Facebook

Niepozorne versus spektakularne

Z:A 81

KATEGORIA: Temat wydania

Niezależnie od rodzaju obiektu ocena architektury odbywa się przez krytykę, która przebiega w przestrzeni publicznej. Często różni się ona od prywatnych opinii, plotek i szeptanych prawd.

Architektura oznacza coś więcej niż budynek. Z perspektywy historycznej termin ten był zarezerwowany dla budynków ludzi bogatych, budynków monumentalnych. Architektura była dla elity, dla mówiących po łacinie, dla Kościoła i władców. Oczywiście, współcześnie jest inaczej – mało jest kościołów i pałaców, zastępują je budynki użyteczności publicznej, banki, biurowce, terminale lotnicze i dworce, ale też domy jednorodzinne, architektura mieszkaniowa, budownictwo dla edukacji, przystanki kolejowe. Tym, co pozwala współcześnie sklasyfikować dany obiekt jako architekturę, jest tak naprawdę akceptacja krytyków, a nie – elitarność, związki z władzą bądź też zadekretowane i zagwarantowane poparcia wynikające z dorobku autorów, ich marki, reputacji czy nazwiska. Przestrzeń publiczną krytyki stanowią książki, magazyny i pisma, konferencje, seminaria, zespoły jurorskie w konkursach, wybrane instytucje w świecie sztuki i architektury, blogi oraz vlogi. Wszystkie te media i instytucje mają tu swoją hierarchię – od elitarnych, środowiskowych do popularnych i masowych. Efekt tak prowadzonej krytyki można mierzyć ekonomicznie i kulturowo. „Władza ekonomiczna” zyskownej publikacji opiera się na jak najszerszym odbiorze, na popularyzacji inwestycji i inwestora, jego projektanta. Natomiast „władza kulturowa” prestiżowej publikacji jest subtelniejsza, ponieważ definiuje kanon, określa trendy, wskazuje wartości. Promocja obiektu przez krytyków ma zatem poważne konsekwencje.

Wartości w architekturze

Waga wartości merytorycznej głosu krytyków jest znacząca, a odpowiedzialność, jaką bierze na siebie krytyk, i wiedza, którą musi się legitymować, powodują , że proces powstawania krytyki jest w sumie mało demokratyczny. Dyskursowi architektonicznemu przewodzą znani architekci – praktykujący i teoretycy, a także kulturoznawcy, dziennikarze, akademicy i intelektualiści. Ważnym głosem dysponują również krytycy amatorzy, których zdania interesują opinię publiczną z uwagi na ich status społeczny czy ekonomiczny, np. książę Walii Karol czy przywódca Chin za granicą. Pomiędzy tymi grupami wpływów występują widoczne napięcia i konflikty. Z perspektywy praktykującego architekta krytyka nie ma bardzo istotnego znaczenia, nabiera go jednak w miarę, gdy okazuje się istotna dla zdobywania zleceń. Nie każda krytyka jest krytycyzmem. Każda ma jednak wymiar ludzki, ponieważ dotyczy reputacji, pracy dla architekta i jego współpracowników. Znany jest przypadek willi Pruszkowskich w Kazimierzu Dolnym, autorstwa Lecha Niemojewskiego, który za ten projekt wykonany przed II wojną światową, obecnie całkowicie akceptowany, w tamtych czasach był odsądzany od czci i wiary oraz zaciekle zwalczany przez ówczesnego konserwatora zabytków miasteczka – , Karola Sicińskiego. Dom udało się zrealizować dzięki kontaktom inwestora – malarza Tadeusza Pruszkowskiego – z polskimi dygnitarzami tamtego czasu, których portrety malował.

Bloki z wielkiej płyty w Bordeaux po renowacji, proj. Lacaton & Vassal architectes, Frédéric Druot Architecture oraz Christophe Hutin Architecture, fot. Philippe Ruault

Kim jest krytyk architektury?

Jaką wiedzą powinien legitymować się krytyk, którego opinia ma tak daleko idące konsekwencje? W krajach anglosaskich krytyka architektoniczna ma bogatą literaturę teoretyczną i autorów, takich jak Miriam Gusevich, Peter Collins, Richard Bohn, Naomi Stead i inni. U nas teoria krytyki architektonicznej nie jest natomiast, jak się wydaje, usystematyzowana. Oficjalny portal w Polsce mający w tytule słowo „krytyka” ujmuje to tak: „(…) Spośród trzech sposobów rozumienia słowa krytyka, jako popularyzacja, jako opis i inwentaryzacja techniczna oraz jako wartość humanistyczna skupiona na wartościach estetycznych i społecznych architektury, nam najbliższe jest trzecie rozumienie tego słowa – krytyka jako wprowadzanie przytomności poprzez refleksję wyrażającą się w pisaniu (…)”[1]. Trudno tę definicję zrozumieć. „Pominąwszy dość dziwne określenia (przytomność?) sugeruje ona, że nie da się przeprowadzić krytyki słownie, co nie jest zgodne z prawdą. W książce Oscara Wilde’a The Critic as Artist cały wywód dotyczący istoty krytyki, poparty przykładami, został tu przeprowadzony w formie słownego dyskursu dwóch osób – nie trzeba zatem pisać, aby sformułować opinię będącą w domenie krytyki[2]. Interesującej rekapitulacji dostarcza pozycja Gabrieli Świtek z 2013 roku, w której autorka analizuje krytykę architektoniczną na tle krytyki w innych dziedzinach sztuki, a opiera się przy tym na publikacjach Jamesa Marstona Fitcha, Jamesa Elkinsa czy Richarda W. Hayesa[3]. O ile jednak przytoczone przez panią Świtek zalecenia dotyczące ogólnych zasad pisania krytyki brzmią obecnie w sposób dość oczywisty (należy odnosić się do obiektu przez siebie obejrzanego i doświadczonego wszystkimi zmysłami, po jakimś czasie od oddania go do użytku i na podstawie wywiadów z użytkownikami, a krytykę wesprzeć odpowiednio dobranymi ilustracjami – fotografiami), to sformułowana w jej tekście teza wymaga pewnej interpretacji. Autorka pisze, że paradoks współczesnej krytyki architektonicznej wiąże się – z jednej strony – z jej egalitarnym charakterem, z drugiej natomiast – z zawodową specjalnością, a zatem prawdopodobnie chodzi tu o zawodową specjalność osoby opracowującej krytykę[4]. Spór rozpoczęty w wieku XIX na temat tego, kto tu jest bardziej odpowiedni: czy historycy sztuki, w tym – architektury, czy socjologowie, kulturoznawcy, czy też architekci praktycy i teoretycy, wciąż trwa i będzie trwał zapewne długo. Wynika on jednak właśnie z takiego podejścia, że o architekturze wystawionej zawsze na widok publiczny mogą się poważnie wypowiadać tylko specjaliści. W opinii piszącej niniejszy tekst nie jest to podejście mogące wspomóc szerzenie edukacji architektonicznej, a w sumie ona chyba jest przecież w krytyce architektury najważniejsza. Ludzie mający opinię na temat tego, co widzą i czują, nie powinni być uciszani przez „znawców” posiadających ekspertyzę na podstawie dyplomu czy tytułu naukowego. To właśnie „znawcy” muszą udowodnić, że są „merytoryczni”, i tak formułować czy pisać swoją krytykę, aby była ona podbudowana rzetelną orientacją w danym temacie i stała się zrozumiała również dla laików, którzy może nie zweryfikują całej wiedzy zawartej w tekście, ale uwierzą we wnioski i spostrzeżenia, ponieważ będą je w stanie zrozumieć. Wtedy będą też mogli dodać coś od siebie, co przydać się może i krytykom, i autorom omawianej architektury.

 Widząc to inaczej, trudno byłoby zrozumieć fakt, że jednym z najbardziej poczytnych i popularnych krytyków architektury w Polsce jest socjolog – Filip Springer. Nie historyk sztuki, nie architekt. Możliwość skutecznego formowania opinii publicznej w obszarze oceny architektury przez osobę bez specjalistycznego wykształcenia jest zrozumiała, jeśli przyjrzeć się podziałowi krytyki architektonicznej na cztery główne podejścia, jak zaproponowała to Alexandra Lange[5]. Wyróżnia ona spojrzenia: formalne, emocjonalne, historyczne i aktywistyczne. W podejściu formalnym krytyka opiera się na wizualnym odbiorze formy, w emocjonalnym natomiast podstawą do formułowania ocen są uczucia, jakie w krytyku wzbudza obiekt. Optykę historyczną buduje się z uwzględnieniem drogi twórczej autorów, zaś aktywistyczną wywodzi z analizy sytuacji, jaka powstaje po wybudowaniu danego obiektu, ale analizy dokonanej w kategoriach społecznych: kto wygrywa? , kto przegrywa?, czyje interesy są lub będą lepiej zabezpieczone w wyniku nowej inwestycji?[6]. Te cztery podejścia krytyka stanowią jedynie punkt wyjścia, są pewnego rodzaju przyjętym porządkującym schematem.

Na naszej scenie publicystycznej wyróżnia się spojrzenie aktywistyczne, widoczne w tekstach wspomnianego Filipa Springera czy w kuratorskich wystawach Tomasza Fudali w ramach cyklu Warszawa w budowie realizowanego przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Warto zwrócić uwagę, że żaden ze znanych zagranicznych krytyków architektury, takich jak Ada.L. Huxtable czy Herbert Muschamp z wyjątkiem niedawno zmarłego Michaela Sorkina, nie był zawodowo działającym architektem. Na polskiej scenie, obok takich autorów jak: Ewa P. Porębska, Grzegorz Piątek, Marta Leśniakowska, Anna Cymer, twórcy vloga Architecture is a Good Idea – Natalia Szczesniak i Radosław Gajda, Marcin Szczelina, aktywnymi krytykami bywają jednak też projektujący architekci – Grzegorz Stiasny, Krzysztof Mycielski, Piotr Lewicki i Kazimierz Łatak czy pisząca ten tekst. Jak to pogodzić ze stanowiskiem Oscara Wilde’a, który twierdził, że „(…) prawdziwie wielki artysta nigdy nie potrafi ocenić dzieł innych ludzi, a swoją ocenia z trudem. Ta wielka koncentracja wizji, która czyni z człowieka artystę, poprzez swoją żywą intensywność ogranicza jego zdolność do precyzyjnego docenienia innej pracy. Energia jego kreacji goni go ślepo do jego własnych celów. Koła jego rydwanu podnoszą wokół niego kurz jak chmurę. Bogowie chowają się nawzajem przed sobą. Mogą rozpoznać swoich wyznawców. Ale to wszystko. (…)”[7]? Może zinterpretować to tak, że architekci nie są takimi artystami, o jakich myślał Wilde, choć czasem, co wynika z niejednokrotnie dość narcystycznych opinii, niektórzy się tak czują? Aktualnie status budynku jako architektury w krytyce jest ustalany nie ze względu na obecność w nim jakiegoś zestawu cech ani też z uwagi na jego spektakularność wynikającą z przeznaczenia funkcjonalnego, ale z uwagi na jego status jako obiektu danej kultury. A architektura, która ma znaczenie i jest tworzona dla ludzi, powinna odnosić się do wartości ważnych społecznie. Powinna być adresowana do tych, którzy są tacy, jacy są: „(…) indywidualistyczni, rywalizujący, nomadyczni, głodni wrażeń, ekshibicjonistyczni, dziwaczni (…)” – jak pisał Herbert Muschamp, jeden z największych krytyków architektury[8]. Krytyka jasna i zrozumiała nie tylko dla środowiska architektonicznego, oparta na teorii, formułowana klarownie, bez architektonicznego żargonu, może być środkiem do popularyzacji prawdziwej wiedzy dotyczącej architektury. Jak bowiem stwierdziła Alexandra Lange – im bardziej ludzie widzą, rozumieją i doceniają to, co jest wybudowane, im bardziej nabierają zainteresowania, dlaczego powstaje to w taki a nie inny sposób, tym bardziej zaczyna im zależeć na wysokiej jakości zarówno planowania, jak i samej architektury[9]. Jeśli zgodzimy się z powyższym rozumowaniem, na co autorka ma nadzieję , to obecność architektury w budowaniu zasobu danej kultury jest bezsporna, podobnie jak konstatacja, iż wartości społeczne, które niesie ta najlepsza, jaką wybierają krytycy we właściwej dla siebie przestrzeni publicznej, budują owe wartości kulturowe.

Społeczna rola krytyki

Obecność zagadnień społecznych w ocenie architektury ma długą historię. O ile bowiem lata 20. XX wieku rozpoczęły się przekonaniem, że prawdziwa teoria architektury koncentruje się wokół zagadnień estetycznych (do czego podbudowę stanowiła teoria Gestalt), to już publikacje lat 80., w tym szczególnie Hanno W. Krufta z 1985 roku[10] dawała prymat twierdzeniom praktykujących architektów, a głównym obszarem i zagadnieniem teorii stały się związki tej dyscypliny z życiem społecznym. I teraz powstaje pytanie: na czym owe sprzężenia polegają? Co krytyka, która kreuje architektonicznych liderów i nadaje budynkowi status architektury , wybiera jako obiekt swoich ocen? Czy tylko popularna w Polsce krytyka aktywistyczna bierze pod uwagę społeczny efekt wywierany przez dany obiekt ? Czy negatywna ocena krytyka aktywisty deklasuje daną realizację i odmawia jej wszelkich innych wartości? Autorka odnosi wrażenie, że przy sporej liczbie wartościowych tekstów oceniających architekturę część sceny polskiej krytyki architektonicznej jest dość ekstremalna, pełna kategorycznych i zapalczywych opinii, często arbitralna. To nieostra data, ale zaryzykuję stwierdzenie, że wraz z ubiegłoroczną nagrodą Priztkera dla duetu Lacaton &Vassal za pozornie nieefektowne zadanie architektoniczne rozbudowy bloku mieszkalnego we Francji, skończyło się lansowanie architektonicznych gwiazd, których nazwiska stanowiły gwarancje komercyjnego sukcesu realizacji. Tendencja ta zaczęła się dużo wcześniej, w roku 2008, kiedy to podczas finału Światowego Kongresu UIA w Turynie zrezygnowano z reflektorów i fleszy, kończąc wydarzenie skromną uroczystością ozdobioną wymagającą muzyką współczesną Edgara Varese. Architekci, których sztuka stanowiła atut dla współpracującego z nimi inwestora, umiejętnie ich przy tym promującego, nie chcą być już „elementem” inwestycji. Wraz ze zmieniającymi się priorytetami w wartościowaniu powstającej architektury, wskutek katastrofy klimatycznej i ograniczania eksploatacji zasobów, zmienia się to, co dla kultury ważne i co przez architekturę jest do tej kultury wnoszone. I tak proces wyboru, jakiego dokonują krytycy, klasyfikujący budynki i nadający im rangę, kieruje swój obiektyw na architekturę wartościową nie tylko przestrzennie, ale i społecznie, związaną z życiem codziennym, czasem całkiem niepozorną, której spektakularność jest spowodowana nie wielkimi gabarytami czy śmiałymi konstrukcjami a celnością rozwiązań, bywa, że skromnych, ale przy tym mądrych i pięknych. Nagrody za przedszkola i domy dla bezdomnych w Polsce są dowodami na przesunięcie priorytetów. To już się dokonało. Wartości społeczne architektury nie leżą w jej zadaniu funkcjonalnym i nie są przyznawane za samo to kryterium, choć przez naszą „scenę krytyki architektonicznej” przetoczyła się polemika oparta o taką tezę.[11] Takie wartościowanie architektury, gdzie krytycy lansują obiekty teoretycznie zwyczajne, codzienne, nie musi być antykrytyką – wprost przeciwnie, stanowi odpowiednie wykorzystanie możliwości, jakie ma dobra krytyka, i na których opiera się jej siła. Dla jakości krytyki i, w efekcie powstającej architektury, potrzebne są jednak większe : transparentność oraz profesjonalizm ocen, pozbawione arbitralności, wciągające publiczność potrafiącą zrozumieć, dlaczego dany obiekt jest lepszy niż inny.

 Nie mamy dobrego forum o szerokim zasięgu, które stanowiłoby tę przestrzeń publiczną krytyki . Prezentacje i recenzje zamieszczane w Architekturze-murator, A&B, Builderze są już „przesiane” poprzez kolegia redakcyjne, do czego instytucje te oczywiście mają prawo. Wyniki często interesujących konkursów prowadzonych w Polsce przez SARP giną w niszach czasem przypadkowo wybranych sal, nie są odpowiednio opracowywane ani prezentowane. A właśnie opinie sędziów, głosy dyskusyjne, czyli relacja z zamykającej procedurę konkursowa dyskusji, stanowiąca istotę rozwiązywania danego problemu architektonicznego, są dorobkiem, który czasem jest więcej wart niż wybrany projekt. Dyskusje pokonkursowe nie są zresztą często odpowiednio moderowane i sprowadzają się do defensywy członków jury interpretujących pytania uczestników ad personam. Dodatkowo pandemia stanowi dla niektórych organizatorów dobry pretekst, by dyskusji nie organizować w ogóle. Uczelnie architektoniczne rzadko zajmują się zagadnieniami teorii krytyki w ramach teorii architektury.[12] Nie promujemy zatem dobrej praktyki, by łączyć ją ze świadomością, iż to właśnie krytyka stanowi o statusie architektury i wpływa na kulturę. Czas zrozumieć cały ten proces i starać się zmienić jego niedoskonałości . Prawdziwa cnota (bowiem) krytyk się nie boi.[13]

Dom Baby Jagi w Adelinie, proj. POLE Architekci, fot. Ernest Wińczyk

Podsumowanie

Często prawdziwą wartość stanowią budynki skromne, niewielkie, które trzeba odkryć, zauważyć i bronić, aby nie podzieliły losu pięknej kaplicy w Tarnowie autorstwa grupy Beton, która pomimo swego bezsprzecznego piękna i wartości przestrzennych nie znalazła uznania w oczach ani władz kościelnych (nie została konsekrowana), ani inwestora(postanowił ją sprzedać).[14] Rzutki inwestor małego miejsca wyciszenia i relaksu Bookworm, w mazowieckim Adelinie, nota bene znany w swoim czasie z prowadzenia modnych warszawskich klubów muzycznych, które generowanym przez siebie hałasem zadręczały przez lata okolicznych mieszkańców, radzi sobie z promocją swojej architektury. Skutecznie, bo chętnych odpocząć z dala od zgiełku jest wielu i o rezerwacje tam niełatwo[15]. Może to nawet ci, których te kluby tak zmęczyły, będą mieli tam teraz szansę odpocząć? Nie traćmy nadziei. Kaplica w Tarnowie nie miała tyle szczęścia. Oba obiekty są maleńkie, oba architektonicznie wartościowe, choć każdy z innego powodu . Może publiczna, spokojna debata dałaby szansę mniej sprawnym biznesowo właścicielom poszukać rozwiązań dla utrzymania wartości architektonicznych tam, gdzie one są? O architekturze i jej wartościach najlepiej byłoby dyskutować z udziałem jej użytkowników, którzy potrafiliby ocenić argumenty padające z ust krytyków, szanować ich siłę merytoryczną, którą muszą mieć, aby były respektowane, i uzupełnić te oceny swoim zaangażowaniem, jednak nie anonimowo, a w publicznych debatach. Ada L. Huxtable swoje krytyki zamieszczała w prasie. Rola gazet jest teraz inna, ale publiczna przestrzeń ma wiele wymiarów i warto, by architektura była w niej słyszana, nie tylko widziana.         

                         

 

 

 

 

 


[1] http://www.krytyka-architektury.info/www_new/pl/index.html [dostęp: 10.01.2020].

[2] O. Wilde, The Critic as Artist, New York NY 2019

[3] G. Świtek, Gry sztuki z architekturą. Nowoczesne powinowactwo i współczesna integracja, Toruń 2013, [data dostępu: 12.01.2020].

[4] Ibidem, s. 94.

[5] A.. Lange, Writing About Architecture. Mastering the Language of Buildings and Cities, New York NY 2012.

[6]Ibidem, str. 10-11.

[7] O. Wilde, The Critic as Artist, New York NY 2019, s. 125.

[8] H. Muschamp, Hearts of the City. The Selected Works of Herbert Muschamp, New York NY 2009, s. 13.

[9] A. Lange, Writing About Architecture. Mastering the Language of Buildings and Cities, New York NY 2012 str. 18.

[10] H.W. Kruft, A History of Architectural Theory. From Vitruvius to the Present, Princeton NJ 1994.

[11] Por. polemikę autorstwa niniejszej autorki i Marty Urbańskiej zamieszczoną w „A&B”, nr 03/2021 po tekście krytycznym Tomasza Malkowskiego, Hity i kity 2020, „A&B”, nr 01/2021.

[12] Autorka prowadziła takie zajęcia przez ostatnie 10 lat na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej.

[13] I. Krasicki, Monachomachia, czyli wojna mnichów, Pieśń VI, online: https://literat.ug.edu.pl/monach/006.htm (data dostępu: 13.08.2021).

[14] Kaplica w Tarnowie na sprzedaż!, online: https://architektura.muratorplus.pl/wydarzenia/kaplica-w-tarnowie-na-sprzedaz_11252.html (data dostępu: 13.08.2021).

[15] Bookworm Cabin, online: https://slowhop.com/pl/miejsca/bookworm-cabin.html (data dostępu: 13.08.2021).

Ewa Kuryłowicz
prof. dr hab. inż. Ewa Kuryłowicz
Architekt IARP

generalny projektant i wiceprezes Kuryłowicz & Associates, kierownik Zakładu Projektowania i Teorii Architektury na WAPW, członek Rady Dostępności przy Ministrze Inwestycji i Rozwoju, w latach 2005–2008 ekspert ACE ds. projektowania uniwersalnego

reklama

Warto przeczytać