Facebook

Przystosowywanie dla nieprzystosowanych

Z:A 69

KATEGORIA: Felieton

Nie zdajemy sobie sprawy, że wszystkie architektoniczne utrudnienia mają wymiar nie tylko fizycznych barier. Czynią one niepełnosprawnych obywatelami drugiej kategorii, powodują wykluczenie i dyskomfort psychiczny. Bariery architektoniczne, transportowe i techniczne znacznie ograniczają dostęp do rynku pracy, szkół, uczelni, budynków usługowych i użyteczności publicznej, a także obiektów służby zdrowia.

Wśród pytań egzaminacyjnych na uprawnienia architektoniczne w części ustnej od lat przewija się omówienie na podstawie własnego rysunku przepisów determinujących wejście do budynku. Jako członek komisji od kilkunastu lat oglądam dość osobliwie szkice, wynikające ze stanu świadomości, chociaż tak naprawdę z całkowitej nieświadomości, młodych architektów. Zaznaczane są na nich poziomy terenu i parteru (zawsze wyniesione o około 1,40 m). Po tym kroku następują zazwyczaj nieporadne próby pokonania różnicy wysokości za pomocą schodów oraz „przystosowania” wejścia dla osób niepełnosprawnych za pomocą monstrualnych ramp. Nigdy nie spotkaliśmy się z najbardziej sensownym rozwiązaniem, czyli z umiejscowieniem wejścia do budynku na poziomie terenu. Przedstawiane odpowiedzi zdających, choć są zgodne z przepisami, to przeczą zdrowemu rozsądkowi. Kiedyś zadawaliśmy pytanie pomocnicze dotyczące projektowania uniwersalnego, ale zrezygnowaliśmy z niego ze względów humanitarnych, aby dodatkowo nie przygnębiać i tak już wystarczająco zestresowanych młodych architektów. Jeszcze bardziej podstępne wydaje się być równie częste pytanie o toaletę dla osób poruszających się na wózku. Egzaminowani po narysowaniu pomieszczenia ze sprzętem sanitarnym umieszczają w nim symboliczne kółko o średnicy 1,5 m. Pozornie wszystkie niezbędne elementy naniesiono, jednak kompletnie bez sensu, bo bez wiedzy na temat tego, jak niepełnosprawny manewruje w WC. Wówczas prawie zawsze musimy korzystać z zawartej w regulaminie możliwości udzielenia jednej niepełnej odpowiedzi.

Komisja egzaminacyjna ma obowiązek zadać także pytanie odnoszące się do odbytej praktyki projektowej. Już nie zażenowanie, a grozę budzą projekty obiektów przemysłowych, produkcyjnych czy biurowych, w których nie ma nawet śladu po rozwiązaniach dla osób z niepełnosprawnościami. Wytłumaczenie egzaminowanych jest zaskakujące: inwestor lub użytkownik nie przewiduje zatrudnienia osób niepełnosprawnych lub użytkowania przez nie budynku. Udzielone z zaskakującą szczerością odpowiedzi zdradzają całkowitą akceptację takiego stanu. Jeszcze dziwniejsze jest to, że projekty takie zostały podpisane przez członków naszej Izby – architektów z uprawnieniami i zaakceptowane przez rzeczoznawców ds. BHP, a w końcu uzyskały prawomocne pozwolenie na budowę. Czasem żartujemy, że być może jedynym pozytywnym aspektem egzaminów jest nauczanie poprawnego projektowania WC dla osób z niepełnosprawnością ruchową. Te przykre doświadczenia pokazują, jak świadomie lub podświadomie traktujemy (jako społeczeństwo) niepełnosprawność. Również my, architekci, mimo humanistycznego przesłania naszego zawodu wpisujemy się w ten stan.

Moje paromiesięczne doświadczenie z niepełnosprawnością w pełni potwierdziło refleksje wyniesioną z egzaminów. Najbardziej utkwiły mi w pamięci bezsensowne progi oraz krawężniki, śliskie nawierzchnie, za ciasne wiatrołapy, za krótkie dla wózka spoczniki czy opornie otwierające się na zewnątrz drzwi z samozamykaczami. Całkiem niezła przeprawa to także przejście przez drzwi obrotowe, tym bardziej, że znajdujące się obok normalne są zawsze zamknięte. Kolejne problemy to brak czytelnych oznaczeń wind w hipermarketach i garażach. Szukanie ich na wózku i o kulach jest naprawdę uciążliwe. Na porządku dziennym są źle zorganizowane wc i łazienki w obiektach służby zdrowia. Niby – jak na rysunkach z egzaminu – wszystko jest na miejscu, ale rozlokowane kompletnie bez sensu. Łazienki są za małe, lustra w nich – za nisko... O takich drobiazgach, jak za wysoko umieszczone domofony czy otwory do wrzucania monet w parkomatach i automatach do kawy, nawet nie warto wspominać. Zdrowy i sprawny człowiek tego nie dostrzega, dopiero niesprawność pozwala na dokonanie tych przykrych odkryć. Być może w ramach praktyk studenckich czy zawodowych powinno być obowiązkowe poruszanie się na wózku przynajmniej przez dwa tygodnie, a przez kolejne dwa – chodzenie o kulach.

Nie zdajemy sobie sprawy, że wszystkie architektoniczne utrudnienia mają wymiar nie tylko fizycznych barier. Czynią one niepełnosprawnych obywatelami drugiej kategorii, powodują wykluczenie i dyskomfort psychiczny. Bariery architektoniczne, transportowe i techniczne znacznie ograniczają dostęp do rynku pracy, szkół, uczelni, budynków usługowych i użyteczności publicznej, a także obiektów służby zdrowia. To wszystko prowadzi do niskiego poziomu aktywności zawodowej, izolacji społecznej wynikającej z braku samodzielności, problemów z utrzymaniem zdobytego doświadczenia i podnoszeniem kwalifikacji, a także negatywnego postrzegania niepełnosprawnych przez instytucje publiczne i przedsiębiorców.

Problem dotyczy może niewystarczająco zauważanej, ale bardzo licznej grupy społecznej. Według danych Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań z 2011 roku liczba osób niepełnosprawnych w Polsce wynosiła wówczas niemal 4,7 mln, tj. 12,2% ludności kraju. Prawne potwierdzenie niepełnosprawności posiadało przeszło 3,1 mln osób. Aż 23,6% w tej grupy stanowią ludzie w wieku 50–60 lat, natomiast 44% to osoby w wieku produkcyjnym. Pojęcie niepełnosprawności wykracza poza zakres niepełnosprawności ruchowej. To także ograniczenia związane ze wzrokiem, słuchem, przewlekłymi i chronicznymi chorobami oraz problemami psychicznymi. Te zaskakująco wysokie liczby powinny skłaniać do postrzegania zjawiska nie w kategoriach incydentalnych, lecz jako systemowy problem społeczny.

W obszarze naszych działań zagadnienie regulowane jest przez Obwieszczenie Ministra Infrastruktury i Rozwoju z dnia 17 lipca 2015 r. w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Dotyczy ono niestety tylko problemu niepełnosprawności ruchowej. W ogóle nie odnosi się do innych ograniczeń. Niepokojący jest wybiórczy zakres koniecznych do stosowania przepisów oraz narracja operująca często pojęciem „przystosowanie”. Może to sugerować prowadzenie działań o charakterze ex post, czyli najpierw zaprojektowanie budynku, a potem niezbędne przystosowanie go do potrzeb osób niepełnosprawnych. Zarówno przebieg egzaminów, jak i moje „przygody” wskazują, że prawdopodobnie tak właśnie przebiega większość procesów projektowych. Jeżeli chcemy poważnie rozwiązywać problem dostępności architektury, nie wystarczy mechaniczne stosowanie, nie mówiąc o karygodnym obchodzeniu, rozporządzenia. Należy przejść do projektowania uniwersalnego. Podejście to zostało stworzone przez nie w pełni sprawnego z powodu polio amerykańskiego architekta Ronalda Mace’a na Uniwersytecie Karoliny Północnej. W ramach swojej koncepcji określił on siedem postulatów. Według nich projekt powinien: być użyteczny i atrakcyjny dla ludzi o różnych możliwościach; uwzględniać szeroki zakres indywidualnych preferencji i umiejętności odbiorców; być łatwy do zrozumienia niezależnie od doświadczenia, wiedzy, umiejętności językowych czy poziomu koncentracji użytkownika; łączyć ze sobą informacje bez względu na warunki otoczenia lub zdolności sensoryczne użytkownika; minimalizować zagrożenia i negatywne skutki przypadkowego lub zamierzonego działania; dawać efektywny, wygodny i wymagający minimalnego wysiłku użytkownika produkt, a także zapewniać odpowiednią wielkość i przestrzeń do podejścia, działania i wykorzystania produktu niezależnie od wielkości, postawy lub mobilności użytkownika.

Bez stosowania tych zasad dalej będziemy „przystosowywać” nasze projekty do niepełnosprawnych z kiepskim skutkiem. Od jakiegoś czasu na niektórych parkingach w miejscach dla niepełnosprawnych można zauważyć edukujący napis: „Czy chciałbyś być na naszym miejscu?”. Może wobec niedostrzegania i lekceważenia problemu przez społeczeństwo, zamiast tego grzecznego hasła trzeba by umieścić napis: „Też, do cholery, jesteśmy ludźmi – jak wy”. O co apeluje już w miarę pełnosprawny.

 

Piotr Średniawa
Piotr Średniawa
Architekt IARP

przewodniczący Rady Śląskiej Okręgowej Izby Architektów RP, członek Miejskiej Komisji Architektoniczno-Urbanistycznej w Katowicach, wraz z Barbarą Średniawą prowadzi Biuro Studiów i Projektów Architekt

reklama

Warto przeczytać

Brak powiązanych artykułów.