Facebook

Rewitalizacja raz jeszcze

Z:A 84

KATEGORIA: Temat wydania

Debata wokół rewitalizacji w przestrzeni publicznej nie toczy się, choć powinna – polskie procesy nie są tak skuteczne, jak w innych krajach. Patrząc nieco szerzej, można stwierdzić, że problemy, na które na co dzień natrafia prawdziwa polska rewitalizacja, tylko w niewielkim stopniu wiążą się z tym, jak jest ona przedstawiana w mediach. Zbyt ubogie instrumentarium prawne jest tu tylko jednym z przykładów.

„Rewitalizacja to śmierć” – ogłosił kiedyś na portalu społecznościowym Jan Śpiewak. Miał to być wyrazisty protest przeciw niepokojącemu trendowi usuwania drzew z historycznych rynków. Mniej dosadnie, ale równie krytycznie, opisał to samo zagadnienie Jan Mencwel w swojej książce Betonoza... Za nimi poszła prasa. Dziennikarze używali określenie betonowanie rynków zamiennie ze słowem rewitalizacja. Równocześnie w mediach społecznościowych prześmiewczy profil „Sto Lat Planowania” wziął sobie na cel deweloperski projekt z Wrocławia, w ramach którego inwestor zamierzał przytłoczyć zabytkowy budynek koszar wielopiętrową nadbudową mieszkaniową i przedsięwzięcie to nazwał rewitalizacją. Autor strony z właściwym sobie kunsztem bezlitośnie rozprawił się z absurdalnym pomysłem inwestycyjnym, ale przy tym mocno oberwała rewitalizacja jako taka. Przekaz poszedł w świat multiplikowany kolejnymi udostępnieniami, lajkami i komentarzami. W tych warunkach powiedzieć, że rewitalizacja ma złą prasę, to jak nic nie powiedzieć. Ktoś mógłby się pokusić o stwierdzenie, że po takiej dawce negatywnych konotacji, jakie w 2021 roku pojawiły się w mediach, to pojęcie jest spalone.

Przestrzeń publiczna w Londynie, po przekształceniach, fot. John Sturrock

 

CZYM JEST REWITALIZACJA?

O dziwo wciąż jednak pojawiają się inwestorzy, którzy swe projekty deweloperskie związane ze starą tkanką budowlaną, najczęściej łączące się z wprowadzaniem do niej nowych funkcji, konsekwentnie reklamują jako rewitalizację. Wyraźnie utożsamiają to słowo z jakimś lepszym, wyższym standardem modernizacji, przebudowy czy przekształcenia starych murów. Najwyraźniej trafia to do przekonania klientom, w przeciwnym razie nieskuteczny przekaz marketingowy zostałby szybko wyeliminowany.

     Wyżej opisane, tak skrajne reakcje na słowo „rewitalizacja”, można by uznać za kolejny przykład złożoności naszego świata i skwitować wzruszeniem ramion. Problem w tym, że bazują one na wielkim nieporozumieniu, i to co najmniej dwupoziomowym. W zasadzie żadne z opisywanych działań nie stanowi tak naprawdę rewitalizacji. Nawet jeśli była ona celem któregoś z nich, to podczas realizacji pogwałcono jej podstawowe reguły – w istocie nie mamy tu więc do czynienia z rewitalizacją.

     Prawdziwa rewitalizacja bazuje na konstatacji, że dzisiejsze problemy obszarów zintegrowanych to złożony proces wynikający z wielu przyczyn i powiązanych ze sobą wzajemnie zjawisk. Znalezienie rozwiązania dla nich powinno polegać na przemyślanej i skoordynowanej odpowiedzi realizowanej równocześnie na wielu płaszczyznach. A w centrum uwagi – zarówno w zakresie diagnozowanych problemów, jak i celów podejmowanych działań – muszą stać mieszkańcy i łączące ich relacje społeczne. Choć w ramach rewitalizacji należy „grać na wielu fortepianach” i podejmować działania w różnych sferach, to każde z nich bezpośrednio lub pośrednio powinno przekładać się na naprawę stosunków społecznych na konkretnym obszarze, na którym zdiagnozowano kumulację negatywnych zjawisk. Realizowane projekty infrastrukturalne, przekształcenia urbanistyczne, nadawanie nowych funkcji, rewaloryzacja zabytków i wiele innych potencjalnych przedsięwzięć – wszystkie one mają w procesie rewitalizacji odegrać rolę służebną wobec nadrzędnego celu – wyprowadzenia obszaru z kryzysu społecznego.

     Rewitalizacyjna filozofia już około 50 lat temu zaczęła być z powodzeniem stosowana w krajach, w których najszybciej ujawniły się niekorzystne skutki dynamicznego rozwoju: dramatycznie pogłębiające się wewnątrzmiejskie dysproporcje w zakresie stanu infrastruktury, tkanki budowlanej, a zwłaszcza w sferze społecznej – zamożności, edukacji czy poczuciu bezpieczeństwa. Do Polski pojęcie to dotarło na fali zmian systemowych, a rozpowszechniło się wraz z napływem funduszy europejskich. Równocześnie jednak nie powstały formalne ramy prowadzenia rewitalizacji w naszym kraju. Stało się to dopiero w 2015 roku wraz z uchwaleniem ustawy o rewitalizacji. Stworzyła ona ogólne warunki dla prowadzenia naprawy dotkniętych problemami obszarów zurbanizowanych, równocześnie zakładając, że w każdym przypadku ramy te zostaną na szczeblu gminnym wypełnione konkretną treścią adekwatną do lokalnych wyzwań, aspiracji i potrzeb. Takie elastyczne podejście sprawia, że w miejscach, gdzie rewitalizacja prowadzona jest w sposób umiejętny i zgodny z wymogami ustawy, może ona mieć inaczej rozłożone akcenty i w centrum procesu stawiać inne zagadnienie. Często są to zmiany w historycznym centrum, czasem naprawa prl-owskich blokowisk. W niektórych przypadkach pod hasłem rewitalizacji miasta skupiają się na wykreowaniu nowego centrum, w innych bardziej niż na kosztownych przedsięwzięciach koncentrują się na tzw. projektach miękkich, a więc nieobejmujących znaczących inwestycji. Każde podejście, o ile tylko racjonalnie uzasadnione i dopasowane do lokalnych uwarunkowań, jest możliwe.

     Należy jednak pamiętać, że ustawa wprowadziła definicję rewitalizacji i podstawowe zasady jej prowadzenia. Gdy więc toczy się merytoryczne dyskusje o rewitalizacji (i nie dotyczy ona zabiegów kosmetycznych czy też modernizacji linii kolejowych), należałoby odwoływać się do treści ustawy. W szczególności stwierdza ona wyraźnie, że rewitalizacja to kompleksowy proces, oparty na programie uchwalonym przez radę gminy. Obejmuje on zintegrowane działania o zróżnicowanym charakterze, skupiające się na obszarze, na którym zidentyfikowano koncentrację negatywnych zjawisk, w tym społecznych. Co równie ważne, proces prowadzony jest w sposób partycypacyjny, a więc w realizacji programu powinno uczestniczyć szerokie grono interesariuszy (czyli tych, którzy uznają ten proces za ważny i godny zaangażowania się)

     Przywołana ustawowa definicja jednoznacznie pokazuje, że nie można żadnych punktowych, incydentalnych działań określić jako rewitalizacji. Mówienie o rewitalizacji kamienicy czy placu jest oczywistym nieporozumieniem. Zwykle nie ma też sensu nazwanie rewitalizacją nowej inwestycji realizowanej na poprzemysłowym terenie tylko dlatego, że zachowanych ma być nieco starych murów i poprzemysłowych reliktów, co często robią służby PR kreatywnego dewelopera. Tego typu projekty tylko sporadycznie mają charakter rewitalizacji i rzadko kiedy są merytorycznie powiązane z celami programu uchwalonego przez gminę.

     W ramach publicznego dyskursu o wadach i zaletach rewitalizacji można byłoby ograniczyć nieco zamieszanie nomenklaturowe, pomijając te przedsięwzięcia, które w żadnym wypadku jej nie stanowią. Umożliwiłoby to skupienie się na tym, co faktycznie istotne. Okazuje się jednak, że to nie takie proste. Są też tacy, którzy w wypowiedziach publicznych lub prowadzonych w mediach społecznościowych dyskusjach głośno domagają się swobody w stosowaniu pojęcia „rewitalizacja” i określania nim tego, co uznają za właściwe. Takie postrzeganie rewitalizacji ma wielu zadeklarowanych zwolenników, także wśród osób profesjonalnie zajmujących się architekturą, ochroną dziedzictwa czy rewaloryzacją zabytków. W swej argumentacji sięgają między innymi do łacińskich korzeni tego słowa. Przywołują też cytaty ze słownika pwn, pomijając fakt, że odzwierciedla on po prostu błędne rozumienie tego słowa, które ugruntowało się w polskim społeczeństwie przez długie lata nadużywania go. Nasuwa się tu analogia do losów słowa „reforma”. W pierwotnym znaczeniu była to zmiana w jakiejś dziedzinie życia, która miała ulepszyć istniejący stan rzeczy. Z czasem reformą zaczęto określać każdą modyfikację wprowadzaną przez polityków, niekiedy tylko po to, aby zmienić to, co ustanowili ich poprzednicy. Aspekt poprawy dotychczasowego stanu gdzieś się ulotnił. Czy jednak nie warto walczyć o przywrócenie pierwotnego, wartościującego znaczenia, choćby po to, aby politycy musieli się bardziej wysilić, proponując kolejne reformy?

     W mediach społecznościowych istnieje profil „Za każde źle użyte słowo «rewitalizacja» bulisz 5 zł”, ale zwolennikom swobody nomenklaturowej trudno odmówić prawa do wyrażania swojego zdania. Należy jednak przez chwilę zastanowić się nad skutkami takiego podejścia. Wydaje się, że w konsekwencji różnego rozumienia i nadużywania pojęcia „rewitalizacja” nigdy takiego prawdziwego procesu – trwale rozwiązującego złożone problemy obszarów miejskich – się nie doczekamy. Bez rygorystycznego trzymania się właściwej definicji tego słowa trudno liczyć, że gdzieś uda się długofalowa i nastawiona na ambitne cele rewitalizacja. Tak jak w ekonomii – mniej ambitne, doraźne, wybiórcze podejście będzie wypierać podejście kompleksowe i skupione na realnych, złożonych problemach do rozwiązania.

 

Przestrzeń Wilkinson Eyre po zakończeniu inwestycji rewitalizacyjnych, Londyn, proj. Bell Philips Architects, fot. John Sturrock

POD SZTANDAREM REWITALIZACJI

Skoro Polacy nie będą mieli okazji zrozumieć, czym w istocie może być ten proces, to nie znajdą w sobie motywacji, aby domagać się od władz gminnych prawdziwej i dogłębnej rewitalizacji. Aby dyskutować, jak działać lepiej oraz skuteczniej. Aby debatować, jak udoskonalać istniejące ramy prawne – wszak chyba wszyscy zapomnieli, że ustawa o rewitalizacji miała być tylko pierwszym etapem wprowadzania narzędzi, które usprawnią jej działanie. Apelując o pogłębioną dyskusję na ten temat, trzeba zwrócić się do wspomnianych na wstępie liderów opinii oraz innych wpływowych osób krytykujących rewitalizację en bloc z wezwaniem: zamiast utożsamiać ją z betonozą czy też szkodliwą kreatywnością deweloperów w przekształcaniu zabytkowych obiektów, domagajcie się prawdziwej rewitalizacji, a nie udawanej lub wypaczonej!

     W tym miejscu pora jednak przyznać, że pod sztandarem rewitalizacji dokonało się sporo niepożądanych zmian w przestrzeni polskich miast. I to właśnie tu leży istota problemu, któremu należałoby się bliżej przyjrzeć. Plac Wolności w Kutnie, rynek w Bartoszycach, rynek w Kocku i pewnie jeszcze sporo innych podobnych inwestycji to formalnie przedsięwzięcia zrealizowane w ramach programów rewitalizacji. Oczywiście działania te nie były rewitalizacją samą w sobie, ale ktoś uznał, że przynajmniej pośrednio rozwiążą one jakieś lokalne problemy. Trudno każdy z tych indywidualnych przypadków szczegółowo oceniać, ale bez wątpienia inwestycje te spowodowały nowe problemy. Coś więc musiało nie zadziałać w procesie rewitalizacji. Czy przy planowaniu i realizacji tych przedsięwzięć miała miejsce prawdziwa partycypacja społeczna? Czy wszyscy interesariusze (w tym np. konserwator zabytków) efektywnie komunikowali się z pozostałymi? Czy właściwie koordynowano działania? Czy ostateczny efekt to udany produkt zintegrowanego podejścia? Takie pytania można mnożyć…

     Poszukując na nie odpowiedzi, warto odwoływać się do pozytywnych przykładów. Jest ich – o dziwo – całkiem sporo. Internetowi influenserzy, którzy z zapałem piętnują skandaliczne realizacje, niestety nie są równie zainteresowani nagłaśnianiem działań rewitalizacyjnych prowadzonych zgodnie ze sztuką oraz przynoszących konkretne pozytywne efekty. Tu ujawnia się kolejny gorzki aspekt antyrewitalizacyjnego wzmożenia, które można było zaobserwować w dyskursie publicznym i mediach społecznościowych w 2021 roku. Powierzchowne, generalizujące spojrzenie na rewitalizację przez pryzmat nieszczęsnych przykładów betonozy to bardzo niesprawiedliwe i krzywdzące działanie wobec tysięcy ludzi, którzy w wielu miejscach w Polsce wkładają w prawdziwą i efektywną rewitalizację swój czas, wiedzę oraz serce. Oby ten uporczywy negatywny przekaz (rewitalizacja = betonoza = zło) nie zniechęcił ich i, w dłuższej perspektywie, nie doprowadził do przekreślenia tego, co już osiągnięto.

Zagospodarowanie bulwarów rzeki Słupi w Słupsku. Projekt ma zbliżyć miasto z terenami nadrzecznymi, fot. Rafał Jeka

PRZEGLĄD DOBRYCH PRAKTYK

Jakkolwiek paleta wartościowych, godnych naśladowania przykładów działań rewitalizacyjnych jest bogata i dotyczy szeregu różnych dziedzin, to w poniższym przeglądzie dobrych praktyk warto skupić się na problematyce kształtowania przestrzeni. Choćby po to, aby skuteczniej przeciwstawiać się stereotypowi łączącemu rewitalizację z betonozą.

     W pierwszej kolejności tytuł „zielonej rewitalizacji” należałoby przyznać miastu Słupsk. Przygotowuje ono bowiem lub już realizuje kilka spektakularnych przedsięwzięć dotyczących tzw. zielono-błękitnej infrastruktury. Dzięki nim na ulicach objętych rewitalizacją nie ubyło zieleni, w tym wysokiej, lecz przeciwnie – przybyło. Wkrótce zostanie też zakończona szeroko zakrojona realizacja bulwarów nad Słupią według projektu Eweliny Siestrzewitowskiej, wyłonionego w konkursie architektoniczno-urbanistycznym. Obecnie Słupsk przystępuje do przedsięwzięcia wnoszącego nową jakość do aktywnego wykorzystania zieleni w mieście. Chodzi o zwiększenie retencji wody, które ma jednocześnie zmniejszyć ryzyko podtopień śródmieścia (a więc obszaru rewitalizacji). Elementem projektu będą m.in. trawniki deszczowe – nowatorskie rozwiązanie, redukujące spływ wód opadowych z terenów uszczelnionych oraz gwarantujące poprawę ich jakości.

     Kolejny ciekawy przykład pochodzi ze Starachowic. Wśród dotąd zrealizowanych tam przedsięwzięć rewitalizacyjnych za sztandarowe może uchodzić nowe zagospodarowanie Parku Miejskiego, projektu konkursowego em4. Pracowni Architektury Brataniec. W jego ramach nie usunięto żadnego drzewa, za to wydobyto nową jakość z dobrze znanej mieszkańcom miasta przestrzeni. Ważnym wydarzeniem w procesie przygotowania rewitalizacji były poprzedzające konkurs konsultacje społeczne, w których badano oczekiwania mieszkańców co do przyszłego kształtu parku. Przeprowadzono je na jego terenie z takim rozmachem, że przyćmiły wszystko, co wcześniej zdarzyło się w Starachowicach w zakresie partycypacji społecznej.

Nowe zagospodarowanie rynku miejskiego w Starachowicach, proj. eM4 . Pracownia Architektury . Brataniec, fot. Daniel Rumiancew

     W Gorzowie Wielkopolskim na obszarze rewitalizacji udało się niełatwe zadanie – wykreowanie wśród XIX-wiecznej zabudowy dwukilometrowego zielonego ciągu komunikacyjnego oraz nowych terenów rekreacji. Pomogła w tym rzeka Kłodawka, która malowniczo meandruje przez centrum miasta. Skala sukcesu jest tym większa, że szlak zrealizowano od razu na całej długości po rozwiązaniu licznych problemów technicznych i własnościowych. Projekt podarował mieszkańcom nowe przestrzenie publiczne, otworzył niedostępne wcześniej widoki i perspektywy w śródmiejskiej zabudowie, a także ułatwił poruszanie się po historycznym centrum pieszo lub rowerem.

     W Dąbrowie Górniczej główne wysiłki rewitalizacyjne koncentrują się wokół wykreowania nowego centrum miasta na terenie dawnej fabryki defum. Innowacyjne pod względem procesu przygotowania oraz formuły organizacyjnej przedsięwzięcie przyjęło nazwę Fabryki Pełnej Życia. I choć do jego pełnej realizacji (według wyłonionego w konkursie projektu pracowni Analog Studio) jest jeszcze daleka droga, to już teraz budzi podziw sposób, w jaki za pomocą tymczasowej aranżacji przestrzeni oraz punktowych działań remontowych teren dawnej fabryki włączono w strukturę i życie miasta.

Fabryka Pełna Życia – nowe centrum Dąbrowy Górniczej, proj. koncepcji urbanistyczno-architektonicznej dla obszaru biuro Analog Studio, proj. zrealizowanego budynku warsztatu - Tomasz Moskalewicz, fot. Radosław Kaźmierczak

 

     Rewitalizacja w Gdyni wyróżnia się tym, że działania przestrzenne nie obejmują centrum. W efekcie jest to jeden z nielicznych przykładów włączenia w program rewitalizacyjny obszaru zabudowy powojennej. W rejonie ulic Zamenhofa i Opata Hackiego zmiany w przestrzeni miasta objęły nowy, przyjazny dla mieszkańców sposób zagospodarowania terenu między blokami z lat 60. XX wieku (projekt Pniewski Architekci Sp. z o.o.) oraz aranżację wnętrza istniejącego budynku biblioteki Centrum Sąsiedzkiego (projekt arsa Bomerski i Partnerzy Sp. p.).

     W ostatnich latach chyba najbardziej pożądanym rewitalizacyjnie działaniem w przestrzeni polskich miast jest nowa aranżacja podwórek wśród istniejącej zabudowy z XIX lub początku XX wieku. Takich przykładów można podać sporo – realizowane są one w różnych formułach i przy odmiennym rozłożeniu akcentów. W tym miejscu warto wskazać przykład z Malborka, w którym znaleziono właściwy balans między nową formą architektoniczno-urbanistyczną a społeczną rolą nowej przestrzeni. W rejonie ulic Sienkiewicza i Orzeszkowej obszar kilku oddzielnych podwórek udało się zamienić w duży wspólny teren rekreacyjny, sprzyjający nawiązywaniu relacji sąsiedzkich oraz służący dzieciom z położonej w sąsiedztwie placówki wsparcia dziennego.

     Listę tę należy zakończyć symbolicznym przykładem z Włocławka. Miasto to, prowadząc na niewielkim terytorialnie obszarze rewitalizacji bardzo aktywne i wielowątkowe działania, wyrosło na jednego z niekwestionowanych liderów rewitalizacji w Polsce. W zakresie zmian przestrzennych dzieje się we Włocławku wiele, m.in. remontowane są kamienice – zarówno miejskie, jak i prywatne – a także niektóre zabytki. Część ulic zmienia się w woonerfy. Ma powstać spory kompleks zabudowy tbs uzupełniający istniejącą tkankę miejską. Symboliczne znaczenie ma jednak to, co wkrótce wydarzy się na Starym Rynku. To plac, który niekorzystnie zmienił się w 2013 roku, stając się ikonicznym przykładem zjawiska określonego później jako betonoza. W wyniku realizacji projektu z budżetu obywatelskiego to miejsce wkrótce ponownie zmieni swoje oblicze. Mają zostać naprawione błędy przeszłości, dzięki czemu Stary Rynek uzyska atrakcyjną oprawę i na nowo się zazieleni.

Nowe przestrzenie miejskie po procesach rewitalizacyjnych, Gdynia, fot. Laboratorium Innowacji Społecznych

Przestrzeń na osiedlu Zamenhofa – Opata Hackiego w Gdyni Chyloni po zakończeniu inwestycji rewitalizacyjnych, fot. Laboratorium Innowacji Społecznych

PODSUMOWANIE

Podobnych przykładów można byłoby wymienić znacznie więcej. Pokazują one, że w ramach prawdziwej rewitalizacji dzieje się w polskich miastach sporo dobrego (zresztą nie tylko w sferze zagospodarowania przestrzeni publicznych). Warto więc walczyć o to, aby równie udanych realizacji było jak najwięcej. Do tego potrzeba zarówno piętnowania tych sytuacji, w których sprawy idą w złym kierunku, jak i pozytywnej promocji godnych naśladowania przykładów. O co należy prosić wszystkich, którzy mają ku temu możliwości. •

Bulwar nadodrzański w Głogowie, proj. GreenLanding Andrzej Rapacz, fot. Studio Siwek
Rajmund (Kuba) Ryś
Rajmund (Kuba) Ryś

ekspert w zakresie polityki miejskiej i rozwoju miast, rewitalizacji, planowania przestrzennego, mobilności oraz procesów inwestycyjnych; od 2016 roku prowadzi działalność w ramach konsorcjum doradczego PROJEKTY MIEJSKIE; doradzał w międzynarodowych projektach na Ukrainie i w Mołdawii; obecnie współpracuje z Bankiem Światowym i Instytutem Rozwoju Miast i Regionów

reklama

Warto przeczytać