Facebook

RING – Jak wygląda praca architekta w lockdownie?

Z:A 77

KATEGORIA: Ring opinii

Jak wygląda praca architekta w lockdownie? Jakie są największe problemy wykonywania zawodu i prowadzenia pracowni w świecie postcovidowym?

Marta Sękulska-Wrońska

Praca w trybie hybrydowym pokazuje prawdziwą siłę zespołów. W czasach, w których trudno cokolwiek przewidzieć, najważniejsze jest wzajemne zaufanie. Ułatwia ono elastyczne reagowanie, wspomaga uzupełnianie się, by osiągnąć wspólny cel. Dotyczy to wszystkich podmiotów, które mają znaczący wpływ na funkcjonowanie naszej branży. Jest to ważne, gdyż dobra kondycja sektora budowlanego może przyczynić się do szybszego powrotu polskiej gospodarki na ścieżkę wzrostu.

Dlatego warto zadbać o właściwe funkcjonowanie urzędów, których rola w procesie inwestycyjnym jest niebagatelna. Architekci działają w trudnej materii prawnej, często ulegającej modyfikacjom, a przepisy dają pole do różnych interpretacji i powodują, że liczba zmiennych w trakcie uzgodnień administracyjnych mnoży się bardzo szybko. Poświęcamy nieproporcjonalnie dużo czasu na sprawy formalne, zatem zostaje nam go mniej na szukanie najlepszych rozwiązań projektowych, a to z kolei leży u podstaw jakości przestrzeni, która ma zostać wybudowana.

W sytuacji powszechnej niepewności wola współdziałania, zrozumienie, dialog oraz elastyczność wydają się najlepszą receptą na prowadzenie projektów bez zbędnych turbulencji, szczególnie kiedy osobisty kontakt jest ograniczony, czy to na linii pracownia – inwestor, czy też wewnątrz biura. Za pośrednictwem łączy dzielimy się słowami i rysunkami, trudno jednak współodczuwać emocje towarzyszące procesowi twórczemu, a w dobrej architekturze nie może przecież zabraknąć serca. Bardzo chcemy stworzyć idealne warunki do pracy, bo tryb zdalny pokazał nam, jak są one ważne. Dlatego nasza pracownia zmieniła siedzibę i przeprowadziła się do większej przestrzeni. Dla nas powrót do biura po pandemii będzie więc czymś więcej – czeka na nas nowe miejsce, gdzie powietrze będzie wibrowało od ciekawych, wypracowywanych wspólnie, przy uważnym słuchaniu każdego głosu i rezonujących emocji, koncepcji architektonicznych.

Andrzej Depa

Wiosna 2020. Na sześć tygodni podzieliliśmy się w biurze na osoby preferujące działania zdalne i te, które chciały wykonywać swoje obowiązki stacjonarnie. O ile zadania zespołu można było rozdysponować i przypisać do bieżących projektów, o tyle współpraca z wszelkiego rodzaju urzędami wymagała znacznej cierpliwości w uzgadnianiu sposobu komunikacji i przekazywaniu dokumentacji. A potem przyszło lato, które napełniało optymizmem, choć nie wszystkich…

Jesień 2020. W biurze już nikt nie chce pracować zdalnie, a do urzędów powróciły częściowe obostrzenia. Sytuację w podaży zleceń ocieniam dość pozytywnie, choć zaznaczam – pracujemy głównie dla inwestorów związanych z przemysłem, co doskonale pozwala zauważyć podział na branże, które w czasie pandemii radykalnie zwalniają tempo działania – przeżywają stagnację, i te, które wręcz się rozwijają. Dostrzegam też, że deweloperzy, pomimo lekkiego zastoju w sektorze mieszkaniowym, planują nowe inwestycje, co cieszy.

Jeśli miałbym wyciągnąć wnioski płynące z dotychczasowych doświadczeń, to w organizacji biura niewiele się zmieniło, aczkolwiek pracujemy ze świadomością, że musimy być przygotowani na wszelkie zmiany… których jeszcze nie znamy. Częściowy lockdown pokazał, że nasz kilkuosobowy team woli być razem, w biurze. Praca zespołowa daje nie tylko wsparcie w realizacji projektów, lecz także poczucie wspólnoty i normalności (cokolwiek to znaczy).

Współpraca z urzędami w czasie pandemii unaoczniła główne źródło powodzenia lub klęski przy załatwianiu formalności, jakim jest… czynnik ludzki. W wielu przypadkach okazało się, że zdalnie, za pomocą poczty elektronicznej i telefonu, można prowadzić działania równie skutecznie, co przy osobistym kontakcie. Bywało też dokładnie odwrotnie i czasem praca z domu doprowadzała urzędników do totalnej separacji od prowadzonych spraw. Obecnie, ze względu na możliwe utrudnienia w uzyskiwaniu decyzji i pozwoleń oraz przy przygotowywaniu nowych umów, musimy wprowadzać elastyczniejsze zapisy odnośnie do terminów realizacji projektów.

Zbigniew Donat Kowalewski

Uderzyło nas znienacka i boleśnie. Wiedzieliśmy, że gdzieś w Chinach szaleje jakiś wirus i oczywistym było, że nas to nie dotknie! A jednak! Pierwsze uderzenie (marcowe) było tak zaskakujące, że stanęliśmy przed dylematem: zakończyć działalność czy próbować utrzymać się na powierzchni? Przecież dotychczas nie pracowaliśmy zdalnie na taką skalę.

Po pierwszym szoku przyszedł czas na refleksję. W gronie wspólników (a potem z udziałem całej pracowni, liczącej 10 architektów) przeanalizowaliśmy sytuację i podsumowaliśmy, jakie mamy argumenty „za” i „przeciw” kontynuowaniu działalności. Ustaliliśmy, że trzeba stawić czoła zarazie. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Jedną wysłaliśmy na pracę zdalną. W szczycie niepokoju musieliśmy całkowicie działać w tym trybie przez ok. miesiąc (trochę w napadzie paniki, bo brakowało rzetelnych informacji o tym, jaka jest realna groźba zachorowania). Potem stopniowo wracaliśmy do (w miarę) normalnej pracy (po przywróceniu nauczania w szkołach). Mamy szczęście – nasz zespół jest stabilny i „okrzepły w boju”, więc stawialiśmy na to, że nawet zdalnie zadania będą wykonywane rzetelnie. Nie zawiedliśmy się. Niestety specyfika tej pracy ma to do siebie, że pracuje się może mniej intensywnie, ale za to cały dzień…

Jednak to nie my mamy najgorzej! Po powrocie do biura przeżyliśmy szok, bo po naszym budynku „pałętali się”… kosmici! Kiedy wstrząs minął, okazało się, że to stomatolodzy (mają gabinet piętro niżej), którzy muszą pracować w pełnym rynsztunku, z aparatami tlenowymi. To dopiero restrykcje!

Obecnie staramy się działać rutynowo, realia są jednak inne niż rok temu. Zmiany, które dostrzegamy, to: zwolnione obroty urzędów, brak kontaktów „twarzą w twarz” z kontrahentami, duży stres (szczególnie u tych pracowników, którzy równolegle nadzorują dzieci uczące się w domu), duże poślizgi w płatnościach (inwestorzy uważają, że pandemia usprawiedliwia brak zapłaty w terminie). Uciążliwy jest zwłaszcza brak możliwości spotkań w urzędzie, w zamian mamy za to dziesiątki rozmów telefonicznych i e-maili. Drapiemy się w głowę, jak stworzyć np. realny harmonogram dla inwestora. Są jednak też pozytywy. Po długim okresie pracy zdalnej wszyscy szukają kontaktów bezpośrednich. Komputery już się wszystkim „przejadły”. Na szczęście!

Pandemia nadal nie odpuszcza. Ciekawe, co nas jeszcze spotka?

Tomasz Michalak

W marcu 2020 roku pracowaliśmy nad kilkoma dużymi, jak na wielkość naszej pracowni, projektami. Nagle nadrzędnym celem stało się zapewnienie bezpieczeństwa pracowników i ograniczenie strachu związanego z nieznanym. Nie mogliśmy sobie jednak pozwolić na zawieszenie prac projektowych i niedotrzymanie terminów, dlatego – dzięki wsparciu dostawcy oprogramowania – przeszliśmy na pracę zdalną. Pierwszą falę pandemii udało nam się przetrwać z poczuciem względnej kontroli nad sytuacją – korzystaliśmy z komunikatorów oraz aplikacji do tworzenia list zadań, ograniczyliśmy się do zdalnych korekt w sieciowych projektach.

Ze względu na spodziewany jesienny wzrost liczby zachorowań i możliwy lockdown, wprowadziliśmy zmiany w trybie naszego działania, które nie sprowadziły się tylko do zamontowania dozownika z płynem dezynfekcyjnym. Brak spotkań koordynacyjnych i ograniczony kontakt z pracownikami sprawił, że skupiliśmy się na początkowej, koncepcyjnej fazie projektu, by ograniczyć pracochłonność i problemy na dalszych etapach prac. To, że nie obowiązywała u nas godzina policyjna, było znacznym ułatwieniem, gdyż regularnie kończyliśmy pracę późnym wieczorem. Większe zaangażowanie nas – właścicieli pracowni – w prace czysto projektowe sprawił, że musieliśmy zmniejszyć udział w czasochłonnych „konkursach piękności” i skupiliśmy się na zleceniach od sprawdzonych oraz pewnych inwestorów. W obecnej sytuacji trudno też wyobrazić sobie wprowadzenie do zespołu niedoświadczonych architektów czy studentów architektury.

Specyfika naszego zawodu sprawia, że problemy związane z lockdownem, które dotykają inne branże ze skutkiem natychmiastowym, w przypadku projektowania rozkładają się w czasie. Doświadczymy ich niebawem, wraz z pogorszeniem się sytuacji gospodarczej. Wciąż jednak mamy pracę, pojawiają się nowe zlecenia, co sprawia, że większość trudności związanych z prowadzeniem pracowni dotyczy spraw organizacyjnych.

Marta Sękulska-Wrońska
Marta Sękulska-Wrońska
Architekt IARP

od października 2019 roku prezes Oddziału Warszawskiego SARP, członkini Kolegium Sędziów Konkursowych SARP, partner w WXCA, który jest laureatem wielu konkursów architektonicznych w Polsce i za granicą (m.in. I nagroda za koncepcję Pawilonu Polski na Expo w Dubaju w 2020(21) roku, nominacja do nagrody Miesa van der Rohe za projekt Europejskiego Centrum Edukacji Geologicznej Uniwersytetu Warszawskiego w Chęcinach)

Andrzej Depa
Andrzej Depa
Architekt IARP

przewodniczący PKOIA RP w latach 2010–2018, prowadzi własną pracownię projektową

Tomasz Michalak
Tomasz Michalak
Architekt IARP

członek LBOIA RP, absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, od 2010 roku wspólnie z Grzegorzem Kaczorem prowadzi w Lublinie pracownię AKM

Zbigniew Donat Kowalewski
Zbigniew Donat Kowalewski
Architekt IARP

członek Krajowej Komisji Kwalifikacyjnej IARP, absolwent Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej, gdzie prowadził kilkuletnią działalność dydaktyczną; uprawnienia projektowe uzyskał w 1989 roku, a w 2017 tytuł rzeczoznawcy budowlanego; współprowadzi autorską pracownię projektową A-PLAN, laureat wielu konkursów architektonicznych, m.in. za Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, siedzibę WFOŚiGW w Gdańsku czy Hotel Bayjonn w Sopocie

reklama

Warto przeczytać