Facebook

Renowacja pamięci

Z:A 73

KATEGORIA: Studium przypadku

Brak społecznej pamięci, wynikający z licznych migracji na terenie Śląska, oraz celowe wypieranie z niej z powodów politycznych wrogiego dziedzictwa doprowadziły wiele wartościowych zamków i pałaców do ruiny. Na szczęście zmiana podejścia i nowe możliwości związane z naszą obecnością w Unii Europejskiej dają szansę na odwrócenie ich losu.

Od paru lat zawodowo, a obecnie również w ramach pasji, interesujemy się z żoną zamkami, pałacami i dworami Śląska. Ten fascynujący geograficznie, lecz przede wszystkim historycznie, teren to istne, acz stosunkowo mało znane, ich zagłębie. Według ostrożnych szacunków znajduje się ich tu ponad 1500. Nie bywają one tak spektakularne i tak licznie odwiedzane jak Wawel, Malbork czy Wilanów, niemniej są bardzo interesujące pod względem urbanistyczno-architektonicznym, a przede wszystkim jako świadkowie skomplikowanej historii Dolnego i Górnego Śląska oraz Opolszczyzny. W ich wielokulturowych dziejach zapisane są częste zmiany granic i państwowości, wojny i dramaty pokoleń zamieszkujących te ziemie, zmuszanych zarówno do jej opuszczenia, jak i do przymusowego osiedlenia się tu.

Bajkowa stylistyka

Architektura zamków i pałaców Śląska jest niezwykle zróżnicowana. Położone na wzgórzach malownicze ruiny średniowiecznych zamków obronnych oraz granicznych, takich jak w Bolkowie (XIII wiek), Chojniku koło Jeleniej Góry (XIV wiek) czy Grodnie (XIV wiek) – wszystkie w województwie dolnośląskim – górują nad okolicą. Zaniedbane uległy zniszczeniu dawno temu i obecnie zabezpieczone, w stanie trwałej lub częściowej ruiny, udostępniane są turystom.

il. Zamek w Bolkowie, Piotr Średniawa.

Jednolitych stylistycznie obiektów renesansowych i barokowych jest stosunkowo niewiele. Najbardziej znany to odbudowany ze zniszczeń wojennych, a następnie udostępniony jako muzeum renesansowy zamek w Brzegu (województwo opolskie), zwany ze względu na arkadowy dziedziniec śląskim Wawelem. Równie popularny, o podobnej funkcji, jest ogromny barokowy zamek Książ pod Wałbrzychem. Gorszy los spotkał renesansowe obiekty w Głogówku i Niemodlinie (obydwa w województwie opolskim), które wprawdzie nie doznały większych zniszczeń wojennych, jednak przypadkowe funkcje, jakie pełniły one po II wojnie światowej, doprowadziły do ich dewastacji. Dzisiaj, po wielu zmianach własnościowych, są one, z dużym trudem, powoli restaurowane. Zamki Dolnego Śląska owiane są zarówno starszymi, jak i całkiem niedawnymi legendami, jak te o złotym pociągu, tunelach i sztolniach z czasów II wojny światowej pod Książem czy szkole szyfrantów Abwehry w rycerskim zamku Czocha nad Kwisą.

il. Zamek w Głogówku, Piotr Średniawa.

il. Zamek Czocha, Piotr Średniawa.

Najciekawsze są jednak pałace powstałe w wyniku przebudów starszych obiektów lub wzniesione od nowa w XIX wieku, a szczególnie w jego drugiej połowie. Realizowane głównie przez rody ówczesnych magnatów przemysłowych: Donnersmarcków, Schaffgotschów, Tiele-Wincklerów, Oppersdorffów czy Ballestremów, którzy z czasem doszli do szlacheckich tytułów i herbowych nobilitacji, projektowane były przez najwybitniejszych architektów epoki, takich jak Karl Friedrich Schinkel (autor pałacu królewny niderlandzkiej Marianny Orańskiej, wzniesionego w latach 1838–1872 w Kamieńcu Ząbkowickim, w województwie dolnośląskim, i przebudowy pałacu króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III w Mysłakowicach w Kotlinie Jeleniogórskiej w latach 1832–1835) czy Hector Leufel (nadworny budowniczy Napoleona III, autor pałacu w Świerklańcu zwanego małym Wersalem). W obiektach tych skompilowano wszystkie style – począwszy od neogotyku przez neorenesans i neobarok aż po secesję.

Prawdopodobnie „historyczny kostium” miał podkreślać zarówno prestiż, jak i pozycję społeczną, de facto nowobogackich właścicieli. W wielu przypadkach, np. pałacu Tiele-Wincklerów w Mosznej, Schaffgotschów w Kopicach czy Donnersmarcków w Krowiarkach niedaleko Raciborza, baśniowy klimat bardziej przypominał tło romantycznych powieści niż dzieło architektoniczne. Podobnie jak bajkowe są bryły i sylwety tych pałaców, olśniewające – niestety zachowane w szczątkowym stanie – były ich wnętrza, reprezentujące najwyższy poziom ówczesnego rzemiosła artystycznego. Interesujące, że właściciele, będący prekursorami wprowadzenia w fabrykach i zakładach przemysłowych najnowszych technologii i wynalazków techniki, w prywatnych rezydencjach sięgali po kostium historyczny. Szczególnie popularny był pochodzący z Anglii neogotyk Tudorów, w którego konwencji wzniesiono lub przebudowano pałace w Bytomiu-Miechowicach, Naroku koło Opola, Jędrzejowie koło Brzegu, Świebodzicach, Prężycach czy Karpnikach (trzy ostatnie w województwie dolnośląskim). Rozpowszechnienie tego stylu na Wyspach przez Augustusa Welby Northmore’a Pugina i jego popularność w Europie historycy sztuki tłumaczą lękiem ówczesnych elit przed gwałtownymi zmianami, zachodzącymi we wszystkich obszarach życia, który przyczynił się do sięgania po wzorce z dawnych dobrych rycerskich czasów. Prawdopodobnie również dzisiaj obserwujemy ten syndrom w postaci realizowanych na dużą skalę podmiejskich rezydencji operujących neohistoryczną czy dworkową stylistyką. Być może z czasem, za 100 czy 150 lat, staną się one – podobnie jak XIX-wieczne pałace – niekwestionowanymi zabytkami, a historycy będą zastanawiali się, dlaczego w epoce rewolucji informatycznej ówczesne elity sięgały po taką estetykę. Te momentami zdumiewające i osobliwe śląskie pałace pokazują dobitnie, że zabytki to świadectwo nie tylko niegdysiejszej kultury materialnej, lecz czasem także, co znacznie ważniejsze i dlatego stanowiące o ich niezbywalnej wartości, trudny do odczytania zapis procesów społecznych oraz nurtów intelektualnych i kulturowych.

il. Zamek w Karpnikach, Piotr Średniawa.

Nowa tożsamość

Niegdysiejszy splendor śląskich zamków i pałaców bezpowrotnie przepadły w niepamięci czasu. Jak wskazują socjolodzy, związek z miejscem oraz poczucie tożsamości pojawiają się dopiero w trzecim pokoleniu osiedlonych na danym terenie. Jaśniejszym akcentem tej smutnej historii są coraz liczniejsze renowacje dokonywane przez nowych właścicieli obiektów, dysponujących poważnym kapitałem i traktujących te obiekty nie jako masę spekulacyjną, ale „swój” autentyczny dorobek życiowy. Z dużym pietyzmem i dobrym smakiem odrestaurowane zostały m.in. pałace w: Karpnikach (była własność Wilhelma von Hohenzollerna), Wojanowie (niegdyś należący do księżnej Luizy Niderlandzkiej) i Łomnicy (nabyty przez potomków dawnych właścicieli – rodzinę von Küster). Perfekcyjnie, z ręcznie malowaną polichromią, odnowione zostały: pałacyk z żółtej cegły w Większycach, niedaleko Kędzierzyna Koźla, oraz pałac Schaffgotschów w Sulisławiu, a kilkanaście kilometrów dalej z środków gminnych finansowana jest restauracja pałacu Oppersdorfów w Polskiej Cerekwi (wszystkie trzy w województwie opolskim).

il. Pałac w Wojanowie, Piotr Średniawa.

O własną spuściznę zadbał także kościół katolicki, co jest zrozumiałe tym bardziej, że nie nastąpiły w tym przypadku istotne zmiany własnościowe. Pełnego blasku nabrały zabudowania barokowego pałacu wraz z sanktuarium św. Jacka w Kamieniu Śląskim koło Opola, cysterskiego klasztoru w Lubiążu czy pocysterskiego kompleksu w Krzeszowie w województwie dolnośląskim. W bardzo dobrym stanie zachował się też pałac Hugona w Świebodzicach koło Wałbrzycha, zajmowany przez siostry ze zgromadzenia de Notre Dame. Gliwicka kuria po kompleksowej restauracji udostępniła wiernym i turystom jako Ośrodek Edukacyjno-Formacyjny przejęty przez siebie wspaniały pałac Ballestremów w Pławniowicach, przekazany po wojnie benedyktynkom.

Odnowione rezydencje w większości pełnią funkcje wysokiej klasy hoteli czy restauracji, będąc podobnie jak kiedyś najważniejszymi budynkami w małych miejscowościach, a także zapewniają zatrudnienie i dochody ich ludności. Tak, w osobliwy sposób, zerwana historia zatoczyła koło i tworzy inne już pamięć i tożsamość lokalnych społeczności. Nowe życie budynków skłania również do refleksji nad losem ich obecnych wnętrz, o ile czas i historia będą dla nich łaskawe. Czy obecne wyposażenie nawiązujące najczęściej, zresztą lepiej lub gorzej, do historycznej stylistyki również zostanie prawnie objęte ochroną, aby zerwana ciągłość kulturowa została zszyta? Renowacje, a także odbudowy, wprowadzanie nowych funkcji i budynków życie po życiu – to wszystko pokazuje jak umowne jest pojęcie zabytku. Wszak przywrócone do użytku obiekty są zarówno w kategoriach technicznych, funkcjonalnych, jak i mentalnych współcześnie działającymi budowlami, jedynie starszymi i o nierzadko skomplikowanym życiorysie oraz kostiumie architektonicznym.

Mimo tej krótkiej, w dużej mierze pesymistycznej, opowieści o śląskich zamkach i pałacach, otwiera się dla nich nowa, szersza perspektywa. Również aspekt ich ochrony przybiera rozleglejszy wymiar. Jeżeli, jak wskazują badania, większość naszego społeczeństwa deklaruje akceptację członkostwa w zjednoczonej Europie, to musi mieć to wymiar nie tylko werbalny, ale przede wszystkim obejmować historię i kulturę. Jak dotąd nasza przynależność do UE w zakresie ochrony zabytków ogranicza się do finansów, uzyskiwania – zresztą z powodzeniem – dotacji przeznaczonych na renowacje.

Nadszedł czas, aby zmienić podejście. Wymaga to przede wszystkim wysiłku edukacyjnego, wyjścia z zaściankowego nauczania historii, zainteresowania lokalnych społeczności wielokulturowym dziedzictwem materialnym na ziemiach, na których żyją, którego dotychczas nie zauważali lub nie akceptowali. Musimy nauczyć się traktować jego ochronę, niezależnie od proweniencji, jako dobrowolny, obowiązkowy wkład w to, co w zjednoczonej Europie ma wymiar najważniejszy, ponadczasowy i ponadnarodowy, otwierający nowe perspektywy, czyli wspólne dziedzictwo europejskiej kultury.

Piotr Średniawa
Piotr Średniawa
Architekt IARP

przewodniczący Rady Śląskiej Okręgowej Izby Architektów, członek Miejskiej Komisji Architektoniczno-Urbanistycznej w Katowicach, wraz z Barbarą Średniawą prowadzi Biuro Studiów i Projektów Architekt

reklama

Warto przeczytać