Facebook

Ring - czy współczesność daje szansę na drugie życie?

Z:A 84

KATEGORIA: Ring opinii

Stare vs nowe. Czy współczesność i popkultura afirmująca piękno, modę oraz młodość dają „starym i nieatrakcyjnym” jakąkolwiek szansę na drugie życie?

Jerzy Szczepanik-Dzikowski

Jeszcze do niedawna społeczeństwa postmodernistyczne uważały, że postęp mierzony konsumpcją jest dobry, a wszelkie działania dozwolone prawem – moralne. Jednak piękno i młodość powoli przestają być miarą sukcesu. Przyszłość nie wydaje się już tak „świetlana” i coraz częściej jest postrzegana jako trudne wyzwanie i czyhające niebezpieczeństwo. Poczucie bezpieczeństwa płynące z przekonania o sprawczości człowieka oraz jego zdolności kontrolowania procesów, które inicjuje, ustępuje miejsca wynikającej z nich niepewności. Znacznie częściej za właściwą postawę uznawane jest dążenie do równowagi w świecie, a nie do osiągnięcia przewagi człowieka nad światem. Coraz powszechniejsze staje się poczucie, że nasze działania są energetycznie niewydajne i w konsekwencji, w odpowiednio szerokiej perspektywie, przynoszą destrukcję. Stare ma niezaprzeczalną atrakcyjność. Jest następstwem grzechu już popełnionego. Korzystanie z niego zdejmuje z nas odium permanentnego grzeszenia. Nie chcąc jednak i nie mogąc zrezygnować z działania, możemy działać na rzecz asymilacji starego, jego dostosowania do dzisiejszych potrzeb. Ale zrodzone stąd moralne wyzwanie musi mierzyć się z bezwładem społecznej organizacji, zbudowanej w czasach zachwytu nad sukcesem. Jego miarą są ekonomia oraz struktury gospodarcze wciąż zmuszane do pobudzania konsumpcji i stymulowania produkcji bez względu na koszty. Dzień dzisiejszy jest areną zmagań osadzonej w przeszłości „starej ekonomii” i rodzącej się „nowej moralności”. Pierwsza lansuje pięknego, młodego i szczęśliwego człowieka, druga oczekuje nadejścia „człowieka nowego”, który pokona ograniczenia własnej egzystencji. Obie strony tego sporu są gotowe terroryzować nas w imię swych racji. Człowiek jednak nie jest ani młody i piękny, ani nie może przeobrazić się w „nowego”. Historia pełna jest totalitaryzmów zrodzonych w imię „nowego człowieka”. Czas najbliższy nie wydaje się przybliżać nas do stanu równowagi. •

Szymon Wojciechowski

Wydaje się, że konsumpcjonizm jest już nieco pass é – dostrzegamy w nim coraz więcej pułapek, choćby tych ekologicznych. Określenie starego i nieatrakcyjnego mianem vintage czyni cuda. Spójrzmy jednak szerzej. Musimy pamiętać, że – jak mówi Aaron Betsky – budowanie to akt przemocy. Dobrze by było wspomnianą i nieuniknioną (chyba) agresję zminimalizować. Dlatego należy starannie przyjrzeć się temu, co mamy (w tym, a nawet w szczególności „staremu i nieatrakcyjnemu”). I spróbować przemyśleć to na nowo. Przede wszystkim wykorzystajmy „zielony” trend w myśleniu i spróbujmy uelastycznić nieco przepisy, tak aby ich sztywne przestrzeganie nie uniemożliwiało adaptacji budynków do nowego życia. Dotyczy to również opieki konserwatorskiej: każdy z nas pewnie spotkał się z sytuacją, w której klient, przerażony wymaganiami, odstępował od kłopotliwej inwestycji, zostawiając to „stare”, by dalej niszczało… Poza tym: projektujmy tak, by nasze budynki, kiedy już będą stare, nie stawały się nieatrakcyjne. Czyli – projektujmy trwale. W naszej pracowni wypracowaliśmy pięć kluczowych zasad, których staramy się trzymać. Po pierwsze, projektujmy elastycznie. Przyszłość jest nieprzewidywalna, talebowskie „czarne łabędzie” czyhają za każdym zakrętem, budynki muszą być więc otwarte na zmiany dokonywane przez życie. Po drugie, projektujmy ponadczasowo i porządnie. Nie patrzmy na ostatnie mody, ale na kontekst, używajmy niestarzejących się lub łatwo odnawialnych materiałów, krótko mówiąc: make a classic not bestseller! Po trzecie, projektujmy na zdrowych podstawach komercyjnych. Budynki na nich oparte są pełne życia. Po czwarte, projektujmy „na zielono” i myślmy o rozbiórce budynku w przyszłości. Musimy mieć pełną wiedzę na temat możliwości technologicznych, dzięki którym obiekty będą bardziej energooszczędne, ich ślad węglowy będzie mniejszy. Wreszcie, po piąte, mam nadzieję oczywiste dla nas architektów, projektujmy pięknie! Pięknych budynków nikt nie będzie chciał wyburzać, być może znajdą się w przyszłym rejestrze zabytków, a następne generacje konserwatorów nie pozwolą im zniknąć. Tyle teorii. Jak mawia wspomniany Nassim Taleb: „w teorii praktyka zgadza się z teorią, ale w praktyce niekoniecznie”. Sprawmy, by i w praktyce się zgadzała. •

Maciej Łobos

Nie zauważyłem, żeby współczesne czasy jakoś szczególnie różniły się od epok wcześniejszych w kwestii podejścia do piękna czy mody. Ludzie zawsze chcieli się wyróżniać i bywało, że robili to w sposób idiotyczny, czego najlepszym przykładem jest moda męska z XVII i XVIII wieku. Peruczki, puder i pończoszki, nawet w dzisiejszych zniewieściałych czasach budzą politowanie. Z budynkami zawsze było podobnie. Co bardziej majętny inwestor wznosił budowle będące symbolem bogactwa i emanacją jego ego. Czasem były to dzieła wybitne, czasem takie sobie. Na szczęście kolejne pokolenia, nie znając tyranii konserwatorów zabytków, mogły co większe badziewie burzyć albo poprawiać. Nihil novi sub sole. Dzisiaj w kwestiach dotyczących sztuki mamy mimo wszystko większą wrażliwość niż przodkowie i jakoś nie widać powszechnej chęci burzenia starych budynków. Zdarzają się przypadki wyjątkowych prymitywów, którym zabytek przeszkadza w robieniu kasy, ale to sytuacje incydentalne, podobnie jak daltonizm czy przemoc w rodzinie. Prawa nie tworzy się dla patologicznego marginesu, tylko dla ludzi normalnych. Większość inwestorów widzi w starych budynkach ogromny potencjał i stara się go wykorzystać. Czasem to magia miejsca, czasem lokalizacja, a prawie zawsze efekt marketingowy, bo metamorfoza obiektu, który wrósł w lokalną społeczność budzi naturalne zainteresowanie. Nikt przy zdrowych zmysłach nie marnuje takiej szansy i nie jest to wyłącznie kwestia pieniędzy. Inwestorzy próbujący nadać nowe życie starym obiektom, czują, że jest w nich coś wyjątkowego. Znam osobiście takich, którzy budują z potrzeby serca, chcąc pozostawić po sobie coś, z czego będą dumni. Oczywiście, biznes musi się opłacać, ale kwestie finansowe nie są w takim wypadku najważniejszym kryterium. Kontrowersje zaczynają się w przypadku budynków pochodzących z epoki modernizmu i tych późniejszych. Większość społeczeństwa nie dostrzega w nich specjalnej wartości i nie widzi problemu w ich wyburzeniu. Część architektów, konserwatorów oraz historyków sztuki, mających ambicje przynależenia do intelektualnej elity (nic to, że w dziurawych butach), okazuje pogardę hołocie, która prawdziwej sztuki „nie rozumi” i ośmiela się mieć własne zdanie. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że modernizm (szczególnie w urbanistyce), będąc nieodrodnym dzieckiem lewicy, dokonał potwornych szkód i słusznie wywołuje u wielu osób odruch wymiotny. Z problemów modernistycznej urbanistyki będziemy wychodzić jeszcze przez dziesięciolecia, a większość budynków z tego okresu to wyjątkowe dziadostwo, choć często firmowane znanymi nazwiskami. W każdej epoce powstawały dzieła wybitne i marne. Nie wszystkie budynki zasługują na miano Architektury, a sam wiek nie przesądza o wartości. Dzieła wyjątkowe należy szanować i chronić, a obiekty, których jedynym atutem jest to, że stoją, można bez żalu wyburzyć, robiąc miejsce dla nowych, lepszych (oby!). •

Jerzy Stożek

Pisząc ten tekst, widzę na ścianie cztery grafiki Nowosielskiego z roku 1993. Kontempluję ich proste, surowe ramy (dzisiaj czytaj: minimalistyczne) o proporcjach zwanych boskimi (łac. divino proportio), czyli stosunek wymiarów ich boków wyraża się liczbą Φ = 1,618. Popijam kawę i mam świadomość tego, co wyraził kiedyś starożytny Grek, nie przypadkiem lekarz z zawodu. Ars longa, vita brevis, occasio praeceps, experimentum periculosum, iudicium difficile, w języku znad Wisły oznacza to: sztuka wieczna, życie krótkie, okazja ulotna, doświadczenie niebezpieczne, sąd niełatwy. Maksyma dotyczyła medycyny, ale mimochodem puentuje sens ludzkiej działalności. Kultura, w której żyjemy, napędzana jest ekspansją. Ta ekspansja to forma istnienia białka. Zawsze tak było i zapewne będzie, chociaż ekstrapolacja często wiedzie na manowce. Zwłaszcza kiedy się za bardzo rozpędza. Casus historii transportu miejskiego w Paryżu w XIX wieku i prognozy ilości odchodów końskich na ulicach – nie przewidziano wynalezienia samochodu. Samochód oficjalnie wynalazł pewien Niemiec, a stare pojazdy tej marki są świetną lokatą tego, co można nazwać kapitałem. Innym przypadkiem takiej ekstrapolacji jest fakt, że zgodnie z przewidywaniami z lat 70. XX wieku miało nam już brakować ropy naftowej. W tym czasie pisano także, że wchodzimy w epokę kolejnego zlodowacenia. Ale wyobrażam sobie też ludzi, którzy z łezką w oku będą mówić, że przechowywali dane w chmurze. Inną cechą kultury jest cykliczność i sinusoidalność wolt, które czyni. W pewnej hiszpańskiej gazecie circa z połowy XX wieku pokazano naówczas progresywną adaptację strychu barcelońskiej kamienicy. Autorem projektu, i chyba właścicielem lokalu, był znany kataloński architekt. Niespecjalnie przejął się tym, że była to Casa Mila, zaprojektowana przez Gaudiego w 1906 roku. Tysiące ludzi pielgrzymujących dzisiaj do tej kamienicy, nic o tym fakcie nie wie. Każde pokolenie ma młodych, a ci mają nowe pomysły. Wiatr wywiewa plewy i zostaje czysty kryształ wartości. Nihil novi sub sole. Nic nowego pod słońcem. Architektura jest częścią sztuki. Sztuka jest wieczna. Architektura ma się dobrze. Quod erat demonstrantum, czyli: co było do udowodnienia. •

Jerzy Szczepanik-Dzikowski
Jerzy Szczepanik-Dzikowski
Architekt IARP

absolwent i późniejszy wykładowca Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej; prezes Oddziału Warszawskiego SARP w latach 1984–1987; sekretarz KRIA w latach 2001–2005; laureat Honorowej Nagrody SARP; odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski; współzałożyciel i wspólnik w JEMS Architekci

Szymon Wojciechowski
Szymon Wojciechowski
Architekt IARP

architekt z ponad 30-letnim doświadczeniem, absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej oraz University of Detroit (USA), członek Mazowieckiej Okręgowej Izby Architektów; od 1982 r. związany z APA Wojciechowski – obecnie APA Wojciechowski sp. z o.o., w której pełni rolę Prezesa Zarządu; wieloletnie doświadczenie w połączeniu z zamiłowaniem i pasją do tworzenia pięknych kształtów pozwala mu projektować niepowtarzalne budynki o wysokiej funkcjonalności; autor lub współautor wielu znanych projektów architektonicznych, m.in: White Square Office Center i White Gardens Office Center w Moskwie, UNIT.City w Kijowie, Lviv.Tech.City we Lwowie, Elektrownia Powiśle, Skyliner, The Park Warsaw, Latarnia (Port Praski), Galeria Północna w Warszawie, Riverview, Officyna oraz Alchemia w Gdańsku, Business Garden Wrocław oraz Centrum Południe we Wrocławiu, Nova Silesia w Katowicach i The Park Kraków; prelegent podczas licznych krajowych i zagranicznych wydarzeń poświęconych architekturze i branży nieruchomości

Jerzy Stożek
Jerzy Stożek
Architekt IARP

rocznik 1957, absolwent Politechniki Śląskiej, z zawodu architekt, członek IARP, SARP, TUP; autor projektów m.in. Teatru Rozrywki w Chorzowie, Klubu Studio AGH w Krakowie, zespołów przemysłowo-biurowych i tężni solankowych

Maciej Łobos
Maciej Łobos
Architekt IARP

absolwent Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej, od 2000 roku wspólnik w biurze MWM Architekci; zawodowo skupiony na strategiach urbanistycznych uwzględniających kwestie społeczne, zrównoważony rozwój i długoterminową wartość; publicysta i wykładowca

reklama

Warto przeczytać