Facebook

RING- Czy bariery w przestrzeni są dowodem braku wrażliwości projektantów?

Z:A 69

KATEGORIA: Ring opinii

Czy bariery w przestrzeni są dowodem braku wrażliwości projektantów? Czy humanistyczna postawa architekta to tylko marzenie, czy aż rzeczywistość?

Justyna Nowik-Borowska

Dostępność jest jedną z ważniejszych cech przestrzeni, wpływa na komfort życia jej użytkowników. Uwrażliwianie architektów na ten aspekt projektowania ma miejsce już na początku studiów. Mimo to bariery w przestrzeni są wciąż obecne. Czy wynikają one z braku wrażliwości społecznej projektanta? Częściowo może tak, ale na pewno nie zawsze.

Przede wszystkim nie każda przestrzeń jest zaprojektowana. Można wskazać bardzo wiele miejsc pominiętych, obszarów przypadkowych, takich, które powstały wynikowo w czasach, gdy wrażliwości na potrzeby osób z niepełnosprawnościami było mniej albo możliwości techniczne były inne. W przypadku takich przestrzeni potrzebne są nie tylko odpowiednie rozwiązania projektowe, ale przede wszystkim decyzja zarządcy takiego terenu lub inwestora o podjęciu działań niwelujących bariery, np. rozpisani konkursu na modernizację niedostępnego otoczenia. Oprócz wrażliwości architektów potrzebna jest też aktywność innych uczestników procesu projektowego. Bez takiego działania wizje projektantów mogą pozostać jedynie niezrealizowaną koncepcją.

Nie ulega jednak wątpliwości, że to właśnie oni mają największy wpływ na eliminację barier, gdy rozpocznie się już proces projektowy. I aby to osiągnąć, zamiast na koniec szukać rozwiązań nieudolnych lub niewygodnych dla użytkownika, trzeba od początku myśleć o przestrzeni dostępnej i konsekwentnie kształtować ją w ten sposób aż do realizacji.

Istniejące przepisy, choć niepozbawione wad, nakreślają minimum. Świadomość projektową oraz wiedzę należy rozszerzać w oparciu o różne opracowania na temat dostępności. Tego typu dokument to np. wydane niedawno przez Fundację Polska Bez Barier Wrocławskie standardy dostępności przestrzeni miejskich. Świadczą one o tym, że dyskusja na temat przestrzeni bez barier przynosi efekty i jest wciąż potrzebna.

Krzysztof Łukanowski

Jako ojciec niepełnosprawnego dziecka (Wojtek z mózgowym porażeniem dziecięcym porusza się na wózku, przy pomocy rodziców) oraz architekt projektujący obiekty mieszkaniowe i użyteczności publicznej mam parę refleksji dotyczących rozwiązań architektonicznych i przestrzennych, które w założeniu mają ułatwiać dostępność budynków dla osób ze szczególnymi potrzebami.

Pierwsza refleksja jest natury ogólnej – w ciągu ostatnich 10–20 lat zmieniła się wrażliwość społeczna na warunki życia osób z niepełnosprawnościami. Zaistnieli oni w przestrzeni publicznej, pracują, poruszają się – sprawy ewidentnie poszły do przodu.

Zmieniło się także prawodawstwo, które nakłada na architektów obowiązek uwzględniania w projektach budowlanych założeń projektowania uniwersalnego. Niestety do ideału, jakim jest dla mnie sposób funkcjonowania osób niepełnosprawnych w krajach skandynawskich, jeszcze nam trochę brakuje. Uważam, że wrażliwość społeczna jest istotna, ale to odpowiednie przepisy i – najważniejsze – ich bezkompromisowe egzekwowanie, są podstawą do poprawiania dostępności przestrzeni publicznej. Ze spraw technicznych najbardziej w mieście przeszkadzają mi nierówne chodniki oraz nie zawsze „wyrobiony” krawężnik. Dotyczy to w szczególności starej zabudowy i ulicówki.

Co do wrażliwości architektów na sprawy dotyczące niepełnosprawnych – jak pisałem wyżej – odpowiednie egzekwowanie przepisów jest najważniejsze. Jako ojciec niepełnosprawnego dziecka mam tę uważność z definicji. Jednak nie zawsze wykazują się nią inwestorzy. Parę lat temu projektowałem małe osiedle mieszkaniowe,
na którym zastosowaliśmy pochylnie dla niepełnosprawnych z uwagi na pewne warunki przestrzenne. Kiedy przedstawiłem to rozwiązanie deweloperowi (wcale niemała firma), spotkałem się z kategorycznym żądaniem, aby je zlikwidować i „jakoś dostać pozwolenie na budowę”, bo generuje ono nie wiadomo jakie koszty. Moja natychmiastowa odpowiedź, że jako ojciec niepełnosprawnego dziecka absolutnie tego odmawiam, „zamknęła usta” moim klientom. Nikomu z koleżanek i kolegów nie życzę, aby musieli używać takich argumentów, natomiast pragnę, abyśmy jako architekci znajdowali w sobie dość wrażliwości i siły, aby przekonywać naszych zleceniodawców do wydania paru groszy więcej dla tzw. ogólnego dobra.

Wszyscy zakładamy, że będziemy zdrowi do końca świata i o jeden dzień dłużej, ale nie zawsze musi tak być. Gdy zabraknie pełnej sprawności, przyda się równy chodnik i brak ogromnego krawężnika przy przejeździe przez ulicę.

Wojciech Gwizdak

Psychika ludzka jest tak skonstruowana, że człowiek myśli o sobie prawie w samych superlatywach. Uważamy się za zdolnych, dowcipnych, inteligentnych, pracowitych, spostrzegawczych, dobrych i szlachetnych. Nie inaczej jest ze stosunkiem do osób nie w pełni sprawnych – każdy uważa się w tej kwestii za tolerancyjnego i wrażliwego. Tymczasem krótki przegląd tego, jak traktowano ich w dawnych czasach świadczy raczej o tym, że normy społeczne były kształtowane przez ekonomię, a postawy moralne wynikały z możliwości utrzymania osób niskoproduktywnych, czyli dzieci, niepełnosprawnych i starszych. Nie tylko Spartanie oceniali przyszłą użyteczność nowonarodzonego dziecka nad skałą. Rzymianie w swoim prawie xii tablic zapisali, że to, które urodzi się zniekształcone, musi zostać szybko zabite.

Równie niewesoło miały osoby starsze. W filmie Ballada o Narayamie, którego akcja dzieje się w dawnej Japonii, biedny wieśniak, zgodnie z tradycją, musi zanieść swoją matkę (przy jej zgodzie i pomocy), która ukończyła 70. rok życia, na górę, by tam umarła. Inuici zostawiali swoich zniedołężniałych rodziców, gdy ci nie potrafili już polować, na krze. W dawnych czasach wszelkie dysfunkcje, niesprawności, braki użyteczności były więc bardzo surowo traktowane ze względów ekonomicznych, a ludzkość dostosowywała swoją moralność do możliwości utrzymania osób nieproduktywnych.

Na szczęście dzisiaj, dzięki niespotykanemu i niewyobrażalnemu (dla naszych przodków) postępowi technicznemu, a co za tym idzie – dobrobytowi materialnemu, nasz stosunek do tego może być zgoła inny. To nie wewnętrzne odczucia, humanitaryzm czy dobroć decydują o podejściu do osób z różnymi dysfunkcjami, ale nasze bogactwo. To nie szlachetność ustawodawcy powoduje, że pojawiają się nowe przepisy wymagające dostępności budynków, tylko fakt, że społeczeństwo stać na ich realizację. To dlatego w przestrzeni publicznej dostrzegamy coraz więcej wind, pochylni czy łazienek dla osób niepełnosprawnych, to dlatego zaczęli się oni pojawiać na wózkach elektrycznych, to dzięki rozwojowi techniki mogą się komunikować z otoczeniem (np. Stephen Hawking prowadził wykłady i pisał książki).

Dzięki temu, że są iPady syn mojego kuzyna – Wojtek (z mózgowym porażeniem dziecięcym) może pisać sms-y nosem, co pozwala na kontakt z nim. Mnie udaje się nawet grać z nim czasami w szachy przez internet. Na takie czy podobne rozwiązanie techniczne nie doczekał brat mojej żony Leszek (również z mózgowym porażeniem dziecięcym), mimo, że dzięki niewyobrażalnemu wysiłkowi i opiece swoich rodziców przeżył 53 lata. Dlatego cieszmy się, że się bogacimy, bo im zamożniejsze społeczeństwo, tym łatwiej i lepiej żyje się osobom niepełnosprawnym i ich opiekunom.

Problem z projektowaniem dostępnym leży, moim zdaniem, nie w humanitaryzmie czy poglądach projektanta, lecz najczęściej i najzwyczajniej w braku wiedzy. Niepełnosprawności fizycznych i psychicznych jest tak wiele, że nie sposób wymyślić samemu, jak optymalnie projektować dla dotkniętych poszczególnymi z nich. Dlatego niezbędna jest informacja. Konieczne są normy mówiące o tym, jakie rozwiązanie pomaga osobom z różnymi ograniczeniami, a jakie nie. W pełni sprawni zupełnie inaczej użytkują przestrzeń. Sam się o tym przekonałem parę lat temu, gdy doświadczyłem tego, że 1,5-centymetrowy próg w łazience jest wielką przeszkodą do pokonania dla osoby z nogą w gipsie, poruszającej się o kulach. Projektowanie dla nie w pełni sprawnych to jedyny niedoregulowany obszar w polskim prawie inwestycyjnym. Z tego powodu projektanci są niedoinformowani. A takim dobre chęci na nic się zdadzą.

 

 

 

Justyna Nowik-Borowska
Justyna Nowik-Borowska

architekt, absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, pracuje jako koordynator BIM

Krzysztof Łukanowski
Krzysztof Łukanowski
Architekt IARP

architekt, prowadzi własną pracownię w Bydgoszczy, ojciec dziecka z niepełnosprawnością

Wojciech Gwizdak
Wojciech Gwizdak
Architekt IARP

sekretarz Krajowej Rady Izby Architektów RP, przewodniczący Komisji ds. Mediów i Informacji IARP

reklama

Warto przeczytać

Brak powiązanych artykułów.