Facebook

Mobilność w architekturze - rozmowa z Robertem Koniecznym

Z:A 83

KATEGORIA: Temat wydania

Ruch daje nam wybór. Gdyby nie on, musielibyśmy zdecydować się na jedno konkretne rozwiązanie. W taki sposób dajemy możliwość decyzji samym mieszkańcom, którzy mogą adaptować przestrzeń do swoich potrzeb na wiele sposobów.

Idee sztuki kinetycznej przenikają do architektury od dawna. W efekcie powstają budynki o zmiennej formie, dotyczy to już jednak nie tylko pomocniczych elementów użytkowych, takich jak drzwi, okna, windy czy platformy, ale także głównych części. Detal stał się składową pozwalającą kształtować zmienność formy. Co skłoniło Pana do projektowania architektury kinetycznej?

O tym, że zajęliśmy się architekturą kinetyczną w pewnym sensie zadecydował przypadek, oczywiście jeżeli przypadkiem można nazwać efekt koncepcji. Wszystko zaczęło się od Domu Bezpiecznego. Zrealizowany projekt jest wynikiem drugiej koncepcji. Pierwsza została odrzucona – mimo że sam pomysł podobał się inwestorowi, nie spełniał jego specyficznych wymagań dotyczących poczucia bezpieczeństwa. Projektując Dom Bezpieczny, miałem w głowie wciąż projekt Domu Aatrialnego, który jest zamknięty od środka, a otwarty na zewnątrz. W tym budynku strefa publiczna została oddzielona od strefy intymnej poprzez dojazd, który zagłębiono w ziemi. Oba projekty, mimo że formalnie różne, tak naprawdę są bardzo podobne. Zastanawiałem się, co zrobić, żeby te ściany, bariery boczne zniknęły. Cała sprawa dotyczyła rozważań na temat istoty przestrzeni i jej zmienności. Receptą okazał się ruch. Powstało więc nowe, uniwersalne rozwiązanie dające w efekcie nowy typ budynku, który wyrażał się nie w formie, lecz w sposobie funkcjonowania. To pewnego rodzaju paradoks, że obiekt bardziej kojarzący się z zamknięciem, izolacją doprowadził do takich rozwiązań, dzięki którym nasza architektura w niestandardowy sposób otwiera się na otoczenie, coraz bardziej się z nim łącząc.

Detale kinetyczne w Domu Bezpiecznym, proj. Robert Konieczny KWK Promes, fot. Aleksander Rutkowski

Jakimi kryteriami kierował się Pan, projektując Dom Bezpieczny. Bardziej funkcjonalnymi czy estetycznymi?

Najważniejsze były kryteria funkcjonalne. Wygląd w tym przypadku jest rzeczą wtórną. W Domu Bezpiecznym najważniejszy był pomysł, ta zmienność przestrzeni. Dopiero kiedy okazało się, że koncepcja zmierza w kierunku przesuwania się bocznych ścian, osiągających ponad 20 metrów długości, zaczęliśmy się interesować mobilnością. Musieliśmy się zastanowić, jak to zrobić, początkowo nie mając o tym bladego pojęcia. To była dla nas zupełnie nowa historia. Konceptualne podejście powoduje, że finalnie dostajemy efekt, nad którego rozwiązaniem zastanawiamy się dopiero na etapach technicznych. To oczywiście stanowiło jedno z większych wyzwań. Zasadniczym elementem był ruch ścian przeorganizowujący przestrzeń oraz w konsekwencji – mobilne okiennice, brama rolowana i most zwodzony. Dopiero wszystkie te elementy razem spowodowały, że dom stał się spójny. Ruch zaczął nam dawać dużo więcej niż początkowo sobie wyobrażaliśmy. Fakt, że możemy zmieniać przestrzeń wokół budynków czy czasowo w nią ingerować, spowodował, że zaczęliśmy wykorzystywać mobilność w kolejnych projektach.

Jak wygląda współpraca nad projektem takich detali, czy każdy z nich wymaga opracowania indywidualnej technologii?

Zawsze kuszące jest wykorzystanie gotowych systemów. Tak na przykład już po latach stało się z projektem From the Garden House, w którym wykorzystaliśmy sprawdzoną technologię i opakowaliśmy ją po swojemu. Ale w większości naszych realizacji detale mobilne były projektowane indywidualnie i potem wdrażane do produkcji. Mamy szczęście, że pracujemy na Śląsku, gdzie jest dosyć duże zaplecze firm i ludzi, którzy mają odpowiednią wiedzę i na co dzień współpracują z przemysłem ciężkim. Projekty realizowane z nami są dla nich pewnego rodzaju zabawą. Skala, która architektom wydaje się duża, dla nich jest bardzo mała. Z kolei oni później trochę nie czują tego detalu. Zajmują się nim w sposób inżynierski – po prostu ma działać, a nam, architektom zależy żeby działał, ale też wyglądał. To jest trudny proces. W Domu Bezpiecznym elewację południową zamyka brama rolowana o rozpiętości 14 x 6 m. Początkowo założyliśmy, że może wykonać ją firma, która produkuje standardowe bramy garażowe, obliczając samodzielnie średni koszt wykonania, zgodnie z wymiarem, bez dokładnego sprawdzenia. Okazało się, że tak nie jest. Aby zrealizować ten projekt, musieliśmy nawiązać współpracę z firmą, która na co dzień pracuje z firmami lotniczymi, ale też z NATO i NASA, robiąc bramy do samolotów oraz promów kosmicznych. To była ich pierwsza prywatna realizacja. Niewiedza zazwyczaj jest problemem, ale czasami ma zalety, nie znając ograniczeń, możemy poznać nowe rozwiązania. W 80–85 % naszych realizacji mobilne detale to wciąż indywidualne projekty, ale czasami, i przyjmuję to z dużą ulgą, udaje się znaleźć gotowy system.

Jak w biurze projektowym wygląda proces przekładania idei na realizację takich elementów. Czy wszystkie Pana dotychczasowe koncepcje użycia detali kinetycznych udało się zrealizować?

Na początku procesu projektowego pojawia się pomysł, który z czasem zaczyna się coraz bardziej klarować i który optymalizujemy. Jeszcze na etapie koncepcji schodzimy na poziom kilku drobnych detali – mogą być to tylko szkice, ale w tym momencie musimy sobie wyobrazić, jak to zrobić, co trzeba będzie ukryć, czy znajdziemy na to miejsce. Na chwilę zderzamy się z rzeczywistością, która potem i tak pojawia się w projektach technicznych, żeby określić, czy to, co rysujemy, jest realne i czy będzie wyglądało tak, jak zakładamy. U nas praca koncepcyjna dzieli się na dwa etapy, a dopiero potem powstaje projekt budowalny, wykonawczy. Zawsze dążymy do tego, żeby każdy element był maksymalnie uproszczony. Po zakończeniu projektu wykonawczego przygotowywane są bardzo szczegółowe projekty warsztatowe – wtedy współpracujemy już ze wspomagającymi nas inżynierami.

Mamy projekty niezrealizowane, które zostały na papierze, ale nie z tego powodu, że nie dało się czegoś zrobić. Finalnie zawsze udaje się zrealizować mniejszy procent zamierzonych rzeczy.

Arka Koniecznego, proj. Robert Konieczny KWK Promes. Przy wejściu głównym zastosowano most zwodzony, który w pozycji zamkniętej stanowi integralną część elewacji, fot. Olo Studio

Projekty warsztatowe są sporządzane już przez konkretne firmy wykonawcze, czy architekt też uczestniczy w tym procesie?

Architekt jest odpowiedzialny za rodzaj „opakowania”. Kontroluje stopień skomplikowania i pilnuje geometrii projektowanych elementów oraz tego, żeby był do nich łatwy dostęp w razie koniecznego serwisu. Trzymamy piecze nad takim projektem do końca. Architekt jest potrzebny, ponieważ widzi więcej i czuje więcej, a jeżeli ma już jakieś doświadczenie, to wie, na co szczególnie zwrócić uwagę. W naszej pracowni zawsze ja albo architekt prowadzący uczestniczymy w projekcie także na etapie realizacji, szczególnie przy początkowym montażu. Wszystko musi być dobrze wymierzone, sprawdzone, żeby finalnie, kiedy zaczniemy dokładać kolejne warstwy, mieć pewność, że wszystko będzie do siebie pasować.

Jakie największe przeszkody napotkał Pan podczas realizacji detali mobilnych?

Realizacja projektu Domu Bezpiecznego była jedną wielką przeszkodą, ponieważ wtedy wszystkiego się uczyliśmy. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z wielu czynników. Początkowo nieprawidłowo wykonaną elewację trzeba było wyrównać, przez co zmieniło się obciążenie na okiennicach, a co za tym idzie – trzeba było wymieniać silniki na mocniejsze. To wiele rzeczy, dziś dla mnie oczywistych, ale wtedy sobie ich nie uświadamialiśmy, zakładając rezerwy, które jak się okazało w praktyce – nie były aż takie duże. Można powiedzieć, że Dom Bezpieczny stanowił żywy prototyp, na którym trenowaliśmy.

Arce most zwodzony łączy wejście z tarasem. Po błędnym podłączeniu przez elektryków, trap zamiast otwierać się opadając zaczął przeciągać się w odwrotną stronę. Na moich oczach pękła jedna lina, która wykruszyła kawał betonu. Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, jakie to może być groźne i że nie należy lekceważyć wymogów bezpieczeństwa. Trzeba traktować poważnie zalecenia firm wykonawczych mówiące, że dany element nie może otworzyć się w 15 sekund, tylko potrzebuje na to przykładowo 1,5 minuty, bo mogą się zdarzyć rzeczy, o których w ogóle nie pomyślimy. Jeżeli jest potrzeba, to należy wyposażyć urządzenia dodatkowo w sygnały dźwiękowe lub chociaż świetlne. Jeśli z tego rezygnujemy, to powinniśmy zrobić konkretne instrukcje obsługi. Należy wyszkolić ludzi, jak tych mechanizmów używać. Można porównać to do prowadzenia samochodu, jeżeli nie mamy prawa jazdy, uprawnień do obsługiwania tego typu urządzenia, możemy zrobić krzywdę sobie lub komuś innemu. Podobnie jest z tymi elementami. Nie możemy jednak też ślepo ufać technologii. Musimy pamiętać, że te wszystkie czujki, systemy zabezpieczające w pewnym momencie mogą nie zadziałać i wtedy nic nie zastąpi zdrowego rozsądku. Oczywiście im więcej doświadczenia, tym większa świadomość sposobu działania takich mechanizmów.

Galerii PLATO też natrafiliśmy na ograniczenia. Większość ścian w budynku będzie otwierana czasowo, ale dwie z nich są normalnymi wejściami do budynku, które będą otwarte cały czas. Największa ściana została policzona na wiatr 90 km/h. Jeżeli jego prędkość jest większa, to te elementy należy zamknąć, ponieważ są one wystawione na zbyt duże obciążanie. Oczywiście Galeria jest budynkiem użyteczności publicznej, więc nie może być to proces automatyczny. Zawsze musi być człowiek, pilot i kontakt wzrokowy, bo tutaj bezpieczeństwo jest szczególnie ważne.

Dom Kwadrantowy, proj. Robert Konieczny KWK Promes, fot. Jarosław Syrek

Można powiedzieć, że w danym momencie każdy detal kinetyczny jest rodzajem eksperymentu ?

Tak. We mnie chęć eksperymentowania zaszczepił profesor Andrzej Duda na wydziale architektury w Gliwicach. Nudzi mnie powtarzanie, cały czas myślę, czy można coś usprawnić. My jesteśmy taką grupą, która zawsze szuka nowych możliwości, a one siłą rzeczy, kiedy dochodzi się do projektu technicznego, oznaczają też zupełnie nowe wyzwania. Trzeba, opierając się oczywiście na doświadczeniach z przeszłości, pewne rzeczy zrobić od zera.

Jak wygląda proces projektowy w KWK Promes? Pana projekty są tworzone wokół pierwotnej idei i konkretnych założeń. Czy wykorzystuje Pan w pracy specjalistyczne oprogramowanie do tworzenia formy lub analizowania skutków architektury kinetycznej? Często badając ogromne zbiory danych, program narzuca nam tym samym sztywne rozwiązania. Czy w architekturze konceptualnej jest miejsce na kompromisy?

Generalnie nie lubię ograniczeń. Na początku myślimy o projekcie, jak o czystej karcie i nie ograniczamy się. Potem dochodzi budżet, termin oraz możliwości techniczne i wtedy należy o tym pomyśleć. Finalnie oczywiście trzeba iść na jakieś kompromisy, ale takie, które nie zniszczą głównej idei.

Teraz, kiedy mamy więcej doświadczenia, ten proces jest nam bardziej znany, bezpieczniejszy i przewidywalny. My pracujemy na standardowych programach architektonicznych, ale nasi eksperci od elementów mobilnych mają specjalistyczne oprogramowanie. Dzięki niemu jesteśmy w stanie w prostszy sposób przeliczyć odporność elementów na zadane parametry, jak np. obciążenia wiatru. Tego nie zrobi normalny konstruktor, ponieważ to zupełnie inna branża. W architekturze kinetycznej napotykamy zmienne, dynamiczne obciążenia oraz elementy, które się ruszają i wszystko komplikują.

Projektujemy obecnie budynek Shutter House pod Warszawą. W tym wypadku miejscowy plan zagospodarowania wykluczał pełne ogrodzenia czy żywopłoty, by umożliwić migrację zwierząt. Namówiliśmy inwestora, żeby w ogóle zrezygnował z ogrodzenia. Jednak by zapewnić mieszkańcom poczucie intymności, pojawił się pomysł zamontowania na parterze nietypowych okiennic, które działają trochę tak jak parawan. Gdy są otwarte, odcinają optycznie domowników od drogi. Realizacji tych części mobilnych podjęła się firma z Hiszpanii. Ze względu na ograniczenia czasowe przyjęliśmy pewne rozwiązania. Po ostatecznych obliczeniach, założenia te trzeba było skorygować jeszcze po złożeniu dokumentacji wykonawczej.

Jakie największe wyzwania technologiczne zawierała realizacja projektu Domu Bezpiecznego?

Każdy z elementów był osobnym wyzwaniem. Na przykład przesuwne ściany Domu Bezpiecznego, które, co ciekawe, nie mają żadnych dolnych prowadnic. Przy projekcie tego typu detali najtrudniejszy jest moment ruchu. Jeżeli nic się nie dzieje, nie wieje wiatr i są idealne warunki, nie ma żadnego problemu, ale zawsze trzeba uwzględnić dynamikę wokół. To jak z kolejką górską, kiedy mocno wieje, po prostu się ją zatrzymuje, bo w ruchu jest dużo bardziej niebezpiecznie.

Mechanizmy w tym obiekcie zostały tak zaprojektowane, że nie ruszą przy pewnej sile wiatru. Ogromnym wyzwaniem był także most zwodzony. W przypadku architektury ruchomej zawsze należy też wziąć pod uwagę czynnik ludzki – nie przewidzimy tego, w jaki sposób ludzie będą chcieli wykorzystywać mobilne elementy. Należy zadać pytanie, kto jest odpowiedzialny za ewentualną awarię albo wypadek – czy projektanci, czy ci, którzy nieumiejętnie z tego korzystali. Niestety nikt nie wynalazł urządzenia wrażliwego na ludzką lekkomyślność. To są sytuacje życiowe, które architekt musi przewidywać.

Taras Domu Kwadrantowego podąża za słońcem, fot. Juliusz Sokołowski

Dom Kwadrantowy to dom podążający za słońcem. W jaki sposób budynek reaguje na ruch słońca?

Motyw śledzenia słońca był w pewnym sensie dodatkiem do całej koncepcji. O kwadrancie, przyrządzie służącym do wyznaczania pozycji gwiazd, wspomnieli sami inwestorzy – zależało im, żeby dom w jakiś sposób reagował na słońce. Kiedy funkcjonalnie układ budynku był już zamknięty, patrząc na rzut na planie krzyża, wróciłem do tego pomysłu. Zaprojektowaliśmy ruchomy taras, dzięki czemu część budynku podąża za słońcem, regulując ilość światła wpadającego do wnętrza. Gdyby nie ruch, musielibyśmy zdecydować się na jedno konkretne rozwiązanie. W taki sposób dajemy możliwość decyzji samym mieszkańcom, którzy mogą adaptować przestrzeń do swoich potrzeb na wiele sposobów.

     W salonie zaplanowaliśmy sześć przesuwnych tafli okiennych, parkujących we wnękach ściennych i umożliwiających całkowite otwarcie pomieszczenia z dwóch stron. Rozpiętość otwarć była zbyt duża, nie istniały takie standardowe rozwiązania. W tym rozmiarze stworzony przez nas mechanizm był więc prototypem, który obecnie został wdrożony do systemowej produkcji.

     Przy ruchomym tarasie przestrzeń jest zadaszona, ale nie tracimy przez to kontekstu otoczenia. Prędkość ruchu dostosowano do wędrówki słońca. Działa to na zasadzie wcześniej zaprogramowanego mechanizmu, który został wyposażony w zaawansowane czujniki bezpieczeństwa – w razie natrafienia na przeszkodę taras zatrzymuje się. Ze względów funkcjonalnych istnieje także możliwość sterowania ręcznego. Tutaj ta praca polegała nie tylko na mechanice działania, ale też właśnie na zaprogramowaniu tego systemu. Mechanizmy, kiedy już powstaną, muszą być w ruchu, często chodzić. Te nieużywane mają tendencję do zacinania się. Projektujemy rozwiązania, które są po coś – jeżeli ich istnienie ma sens, wtedy użytkownicy z nich korzystają.

Czy takie same rozwiązania zastosowane zostały w projekcie Sunlite w Arabii Saudyjskiej?

Motyw podążania za słońcem stał się głównym punktem w projekcie Sunlite Building, gdzie mamy obrotowe skrzydło, które zadasza i zacienia dom oraz fragment ogrodu, cały czas nieustannie podążając za słońcem, czerpiąc z niego energię, ale także chroniąc mieszkańców przed jego promieniami. Mógłby on działać już na w pełni zautomatyzowanej zasadzie. Jest to budynek przeznaczony do obszarów, w których nadmierne nasłonecznienie stanowi problem.

Tradycyjne budownictwo w takim miejscu to zamknięte budynki, pozbawione okien. Dzięki nowemu rozwiązaniu otwieramy się na zewnątrz bez strat energetycznych.

Ruch stał się obecnie czymś więcej niż użytecznym narzędziem. Dzięki jego zastosowaniu możemy tworzyć niespotykane wcześniej zjawiska przestrzenne. Czy w kontekście zachodzących zmian klimatu, ruch, mobilność są przyszłością architektury?

Problemów z ociepleniem klimatu jest coraz więcej. Trzeba się w jakiś sposób na nie przygotować. Dzięki mobilności możemy dostać coś optymalnego. Myślę, że może być to jeden ze sposobów na to, żeby budowanie było mądrzejsze. W projekcie Sunlite jesteśmy cały czas optymalnie ustawieni do słońca, więc pobór energii jest idealny. Kiedy projektujemy zadaszenie stałe, w pewnym sensie budujemy też ograniczenie. Mobilność daje nam wybór, dzięki czemu możemy otworzyć się na słońce i w bardzo prosty, wręcz banalny sposób, pobierać darmową energię.

Obecnie powinniśmy myśleć w ten sposób o czerpaniu i oszczędzaniu energii. Nie mamy innego wyboru. Wierzę, że trzeba próbować. My ten projekt robimy ideowo – szukamy uniwersalnej zasady, która będzie mogła służyć wielu.

Galeria Sztuki Współczesnej PLATO w Ostrawie, proj. Robert Konieczny KWK Promes,il. Luxigon/ Robert Konieczny KWK Promes

W związku ze zmianami klimatycznymi coraz głośniej mówi się również o potrzebie adaptacji istniejących budynków do współczesnych wymogów. W projekcie PLATO pokazuje Pan, że można pogodzić ogień z wodą, w tym przypadku wymogi konserwatorskie ze współczesnymi rozwiązaniami funkcjonalnymi. Czy wprowadzenie ruchomych elementów w tkankę istniejącego budynku różniło się znacznie od projektowania nowego obiektu? Wydaje się, że tak stare budynki są wrażliwe na drgania i ruch.

Tak, budynek PLATO  jest w pewnym sensie kumulacją tych wszystkich trudności, o których rozmawialiśmy. Stara tkanka zawsze wiąże się z niespodziankami, tutaj trzeba zakładać różne rozwiązania, które później są weryfikowane dopiero podczas budowy. Musimy dbać o to, żeby renowacja budynku nie stała się bardziej energochłonna niż zbudowanie nowego, a czasami tak bywa. Zamocowanie ruchomych elementów przy obiekcie, który cały czas się jednak delikatnie przechylał, było wyzwaniem. Wypracowanie rozwiązania, w którym mechanizm zadziała nawet wtedy, kiedy przechył będzie postępował, wymagało wielu ekspertyz. Drgania wynikające z mocnego parcia wiatru przy otwieraniu polegały na włożeniu konstrukcji w konstrukcję, co sprawiło, że te stare mury nie muszą przenosić tak dużych obciążeń. Nas zafascynował ten budynek, a świadomość ekologiczna przychodziła do nas w trakcie pracy nad tym projektem. Zazieleniliśmy plac, dostaliśmy również zgodę na to, żeby zrobić zielone dachy, co oczywiście jeszcze zwiększyło obciążenie, ale chcemy walczyć o każdy metr zieleni.

     Podobnie było w przypadku Centrum Dialogu Przełomy. Mogliśmy zrobić coś lepiej, ale wtedy o tym nie wiedzieliśmy, więc poprawmy to teraz. To taka akupunktura. Na dany czas zrobiliśmy to tak , jak czuliśmy, ale uważam, że nie ma rzeczy stałych. Jeżeli możemy coś poprawiać, zróbmy to.

Dziękuję za rozmowę. 

Obracane fragmenty ścian w Galerii PLATO, wizualizacja wnętrza, il. Luxigon/ Robert Konieczny KWK Promes

 

Marta Gołębiowska
Marta Gołębiowska

architekt, doktorantka na Wydziale Architektury w Szczecinie, zajmuje się tematyką stosowania cyfrowych narzędzi parametrycznych w systemie projektowym, redaktor prowadząca Z:A

reklama

Warto przeczytać