Facebook

TYLE SŁOŃCA – rozmowa z architektem Maciejem Lose

Z:A 70

KATEGORIA: Po godzinach

Zegary słoneczne zwyczajowo są dopełnieniem przestrzeni publicznych i edukacyjnych – wierzę, że w obrębie współczesnej architektury wciąż możliwe jest ich twórcze włączanie w obiekty.

Skąd zainteresowanie zegarami słonecznymi? Czy jest z tym związana jakaś anegdota?

Od czasów szkolnych moje zainteresowania oscylują między architekturą a astronomią, a zegary słoneczne są szczególnym obszarem, który łączy obie te dyscypliny. W 1995 roku, w czasach przedinternetowych, czasopismo „Wiedza i Życie” zorganizowało akcję poszukiwania i katalogowania polskich zegarów słonecznych. W wakacje ruszyłem ich tropem i hobby zaskoczyło na dobre. Łączna liczba odnotowanych przez czytelników obiektów wyniosła ok. 150. Do dziś, głównie dzięki działalności niespożytego fascynata i założyciela portalu Gnomonika (www.gnomonika.pl) – Darka Oczki, udało się ich zidentyfikować aż 1360! Zważywszy na liczne wojny i pożogi, które przetoczyły się przez nasz kraj, jest to imponujący wynik.

Wiem, że oprócz wiedzy na temat zegarów posiadasz też ich kolekcję. Z ilu sztuk się składa? Jaki jest jej najstarszy, a jaki najnowszy obiekt i czy istnieje obawa, że kiedyś przestanie się ona rozwijać? Czy obecnie zegary słoneczne są jeszcze projektowane, czy kolekcja raczej składa się z tych starszych?

Zbiór obejmuje około stu zegarów i obiektów związanych z gnomoniką, pochodzących z okresu od XVI do połowy XX wieku. Pod względem liczby oraz wartości naukowej i artystycznej jest to trzeci, po Collegium Maius oraz Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie, zbiór w kraju. Prawdopodobnie najstarszy eksponat to ciekawy, szwedzki, kamienny zegar, z 11 tarczami, przypominający nieco powyłamywaną kostkę brukową. Podobnie jak inne zegary wielokrotne był on manifestacją ówczesnej wiedzy astronomicznej, geometrycznej i biegłości rzemieślniczej. Z kolei najmłodszy – przenośny zegarek poziomy magnetyczny, wykonany w powojennym Berlinie dla zubożałego społeczeństwa, pozbawionego zegarów mechanicznych, które wraz z Armią Czerwoną powędrowały na Wschód – to ostatni świadek praktycznego i masowego wykorzystania zegarów słonecznych w Europie.

Każde kolekcjonerstwo, będące pozostałością czasów zbieracko-łowieckich, jest łagodną formą uzależnienia, tak więc – jeżeli tylko względy ekonomiczne na to pozwolą – zbiór w przyszłości się powiększy.

Jakiej wielkości są zegary w Twojej kolekcji? Czy ich przechowywanie jest wyzwaniem? Czy trzymasz je na widoku, tak żeby nadal odmierzały czas?

Zegary znajdujące się w zbiorze reprezentują wiele różnych typów oraz są różnej wielkości – od miniaturowych przenośnych, po dużo okazalsze ogrodowe. Szczęśliwie, w większości znalazły swoje miejsce na ekspozycji w Wieży Matematycznej Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie stanowią piękne dopełnienie najcenniejszego zabytku śląskiej gnomoniki – linii południkowej skonstruowanej w 1791 roku przez jezuickiego astronoma Antona Jungnitza. Nim jednak to nastąpiło, ich obecność powodowała znaczące braki w powierzchni magazynowej szaf i regałów w moim niedużym mieszkaniu.

Serdecznie zapraszam wszystkich czytelników Z:A do obejrzenia tej wystawy. W przypadku braku czasu na wycieczkę do Wrocławia, zachęcam do przejrzenia choćby katalogu internetowego, zawierającego zdjęcia i szczegółowe opisy wszystkich obiektów. Choć nie przedstawia on pełnego spektrum znanych typów zegarów słonecznych, daje jednak ogląd ich zróżnicowania: http://mbd.muzeum.uni.wroc.pl/kolekcje-uniwersyteckie/zegary-sloneczne.

Z punktu widzenia architekta czy designera fascynująca jest kreatywność twórców tych przyrządów, w których żonglerka geometrią i astronomią spotyka się z formą użytkową ściśle dopasowaną do potrzeb użytkownika.

Czy znasz jakieś obiekty architektury lub założenia urbanistyczne, w których zegar słoneczny nie jest jedynie elementem, ale wpisany został w ich idee, lub obiekty, które dokładnie wykorzystują ruch Słońca, czego odzwierciedleniem jest np. rozkład funkcjonalny pomieszczeń lub stref?

Tak – Stonehenge. A poważniej, wkraczamy tu na niebezpieczne pole architektury postmodernistycznej, w której dosłowność przenoszenia pewnych idei na skalę całego obiektu czy założenia, z perspektywy czasu, mocno zestarzała się estetycznie i intelektualnie. W tym kontekście bardziej wartościowe wydaje się abstrakcyjne rozumienie i wykorzystanie światła słonecznego, niż dosłowne cytowanie gnomoniki, jak choćby we wczesnych obiektach autorstwa Franka Gehry'ego czy Araty Isozakiego. Spośród bliższych czasowo realizacji interesujący jest Sundial Bridge, przerzucony ponad Sacramento River w USA, w moim subiektywnym odczuciu – jedno z niewielu bezpretensjonalnych dzieł Santiago Calatravy.

Sundial Bridge w Redding, USA, proj. Santiago Calatrava, fot.Prayitno, Los Angeles, Wikimedia Commons.

Zegary słoneczne zwyczajowo są dopełnieniem przestrzeni publicznych i edukacyjnych – wierzę, że w obrębie współczesnej architektury wciąż możliwe jest ich twórcze włączenie w obiekty. Wybitny i monumentalny przykład, który warto tu przywołać, to zegar równikowy – rzeźba autorstwa Henry’ego Moore’a, stojąca na nadbrzeżnym placu przy Adler Planetarium w Chicago. Bardzo ciekawy jest też projekt zegara słonecznego wskazującego czas urzędowy, zaproponowany dla różnych lokalizacji, wykonany przez pracownię Architectural Prescription we współpracy z Arup. Klasyczne zegary pionowe i poziome też mogą być w sposób szlachetny zintegrowane ze współczesną i historyczną architekturą.

Zegar równikowy – rzeźba autorstwa Henry’ego Moore’a przed Adler Planetarium w Chicago, fot. Victorgrigas, Wikimedia Commons.

Projekt zegara słonecznego autorstwa pracowni Architectural Prescription, Arup. Wizualizacja jednej z proponowanych lokalizacji w nowojorskim Central Parku, il. Grisha Zotov, Architectural Prescription.

Czyje projekty polecasz studiować, jeśli chodzi o nasłonecznienie mieszkań lub wykorzystanie światła w architekturze w sposób. Jaki Cię zaskoczył?

W zakresie nasłonecznienia mieszkań nie mam specjalnych faworytów, nie śledzę projektów mieszkaniowych aż tak drobiazgowo. W zakresie operowania światłem w architekturze każdy z nas ma swoich niedościgłych mistrzów. Mnie bliska jest architektura skandynawska, której prostota i bezpretensjonalna racjonalność wyrastają z lokalnego kontekstu – szczególnie cenię pod tym względem obiekty sakralne, których twórcą jest Juha Leiviskä.

W swojej publikacji Nasłonecznienie mieszkań. Przepisy, praktyka i rzeczywistość obok analizy i interpretacji przepisów piszesz też o zagrożeniach i ryzyku, jakie się z nimi wiąże. Co, Twoim zdaniem, powinno się zmienić w polskim prawie, aby nawet przy tak szalejącym rynku (oddanym w ostatnim czasie już zupełnie inwencji deweloperów), nawet w najmniejszych mieszkaniach (czy modnych ostatnio mikroapartamentach), zapewniony był dostęp do światła?

Niewątpliwie potrzebny jest balans pomiędzy poziomem regulacji i wolnym rynkiem. Przepis dotyczący nasłonecznienia mieszkań należałoby uprościć w zakresie rozszerzenia przedziału godzin 7:00–17:00, dla których wymagane jest nasłonecznienie, do całego dnia, tj. od wschodu do zachodu Słońca. Istnienie ograniczenia czasowego w praktyce nic nie wnosi, a powoduje niepotrzebne komplikacje związane z koniecznością rozpatrywania zarówno czasu letniego, jak i zimowego, oraz różnic wartości równania czasu między równonocą wiosenną a jesienną.

Zakres 7:00–17:00 wyznaczono historycznie w celu wyeliminowania pierwszej i ostatniej godziny dnia, w których promieniowanie słoneczne jest najmniej energetyczne. Pominąwszy kwestię różnic w wysokości Słońca o danej godzinie przy zmianie długości geograficznej, w warunkach miejskich promienie mają szansę dotrzeć do większości mieszkań dopiero po osiągnięciu przez Słońce pewnej wysokości nad horyzontem – przynajmniej kilku stopni. Także w praktyce ograniczenie to jest najczęściej martwe, czyni przepis niepotrzebnie skomplikowanym, a jego spełnienie jest trudne do udowodnienia/obalenia – słowem, podatne na manipulację.

Wracając do mikroapartamentów, osoba decydująca się na zakup takiego, czyni to ze świadomością, że ze względów ekonomicznych wybiera produkt niższej klasy. Rynek z pewnością powinien oferować taki produkt, jeśli jest na to zapotrzebowanie. Problem pojawia się w momencie, w którym warunków nasłonecznienia nie spełniają mieszkania dwupokojowe i większe, w sztuczny sposób oferowane jako jednopokojowe. Tego typu przypadki powinny być piętnowane przez organizacje deweloperów jako rodzaj nieuczciwej konkurencji, a także przez inne organizacje – jak SARP czy IARP.

Zgodnie z polskimi przepisami w szkołach i przedszkolach sale dydaktyczne muszą być nasłonecznione od południa i wschodu, co wiąże się z tym, że często się przegrzewają (oszczędność na klimatyzacji). Czy uważasz, że w dobie kryzysu klimatycznego te przepisy będą nadal adekwatne?

Zasadniczo należy rozróżnić kwestię nasłonecznienia od zagadnienia zmian klimatycznych – w tym wypadku wzrostu i nagłych zmian temperatury. Pominąwszy bowiem wpływ smogu i statystyczne zmiany zachmurzenia spowodowane zmianą klimatu, zmiany środowiska wywołane przez człowieka nie mają wpływu na ilość światła słonecznego otrzymywanego na danej szerokości geograficznej.

Polskie przepisy dotyczące nasłonecznienia wymagają oczywiście racjonalizacji, natomiast odpowiedzią na zmiany klimatyczne powinno być częściowo projektowanie budynków z zastosowaniem aktywnych rozwiązań proekologicznych, ale przede wszystkim implementacja w skali urbanistycznej i masowej znacznie tańszych rozwiązań pasywnych, w tym redukujących efekt „wyspy ciepła”. Takie działania jak: nasadzenia drzew i zwiększanie powierzchni zielonych, retencja wody, ograniczenie emisyjnego ruchu kołowego, minimalizacja powierzchni absorbujących promieniowanie poprzez wykonywanie ich z jasnych materiałów i kruszyw, powinny być egzekwowane przez samorządy, np. w planach miejscowych bądź przez ustawodawcę. Z punktu widzenia kosztu społecznego są najbardziej efektywną metodą walki z ociepleniem i zanieczyszczeniem miast. Warto tu przywołać skrajny przykład Los Angeles, gdzie w celu redukcji drastycznie wysokich temperatur środowiska miejskiego nagrzewające się do 65°C nawierzchnie asfaltowe zdecydowano się malować specjalną farbą, której koszt wynosi aż 40 000 USD za milę jezdni!

Jak architekci powinni reagować na kryzys klimatyczny?

Powinni wykorzystywać swą kreatywność i umiejętności zawodowe, aby przezwyciężać istniejące przyzwyczajenia społeczne, przełamywać ograniczenia biurokratyczne oraz lobbing producentów, które wydają się głównymi hamulcami wprowadzania innowacyjnych rozwiązań środowiskowych. Niestety, obecnie w naszym kraju, w przeciwieństwie do Skandynawii, Holandii czy nawet Polski okresu międzywojennego, rola architektów jest zredukowana do głęboko podrzędnej wobec innych decydentów i twórców strategii. Stąd niewielkie pole dla eksperymentu i kreatywności oraz jeszcze mniejsza możliwość ich implementacji na szerszą skalę. Z tego względu nasz potencjał aktualnie wydaje się ograniczony do, co najwyżej, kopiowania rozwiązań wypracowanych gdzie indziej, zazwyczaj dopiero po ich wdrożeniu i masowym zastosowaniu w innych krajach.

W tekście używasz też zagadnienia „prawo do światła”. Czy możesz rozwinąć ten wątek?

Pojęcie „prawa do światła” funkcjonuje w kulturze anglosaskiej. Bazuje ono na historycznym prawie zastąpionym w 1832 roku przez Prescription Act. Zakłada ono nabywanie prawa do światła przez dany otwór okienny po upływie 20 lat od czasu jego powstania, przy czym dotyczy nie tyle samego nasłonecznienia, ile poziomu natężenia oświetlenia w pomieszczeniu, ogólnie uznawanego za niezbędny. Nie jest on ustalony w sposób precyzyjny, zwykle przyjmuje się 20% natężenia oświetlenia zewnętrznego, a przypadki sporne są indywidualnie rozstrzygane sądownie.

Prawo jest praktykowane w formie służebności bądź jako prawo sąsiedzkie – zgłoszenie szkody w przypadku jego pogwałcenia przez przysłonięcie okien. Może ono dotyczyć zarówno zabudowy, jak i gęstej zieleni, bądź innych elementów przesłaniających. Jest to zupełnie inna konstrukcja niż praktykowana w naszym ustawodawstwie – łączy elementy nasłonecznienia i przesłaniania oraz jest zdecydowanie bardziej podatna na indywidualne rozstrzygnięcia.

Ostatnio został oddany do użytku jeden z Waszych projektów – hotel The Bridge przy placu Katedralnym we Wrocławiu. Podobno miałeś w tym przypadku okazję zaprojektować zegar słoneczny? Czy było to dla Ciebie wyzwanie? Co było najtrudniejsze? I przede wszystkim, jak przekonaliście inwestora?

W ogrodzie hotelowym powstał rzadki typ zegara – znacznik południa.  Co do zasady, funkcjonuje on w podobny sposób jak linie południkowe. Światło słoneczne wpada przez niewielki otwór, zwany fachowo gnomonem otworkowym, a powstający obraz tarczy słonecznej jest rzutowany na skalę czasową, znajdującą się po przeciwległej stronie otworu. Zegar ten wskazuje południe słoneczne, południe słoneczne średnie – będące historycznie podstawą do wyznaczenia czasu urzędowego, momenty przesileń i równonocy oraz skalę deklinacji Słońca (czyli jego wysokości kątowej powyżej bądź poniżej równika niebieskiego) wyznaczoną co pół stopnia. Zawiera również skalę kalendarzową, pozwalającą śledzić zmiany wysokości Słońca na przestrzeni roku.

Zegar, wykonany z białego betonu architektonicznego, stanowi punkt ogniskowy ogrodu. Jego projekt, realizacja i montaż były bardzo czasochłonne i wymagały znacznej precyzji. Dość powiedzieć, że dla wyznaczenia samej krzywej południa średniego, tzw. analemmy, konieczne było określenie pozycji Słońca dla ok. 400 punktów. Dla uzyskania odpowiedniej precyzji wyznaczenia krzywej, w rejonie momentów przesileń konieczne było użycie aplikacji wykorzystywanej przez NASA podczas planowania misji kosmicznych.

Zegar słoneczny – znacznik południa na terenie ogrodu hotelu MGallery The Bridge przy placu Katedralnym we Wrocławiu, fot. Michał Goncerzewicz, Forum Architekci.

Zegar stanowił marginalną część całej inwestycji, zatem zarówno inwestor, jak i wykonawca nie do końca spodziewali się, co kryje się pod pozycją kosztorysową „zegar słoneczny – sztuk 1”. Gdy doszło do realizacji, były oczywiście pewne zakusy, by zoptymalizować to i owo, ale szczęśliwie udało się zegar wykonać w pierwotnie założonej formie. 23 września, dzięki bezchmurnej pogodzie, śledziliśmy na nim wspólnie z gośćmi hotelowymi i licznie zgromadzonymi wrocławianami moment przejścia tarczy słonecznej przez punkt równonocy, wyznaczający początek jesieni.

Aleksandra Czupkiewicz
Aleksandra Czupkiewicz

ukończyła Wydział Architektury na Politechnice Wrocławskiej, pracuje w Maćków Pracownia Projektowa, współtworzy nieformalną grupę pawilony_pavilions, okazyjnie współprojektuje scenografie i tworzy instalacje

reklama

Warto przeczytać

Brak powiązanych artykułów.