej budowie odbywa się pełen nadzór inwestorski, prowadzony przez projektantów – autorów koncepcji, a do przekazania budynku dochodzi dopiero po potwierdzeniu prawidłowości wszystkich rozwiązań przez inspektora nadzoru oraz skuteczności i wykonania zgodnie z obowiązującymi przepisami przez akredytowanego inspektora. Tylko wtedy inwestor przystępuje do odbioru realizacji. Jest to procedura, która została w dużej mierze wprowadzona jako reakcja rynku budowlanego na wymagania rynku ubezpieczeniowego oraz usług finansowych. Jeżeli nie została ona prawidłowo przeprowadzona, nie można uzyskać kredytu hipotecznego na nieruchomość oraz jej ubezpieczenie.

Rachunek zysków i strat

Zarówno w procesie uzyskiwania pozwolenia na budowę, jak i w całej współpracy z akredytowanym inspektorem nadzoru – bo nie można przywołać tu tylko procedury odbioru – podstawową cechą brytyjskiego systemu jest współpraca. Architekt potrafiący przekonać przedstawicieli miasta do swojego projektu oraz umiejętnie wykazujący korzyści płynące dla lokalnej społeczności uchodzi za męża opatrznościowego. Na Wyspach architekt bywa postrzegany przez władze, inwestorów i wykonawców jako wysokiej klasy autorytet. Jest to znak pewnej dojrzałości rynku, którą być może warto przenieść do naszych realiów. Ostatecznym wynikiem byłaby bowiem atrakcyjniejsza przestrzeń dla nas wszystkich oraz stały wzrost szacunku dla stron procesu inwestycyjnego, w tym architektów, dla których utrzymanie pracowni jest w polskich realiach bez porównania trudniejsze niż w brytyjskich.

 

Paulina Duch
Paulina Duch
Architekt IARP

Architekt RIBA, w latach 2005–2019 pracowała jako architekt w Londynie oraz Windsorze, od września 2019 roku zdobyte doświadczenie wykorzystuje dla rozwoju Pomorza

reklama

Warto przeczytać