Facebook

Warunki techniczne – przyjaciel czy wróg zabytku?

Z:A 73

KATEGORIA: Prawo

Zabytki w naszym kraju mają ciężkie życie. Nie dość, że Polska nigdy nie była budowlanym rajem, to jeszcze położenie geopolityczne sprawiło, że przez jej terytorium wciąż przetaczały się wojny. Relatywnie skromna liczba zabytków nie ma łatwego życia nawet w czasie pokoju i względnego dobrobytu.

Podstawowym aktem regulującym funkcjonowanie zabytków w Polsce jest Ustawa o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (Dz.U. z 2020 r., poz. 282), jednak, w interesującym nas zakresie, w przypadku prowadzenia prac budowlanych przy zabytku, odsyła ona do Prawa budowlanego i innych regulacji prawa inwestycyjnego.

Zabytki w przepisach inwestycyjnych

W Prawie budowlanym wspomniano o zabytkach 34 razy, opisano kilka dodatkowych procedur i obostrzeń dla takich obiektów oraz nałożono na właściciela dodatkowe obowiązki. W ustawie o charakterystyce energetycznej budynków (Dz.U. z 2020 r., poz. 213.) słowo „zabytek” występuje dwa razy. W Rozporządzeniu Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej w sprawie szczegółowego zakresu i formy projektu budowlanego – tylko raz.

W warunkach technicznych „zabytek” pojawia się raptem cztery razy, w trzech paragrafach. § 2 mówi o konieczności uzgadniania z wojewódzkim konserwatorem zabytków projektów dla takich budynków. §§ 236 i 299 dotyczą kierunków otwierania drzwi na drogach ewakuacyjnych oraz otwierania i lokalizacji okien. Skromnie, to mało powiedziane. Czy zabytki zawsze bezproblemowo wpisują się w obecne przepisy techniczne, że tak nieliczne zapisy wystarczą? Wydaje się, że nie.

Jest rzeczą oczywistą, że budynki zabytkowe to te, które powstały w czasach nie tylko innej kultury budowlanej czy możliwości technicznych, lecz także kiedy przepisy budowlane najczęściej nie obowiązywały we współczesnym zakresie. Nie ma się co dziwić, że obiekty zabytkowe mają sporo parametrów technicznych nieodpowiadających obecnym wymogom. Praktycznie każda regulacja WT w takim budynku może być inaczej rozwiązana. Nie jest to zresztą problem wyłącznie zabytków. Również budynki z czasów PRL-u (które powoli same zaczynają być wpisywane do rejestru zabytków) przeważnie nie odpowiadają współczesnym przepisom. Przy obecnej galopującej „biegunce legislacyjnej” budynek może krótko po oddaniu do użytkowania przestać spełniać przepisy techniczne. Konieczność dostosowania do obowiązujących WT nie dotyczy tylko sytuacji, w których podejmuje się zaplanowane działania inwestycyjne w formie przebudów, rozbudów czy nadbudów obiektów zabytkowych. W przypadku gdy niektóre parametry ewakuacyjne użytkowanego budynku znacząco różnią się od obowiązujących, straż pożarna – na podstawie § 16 Rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów z dnia 7 czerwca 2010 r. (Dz.U. z 2010 r. nr 109, poz. 719) – ma prawo uznać, że zagraża on życiu ludzi i nakazać odpowiednie działania. W pkt 2 § 16 wymieniono sześć sytuacji, w których straż pożarna może zmusić właściciela lub zarządcę nieruchomości do „zastosowania rozwiązania zapewniającego spełnienie wymagań bezpieczeństwa pożarowego w sposób określony w przepisach techniczno-budowlanych” (§ 16 pkt 3). Nawet właściciel użytkujący budynek zabytkowy bez zmian od lat może zostać zmuszony do przeprowadzenia robót, a co za tym idzie – uzyskania pozwolenia na budowę.

il. Kamienice przy pl. Trzech Krzyży w Warszawie, fot. markeusz / shutterstock.com.

Nie zapominajmy, że zakres prac budowlanych, które go wymagają w przypadku tych obiektów jest dużo szerszy niż w przypadku innych budynków. Inwestor zmuszony do uzyskania pozwolenia na budowę na wszelkie roboty przy zabytku zetknie się niechybnie z § 2 ust. 1 WT, nakazującym spełnienie wszystkich przepisów obowiązujących przy przebudowie i zmianie sposobu użytkowania. Warunki techniczne dopuszczają sytuację, w której ich zapisy „mogą być spełnione w sposób inny niż określony w rozporządzeniu, stosownie do wskazań ekspertyzy technicznej właściwej jednostki badawczo-rozwojowej albo rzeczoznawcy budowlanego oraz do spraw zabezpieczeń przeciwpożarowych, uzgodnionych z właściwym komendantem wojewódzkim Państwowej Straży Pożarnej lub państwowym wojewódzkim inspektorem sanitarnym, odpowiednio do przedmiotu tej ekspertyzy”.

Budynki wpisane do rejestru zabytków częściej niż inne trafiają na ścieżkę procedury z pozwoleniem na budowę i nie można w ich przypadku skorzystać ze ścieżki zgłoszenia. Przykładowo tylko tego drugiego trybu wymaga przebudowa wnętrz obiektu współczesnego. W przypadku zabytkowego niezbędne jest pozwolenie na budowę, co zmusza nas do dostosowania całego obiektu np. do obecnych przepisów przeciwpożarowych. Najczęściej wymaga to od projektanta kosztownych i pracochłonnych prac w celu uzyskania  odstępstw, przy świadomości, że jest to bardziej formalność niż rzeczywiste podniesienie bezpieczeństwa pożarowego. Przepisy mające ochronić wartości kulturowe zabytków przez nakładany obowiązek uzyskania pozwolenia na budowę wymagają ścieżki prawnej, która niekiedy wymusza dokonywanie w zabytkach daleko idących ingerencji, co bardzo często stoi w sprzeczności z ideą ich ochrony.

Pamiętajmy, że projekty dotyczące obiektów zabytkowych muszą zostać uzgodnione ze służbami konserwatorskimi, a te – słusznie – nieprzychylnym okiem mogą patrzeć na rozwiązania niewynikające z potrzeb przebudowy, tylko z konieczności uwzględnienia zapisów WT. Pojawiają się wtedy zarzuty o nieuprawnioną i zbyt daleko idącą ingerencję. Projektant jest wówczas między młotem a kowadłem. Warunki techniczne wymuszają coś, na co konserwator nie chce się zgodzić.

Case study

Zapewne każdy architekt, któremu zdarzyło się projektować przy zabytku, spotkał się z sytuacjami, kiedy miał mniejsze lub większe poczucie, że przepisy WT zmuszają go do absurdalnych rozwiązań. Spójrzmy na dość pospolity przypadek przebudowy strychu XIX-wiecznej kamienicy na mieszkanie. Niestety, klatka schodowa na całej wysokości nie ma spoczników o szerokości 150 cm, wymaganej przez WT. Zmiana strychu na mieszkanie powoduje, że konieczne jest więc odstępstwo. Ale czy rzeczywiście ewakuacja czwórki lokatorów mieszkania na poddaszu jest tak bardzo zagrożona przy węższym o parę centymetrów spoczniku lub spoczniku o ściętych narożnikach? Wydaje się, że nie, a zaordynowane przez komendanta Wojewódzkiej Straży Pożarnej rozwiązania zastępcze tylko iluzorycznie podniosą bezpieczeństwo.

il. Zniszczona kamienica w Łodzi, fot. Yulia Dola / shutterstock.pl.

W historycznych klasztorach też czasami trzeba przeprowadzić prace budowlane. Kwalifikowane są one jak ZLV, w przypadku których długość drogi ewakuacyjnej przy jednej klatce wynosi 10 m, a przy dwóch – 40. Te wymagania są prawie niemożliwe do spełniania w klasztorach z wirydarzem. Albo ogrodzimy go ścianami oddzielenia pożarowego, albo musimy zastosować inne rozwiązania, np. instalację tryskaczową. Wprawdzie oba z pewnością podnoszą bezpieczeństwo pożarowe, ale czy aby na pewno służą zabytkowej tkance? Oczywiście z dużym prawdopodobieństwem kłopoty sprawi klatka schodowa (spoczniki, liczba stopni w biegu, jego szerokość, wymiary stopni). Podobne problemy pojawiają się np. w przypadku punktu widokowego na wieży kościelnej. Jak dostosować go do potrzeb osób niepełnosprawnych? Czy lepsze byłoby wejście po niewygodnych schodach i bez windy czy jego brak?

Tworzenie przepisów

Chyba nikt w Polsce nie próbował zwaloryzować rezultatów przepisów budowlanych w stosunku do obiektów zabytkowych. Porównanie na ile warto – niszcząc zabytkowy charakter i tkankę obiektu – podnieść ich bezpieczeństwo pożarowe czy użytkowania jest zapewne trudne. Czy warto spełnić wszystkie przepisy BHP czy SANEPID-u? Gdzie powinna przebiegać granica kompromisu?

Mimo to próba taka byłaby bardzo pożądana. Stosowana obecnie metoda bezrefleksyjnego zaostrzania przepisów i obejmowania ich zasięgiem kolejnych pól jest ślepą uliczką, zwłaszcza w przypadku zabytków. Cały polski system tworzenia prawa inwestycyjnego powoduje nieodparte wrażenie, że prawodawcy skupiają się na swoich intencjach i nie konfrontują, czy przekładają się one na rezultaty. Podobnie rzecz ma się z budynkami zabytkowymi. Absurdalność niektórych rozwiązań, wymuszanych przepisami w stosunku do budynków zabytkowych, powinna skłaniać do refleksji.

il. Dom mieszkalny w Mławie, fot.  Eryk Stawinski / shutterstock.pl.

Podsumowanie

Polskie przepisy budowlane, a zwłaszcza WT, są przesiąknięte modernistycznym widzeniem świata, w którym zabudowa zabytkowa jest raczej niechcianym dzieckiem. Dlatego teza o mocnym niedostosowaniu wymagań WT do zabytków jest uzasadniona. Specyfika tych obiektów sprawia, że warunki techniczne powinny dopuszczać większą liczbę odstępstw od wymaganych parametrów. Które to jednak powinny być właściwości i jakie od nich zwolnienia?

By precyzyjnie odpowiedzieć na te pytania, konieczna jest analiza zdarzających się przypadków i ocena, czy zastosowane rozwiązania (zgodne z przepisami lub zamienne, uzyskane na podstawie ekspertyzy) nie tylko były warte nakładu sił i środków, lecz przede wszystkim, czy przysłużyły się zabytkowi. Parę odpowiedzi nasuwa się automatycznie. Budynkom wpisanym do rejestru można by np. przyznać prawa do dłuższych dróg ewakuacyjnych, węższych klatek schodowych i spoczników, czyli zwolnienia, o których wspomina rozporządzenie w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów.

Strategicznym celem państwa powinno być tworzenie sprzyjających warunków dla właścicieli zabytków tak, aby fakt ich posiadania nie był tylko źródłem dodatkowych trosk, procedur i kosztów, lecz także pewnych punktowych zwolnień i złagodzeń przepisów, po to by zrekompensować nakładane obostrzenia. Obecnie bowiem szczytna idea ochrony zabytków i idące za nią procedury odnoszą chyba skutek przeciwny do zamierzonego. Projektowaniu przy zabytkach nie może towarzyszyć poczucie absurdu, zaś WT powinny być przyjacielem, a nie wrogiem tych obiektów.

Wojciech Gwizdak
Wojciech Gwizdak
Architekt IARP

sekretarz Krajowej Rady Izby Architektów RP, przewodniczący Komisji ds. Mediów i Informacji IARP

reklama

Warto przeczytać