Facebook

Po co nam Izba?

Z:A 76

KATEGORIA: Felieton

Izba Architektów nie może być tylko związkiem zawodowym, musi – tak jak państwo – chronić porządnych architektów, ale być surowa dla pasażerów na gapę, dla nienależycie wykonujących nasz zawód. Bo tak jak państwo dba o swoich obywateli, ścigając przestępców, tak Izba, by prawdziwie dbać o swoich członków, musi bacznie zwracać uwagę na tych, którzy nie stosują się do jej zasad.

Kanclerz wielki koronny Jan Zamoyski (ten od króla Stefana Batorego) zadał sobie kiedyś mądre pytanie: po co nam państwo? Na szczęście nie podjąłby tej fundamentalnej kwestii, gdyby nie miał gotowej odpowiedzi. Brzmiała ona: byśmy wolności naszych zażywali. Bardzo proste, acz pryncypialne pytanie oraz bardzo prosta, acz filozoficznie daleko idąca odpowiedź. Ponieważ lubię tę krótką autodyskusję Jana Zamoyskiego, pozwolę sobie ukraść mu tę sentencje i zadać pytanie: po co nam Izba? Odpowiedź jest również warta przejęcia: po to, byśmy wolności naszych zażywali.

Czy jednak samorząd zawodowy, czyli organizacja przymusowa, może być źródłem i ostoją wolności? Otóż rzecz wygląda analogicznie do instytucji, jaką jest państwo. Żyjąc np. w Polsce, musimy płacić podatki, przestrzegać przepisów oraz wykonywać inne narzucone obowiązki. Jednak i państwo, i Izba to też usługi świadczone obywatelom/członkom. Właściwa relacja obywatel – państwo jest odwiecznym tematem dysput, sporów i eksperymentów. Okazuje się, że ludzkość wypracowała jej modele dobre dla obu stron i są kraje, którym wychodzi ona dość dobrze. Co ciekawe, gdy spojrzymy na statystyki pokazujące najbogatsze kraje (Katar, Luksemburg, Singapur, Brunei, Kuwejt, Norwegia, Szwajcaria…) oraz te, których obywatele są najszczęśliwsi (Finlandia, Dania, Norwegia, Islandia, Niderlandy, Szwajcaria…), to zauważymy, że ich wspólną cechą jest niewielka liczba ludności. Mały organizm państwowy oraz płytka struktura organizacyjna pozwalają na urządzenie państwa wydajnego, czyli prawidłowo wypełniającego swe zadania, i na tyle mało uciążliwego dla obywateli, by czuli się w nim dobrze. Wilk syty i owca cała.

Izba ma więc wszelkie przesłanki ku temu, by podążać właściwą drogą. 20 lat temu państwo dało nam fragment swojej władzy, a mówiąc coś w rodzaju „rządźcie się sami i sami się finansujcie” – także prawo do samodecydowania o znacznej części naszych spraw. Cieszmy się, bo aparat państwowy naprawdę rzadko sam z siebie przekazuje rządy obywatelom.

Oczywiście można sobie wyobrazić sytuację, w której w naszym kraju nie ma Izby Architektów RP, a jej funkcje, czyli np. nadawanie uprawnień, pion sądowniczy, reprezentowanie środowiska ws. legislacji, spełniają państwowi urzędnicy, na których nie mamy żadnego wpływu. Jakie jest prawdopodobieństwo, że zrobią to lepiej niż my sami? Będziemy wtedy, co prawda, bogatsi o 80 zł miesięcznie, ale pamiętajmy, że jeśli się nie chce samemu płacić podatków na własną armię, to szybko zostaje się zmuszonym, by płacić je na cudzą. Mamy szansę zbudować naszą małą Szwajcarię. Jeśli nie podejmiemy tego wysiłku, to inni stworzą nam drugą Wenezuelę.

Izba Architektów nie może być tylko związkiem zawodowym, musi – tak jak państwo – chronić porządnych architektów, ale być surowa dla pasażerów na gapę, dla nienależycie wykonujących nasz zawód. Bo tak jak państwo dba o swoich obywateli, ścigając przestępców, tak Izba, by prawdziwie dbać o swoich członków, musi bacznie zwracać uwagę na tych, którzy nie stosują się do jej zasad.

Są jeszcze obszary działania Izby wymagające poprawy. Jednym z nich jest moim zdaniem opieszałość sądów dyscyplinarnych, które zbyt wolno rozpatrują wpływające do nich sprawy. Widzę tu analogię do tego, co jest niewydolne na poziomie państwowym. Dobrze byłoby pokazać na własnym podwórku, że sądownictwo może sprawnie funkcjonować: „Nie da się? To potrzymaj mi kota i patrz”. Tymczasem zachowujemy się często jak żona alkoholika i za coś normalnego przyjmujemy patologię. Cóż, należy się spodziewać, że zawsze będzie coś do usprawnienia.

Jak powinna wyglądać relacja architekci – Izba Architektów? Członkowie naszego samorządu powinni się kierować sparafrazowaną zasadą J.F. Kennedy’ego „Nie pytaj, co Izba może zrobić dla Ciebie. Zapytaj, co Ty możesz zrobić dla Izby.” Powinni starać się wnosić do niej swoje wiedzę i doświadczenie. Czynić ją coraz lepszą. Temu powinna służyć otwartość na wszystkich chętnych do działania, a umożliwić ma to np. organizacja internetowych powszechnych wyborów na delegatów okręgowych. Kto chce zmieniać Izbę, powinien mieć możliwość to robić. O tym, czy ten pomysł będziemy realizować podczas najbliższych wyborów, zdecydują już w połowie grudnia delegaci na zjazd krajowy. Z kolei władze Izby powinny działać zgodnie ze słowami Nadszyszkownika Kilkujadka z filmu Kingsajz: „Ja wiem, polokoktowcy nas nie kochają. Ale my ich będziemy tak długo kochać, aż oni nas wreszcie pokochają”. Izba musi tak wytrwale pracować nad tym, by być jeszcze bardziej użyteczna i przydatna architektom, aż ci nie będą widzieli tylko składek, jakie płacą na jej funkcjonowanie, ale docenią też to, co dzięki niej otrzymują. I nawet szeregowy członek będzie rano przepinał znaczek IARP z piżamy do marynarki.

Aż prosi się przywołać pytanie, jakie padało często w 1970 roku: „Jeśli nam pomożecie, to sądzę, że ten cel uda nam się wspólnie osiągnąć. No to jak, koleżeństwo, pomożecie?”.

 

 

 

Wojciech Gwizdak
Wojciech Gwizdak
Architekt IARP

sekretarz Krajowej Rady Izby Architektów RP, przewodniczący Komisji ds. Mediów i Informacji IARP

reklama

Warto przeczytać