Facebook

RING - Czy architekci potrzebują jakiejkolwiek formy zrzeszania się i reprezentowania ich m.in. wobec instytucji państwa?

Z:A 76

KATEGORIA: Ring opinii

Alienacja czy wspólnota, walka czy współpraca? Czy architekci potrzebują jakiejkolwiek formy zrzeszania się i reprezentowania ich m.in. wobec instytucji państwa? Czy posiadają więzi zawodowe, wspólne interesy?

Wojciech Wierdak

Architekt musi być indywidualistą. Jednak współczesny świat dostrzega jedynie interesy wspólnoty, dlatego odpowiedź na pytanie o potrzebę zrzeszania się jest oczywista – tak! Pojawiają się jednak kolejne kwestie: kto ma się jednoczyć, co – poza tytułem czy śladem wspólnej edukacji – tak naprawdę łączy architekta „pryncypała” z każdym z jego wielu architektów „klikaczy” albo architekta „petenta” urzędu z – wymagającym od niego poprawy projektu – architektem, „podwładnym” „naczelnika”, także architekta?

Każdy z nich ma inne problemy i oczekiwania, dlatego zrzeszenie ich wszystkich będzie jedynie „kółkiem absolwentów”. Czyje interesy ma więc reprezentować „gildia”? Jeśli architektek i architektów, „twórców” żyjących jedynie z projektowania, to jak najbardziej ma ona sens. Mają oni podobne oczekiwania, każdego z nich gnębią podobne zawodowe problemy, muszą pokonywać te same trudności. W takim zrzeszeniu ma szansę samorzutnie powstać wspólnota.

Kolejno można oczekiwać, że nastąpi autentyczna wymiana idei i doświadczeń, a później być może kompetentna, mająca należyty autorytet, krytyka. Taka organizacja wolnych architektek i architektów będzie mogła czynić wiele dobrego, a po jakimś czasie – nawet cieszyć się ogólnym szacunkiem.

Maciej Szpalerski

Powstanie Izby Architektów RP oraz jej formuła stanowią rezultat pewnego splotu pozornie sprzecznych okoliczności. Ich skutkiem są zbyt wąskie statutowe kompetencje Izby oraz niedostateczne i niegwarantujące skuteczności działania instrumenty wpływu. Rezultatem tych niedostatków jest spadek estymy zawodu architekta.

Obowiązek zrzeszenia się wynikał z oczekiwań Unii Europejskiej w czasach, kiedy w Polsce często zbyt płytko rozumiano wszelką samorządność jako swego rodzaju outsourcing. Po co świeżo upieczone kapitalistyczne państwo miało łożyć na utrzymywanie rejestru uprawnionych architektów, egzaminowanie, rozstrzyganie sporów, skoro architekci mogą to zrobić sami i za własne pieniądze? Niech rządzą się sami w swoim grajdołku, ale niech nie marzą o jakimkolwiek wpływie na cokolwiek na zewnątrz. Od poważnych spraw są przecież poważni politycy i urzędnicy. Rynek budowlany jest wart sporo pieniędzy i nie można dopuścić, żeby jakieś pięknoduchy uzurpowały sobie wpływ na tę istotną gałąź gospodarki.

Tak oto powstała nasza Izba – pozór samorządności przy braku solidnego umocowania do czynnego wpływania na losy architektów i architektury. To organizacja przeznaczona do czuwania nad spełnianiem przez architektów przepisów ustalanych gdzie indziej, przez kogoś innego i wbrew zdaniu nas samych. Późniejsze klęski, np. w starciach z uokik w sprawie cennika, lekceważenie stanowiska Izby przy konsultacjach społecznych ustaw i rozporządzeń stanowią efekt tego „grzechu pierworodnego”.

Tymczasem powinniśmy zdać sobie sprawę, że postawiono nas w pozycji zmuszającej do „świecenia oczami” za wszelkie głupoty (i chciwość) w sprawach budowlanych, powstające poza nami, bez możliwości obrony. Ileż razy słyszałem u cioci na imieninach: „Mieszkanie ciemne, wycięli mi park, nigdzie nie można się dostać – co za kretyn architekt to projektował?”.

Potrzebujemy przeistoczyć się z organizacji strażników narzuconego systemu w kreatorów takiej rzeczywistości, jakiej byśmy sobie i społeczeństwu życzyli. Ostatnio obserwuję w Izbie pewien ruch „hobbystów”, którzy starają się rozsadzić narzuconą wąską formułę działania. Praca ta może odnieść sukces, lecz do wpływania na szczeblu państwa konieczny jest dobrze zmotywowany, profesjonalny zespół prawniczo-lobbystyczny. Strategicznie zaplanowane, profesjonalne, kompleksowe i energiczne działanie na rzecz podniesienia estymy naszego zawodu może być kosztowne, dlatego na początek postarajmy się jak najlepiej wydawać fundusze, które w Izbie już są.

Anna Serafin

Wydawałoby się, że na tak postawione pytanie powinna być zdecydowana odpowiedź: oczywiście, że wspólnota i współpraca. I na tym mogłabym zakończyć. Ale oczekiwania zadającego je są, jak się wydaje, zdecydowanie większe – rozumiem, że chodzi tu o diagnozę postaw naszego środowiska zawodowego.

Architekci to też ludzie. Z natury jesteśmy istotami stadnymi, a więc powinniśmy dążyć do zachowań wspólnotowych. Z kolei stan alienacji (wyobcowania) trzeba rozpatrywać z dwóch perspektyw: wewnętrznej i zewnętrznej.

Dla naszego środowiska – jak się wydaje – problemem jest ta pierwsza, jednak ma ona swoje źródło w drugiej. To, jak jesteśmy postrzegani, zależy od nas. Samorządy zawodowe architektów i inżynierów z założenia miały poprawić warunki wykonywania zawodu. Tak się jednak nie stało. Dlaczego? Wydaje się, że przyczyną jest właśnie wyobcowanie. Alienujemy się zarówno sami, jak i jesteśmy alienowani przez innych – zwykle na własne życzenie.

A teraz trochę historii. W strukturach Izby jestem od samych jej początków. Gdy w maju 2001 roku dotarła do nas – architektów z tzw. prowincji – informacja o inicjatywie legislacyjnej zmierzającej do powołania iarp z obowiązkową przynależnością do niej, motorem naszych działań było hasło „Nic o nas bez nas”. W krótkim czasie powstała wspólnota, którą połączył jeden cel: wprowadzić do struktur nowej organizacji jak największą liczbę osób wykonujących zawód, by móc wpływać na jej jakość i regulacje, które będą decydować o naszej pracy. Na pierwszym założycielskim zjeździe z naszej listy została wybrana maksymalna liczba kandydujących. Osiągnęliśmy sukces. Ten przykład to ilustracja tego, jak wielka siła tkwi we wspólnym działaniu.

Mija już 19. rok istnienia IARP, a odnoszę wrażenie, że wróciliśmy do jej początków. Niejednokrotnie zastanawiałam się, dlaczego nie potrafimy osiągać celów dla wspólnego dobra. (bo te, które zrealizowaliśmy, były okupione wewnętrzną walką)? Odpowiedź nasuwa mi się wciąż jedna: alienacja oraz brak tożsamości – i to nie tej indywidualnej, ale przede wszystkim wspólnotowej. Jako grupa zawodowa nie wiemy, kim jesteśmy – czy artystami, humanistami, czy inżynierami, budowniczymi, a może wszystkimi po trochu. Walczymy ze sobą w grupach interesów. Nie potrafimy bronić naszych wspólnych spraw, chociażby tego, że architekt w ramach swoich uprawnień powinien mieć prawo prowadzić budowę na takich samych zasadach jak członek izby inżynierów, jak to drzewiej bywało. Jeśli raz się coś oddało, to jakże trudno to później odzyskać.

Wbrew logice sami się ograniczyliśmy, kiedy na początku oddaliśmy pole do działania innym, i nadal to robimy przez interpretowanie przepisów prawa na niekorzyść naszych członków, w przeciwieństwie do izby inżynierów. To, że jesteśmy w tym miejscu, wynika z naszych przeszłych i obecnych grzechów. To efekt postrzegania zawodu architekta przez pryzmat indywidualnych postaw nacechowanych niejednokrotnie egocentryzmem oraz wyniosłością wobec partnerów zawodowych – inżynierów, a także – co smuci – wobec kolegów i koleżanek architektów. Moją wypowiedź spuentuję stwierdzeniem, że jesteśmy wspólnotą wyalienowanych indywidualistów, która dąży do samounicestwienia.

Marta Skrzypek

Początki: marzenia, radość, ciężka praca, zwątpienie. Doświadczasz sukcesu, często mierzysz się z trudami współczesnej niezależności: odpowiedzialnością oraz współzawodnictwem, rozwagą w podejmowaniu odważnych decyzji. Kreatywność dopiero zaczyna nabierać pędu, bo wraz ze zdobytym doświadczeniem zyskujesz pewność, że możesz naprawdę wszystko. Czy potrafisz być w tym sam? Czy wiesz, jak świadomie wybierać ścieżkę kariery i kształtować siebie jako twórcę?

Pośrednikiem w osiąganiu zamierzonych celów jest społeczność zgromadzona wokół Izby Architektów RP. Jej działalność, określona w statucie, to źródło godności architektów i poprzez swoją rolę w formowaniu tożsamości oraz kształtowaniu interakcji między jednostkami i grupami stanowi podstawę rozwoju. Współpraca to klucz do sukcesu. W zrzeszeniu wszystkich architektów IARP powstaje otwarte pole do dyskusji i wyznaczania kierunku, w jakim powinniśmy zmieniać architektoniczny krajobraz naszego kraju/świata. Izba to żywy organizm, który uczy szacunku, jest naszym wspólnym dobrem, ale również reprezentantem interesu w świadomym kreowaniu przestrzeni dla przyszłych pokoleń, w perspektywie lokalnej i globalnej.

To przywilej móc działać w takim gronie, gdzie na forum możemy dzielić się własnymi propozycjami rozwoju i realnie rozwiązywać problemy współczesnego świata – głównie poprzez podejmowanie inicjatyw oraz wspólne dążenie do zmian i zjednoczenia. Budowanie relacji w zawodzie architekta jest zbiorową odpowiedzialnością i może wydawać się sporym wyzwaniem. Jak pogodzić społeczną presję, chęć zysku, szacunek dla miejsca i społeczności oraz odnaleźć w tym równowagę? Współczesne problemy jeszcze bardziej uświadamiają nam, jak ważna dla zbiorowości jest integracja. Warto więc zastanowić się, czy razem możemy osiągać więcej, i jaka jest w tym rola każdego z nas.

 

 

 

Wojciech Wierdak
Wojciech Wierdak
Architekt IARP

architekt IARP, prowadzi własną pracownię w Krośnie

Maciej Szpalerski
Maciej Szpalerski
Architekt IARP

w IARP od 2004 roku, pracował w zawodzie we Francji, w Danii i w Polsce, m.in. w Estudio Lamela przy projekcie przebudowy terminalu pasażerskiego w Warszawie oraz w pracowni współprowadzonej z duńskim wspólnikiem; obecnie tzw. freelancer, członek RIBA i ARB w Wielkiej Brytanii oraz duńskiej Akademisk Arkitektforening

Anna Serafin
Anna Serafin
Architekt IARP

członek Prezydium Rady MPOIA RP, a także Zespołu ds. Legislacji przy MPOIA RP, Zespołu ds. Ochrony Zawodu Architekta przy Komisji cds. WWZ IA RP; przewodnicząca OKS, rzeczoznawca budowlany, prowadzi własną pracownię projektową

Marta Skrzypek
Marta Skrzypek

absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Poznańskiej, działa i praktykuje w Krakowie, zamierza przystąpić do egzaminów na uprawnienia w najbliższej sesji egzaminacyjnej

TAGI

ring

reklama

Warto przeczytać