Facebook

Rodzina na okrągło - rozmowa z Katrzyną Kupczak- Owczarek i Rafałem Owczarkiem

Z:A 76

KATEGORIA: Po godzinach

Najważniejsza podróż kamperem jest wciąż przed nami. Podróżując, szukamy słońca, piękna, wolności.

Jak wygląda Wasz kamper?

Katarzyna Kupczak-Owczarek: Obecnie to duży Dethleffs. Znajdują się w nim sypialnia, łazienka, kuchnia, minisalon oraz drugie duże rozkładane łóżko nad kabiną kierowcy. Ma on także pojemny bagażnik, który zmieści wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, a także osobny na rowery. Zastanawiamy się jeszcze nad przewozem skutera, ale generalnie jest to już raczej nasz kamper docelowy. W międzyczasie jeszcze trochę go przerobiliśmy, ponieważ nie mieliśmy pełnego komfortu podróżowania. Jest całkowicie wyposażony – są szafy, łóżka, fotele, stolik, poduszki, narzuty, telewizor itd. To taka namiastka małego mieszkania.

Kto podróżuje tym mieszkaniem na kółkach?

Rafał Owczarek: Kierowcą, i to jedynym – żona nie podejmuje się próby prowadzenia, trudno jest manewrować kamperem, zwłaszcza na małych uliczkach – jestem ja. Podróżuje z nami także córka Zuzia – 13-latka, i syn Kacper – 7-latek. I tak już jeździmy razem od sześciu lat.

Rodzina Owczarków uwielbia podróże kamperem, w składzie: Zuzia, Katarzyna, Kacper i Rafał.

Kamper to małe mieszkanie na kółkach.

I jak się mieszka na tych 15 m2?

K.K.-O.: Trudno to określić, bo tak naprawdę spędzamy na nich mało czasu. Kamperem podróżujemy głównie w lecie, więc pogoda sprzyja temu, żeby być na zewnątrz. Wysuwamy wtedy markizę, wystawiamy meble ogrodowe i zajmujemy miejsca, aby patrzeć na piękny krajobraz przed nami. Czasami uda nam się zaparkować tak, żeby mieć widok na morze. Generalnie w kamperze raczej bywamy, niż mieszkamy, aczkolwiek nasz obecny model może pełnić funkcję domu, czego doświadczamy np. podczas brzydkiej pogody.

Ponoć zakup kampera opłaca się wtedy, kiedy podróżuje się nim minimum 3 miesiące w roku. A jak jest u Was?

K.K.-O.: Niestety, ani praca, ani szkoła nie pozawalają nam na taką częstotliwość. W ciągu roku udaje nam się wygospodarować zaledwie 2–3 tygodnie podczas wakacji i dodatkowo kilka przedłużonych weekendów, np. w ramach wypadów nad morze na rozpoczęcie albo zakończenie sezonu letniego. Chciałoby się dłużej i częściej, ale to nie ten moment. Być może na emeryturze…

Kamper to chyba spora inwestycja?

R. O.: W dobrym standardzie można go kupić za 300 tys. zł. To sporo, ale warto, bo koszt jego wynajęcia jest bardzo wysoki.

A czy dzielicie swoje życie na przed kamperem i po kamperze?

K.K.-O.: Życie może nie, ale wakacje tak (śmiech). Generalnie zawsze lubiliśmy podróżować i czuć związaną z tym swobodę, więc wczasy typu all inclusive nigdy nie wchodziły w grę. Kiedy pojawił się kamper, stwierdziliśmy, że zapakowanie do niego rodziny to wspaniały pomysł. Kacper miał zaledwie 1,5 roku, kiedy pojechał z nami pierwszy raz, i choć wiadomo, że małe dzieci wymagają specjalnej opieki podczas podróży, to doświadczyliśmy tego, jak mało jest to kłopotliwe. Mogliśmy wyruszyć do Europy z dziećmi. Można więc powiedzieć, że po kamperze nasze życie zrobiło się bardziej komfortowe. Ale też nieprzewidywalne oraz spontaniczne – kiedy tylko możemy ruszyć z miejsca i trafi się odpowiedni weekend, i to bez względu na pogodę, pakujemy się nawet w ciągu godziny i ruszamy w drogę.

Na tak małej przestrzeni chyba trudno ze sobą wytrzymać, np. kiedy zdarzą się jakieś napięcia, konflikty?

K.K.-O.: Uspokajam, że póki co wybieramy ciepłe kraje, kierunki słoneczne i dużo wychodzimy na zewnątrz, dlatego do konfliktów nie dochodzi (śmiech). A tak poważnie, to my lubimy spędzać ze sobą czas. Kiedy pogoda jest ładna, dużo zwiedzamy, jeździmy na rowerach, a gdy pada, wspólnie nadrabiamy zaległości filmowe, pochylamy się nad grami planszowymi. Zawsze też możemy się rozdzielić, np. ja z córką w sypialni czytamy książki, przeglądamy czasopisma, a w minisalonie mąż z synem oglądają filmy. Śmiejemy się, że mamy swoje pokoje. Pocieszające jest to że w mieszkaniu na kółkach jest mniej sprzątania niż w typowym domu…

Czy podczas jazdy kamperem spontanicznie stajecie tam, gdzie Wam się spodoba, i celebrujecie chwilę, czy raczej metodycznie planujecie trasę?

R. O.: Zawsze mamy jakiś ogólny plan – jedziemy tu, stajemy tam. Zwykle tak organizujemy drogę, żeby pierwszy odcinek był najdłuższy, miał przynajmniej 1000 km, a potem sukcesywnie pokonujemy po 400 km dziennie. Jeśli naszym celem jest wyspa, np. Sardynia czy Korsyka, jesteśmy dodatkowo ograniczeni datą wypłynięcia promu, bo w miesiącach wakacyjnych niestety trzeba zakupić bilety dużo wcześniej. Choć mamy ogólny zarys, to jednak wiadomo, że życie weryfikuje plany i bywa, że zostajemy w danym miejscu dłużej, niż zamierzaliśmy. Ale musi być wtedy naprawdę pięknie, bo do ruszenia dalej ciągnie nas ciekawość tego, co możemy spotkać gdzie indziej, chęć przeżycia kolejnej przygody. W Chorwacji czy Włoszech są wspaniałe kempingi – z basenami, zjeżdżalniami, restauracjami – to po prostu małe rekreacyjne miasteczka, zaspakajające wszystkie potrzeby rodziny. Ten rok był – jak wiadomo – wyjątkowo trudny, więc na postój wybrałam malutkie pole na półwyspie Peljesac, na południu kraju. Po raz kolejny Chorwacja nas zachwyciła oraz oczarowała turkusowym morzem i spektakularnymi widokami, ale też tym, że odwiedziliśmy najpiękniejsze miejscówki kempingowe z widokiem na morze. Urzekł nas zwłaszcza niewielki – dosłownie na 15 przyczep – magiczny kemping w Orebicu, położony w gaju palmowym. Po raz pierwszy zdarzyło się nam być w jednym miejscu aż tydzień. Pandemia pokrzyżowała nam plany, bo chcieliśmy w tym roku Chorwację połączyć z Bośnią i Hercegowiną, ale pojawił się tam wymóg testów na koronawirusa. Mieliśmy się też wybrać nad jezioro Garda, lecz tam z kolei wprowadzono 2-tygodniową kwarantannę. Mimo wszystko podczas pandemii doceniliśmy nasz dom na kółkach, to idealne rozwiązanie na te czasy.

Kamper w wersji premium, na zdjęciu kemping przy plaży w Chorwacji.

Sardynia ma jedne z najpiękniejszych plaż na świecie.

Jak wyglądał Wasz pierwszy wypad kamperem?

K.K.-O.: To był rok 2014. Wtedy nie mieliśmy jeszcze własnego, więc wypożyczyliśmy mniejszy model na 8 dni. Pojechaliśmy nad jezioro Garda, w zasadzie je objechaliśmy, zahaczając o Wenecję, Weronę czy urocze miasteczko Caorle, które odwiedzamy, gdy tylko jesteśmy w pobliżu. Było pięknie. Tak połknęliśmy bakcyla.

I kolejne wakacje spędzaliście na kółkach?

K.K.-O.: W naszą drugą podróż kamperem udaliśmy się do Francji. Kupiliśmy używany model, który wewnątrz przeszedł całkowitą metamorfozę. Zaczęliśmy od Disenylandu pod Paryżem, następnie pojechaliśmy do stolicy, potem były zamki nad Loarą, Awinion, St. Tropez, Lazurowe Wybrzeże, a w drodze powrotnej malownicze miasteczka we Włoszech, m.in. Cinque Terre. W tym samym roku odwiedziliśmy też północną część Chorwacji – Istrię. Na kolejne wakacje wybraliśmy Sardynię, która jak do tej pory pozostaje numerem jeden, jeśli chodzi o najpiękniejsze plaże w Europie. Malownicze trasy przez góry, ciekawe miasteczka z kolorowymi domkami, muralami, rejs wypożyczoną motorówką po plażach, do których nie sposób dotrzeć drogą lądową – to wszystko sprawia, że wyspa ta należy do najwspanialszych miejsc. Dostaliśmy się na nią promem z Włoch. Przy okazji zwiedziliśmy Toskanię, Pizę, Sienę i San Gimignano, zwane średniowiecznym Manhattanem. Architektura i klimat włoskich miasteczek oraz tutejsza kuchnia należą do naszych najukochańszych, dlatego na Półwysep Apeniński wracamy często. W 2018 roku postawiliśmy już na francuską wyspę Korsykę, na którą również dostaliśmy się promem z Włoch. Nie ustępuje ona pięknem plaż sąsiadującej Sardynii, a dodatkowo zachwyca klimatycznymi miasteczkami.

Czy to wypady typowo rodzinne, czy towarzyszą Wam znajomi?

K.K.-O.: W ubiegłym roku dołączyli do naszego teamu znajomi ze swoim kamperem. Podzielają nasze pasje podróżnicze i tak jak my uwielbiają piękne, ciepłe miejsca. Wyjazd rozpoczęliśmy od Chorwacji, skąd przeprawiliśmy się promem do włoskiej Ankony, a potem na południe kraju. Razem przemierzyliśmy Apulię, odwiedzając malownicze miejscowości na klifach: Vieste, Polignano a Mare, białe miasteczko Ostuni, bajkowe Alberobello z unikalną zabudową typu Trulli oraz tajemniczą, opuszczoną Materę z wykutymi w skałach domami. Podczas tej podróży postanowiliśmy zakosztować życia w lokalnym klimacie i porzuciliśmy nasze auta na rzecz noclegu w odrestaurowanym kompleksie Trulli, w gaju oliwnym. Doświadczenie było niezapomniane, a zdziwienie właściciela kiedy parkowaliśmy nasze kampery pod jego posesją – bezcenne (śmiech).

Rodzina bardzo lubi wracać do Chorwacji, gdzie są wspaniale przygotowane kempingi dla turystów.

Co jest największą zaletą wakacji z kamperem?

K.K.-O.: Najfajniejsza jest sposobność do zobaczenia ciekawych miejsc – zawsze możemy stanąć i zanocować, nawet na tradycyjnych parkingach, a rano ruszyć dalej. Możemy jechać tam, gdzie nam się podoba, wcześniej lub później, wolniej lub szybciej, a po drodze modyfikować plany. Nie podoba nam się? Jedziemy dalej. Po prostu wolność.

Myślę sobie, że kamper daje Wam okazję do tego, żeby „zaprojektować” podróż wedle własnych potrzeb, dbając o otoczenie pod względem estetycznym.

R. O.: Nasz zawód – siłą rzeczy – jest taki, że przyciągają nas rzeczy piękne. Kamper musi więc być w środku ładny, a wejście do niego estetyczne – zasłony, dywaniki i inne dekoracje. Obserwuję, że coraz bardziej zmienia się oblicze kaperowania. To już nie są wakacje gorszego sortu, które spędzało się na krzesełkach turystycznych, ale aktywny wypoczynek ze smakiem, w otoczeniu estetycznych mebli i gadżetów. Nasz pierwszy wóz przeszedł w środku generalny lifting – wszystko zostało zdarte do zera, łącznie z podłogą, tak aby uzyskać standard, w którym czujemy się dobrze. To była spektakularna metamorfoza i być może dlatego nie mieliśmy potem problemu z jego sprzedażą.

Na 15 m2 zmieszczą się kuchnia, sypialnia, salon, łazienka i... co najmniej cztery osoby.

Czy można powiedzieć, że to sposób podróżowania, który szczególnie cenią sobie rodziny?

K.K.-O.: Tak, myślę, że coś w tym jest. Przebywanie na małej przestrzeni z osobami mniej bliskimi niż rodzina jednak nie jest komfortowe, aczkolwiek rozważamy to, że kiedy dzieci podrosną, pojeździmy ze znajomymi. Kamper jest zarejestrowany na cztery osoby, ewentualnie możemy wziąć „na pokład” jeszcze jednego pasażera. Na pewno chcemy odwiedzić Hiszpanię, Portugalię, Grecję – to dłuższa wyprawa, na 4 tygodnie, wymagająca rozłożenie w czasie, tak żeby podróż nie była męcząca zarówno dla nas, jak i dla dzieci.

Nie rozważacie oddania dzieci w inne ręce i wypadu tylko z przyjaciółmi?

K.K.-O.: Nie ma takiej opcji (śmiech). Wystarczy, że raz w roku zostawiamy dzieci pod opieką rodziców, a sami lecimy gdzieś dalej. Kiedy przychodzi jesień, zwykle odwiedzamy kawałek innego świata, bo podróżowanie to nasza pasja i nie sposób jej powstrzymać na okres zimowy. W okresie ferii staramy się również ten dalszy świat pokazać dzieciom, zabierając je na wspólne wyprawy do Azji. Myślę, że najważniejsza podróż kamperem jest wciąż przed nami. Podróżując, szukamy słońca, piękna, wolności.

Czy jest coś takiego jak kultura kamperowania? Czy zauważyliście jakieś różnice kulturowe w tym zakresie w różnych krajach?

K.K.-O.: Jedyna różnica, jaką wyłapałam, polega na organizacji kempingów. O ile np. Włochy czy Chorwacja mają zaplanowane przestrzenie, gdzie wykupuje się swoje „parcele”, o tyle np. we Francji czy na Korsyce staje się, gdzie jest wolny kawałek miejsca na rozbicie swojego „obozowiska”. Generalnie na kempingach spotykamy ludzi otwartych, chętnych do zawierania znajomości. Zanim się człowiek zorientuje, już ktoś go zagaduje, opowiada o przebytych trasach.

Bywa, że kamper się psuje i co wtedy?

R. O.: Mieliśmy kiedyś taką przygodę w okolicach Wenecji. Na szczęście sprawdziło się ubezpieczenie, które wykupiliśmy przed wyjazdem. Kamper wrócił do Polski na lawecie, a my – samolotem.

Wydaje się, że fajną opcją dodatkową są rowery…

K.K.-O.: To, że zabieramy ze sobą 4 rowery, wymusiła trochę sytuacja, bo większość kempingów leży poza głównym szlakiem, czasem 5 km od centrum. A my lubimy być w pobliżu tych uroczych południowoeuropejskich miejscowości i ich zabytków. Uwielbiamy też wyskoczyć ze znajomymi z samego rana rowerami na kawę do miasteczka. Jedyne miejsce, gdzie nam się rowery nie sprawdziły, to Korsyka, bo jest bardzo górzystą wyspą. Ludzie jeżdżą tam nimi, owszem, ale elektrycznymi.

Na wyprawy kamperem  rodzina często zabiera rowery.

Czy odwiedzacie też kamperem polskie zakątki?

K.K.-O.: Oczywiście, oprócz dalekich podróży po Europie weekendowo odkrywamy uroki Polski. Co roku chętnie wracamy do Kazimierza Dolnego na kemping położony w sadzie ze starym spichlerzem, skąd rowerem przemierzamy okolice. Uwielbiamy zwiedzać stare zamki, mało popularne, urokliwe miasteczka. Niedawno byliśmy na Roztoczu. Tegorocznym odkryciem okazał się Grudziądz, ze starymi spichlerzami nad Wisłą i malowniczą parasolkową uliczką. Bardzo udany – pomimo porywistych wiatrów – był nasz ostatni wyjazd w Pieniny, z niezapomnianym widokiem z kempingu na zamki w Niedzicy i Czorsztynie oraz Zalew Czorsztyński. O weekendowym wyjeździe możemy zdecydować w dowolnym momencie. Zdarzało nam się, że jeszcze o 22:00 wahaliśmy się, czy jechać, a pół godziny później już się pakowaliśmy, aby ruszyć nad Bałtyk i rano obudzić się nad morzem. Staram się, żeby kamper był zawsze przygotowany do drogi – zestaw nietłukących się naczyń, czyste ręczniki, kosmetyczka. Wystarczy wrzucić ubrania, jedzenie oraz… odpalić silnik. I tak na okrągło.

 

 

 

 

 

Magdalena Mojduszka
Magdalena Mojduszka

sekretarz redakcji Z:A, współpracuje z Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w obszarze dialogu społecznego

reklama

Warto przeczytać