Facebook

RING - Ile zaufania, a ile regulowania jest konieczne w Prawie budowlanym?

Z:A 74

KATEGORIA: Ring opinii

Ile zaufania, a ile regulowania jest konieczne w Prawie budowlanym? O opinie poprosiliśmy architektów, których litera prawa dotyka w praktyce projektowej szczególnie, niestety czasem boleśnie.

Małgorzata Matusiewicz

Odwracam to stwierdzenie – moim zdaniem tyle regulacji, ile braku zaufania. Prawo budowlane jako społeczna umowa winno definiować zasady, które zapewniają realizację celów w sposób dający poczucie sprawiedliwości i bezpieczeństwa. Wszędzie tam, gdzie zachodzi ingerencja w przestrzeń, potrzebujemy zasad dzielenia się nią.

Człowiek pierwotny nie potrzebował przepisów. Kierował się prawami natury oraz zaufaniem do własnych sił i umiejętności. W społeczności plemiennej powstały niepisane zasady współżycia jej członków, w tym także wydzielania z przestrzeni wspólnej części własnej – domostwa. Kiedy budowanie stało się działaniem zbiorowym, znaczenia nabrały najistotniejsze zasady: bądź uczciwy, nie kradnij, nie kłam, dotrzymuj słowa, bądź solidarny. Ich przestrzeganie, oparte na zaufaniu, było gwarantem przetrwania, a ich naruszenie groziło wykluczeniem niemalże równoważnym ze śmiercią.

Zastępowanie niepisanych norm nadbudową prawną powoduje często w rozwiniętych społeczeństwach przeniesienie zaufania z ludzi na instytucje. Już nie wystarczą słowo i uścisk dłoni, potrzebne są materialne dowody zobowiązań, umożliwiające pieczę nad przestrzeganiem prawa. Uwolnieni od nadzoru i zaufania „współplemieńców” czujemy się nieskrępowani obowiązkiem samokontroli, a poddani działaniom instytucji często liczymy na ocenę naszych działań przez dziurawe sito. Zachwiany system podstawowych norm etycznych sprawia, że przestajemy komukolwiek wierzyć. Wzmacniamy presję wywieraną na instytucje prawne, by regulacje były bardziej drobiazgowe. Koło biurokratycznej machiny nabiera rozpędu i zaczyna obowiązywać cyniczna maksyma Stalina: „Kontrola to najwyższa forma zaufania”. Kiedy jej sito jest tak gęste, że zatrzymuje cały proces, pora na powrót do źródeł prawa – wymienionych wcześniej podstawowych zasad współżycia, opartych na jasno określonych, adekwatnych do zadań kompetencjach i poczuciu odpowiedzialności za podejmowane decyzje.

Instytucje prawne winny działać tylko tam, gdzie granice ich kompetencji są definiowane i sprawdzane.

Waldemar Jasiewicz

Gdybyśmy uznali, że zasady prawne wyrażone w art. 5 Prawa budowlanego stanowią o celu tej ustawy, to powiedziałbym, że mamy bardzo dobre prawo. Ale wszystko zaczyna się wywracać, gdy czytamy ją razem z wydanymi na jej podstawie rozporządzeniami. Przykładem może być największe nieszczęście, z którym mamy do czynienia od 1994 roku, czyli rozporządzenie określające zawartość i treść projektu budowlanego. Od kiedy zaczęło ono funkcjonować, urzędy „rozwinęły skrzydła”. Rzeczywiście, gdyby literalnie i bezrefleksyjnie interpretować te przepisy, urząd miałby prawo wymagać nawet… projektów warsztatowych, po uprzednim uznaniu, że to, co zostało dostarczone, „nie jest do końca czytelne”.

Moim zdaniem cel ustawy wyrażony w art. 5 Prawa budowlanego rozstrzyga tę sprawę wprost – „obiekt budowlany […] należy, biorąc pod uwagę przewidywany okres użytkowania, projektować […] zgodnie z zasadami wiedzy technicznej”. To architekt – a nie urzędnik – wie najlepiej, z jak skomplikowaną inwestycją ma do czynienia, czyli jakie przepisy techniczne należy zastosować. Tymczasem rozporządzenie określające treść projektów, mówiąc brutalnie, „zabija” wolność architektów/projektantów, i sprawia, że ich praca traktowana jest przedmiotowo. Od zawsze wiadomo, że muszą być rzuty, przekroje, elewacje i zestawienia uzupełnione stosownym opisem technicznym, a kiedy będzie to potrzebne, każdy zawodowiec doda – pierzeje, wizualizacje, charakterystyczne detale, aby przedstawić swoją wizję projektową w sposób profesjonalny. Pozostałe wymagania tego rozporządzenia traktują architektów i projektantów części inżynierskich jak, nie przymierzając, „dzieci specjalnej troski”. Moim zdaniem treść art. 5 Prawa budowlanego jest pod tym względem kompletna, a takie rozporządzenia, jak wskazane wyżej, są całkowicie zbędne.

Powyższy przykład jest jednym z wielu. Można by także wskazać „decyzje środowiskowe” czy słynny art. 35, określający, co i kiedy wolno któremu organowi. Redaktor jest jednak bezwzględny w swoich prawach co do liczby znaków…

Jerzy Karol Nowak

Gdy sens regulacji przemija, nawet laik dostrzega jej nieprzystawalność do nowej sytuacji. Czeka nas właśnie praca nad pozyskaniem zaufania do Projektu Budowlanego w nowej, znacznie uproszczonej formie. Efektem powinno być pogłębienie relacji architekta i inwestora. Projekt techniczny stanie się świadectwem ich wzajemnej lojalności, a od jego jakości będzie zależał sukces inwestycji.

Normy i standardy uznajemy za powszechnie obowiązujące. Są zapisanym i przyjętym doświadczeniem. W dziedzinie budownictwa wyznaczają one profesjonalne minimum. Dawniej wystarczyło napisać „zgodnie ze sztuką budowlaną”, dziś mamy 10-punktowy stwior do każdej czynności wykonywanej na budowie. Żeby jednak być twórczym architektem, muszę budować trwale, użytecznie, pięknie… i podjąć ryzyko. Przepisy budowlane dbają o bezpieczeństwo budynku i użytkowników, interes sąsiadów, ekologię... ale nie tworzą architektury. Jest ona czymś więcej – wglądem projektanta w przyszłość. Nikt w jej tworzeniu nie może zastąpić zaangażowanego i odpowiedzialnego architekta. Dlatego uważam, że kodeks etyki zawodowej należy uzupełnić o uroczyste ślubowanie, które architekci składaliby przed rozpoczęciem swojej praktyki.

Od czasu, kiedy obdarzano nas pełnym zaufaniem, zlecając wznoszenie domów, wiele się zmieniło. Dziś mówimy o zawodzie zaufania publicznego, ale Polak kupuje projekt z katalogu. Nie powierza projektu zawodowcowi, bo nie ma poczucia, że może na nim polegać. Nie jest gotowy rozmawiać z architektem o swoich marzeniach, potrzebach czy sposobie życia. Dla mnie to jest wyzwanie. Staram się pokazać swoim klientom, że piękno architektury stanowi wartość związaną z jakością ich życia. Nie zawsze musi być ono kosztowne, ale zawsze jest wynikiem wniknięcia w sedno. Często też oznacza przyjęcie od inwestora odpowiedzialności materialnej za realizację.

Prawo trzeba znać i respektować. Nie wolno przy tym przerwać delikatnej nici zaufania między ludźmi. Bezpośrednia, intymna relacja łącząca inwestora i architekta zawsze była dla naszego zawodu istotna oraz owocowała niepowtarzalnymi dziełami. Żeby mogła ona powstać i wydać wspaniałe efekty, musi istnieć przestrzeń działania, w której możliwa jest niespodzianka.

Olaf Jasnorzewski

Chciałbym, żebyśmy spojrzeli na omawiany problem szerzej. Pojęcie „Prawo budowlane” należałoby rozumieć jako wszystkie akty prawne regulujące proces inwestycyjny oraz determinujące architekturę i przestrzeń. Ileż to razy – czytając przepisy – wykrzykiwałem: „Dlaczego w kolejnym planie miejscowym obowiązuje zakaz stosowania dachów płaskich? Przecież w pobliżu planowanej inwestycji jest wiele modernistycznych willi – aż się prosi, żeby nawiązać do nich bryłą budynku! Kto miał zajęcia z historii architektury – rada gminy czy ja?”; „Dlaczego urząd odmówił mi wydania warunków zabudowy na budynki szeregowe? Przecież to też są domy jednorodzinne (jak te stojące dookoła), a na działce, na której projektuję, aż się prosi o taki typ zabudowy! Przecież to ja studiowałem architekturę i urbanistykę, a nie urząd!”; „Dlaczego konserwator zabytków znowu każe mi zastosować w projekcie elewacji „jajeczny”, żółty kolor? Co to w ogóle jest za barwa? Czemu nie mogę zaproponować innej? Kto tu jest projektantem?”; „Dlaczego przy tylu definicjach nadal nie bardzo wiadomo, jak zakwalifikować w projekcie zmianę konstrukcji dachu? To przebudowa, nadbudowa, rozbudowa czy jeszcze coś innego? Dlaczego sam nie mogę nazwać tego, co projektuję, skoro jestem specjalistą z uprawnieniami?”.

Im więcej takich zdań w złości wypowiedziałem, tym bliżej byłem wniosku, że wszystkie te nakazy i zakazy pochodzą z jednego źródła – absolutnego braku zaufania państwa i jego organów do obywateli, a już w szczególności do profesjonalistów (zwanych też przez niektórych polityków „wykształciuchami”). Bo niby państwo wie lepiej ode mnie, jak mam projektować budynki (?!). Tylko czemu lub komu takie podejście ma służyć? Ładowi przestrzennemu? Estetyce? Architekturze? Ludziom? Czy może jednak biurokracji? A gdyby tak znieść te wszystkie bezsensowne ograniczenia i pozwolić projektantom po prostu projektować? Boże! To mógłbym wtedy… Z zadumy wyrwał mnie telefon ze starostwa. Stwierdzili, że moja antresola to według nich osobne piętro… Zacząłem ładować naboje… do pióra, żeby im odpisać, że się mylą.

 

Waldemar Jasiewicz
Waldemar Jasiewicz
Architekt IARP

przewodniczący Rady Podlaskiej Okręgowej Izby Architektów, rzeczoznawca budowlany, do 2004 roku współwłaściciel pracowni projektowej

Olaf Jasnorzewski
Olaf Jasnorzewski
Architekt IARP

członek Zespołu Warunków Wykonywania Zawodu oraz Zespołu ds. Legislacji przy MPOIA RP, a także Komisji Warunków Wykonywania Zawodu oraz Zespołu ds. Rynku Zamówień na Twórcze Prace Projektowe przy KRIA RP, laureat Honorowej Odznaki I Stopnia IARP, prowadzi własną pracownię projektową w Tarnowie

Małgorzata Matusiewicz
Małgorzata Matusiewicz
Architekt IARP

samodzielny projektant, członek WPOIA RP od powstania IARP, współpracowała z Komisją ds. Legislacji przy KRIA RP kadencji 2014–2018, członek Wielkopolskiej Okręgowej Komisji Kwalifikacyjnej

Jerzy Karol Nowak
Jerzy Karol Nowak
Architekt IARP

właściciel pracowni ARCHIVIA, członek Komisji ds. Legislacji przy KRIA RP w kadencji 2014–2018, Sędzia Konkursowy SARP

reklama

Warto przeczytać

Brak powiązanych artykułów.