Facebook

Trzeci pejzaż

Z:A 80

KATEGORIA: Standardy

Największy obszar zieleni stanowią tereny pejoratywnie określane jako nieużytki. Warto je wykadrować, zastosować zoom, zbliżyć i uważniej im się przyjrzeć, ponieważ w tych obszarach tkwi prawdziwy zielony potencjał miast.

Wczoraj, w ciepły dzień lata poszliśmy z żoną na spacer w kierunku położonych powyżej naszej beskidzkiej chałupy rozległych hal. Uzbieraliśmy trochę jeżyn i grzybów, a wracając wykopaliśmy nożem polną miętę i wrotycz, którą posadziliśmy w naszym ogrodzie. Według ludowej tradycji zapachu mięty nie lubią myszy, które zadomowiły się u nas, a z kolei wrotycz odstrasza kleszcze, które rozmnożyły się tego lata. Na jesieni przesadzimy dwie samosiejki dębu i jodły w narożniku ogrodu. Ogród w ciągu kilkudziesięciu lat uległ znacznej przemianie. Niegdyś pracowicie uprawiany przez teściową z grządkami warzywnymi, drzewkami owocowymi, piwoniami, różami, macierzanką i żółtymi żonkilami, uległ z czasem zaniedbaniu i zdziczeniu. Jeszcze przez parę lat próbowaliśmy rozmnażać przywożone sadzonki kwiatów, lecz górski klimat oraz rodzima przyroda okazały się silniejsze i zawładnęły naszym ogrodem. Dzisiaj zaprzestaliśmy tych syzyfowych działań, ograniczając je jedynie do nieznacznych korekt ekspansywnej natury, a ogród bardziej przypomina górskie hale niż wypielęgnowane otoczenie sąsiednich rezydencji. Początkowe wyrzuty sumienia z powodu zaniechania pielęgnacji tej przydomowej przestrzeni zmieniły się z czasem w stan akceptacji jej naturalnego charakteru wpisanego w cykl przyrody, który obecnie, o ironio, doskonale wpisuje się w nowe tendencje myślenia o zieleni towarzyszącej obszarom zurbanizowanym. Te zmiany w postrzeganiu pejzażu miasta, podobnie jak metamorfoza naszego ogrodu, nie przebiegają w rewolucyjny sposób, niemniej stopniowo trafiają do świadomości architektów i urbanistów, aktywistów ruchów miejskich i ekologicznych oraz, co ważniejsze, również mieszkańców. W kategoriach teoretycznych początek tych zmian miał miejsce na początku XXI wieku i związany był z działalności francuskiego architekta ogrodów i biologa, wykładowcy Wyższej Szkoły Architektury Krajobrazu w Wersalu, Gillesa Clémenta i opublikowaniem przez niego w 2003 roku „Manifeste du Tiers Paysage”.

Staw Brandka na górniczych zapadliskach w Bytomiu Miechowicach, fot. Piotr Średniawa

Zieleń miejska

Przez cały okres mojej zawodowej działalności szczególnie w obszarze urbanistyki obowiązywał podział na pejzaż naturalny i kulturowy. W ramach tego ostatniego rozróżniany był pejzaż wiejski i zurbanizowany w postaci większych i mniejszych miast i ich przedmieść. W praktyce urbanistycznej, w szczególności przy procedurach sporządzania Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP), standardowo definiowano w obszarach zurbanizowanych różne typy zieleni. Jeżeli granice administracyjne miast obejmowały lasy, w nomenklaturze urbanistycznej określano je jako ZL (zieleń leśną), parki miejskie jako ZP (zieleń parkową), cmentarze jako ZC (zieleń cmentarną). Tereny zielone wzdłuż infrastruktury drogowej określane były i są jako ZI (zieleń izolacyjna). Stosunkowo niechętnie wprowadzano oznaczenie ZD, dla uznawanych do niedawna jako ciało obce w strukturze miejskiej ogrodów działkowych. Incydentalnie i równie niechętnie wprowadzano określenie ZN (zieleń nieurządzona), gdyż teren niemający określonego przeznaczenia wydawał się zbędny w strukturze miejskiej. Nie przypominam sobie, abym kiedyś spotkał oznaczenie NU (nieużytki). Ten sposób klasyfikowania terenów zielonych w jakimś stopniu odzwierciedlał filozofię permanentnego rozwoju miast, w których nie było miejsca na niezdefiniowane otwarte przestrzenie. Filozofia ciągłego wzrostu, tak w ramach gospodarki socjalistycznej, jak również kapitalistycznej, zakładała stałą ekspansję terytorialną miast, prowadząca do wykształcania się układów aglomeracyjnych lub suburbanizacji (urban sprawl). Ten sposób myślenia o mieście nie uległ od bardzo dawna w naszej praktyce urbanistycznej istotnej przemianie. Stopniową, acz na razie w fazie rozważań teoretycznych zmianę tego paradygmatu, przyniosła dopiero dyskusja związana z niepokojącymi zmianami klimatycznymi. Rozrost miast traktowany jako element niepodważalnego wzrostu ekonomicznego, zaczął być postrzegany w jego negatywnych aspektach, jak tworzenie wysp ciepła, czy obszarów zrzutów ogromnych ilości wód opadowych, źródła smogu i emisji dwutlenku węgla. W Polsce, mimo że od 40 lat statystycznie nie uległa zmianie liczba ludności miejskiej wynosząca około 63% transformacja gospodarcza przyniosła istotne zmiany w strukturze miast. W aglomeracji śląsko-zagłębiowskiej można obserwować dwie stosunkowo trwałe przeciwstawne dążenia w zagospodarowaniu przestrzennym. Z dużym prawdopodobieństwem podobne tendencje istnieją również w innych miastach naszego kraju. Pierwsza to niekontrolowane, odśrodkowe rozlewanie się miast na peryferie lub sąsiednie mniejsze miejscowości, głównie w postaci zabudowy mieszkaniowej, w większości jednorodzinnej, anektującej tereny rolne. Podobny kierunek zauważany jest w przypadku tworzenia nowych stref ekonomicznych i powstających tam inwestycji głównie przemysłu lekkiego i obiektów logistycznych. Druga tendencja to sukcesywne powstawanie „pustek” czy też nieużytków po zlikwidowanych zakładach przemysłu ciężkiego, magazynach, bazach przemysłowych, bocznicach kolejowych, a także terenach hałd i wysypisk oraz powierzchniowych wyrobisk i kamieniołomów. Działania te znajdują odzwierciedlenie w hierarchii priorytetów polityk miejskich, w których jako naczelne paradygmaty nadal wskazywana jest metropolizacja i podnoszenie konkurencyjności miast i regionu, natomiast zagadnienia tworzenia nowych terenów zieleni podnoszone są bardziej z obowiązku niż rozumienia ich znaczenia i zajmują odleglejsze, a zarazem mniej ważne lub wręcz lekceważone pozycje.

Te dwa negatywne „trendy” znajdują odzwierciedlenie w obejmujących te obszary dokumentach polityki miejskiej oraz MPZP i mimo coraz bardziej powszechnej krytyki traktowane są przez samorządy jako pożądane zjawiska. Dlatego warto je wykadrować, zastosować zoom i uważniej im się przyjrzeć.

Dzikie brzegi rzeki Kłodnicy w Gliwicach, fot. Piotr Średniawa

Krajobraz trzeciego typu

Wykonane w naszym biurze w ramach studiów nad strukturą aglomeracji analizy przyrodniczego potencjału dwóch śląskich miast Bytomia i Gliwic, ukazały występujące w tych miejscach ciekawe i zaskakujące również dla nas wzajemne proporcje terenów zielonych. Pomijając zwarte kompleksy leśne na obrzeżach tych miast, zaskakująco małe powierzchnie zajmują parki, cmentarze, skwery, które, choć cenione, są sztucznymi i relatywnie ubogimi ekosystemami. Zdecydowanie większy obszar zajmują ogrody działkowe, również w strefach śródmiejskich, wciąż uznawane za zawalidrogi w rozwoju miast, konieczne w przyszłości do likwidacji. Dzisiaj również te sztuczne ekosystemy zaczynamy postrzegać jako cenne obszary rolnictwa czy też farm miejskich, które czas pandemii nobilitował do rangi wymarzonych miejsc spokojnej izolacji. Fakt ich wygrodzenia nie stanowi bariery dla mikro- i awifauny i jest dla niej ważnym miejskim siedliskiem.

Największy obszar zieleni stanowią nieużytki. To w większości anektowane przez przyrodę obszary antropogeniczne, jak różnego rodzaju zagajniki z samosiejek, zarastające tereny baz, wysypisk, hałd z murawami kserotomicznymi i łąkami galmanowymi, jak i samoistna zieleń wzdłuż ciągów infrastrukturalnych. Te lekceważone i niedostrzegane planistycznie obszary, bywają bardzo wartościowymi, samorodnie i stopniowo tworzącymi się, złożonymi i prawie kompletnymi ekosystemami, niezniekształcanymi ludzką działalnością, a tym samym – wykazującymi dużą bioróżnorodność i odporność. Są to relatywnie duże tereny, do kilkudziesięciu hektarów, porośnięte wysokimi już samosiejkami, przeplatane dzikimi stawami i oczkami wodnymi po dawnych wyrobiskach. Oprócz drzew występuje na nich również bogata szata niższej roślinności, która dotarła tutaj niesiona przez wiatr i ptaki. Te rzadko odwiedzane przez mieszkańców tereny przekształciły się w enklawy dzikiej przyrody, doprowadzając do ponownego „uziarnienia” struktury osadniczej. Izolowane od hałasu, skażenia sztucznym światłem, koszenia trawy i obcych nasadzeń, w przeciwieństwem do miejskich parków, stanowią obszary quasi naturalnej przyrody zarówno w zakresie flory, jak i fauny. Stały się one nowym siedliskiem owadów, bardzo zróżnicowanej awifauny, gadów, płazów, a także niewielkich ssaków, jak lisy, kuny czy zające, a również większych zwierząt, np. coraz liczniejszych stad dzików. Równie ciekawe zjawiska pojawiły się na liniowych terenach zajmowanych niegdyś przez przemysłowe linie kolejowe, które samoistnie przekształciły się w ciągi ekologiczne o znacznej długości. Podobne ekosystemy powstały wzdłuż przepływających przez miasta rzek, takich jak Kłodnica i Bytomka. Ich brzegi, ze względu na zanieczyszczenie tych rzek, nie są traktowane jako atrakcyjne tereny i, paradoksalnie na szczęście, nie podlegają zagospodarowaniu. Równie ciekawe procesy zachodzą w ramach inwestycji infrastrukturalnych. Pasy wzdłuż dróg szybkiego ruchu, tereny pod ich estakadami, otoczenie naziemnych ciepłociągów i rurociągów, które nie nadają się do kubaturowych inwestycji, stopniowo „dziczeją” i wytwarzają szersze lub węższe korytarze ekologiczne.

Żabie Doły, byłe osadniki KGH Orzeł Biały w Bytomiu,  fot. Piotr Średniawa

Marnowane szanse rozwoju terenów zielonych

Pomimo niezaprzeczalnej wartości terenów zielonych traktowane są one bez wielkiego zainteresowania przez samorządy. Znajduje to odzwierciedlenie w obejmujących je studiach uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego oraz MPZP, które wskazują je jako potencjalne obszary rozwojowe dla deweloperskich inwestycji mieszkaniowych lub terenów przemysłowych. Równie bezmyślnie traktowane są niektóre hałdy, na których wykształciły się już początki ekosystemów, a obecnie eksploatowanych jako źródło kruszywa, głównie dla inwestycji drogowych. Skutkuje to powtórną już degradacją i dewastacją tych terenów. Nie dostrzega się naturalnie powstałych potencjałów tych miejsc i nadal traktuje się je w kategoriach ciągłego wzrostu i absurdalnej tezy konkurencyjności miast. Co ciekawe w preambułach wspomnianych dokumentów planistycznych często pojawiają się odwołania do zrównoważonego rozwoju, a ostatnio – do przeciwdziałania zmianom klimatycznym. To zainteresowanie nowo powstałymi terenami zielonymi nie ma na celu deprecjonowania w żaden sposób parków, skwerów miejskich, działań w ramach kubatury jak zielone dachy czy zielone ściany, lecz wskazanie na powstałą i powstającą, a dotychczas lekceważoną szansę spojrzenia na zieleń miejską w całościowym, a nie separowanym wymiarze.

Bytom: 1 – lasy, 2 – parki, cmentarze, 3 – ogrody działkowe, 4 – nieużytki

Bytom: A – istniejące tereny zielone, B – propozycje uzupełnień terenów.

Gliwice: 1 – lasy, 2 – parki, cmentarze, 3 – ogrody działkowe, 4 – nieużytki.

Gliwice: A – istniejące tereny zielone, B – propozycje uzupełnień terenów.

Wykonane w trakcie wspomnianych analiz dalsze prace planistyczne wskazały jak relatywnie niewielkie działania byłyby potrzebne, żeby po włączeniu stosunkowo niewielkich obszarów w globalny system zieleni miejskich uzyskać ciągłe pierścienie zieleni otaczające tereny zurbanizowane oraz nieprzerwane korytarze ekologiczne przecinające te miasta. Wystarczy brak interwencji lub mikrointerwencje, które, nie zakłócając ich wtórnie naturalnego charakteru, pozwolą na ich ograniczone, bezpieczne dla tworzącego się ekosystemu użytkowanie przez mieszkańców. Takie działania nie są niczym odkrywczym, przykładowo podobna korzystna bierność miała miejsce na terenach pokolejowych w francuskim Nantes, która pozwoliła na samoistne zagospodarowanie poprzez ekspansję naturalnych samosiejek. Odmienne, acz zbliżone renaturalizujące działania prowadzone są w londyńskich parkach Królowej Elżbiety i parku publicznym Sutcliffe Park.

Jak na razie tylko niewielka część tych obszarów na Śląsku została ochroniona, głównie dzięki aktywistom ekologicznym i miejskim. Takim przykładem są Żabie Doły na pograniczu Bytomia, Chorzowa i Siemianowic, stanowiące niegdyś toksyczne osadniki zlikwidowanego kombinatu górniczohutniczego Orzeł Biały. Pozostawiono je w stanie naturalnym do dyspozycji przyrody, wytyczając tylko nieliczne ścieżki, punkty i platformy obserwacyjne. Przez ponad dwadzieścia lat w centrum aglomeracji wykształcił się bagienno-wodny autonomiczny mikroświat, niewymagający żadnych inwestycji i nakładów finansowych, w przeciwieństwie do niechcianego przez samorządy Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku odległego o parę kilometrów. Całościowe spojrzenie na zielony potencjał miast napotyka jednak na różne bariery. Problemem planistycznym w znacznym stopniu uniemożliwiającym taką perspektywę jest zróżnicowany stan własności terenów zielonych, a głównie nieużytków. Należą one do zakładów przemysłowych, w tym likwidowanych, Skarbu Państwa jako wydzielone tereny kolejowe, Wojewódzkiego Zarządu Dróg, GDDKiA, gestorów sieci i tym podobnych lub też mają nieuporządkowany status własnościowy. Stąd też „wymykają” się one z planistycznej jurysdykcji, a tym samym utracona zostaje szansa stworzenia w miastach zintegrowanego, różnorodnego systemu zieleni, mogącego w zdecydowany sposób poprawić jakość mikroklimatu, a jednocześnie stanowiącego barierę dla niekontrolowanego rozlewania się naszych miast. Drugą barierą o charakterze mentalnym, chyba najtrudniejszą do pokonania, jest nadal obowiązująca doktryna nieustannego wzrostu. Można mieć nadzieję że czas pandemii oraz okres po niej skłonią do refleksji nad ciągłym, wymykającym się spod kontroli wzrostem i procesem anektowania przestrzeni w ramach bynajmniej nie rozwoju, lecz powierzchniowego rozrostu miast podyktowanego paradygmatem krótkowzrocznego zysku. Nadszedł już również czas na rozpoczęcie poważnej dyskusji w naszym kraju nad nowym zielonym ładem, który słusznie staje się dominującym kierunkiem w europejskiej polityce, a zarazem urbanistyce.

 

 

Piotr Średniawa
Piotr Średniawa
Architekt IARP

przewodniczący Rady Śląskiej Okręgowej Izby Architektów RP, członek Miejskiej Komisji Architektoniczno-Urbanistycznej w Katowicach, wraz z Barbarą Średniawą prowadzi Biuro Studiów i Projektów Architekt

reklama

Warto przeczytać