Facebook

Piękno - spójność - długowieczność

Z:A 68

KATEGORIA: Praktyka

„Niemczyk i Zumthor twierdzą jednogłośnie – architektura nie ma szans z naturalnym pięknem świata. Jedynym rozwiązaniem jest poszukiwanie harmonii i odpowiedniej miary”.

Tempo życia wzrasta, żywotność i trwałość architektury maleją. Stare funkcje umierają, a w ich miejsce pojawiają się nowe. Jak w tym procesie zmian społecznych i kulturowych zachować spójność architektoniczną?

fot. Bartosz Kowal, Kościół pw. św. Ducha w Tychach, proj. Stanisław Niemczyk, wpisuje się w otoczenie dzięki namiotowej formie.

Wyobraźmy sobie zlecenie idealne. Do architekta przychodzi inwestor, mówi, że dysponuje kawałkiem ziemi i chciałby zbudować obiekt. Ma pewne wyobrażenie,
co to mogłoby być, ale nie jest pewien, czy jego inwestycja przyniesie pożytek miastu. Prosi o stworzenie budynku uniwersalnego, niezdeterminowanego przez funkcje, niepodążającegoza trendami, ale logicznego i ponadczasowego. Ma on być dobrze zbudowany, z trwałego, powoli i ładnie starzejącego się materiału. Powinien wpisywać się w istniejącą tkankę miejską – respektować potrzeby sąsiadów i, o ile nie jest to konieczne, nie dominować w przestrzeni. Powstają pierwsze koncepcje, które architekt prezentuje inwestorowi. Ten podąża za rozumowaniem projektanta, zwraca mu uwagę na niedociągnięcia i prosi o jeszcze większe zaangażowanie. Sam deklaruje,
że w razie wątpliwości jest w każdej chwili dostępny. Pojawiają się nowe rysunki, modele w wielu skalach, pierwsze wizualizacje. Inwestor często bywa w biurze, jest zainteresowany procesem i zaprzyjaźnia się z projektantem i jego zespołem. Do pracowni zapraszani są poszczególni wykonawcy, aby podzielili się swoją wiedzą i pomogli opracowywać detale. Jeżeli to konieczne, powstają mock-upy, aby sprawdzić rozwiązania w rzeczywistej skali.

Cel wydaje się być bliski, ale inwestor nie chce wystąpić o pozwolenie na budowę, dopóki wszystko, co jeszcze może być zmienione na papierze, nie zostanie przemyślane. Projekt budowlany narysowany jest z dokładnością projektu wykonawczego, aby wyeliminować niedomówienia i pomyłki. Zgodnie z wcześniej ustalonym planem rusza budowa. Architekt prowadzi nadzór i często spotyka się na niej z inwestorem. Wszystkie niedociągnięcia są natychmiast korygowane na miejscu, a w razie poważniejszych problemów budowę wstrzymuje się do momentu znalezienia odpowiedniego rozwiązania. Najważniejszy jest efekt. W końcu powstaje budynek. Piękna i logiczna forma, o detalach rozwiązanych w zgodzie ze sztuką, spójna z otoczeniem. Powstaje Architektura. 

Zejdźmy na ziemię. Powyżej opisana sytuacja to oczywiście marzenie, a świat nie jest laboratorium, gdzie wszystko można przewidzieć i zaplanować. Budynki projektuje się na kilkanaście lub kilkadziesiąt, a nie kilkaset lat. Innymi słowy – idealnych warunków do projektowania nie ma. 

Na szczęście, co jakiś czas pojawiają się budynki dobre, ponadczasowe i trwałe. Ich twórcy to pasjonaci i ludzie, dla których architektura to nie sposób na przeżycie, lecz życie samo w sobie. Oni myślą architekturą.
RÓŻNICE
Chciałbym zestawić ze sobą dwóch architektów urodzonych w 1943 roku i pracujących w jakże odmiennych od siebie warunkach – Szwajcara Petera Zumthora i zmarłego niedawno Stanisława Niemczyka. Wielowątkowe projekty obu cechuje bardzo silna znaczeniowość i osadzenie w kulturze budowlanej regionu, w którym powstają. Znaczeniowość ta nie jest jednak osiągana jedynie za pomocą symboli, lecz przede wszystkim poprzez odpowiednie: kształtowanie przestrzeni, materiały i usytuowanie budynku. Wszystkie decyzje projektowe podejmowane przez tych architektów są spójne i wynikają jedna z drugiej, a ich budynki wydają się powstawać, w opisanym na wstępie, nierealnym procesie. Są jednak jak najbardziej rzeczywiste. 

Zestawienie twórców chciałbym zacząć od podkreślenia różnic w warunkach, w jakich dorastali. W Polsce w roku 1943 trwała wojna, Czechowice i Dziedzice – nieistniejące
jeszcze jako jedno miasto – na których terenie przyszedł na świat Stanisław Niemczyk, leżały na terytorium Rzeszy Niemieckiej. W miejscowości znajdował się obóz  koncentracyjny dla Polaków. Lata powojenne to odbudowa kraju z ruin. Do 1989 roku gospodarka była centralnie planowana i brakowało podstawowych produktów, nie mówiąc już o dobrach luksusowych. Nie było warunków sprzyjających tworzeniu architektury. Do dziś projektanci i twórcy pracujący w Polsce mają problem z brakiem ciągłości kulturowej. 

W roku 1943 w Szwajcarii, która jako jedno z nielicznych państw pozostała neutralna w czasie II wojny światowej, żyło się względnie normalnie. Kraj uzależniony przed wojną od dostaw m.in. produktów rolniczych z Niemiec stawał się coraz bardziej samowystarczalny. Rozwijał się tu przemysł zbrojeniowy, przyjmowano wielu uchodźców – nierzadko dobrze wykształconych ludzi z terenów okupowanych. Po wojnie w Szwajcarii panowały bardzo dobre warunki do rozwoju.

 Zumthor długo uczył się zawodu. Najpierw został stolarzem i w warsztacie swojego ojca budował meble. Następnie studiował architekturę w Szwajcarii i Stanach Zjednoczonych. Po studiach przez wiele lat pracował jako konserwator zabytków w Gryzonii. Własną pracownię otworzył w 1979 roku, mając 36 lat. Jak sam wspomina, jego pionierskie projekty konkursowe były zupełnie nieudane, a pierwsza większa realizacja – szkoła w Churwalden z 1983 roku – prezentuje umiejętności rzemieślnicze i wiedzę o konstruowaniu architektury, ale wciąż zdradza brak wyrafinowania i niedojrzałość projektanta.

W 1982 roku zakończyła się budowa kościoła św. Ducha w Tychach. Nie była to pierwsza realizacja Stanisława Niemczyka, który zaraz po studiach zaczął pracę w Miastoprojekcie. Ta jednak do dziś uważana jest za jeden z najlepszych, a na pewno najbardziej radykalnych projektów architekta. 

NATURA PONAD ARCHITEKTURĄ
Na początku pracy projektowej Zumthor myśli o pejzażu, w który ma zostać wpisany budynek. Próbuje zakochać się w danym otoczeniu jak w osobie. Komuś, kogo się kocha, nie chce się wyrządzić krzywdy. Projektowanie nie jest łatwe, gdyż każdy budynek zaburza naturalny krajobraz, którego piękno podkreślają tylko dobre realizacje. Te słabsze, określane przez Zumthora mianem rabunkowej zabudowy, sprawiają że pejzaż znika i dopiero, gdy ich masa skutkuje zaistnieniem miasta, jego witalna energia tworzy nową jakość. Powstaje coś, co można by nazwać krajobrazem kulturowym. 

Podobnej filozofii można doszukać się u Niemczyka – według niego architektura to „przestrzeń służąca dobrej relacji”, pozwala ona człowiekowi na zorganizowanie swojego życia w zgodzie z naturą, której jest on częścią. Działanie polegające na twórczości niewynikającej z potrzeb życiowych tyski architekt nazywał antyarchitekturą. Stanowi ona wyraz ludzkich słabości: egoizmu, pychy, i jednocześnie działanie utopijne, gdyż według Niemczyka niemożliwe jest przewyższenie nieskazitelnego piękna natury. W tym aspekcie obaj architekci twierdzą jednogłośnie – architektura nie ma szans z naturalnym pięknem świata. Jedynym rozwiązaniem staje się poszukiwanie harmonii i odpowiedniej miary.  

fot. dzięki uprzejmości 7132 Hotel, Vals. Termy w Vals, wykonane z lokalnego kamienia, proj. Peter Zumthor

Określenie skali zabudowy to działanie kluczowe dla wkomponowania budynku w kontekst. Nie jest to trudne, gdy otoczeniem jest zwarta jednolita architektonicznie alpejska wioska z zachowaną ciągłością i tradycją. Trudnym wyzwaniem dla Zumthora było zaprojektowanie term w części Vals, która została „zrabowana” przez hotelowe budynki o nieciekawej, modernistycznej architekturze. Szwajcar przyjął strategię polegającą na potraktowaniu nowoprojektowanego obiektu tak, jakby to on stał tu pierwszy. Częściowo wkopany w ziemię, zbudowany z lokalnego kamienia, nie przypomina niczego w okolicy. Jednocześnie odnosi się wrażenie, że architekci hoteli popełnili błąd. Nie przeszkadza to jednak w pełni korzystać z uroków kąpieli w wodach termalnych. Odwiedzający, wyglądając przez najważniejsze otwory, widzą tylko zazielenione bądź ośnieżone zbocza gór.

Budynek kościoła pw. św. Ducha miał stanąć niemal w szczerym polu w otoczeniu nielicznych domków jednorodzinnych. Wiadomo było jednak, że w przyszłości jego sąsiedztwo zostanie zabudowane blokami mieszkaniowymi. Potrzebne było rozwiązanie, które, mimo dużego metrażu, swoją skalą nie zdominuje otoczenia, a w przyszłości samo nie zostanie przytłoczone przez nowe budowle. Zaproponowana przez Niemczyka prosta forma namiotu w ciekawy sposób  rozwiązuje ten problem. Kalenica zwieńczona czterema zdobionymi wieżyczkami góruje nad najwyższymi z pobliskich zabudowań. Z kolei okap olbrzymiego dachu znajduje się na wysokości pierwszego piętra, co sprawia, że obiekt tworzy relacje z pobliskimi domami. Prawdziwa skala i wertykalność struktury, których Niemczyk szukał na poziomie duchowym, ujawniają się jednak dopiero wtedy, gdy wejdziemy do wnętrza kościoła.

Kościół pw. św. Franciszka i św. Klary, proj. Stanisław Niemczyk.
SZCZEROŚĆ MATERIAŁU
Inny zaprojektowany przez Niemczyka kościół, pw. Jezusa Chrystusa Odkupiciela w Czechowicach-Dziedzicach, swoją odpowiednią skalą i wkomponowaniem w pierzeję ulicy w nienachalny sposób uzupełnia zabudowę miasteczka. Powstała przestrzeń jest naturalna i pozbawiona nadęcia. To poczucie normalności wzmacnia zastosowanie charakterystycznych dla całego Śląska surowych materiałów: cegły, betonu i miedzi. Zamiłowanie do używania lokalnych budulców stanowi kolejną wspólną cechą Polaka i Szwajcara. Sama lokalność nie wystarcza. Ważne jest ich umiejętne obrabianie i komponowanie ze sobą – tworzenie wątków ceglanych, dostosowywanie faktury betonu i rysunku szalunku, odpowiednie ciosanie bądź szlifowanie kamienia. Trzeba znaleźć właściwe proporcje, coś co Zumthor określał mianem współgrania materiałów
(niem. Zusammenklang der Materialien). Z kolei Niemczyk niewłaściwe użycie danego tworzywa nazywał stroszeniem się. Architekci nie myślą o materiale
jak o elemencie wykończenia wnętrz, lecz jak o budulcu, który odbija światło i konstruuje przestrzeń. Ścisła zależność między wybranym materiałem a kształtem budynku jest szczególnie widoczna w projektach Zumthora. Ciężko sobie wyobrazić wnętrze kościoła św. Benedykta w szwajcarskim Sumvitg, oparte na planie zakończonej na ostro elipsy, bez widocznej wewnątrz, rytmicznej i logicznej konstrukcji. Z kolei wnętrze term w Vals nie byłoby tak złożone, gdyby nie wyobrażenie wyabstrahowanego kamieniołomu, gdzie każdy zatopiony w wodzie blok zbudowany jest z mniejszych płyt kamiennych. Świadome i szczere wykorzystywanie budulca, podobne jak we wspomnianych termach, można zauważyć na trwającej wciąż budowie kościoła pw. św. Franciszka i św. Klary w Tychach. Pomimo ciągłych prac obiekt wydaje się być ukończony. Każdy kamień, odpowiednio obrobiony, został położony na swoim miejscu, z którego nikt go już nie ruszy, więc nie potrzebna jest warstwa wykończeniowa. Nie bez znaczenia
była w tym przypadku niemalże stała obecność tyskiego architekta na budowie. Wraz z głównym budowniczym kościoła, ojcem Wawrzyńcem Jaworskim, rozwiązywał on wszystkie problemy na miejscu, nierzadko szkicował na posadzce czy ścianach. Można odnieść wrażenie, że jedynie główne założenia projektu narysowane zostały w pracowni, a reszta powstawała bezpośrednio na placu budowy. Metoda ta ma w sobie coś prymitywnego i archaicznego oraz wymaga od architekta ogromnego zaangażowania. Jej efekty pokazują jednak, że jest skuteczna. Proces Zumthora jest zgoła odmienny, acz równie długotrwały. Z biegiem lat wypracował on sposób, aby tworzyć i realizować projekty nie tylko w lokalnej Gryzonii – kantonie słynnym z bardzo wysokiego poziomu rzemiosła – ale i w innych krajach czy na innych kontynentach. Buduje on możliwie duże modele, niekiedy w skali rzeczywistej, i nie wypuszcza projektu z atelier, dopóki wszystko nie zostanie dopracowane. Nie zgadza się również na bycie pospieszanym i nie przyjmuje zleceń od osób, które nie mają czasu. Jeżeli chodzi o samą realizację, to zespół Szwajcara na tyle dobrze przygotowuje dokumentację, że sama budowa postępuje względnie spokojnie. Ostatnim aspektem projektowania wspólnym dla obu architektów jest podejście do detalu. Zarówno u Zumthora, jak i u Niemczyka szczegółowe rozwiązania są wypracowywane na potrzeby danego projektu tak, aby były spójne z założeniami urbanistycznymi i przyjętym budulcem. Dbałość o detal można zauważyć we wszystkich, bez wyjątku, projektach bohaterów artykułu. Niezwykle prosta konstrukcja Muzeum Sztuki w Bregencji nie byłaby tak pociągająca, gdyby nie perfekcyjnie rozwiązane detale elewacji, rytm mocowań tafli szkła i idealnie wpasowane weń otwory drzwiowe.

fot. Dzięki uprzejmości ARS Architektura, Osiedle „Nad Jamną” w Mikołowie, proj. Stanisław Niemczyk.

Malownicze osiedle „Nad Jamną” w Mikołowie autorstwa Niemczyka przypomina projekty brytyjskiego ruchu Arts and Crafts. Nie ma tu jednak zdobień i dekoracji, a wszelkie detale to tylko wyeksponowane elementy tworzące budynek: nadproża, stropy, rynny, balustrady, wszystko wykonane ze szczerych materiałów. Potraktowanie detalu jako czegoś wymyślonego i zaprojektowanego, a nie
pochodzącego z katalogu, jest dziś rzadko spotykane i ciężkie w realizacji. Architekci zmuszeni są do wybierania gotowych, opatrzonych certyfikatami, rozwiązań i systemów. Tym większy podziw należy się twórcom, którzy chcą projektować detal, i którym się to udaje. Każda kultura i kontekst powstawania architektury mają swoją specyfikę. Kształtują ją uwarunkowania geograficzne, przepisy, polityka, historia, dostępność technologii czy sytuacja materialna danej społeczności. Istnieją też pewne uniwersalne aspekty, takie jak miejsce i rola człowieka w naturze. Zestawieni przeze mnie twórcy zgodnie uznają naturę jako źródło niedoścignionego piękna i traktują ją jako punkt odniesienia dla własnej pracy. Tym samym wpisują się oni w swoiste grono architektów, którzy starają się odkrywać istniejący w przyrodzie ład oraz tworzyć architekturę kontynuującą tradycję i będącą wynikiem ewolucji. Mimo tak różnych kontekstów ich spostrzeżenia i przemyślenia, a także niektóre określenia używane do opisywania problemów, wydają się zbieżne. Aby osiągnąć swoje cele, musieli wypracować skuteczne metody, by projekty w sposób spójny i całościowy mogły być zrealizowane zgodnie z ich myślą. Długotrwały proces zdaje się być potrzebny obu projektantom, choć jest to wyłącznie środek do osiągnięcia celu – budynku, który zostanie zaakceptowany i będzie służył społeczności, a to wydaje się przepisem na długowieczność.

Szkoła w Churwalden, proj. Peter Zumthor, realizacja w 1983 roku.

STANISŁAW NIEMCZYK
(19 WRZEŚNIA 1943–13 MAJA 2019 ROKU) 

Architekt, laureat Honorowej Nagrody SARP, odznaczony medalami: Pro Ecclesia et Pontifice, Per Artem Ad Deum, brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” i orderem Ecce Homo. Autor budynków mieszkalnych, usługowych, a przede wszystkim sakralnych – kościoła pw. Ducha Świętego w Tychach, kościoła Bożego Miłosierdzia w Krakowie, kościoła pw. Jezusa Chrystusa Odkupiciela w Czechowicach-Dziedzicach, kościoła pw. św. Franciszka z Asyżu i św. Klary w Tychach oraz innych. Mieszkał i tworzył w Tychach.

 

Bartosz Kowal
Bartosz Kowal

architekt, współtwórca grupy PROLOG

reklama

Warto przeczytać