Facebook

Uznaniowość? Tak.

Z:A 74

KATEGORIA: Prawo

Uznaniowość jest możliwa w instytucjach wydajających oceny na podstawie twardych danych, co często niepotrzebnie utrudnia proces uzyskania pozwolenia na budowę. Nie mają jednak do niej prawa wydziały urbanistyki i architektury, mimo że zajmują się wartościami, takimi jak piękno, harmonia czy odpowiednie proporcje.

Uznaniowość w kwestii przedłużenia procedury w żadnej mierze niesłużącej jakości architektury, za to absorbującej architekta jest – w rzeczywistości jaką stworzyły przepisy, praktyka i wynikająca z niej logika konfrontacji i kontroli, zamiast współpracy i uczestnictwa – akceptowana. Uznaniowość wydziałów urbanistyki i architektury już nie. 

Decyzja środowiskowa

Temat wydawał się piękny, inwestor profesjonalny, lokalizacja niezła – wypełniająca lukę w tkance miejskiej, w zrewitalizowanej dzielnicy, w sąsiedztwie stadionu. Dużo mieszkań i miejsc postojowych, sporo przydomowej zieleni rekreacyjnej, jak wynikało z zapisu planu miejscowego. 

Wysoki poziom wód gruntowych w tej lokalizacji powoduje, że budowa dwukondygnacyjnej podziemnej hali garażowej wiąże się z koniecznością zapewnienia stateczności budynków na cały okres eksploatacji, a także zastosowania technik umożliwiających jej realizację. Wybór obudowy wykopu był więc dość oczywisty – ścianki szczelne umożliwiają ekonomiczną dyspozycję przestrzenią części podziemnej. Pozostaje jednak kłopotliwa konieczność pompowania wody z wykopu i uzyskanie, zgodnie z przepisami prawa, decyzji środowiskowej oraz pozwolenia wodnoprawnego. Za tak niewinnie brzmiącymi dokumentami kryje się jednak „krwawy bój”. Decyzja środowiskowa przy inwestycji, której parametry przekraczają dwa progi wielkościowe i kwalifikują ją do przedsięwzięć mogących potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko, to zjawisko nieposkromione, kapryśne i ciągnące się bez końca jej. 

Najpierw jest więc wieloetapowe zdobywanie kolejnych decyzji geologicznych i hydrogeologicznych, które niezależnie oraz po kolei zatwierdzają projekt badań, przyjęcie ich zgłoszenia i wreszcie dokumentację z nich. Potem opracowanie karty informacyjnej przedsięwzięcia z tabelami zestawień parametrów emitorów i emisji, poziomu hałasu, stężeń pyłów w sieci receptorów, ochrony wód i innych elementów na 123 stronach – już po kilku wezwaniach do uzupełnienia. Opracowanie to zostało, zgodnie z procedurą, pozytywnie zaopiniowane przez niezależne instytucje (SANEPID i RZGW) z jednoczesnym stwierdzeniem przez każdą z nich, że przygotowanie raportu środowiskowego nie jest konieczne. 

Wydział, zamiast wydać decyzję środowiskową na podstawie karty, uznał – bez przywołania podstawy prawnej i wbrew stanowisku jednostek opiniujących – że raport jest konieczny. Jego opracowanie to kolejne miesiące i kolejne 181 stron z jeszcze obszerniejszymi zestawieniami, mapami i wykresami, a następnie wezwania do uzupełnienia o nowe, wcześniej nie zakreślone, obszary zainteresowań wydziału, m.in.:

  1. „w zakresie treści zamieszczonych na stronie 127 raportu, należy uwzględnić wahania z otworu B1 (otwór płytki) z lat 2012–2017 – min. (-) 0,03 m n.p.m.; śr.: 0,27 m n.p.m.; max: 0,59 m n.p.m.” ;
  2. skupienie się na określeniu przewidywanych konfliktów społecznych, sposobu likwidacji przedsięwzięcia, a także „zakresie opisu przewidywanych znaczących oddziaływań planowanego przedsięwzięcia na środowisko, obejmujący bezpośrednie, pośrednie, wtórne, skumulowane, krótko-, średnio- i długoterminowe, stałe i chwilowe oddziaływania na środowisko, wynikających z: 
  • istnienia przedsięwzięcia, 
  • wykorzystywania zasobów środowiska,
  •  emisji.”

W sumie rok straty czasu i nie tylko. 

Zważywszy, że sprawa dotyczy zespołu zabudowy mieszkaniowej na obszarze przeznaczonym zapisem planu miejscowego na funkcję mieszkaniową i usługową, zaprojektowanego na terenie nieruchomości przez lata użytkowanej jako magazyny, na cele drobnego przemysłu oraz jako teren, który zdolny będzie do retencji wód opadowych (co przy dotychczasowej zabetonowanej nawierzchni było zupełnie nieosiągalne, a co pokazano w karcie informacyjnej przedsięwzięcia), żądanie raportu o wpływie inwestycji na środowisko jest bezzasadne. Dodatkowo podkreślić należy, że na jej terenie nie występują i nie występowały obiekty o wartościach krajobrazowych, zwierzęta i rośliny zagrożone wyginięciem ani ich siedliska oraz drzewa, krzewy i zieleń będące przedmiotem ochrony lasów, dziko występujących zwierząt, gruntów rolnych i leśnych. Obszar nie jest objęty zapisem Natura 2000, znajduje się też poza korytarzami ekologicznymi. Inwestycja wpływa więc na poprawę, a nie pogorszenie jakości środowiska naturalnego. Powyższe okoliczności zostały przedstawione w treści karty. 

Uzasadnieniem dla wnikliwości analizy wpływu inwestycji na środowisko mogłaby być jedynie troska o stan wód podziemnych, zwłaszcza określenie i ograniczenie leja depresji w trakcie pompowania wody z wykopu przed przystąpieniem do budowy podziemnej hali garażowej. W karcie informacyjnej przedsięwzięcia problemowi etapowania, monitorowania, ilości i głębokości pompowań wody z wykopu poświęcono niezwykle dużo uwagi i staranności z wykorzystaniem wieloletniego doświadczenia firmy hydrogeologicznej. 

Nie ma instytucji, która zajmowałaby się kontrolą pompowań w trakcie prowadzenia ich na placu budowy wedle harmonogramu inwestycji, wynajmu i czasu pracy sprzętu oraz decyzji podejmowanych przez kierownictwo. Tak więc żądany zakres raportu jest opracowaniem akademickim, niemal naukowym i całkowicie teoretycznym, bez przełożenia na realia, a chuligańskie pompowania, jakie zdarzają się na różnych budowach, nie powinny stanowić o restrykcyjnym podejściu do projektowanej przez nas inwestycji. 

Te prowadzone bez opomiarowania, fachowej opieki, podziału na etapy i nieuwzględniające odciążeń zdarzyły się na sąsiedniej budowie i spowodowały odwrócenie kierunku przepływu wód podziemnych oraz zanieczyszczenie chemiczne chlorkami, zgromadzonymi w rejonie składowiska popiołów. Są one monitorowane kilkoma piezometrami, a nagromadziły się ponieważ popioły transportowane były (ale już nie są) strumieniem wody pozyskanej z nurtu Martwej Wisły, która zasolona jest mniej więcej w tym samym stopniu co morze. Stan chlorów, który wzbudził tyle niepokoju, szybko wrócił do normy, wydział uznał jednak, że trzeba dołożyć nieco więcej staranności. 

Równolegle z opracowaniem karty informacyjnej przedsięwzięcia ukończono wielobranżowy projekt budowlany. Po małych uzupełnieniach mógłby on zostać złożony wraz z wnioskiem o pozwolenie na budowę, ale bez decyzji środowiskowej i pozwolenia wodnoprawnego wniosek taki jest niekompletny. 

Po wielu tygodniach opiniowania raportu w tych samych instytucjach, co poprzednio oraz wyłożenia dokumentu w celu zebrania dowodów w końcu powstała decyzja środowiskowa. Na 17 stronach bardzo dokładnie opisano przedsięwzięcie z cytowaniami obszernych fragmentów raportu, ale ani razu nie wspomniano o autorze projektu. Bo, jak wynika to z wielu publikacji, domy rosną u nas same jak drzewa w lesie, podczas gdy każdy najmniejszy haczyk w IKEI ma swojego autora. 

Uznaniowość właściciela

Dzisiejszy zapis art. 4. Prawa budowlanego – „Każdy ma prawo zabudowy nieruchomości gruntowej, jeżeli wykaże prawo do dysponowania nieruchomością na cele budowlane, pod warunkiem zgodności zamierzenia budowlanego z przepisami” nie odnosi się do kompozycji urbanistycznej, analizy sylwety, wpisania w krajobraz kulturowy i ładu przestrzennego, wyklucza zatem wszelką uznaniowość wydziału urbanistyki i architektury. Wprost przyznaje właścicielowi nieruchomości przymioty kreatora bądź – w najlepszym razie – recenzenta architektury, od wytycznych opartych na zasadzie analogicznej do „lubię tylko te piosenki, które znam” – po reakcję na przyjęte rozwiązania i ingerencję w nie bez uzasadnienia, zrozumienia argumentacji wzajemnych relacji jego elementów. Dzieje się tak, mimo że właściciel nie jest przygotowany zawodowo do stanowienia o ładzie przestrzennym, rozwiązaniach funkcjonalnych, doborze materiałów i kolorystyki, w dodatku nie ponosi on odpowiedzialności.

Matematyka w wydziałach urbanistyki i architektury

Jeszcze niedawno art. 4 ustawy Prawo budowlane brzmiał  „Obiekt budowlany i związane z nim urządzenia należy projektować w sposób zapewniający formę architektoniczną dostosowaną do krajobrazu” i dawał wydziałom urbanistyki i architektury wątłą podstawę do uznaniowości. Wątłą, bo niepopartą żadnym innym zapisem prawa. 

Dzisiaj, w zupełnie innym temacie, w związku z orzecznictwem sądów, które skądinąd nie są precedensowe, analizę urbanistyczną zastąpiono matematyką. Na orzeczenie sądu, jako jedyną podstawę, powołano się w wydziale urbanistyki i architektury przy wyjaśnianiu przyjętej techniki opracowania decyzji o warunkach zabudowy. Przy tłumaczeniu przyjętych w niej parametrów wielkościowych pokazano brudnopis – kartkę formatu A4 ciasno, pracowicie zapisaną parametrami wielkościowymi wielu sąsiednich budynków i wynikami tego zestawienia – średnimi matematycznymi wysokości budynków, szerokości elewacji frontowych, terenu zabudowanego, terenu biologicznie czynnego. Wszystko dla obszaru analizowanego w odległości 50 m od granic terenu działki, dla której wnioskowano o decyzję. Nie ma już możliwości dostosowania jego wielkości do wykazania kierunków przekształceń z warunkiem zapisanym w ustawie o planowaniu przestrzennym tak, by jego wielkość była zawarta w odległości minimum 50 m od działki. Minimum równa się maksimum. Żadnej uznaniowości. Nie ma kierunków przekształceń. Nie ma harmonijnego dostosowania do krajobrazu. Nie ma urbanistyki. Nie ma architektury. Jest matematyka. Co ciekawe, nie ma też rzeczywistego krajobrazu. Jest zestaw danych z dokumentów archiwalnych, zapewne pracowicie i rzetelnie wypreparowanych. I jeżeli są one inne niż w rzeczywistości, tym gorzej dla rzeczywistości. 

Urząd konserwatorski

Uznaniowość przydano jedynie służbom konserwatora zabytków. Równie dobrze może nim być zarówno archeolog, jak i historyk sztuki. Często prowadzi ona do wynaturzeń innego rodzaju, m.in. do nadmiernych wymagań od projektanta co do wyboru rodzaju, koloru i wielkości materiału budowlanego, zwłaszcza elewacyjnego. Wszystko metodą prób i błędów, bez wytycznych i w oparciu o korygowane na bieżąco oczekiwania. Na podstawie materiałów, których próbki – niekiedy dużych rozmiarów i ciężaru – są wykładane przed konserwatorem, dostępnym tylko w niektóre dni tygodnia. 

Postulaty

Uznaniowość wydziałów urbanistyki i architektury nie musi być jednoosobowa. Tego, z powodu ludzkich słabości do nieuzasadnionych korzyści, zdają się obawiać twórcy Prawa budowlanego. Może być ona oddana w ręce specjalistycznego zespołu powołanego do opiniowania na etapie projektu koncepcyjnego. 

Nawet w dzisiaj obowiązującym porządku prawnym są urządzenia, które mogą znakomicie wspomagać proces udzielania pozwolenia na budowę poprzez ocenę projektu koncepcyjnego zanim obrośnie on pracą innych jednostek i stanie się projektem wielobranżowym, uzgodnionym z gestorami sieci uzbrojenia terenu oraz zarządcy dróg. Nadanie miejskim komisjom urbanistyczno-architektonicznym znamion administracji samorządowej i umocowanie ich w procedurze pozwolenia na budowę to niewielki zabieg formalny. Warunkiem jest zasiadanie w niej projektantów z doświadczeniem zawodowym. A może funkcję opiniodawczą mogłyby pełnić istniejące w porządku prawnym rozprawy administracyjne, odpowiednio „dozbrojone” w profesjonalnych projektantów?

Obecne sprowadzenie architekta do jednego z kilku branżystów, bez wyeksponowania jego roli w procesie twórczym, możliwości kształtowania wyrazu każdego elementu przestrzeni i jego wpływu na zmiany krajobrazu, zmieniającą się tkankę urbanistyczną, odpowiada za brzydotę przestrzeni, przypadkowości, a także obniżenie rangi zawodu. 

Architekci powinni się skupić się na przywróceniu im uznaniowości, ponieważ stracili możliwość wykonywania zawodu tak, jak powinno się to odbywać. Dali się uwikłać w tysiące przepisów środowiskowych, sanitarnych, pożarowych, energooszczędności, bezpieczeństwa i innych bardzo ważnych, ale nie ważniejszych niż niemierzalne i niematematyczne piękno, harmonia, kompozycja i ład. Środowisko oddało sądom prawo do wprowadzenia i używania definicji nieuznaniowości, co doprowadziło do zagubienia jakości przestrzeni.

 

Mojemu Mężowi, Andrzejowi Duchowi, który odszedł i zapewnie u św. Piotra doświadcza ładu wszelkiego. 

Aleksandra Wojtczak-Duch
Aleksandra Wojtczak-Duch
Architekt IARP

generalny projektant w pracowni FORMA architekci

TAGI

reklama

Warto przeczytać

Brak powiązanych artykułów.