Facebook

Lokalność: w poszukiwaniu utraconej szczęśliwości

Z:A 81

KATEGORIA: Temat wydania

Pandemia uzmysłowiła nam, jakie korzyści niesie lokalność. Widzimy, ile szczęścia może dać dobrze urządzone miasteczko lub dzielnica z interesującą i funkcjonalną architekturą. W Polsce tego rodzaju przestrzenie nie są powszechne, niemniej zdarzają się interesujące przypadki – często dzięki lokalnemu aktywizmowi.

Docenienie lokalności wzmocniło coraz bardziej popularną ideę „miasta piętnastominutowego”, które pozwala w tym krótkim czasie zaspokoić podstawowe potrzeby: od zakupów przez sprawy urzędowe po wypoczynek. „Miasto piętnastominutowe” to hasło rzucone w Paryżu, jako głos w sprawie redukcji liczby zbędnych transferów międzydzielnicowych. Ale warto sobie uzmysłowić, że w zasadzie każde małe miasteczko mogłoby być potencjalnie właśnie takim kwadransowym, szczęśliwym ośrodkiem. Pod warunkiem jednak, że zostanie dobrze urządzone.W Polsce nie brak takich konstruktywnych przykładów, ale – jako, że należą do wyjątków, a małe miejscowości i niewielkie realizacje nie są widoczne w mediach – wiedza o nich jest ograniczona. W przypadku peryferyjnej lokalizacji jedynie znane nazwisko projektanta jest w stanie przyciągnąć uwagę. To najczęściej casus domów jednorodzinnych. Tymczasem dobra przestrzeń i budynki użyteczności publicznej częściej projektowane są przez pracownie o lokalnym lub regionalnym zasięgu.


Gminna biblioteka w Rokietnicy, proj. Dominik Banaszak, fot. Przemysław Turlej © D. Banaszak.

Mała ojczyzna

Brak widoczności peryferii to pokłosie ostatnich dwóch dekad. Jeszcze w latach 90. modny był idiom „małe ojczyzny”. Ceniono powrót do lokalności, „swojskich klimatów” i indywidualnych cech mniejszych miast lub regionów. Widoczna była decentralizacyjna tendencja. Jednak już od pierwszych lat tego wieku Warszawa zaczęła ponownie nadawać ton. W dziedzinie architektury „odskoczyła” z kilkoma dużymi ośrodkami mocno od reszty kraju. Wyssała też wielu kreatywnych i ambitnych ludzi. Trend utrzymuje się do dzisiaj, choć nie zawsze jest wyborem ludzi opuszczających wsie lub małe miasta. Niektórzy z chęcią wróciliby w rodzinne strony, w poszukiwaniu utraconej szczęśliwości, wolniejszego tempa, więzów z rodziną, ale z potencjalnych arkadii wypycha ich skostnienie, fatalny rynek pracy, marne szanse na mieszkanie. Taki obraz wyłania się ze świeżo wydanej reporterskiej książki Marka Szymaniaka „Zapaść”, która traktuje o równi pochyłej, na którą – według PAN – wkroczyła połowa, czyli około 120 średnich miast kraju. Bohaterami „Zapaści” są nierzadko ludzie, którym zależy na podniesieniu otaczającej jakości życia oraz przestrzeni. To na przykład społecznik z Krasnegostawu  z sukcesem walczący o zachowanie charakterystycznego gatunku drzewa na rynku –. Bardzo często lokalny aktywizm ma na celu nie tyle indukowanie nowych inwestycji, co – przeciwnie – powstrzymanie władz przed realizacją szkodliwych projektów. Dotyczy to głównie działań na rzecz ocalenia zieleni lub niedocenianych budynków historycznych. Tym więcej tego typu działań, im mniej partycypacji z udziałem mieszkańców przed rozpoczęciem prac projektowych.

Partycypacja często ma miejsce, ale różna jest jakość dialogu społecznego. Władze i mieszkańcy uczą się cały czas zarówno w dużych, jak i w małych miastach. Urzędnicy przyswajają sobie zasady komunikatywnego ogłaszania swoich zamiarów, a obywatele – konstruktywnej deliberacji ograniczającej nadmiar emocji. Coraz popularniejsze są warsztaty projektowe urządzane ze specjalizującymi się w tej dziedzinie instytucjami lub fundacjami, które umożliwiają etapowe dojście do optymalnych ustaleń. Najlepsze rezultaty pojawiają się tam, gdzie decydentom rzeczywiście zależy na poprawie jakości życia w mieście (a nie tylko na przecięciu wstęgi przed wyborami) i jednocześnie występuje środowisko zaangażowanych społeczników, działają stowarzyszenia oraz – last but not least – trafi się wrażliwy i odpowiedzialny projektant. Słowo „trafi” jest w tym przypadku na miejscu, bo najczęściej pracownie wybierane są w przetargach, a konkursy są rzadkością. Wtedy nierzadko udaje się kompleksowo przekształcić publiczną przestrzeń albo zrealizować udany obiekt architektury, unikając przy tym rażących błędów rugowanych już na etapie konsultacji.

Centrum Aktywności Lokalnej w Rybniku, proj. MWArchitekci, fot. Marcin Giba © MWArchitekc

Jakość życia w mieście

Mówiąc o obiekcie udanym, nie chodzi o budynek ikoniczny, ale często bardzo poprawny i o dużej wartości użytkowej. Taki, który korzystnie wpływa na życie małej miejscowości, staje się miejscem spotkań i punktem odniesienia dla kolejnych inwestycji. Powinien też być częścią większej urbanistycznej i społecznej układanki wypracowanej np. w ramach programów rewitalizacji. Pojęcie to nie oznacza jednak tylko kompleksowej odnowy czy rozbudowy tkanki materialnej, ale też uzupełniające je działania społeczne i ekonomiczne. Takie podejście to jednak rzadkość. Ale i tak istotna jest kompleksowość i rozłożone na wiele lat działania, nawet zredukowane do inwestycji budowlanych.

Takimi złożonymi posunięciami w przestrzeni publicznej może pochwalić się np. Bełchatów. Najpierw dobrze przemyślanej odnowie poddano w tym mieście plac Narutowicza (projekt: Vertigo Margareta Jarczewska, realizacja: 2010), który pełni obecnie funkcję miejskiego rynku. Potem zaczął się program rewaloryzacji zabytkowych domów tkaczy. Rok temu przekształcono plac Wolności (projekt: Małgorzata Milecka, realizacja: 2020). W przypadku obu placów zachowany został starodrzew, choć nie obyło się bez wycinek kompensowanych potem nowymi nasadzeniami. Warto jednak zauważyć, że działania te były wyjaśniane zaniepokojonym mieszkańcom przez specjalistów od zieleni. Inny przykład to rynek w Jaworznie. Nietypowy, położony na lekko opadającym terenie trójkątny plac, został przekształcony w przyjazną przestrzeń w 2014 roku (projekt: P.A. Nova, Stanisław Lessaer ) Wcześniej podzielone na niespójne enklawy miejsce przecięte było ulicą. To jednak tylko część przekształceń miasta.  W 2007 roku przy rynku, wybudowano nową bibliotekę o prostej, nawiązującej do modernizmu bryle (projekt: Pracownia Projektów Wojciech Podleski). A od 15 lat władze miasta konsekwentnie uspokajają wszędzie ruch kołowy. Dzięki temu w 2019 roku w Jaworznie nie zginął żaden pieszy. Ten przykład pokazuje, że na jakość życia w mieście wpływa szereg połączonych ze sobą działań: od czysto architektonicznych przez urbanistyczne po zadania bliższe raczej drogowcom. Podobnie kompleksowe podejście wykazują w tej chwili władze Wielenia w północnej Wielkopolsce. W ramach programu rewitalizacji podnoszą jakość kilku wybranych i zaniedbanych przestrzeni. Zaczęło się od rewaloryzacji placu po dawnym kościele ewangelickim i budowy nowego targowiska wśród rosnących tam  stuletnich lip. Potem przyszła kolej na projekt mediateki, a także tzw. Przystanku Edukacja w miejscu po dawnej pętli autobusowej. Obecnie trwają prace nad budową nadnoteckich bulwarów z enklawami poświęconymi edukacji i zabawie. Niezadrzewiona część placu, za sprawą dość niesprawiedliwych memów o „betonozie” stała się ostatnio powodem do drwin w internecie. Ale robi się poważniej, jeśli spojrzeć na całość działań, zachowaną grupę lip w obrębie targowiska oraz stan, w jakim znajdowały się odnawiane miejsca wcześniej. W przyszłości można spodziewać się synergicznego efektu wszystkich przedsięwzięć, których większość zaprojektowała dla Wielenia pracownia Neostudio Architekci z Poznania.

Takie związanie się jednej pracowni z konkretną miejscowością nie jest wyjątkiem. To również przykład małej beskidzkiej wsi Ślemień. Pracownia Projektowa Architektury Krajobrazu Januszówka zaprojektowała tam skromny rynek w miejscu amorficznego placu służącego głównie jako parking. Ponad 10 lat temu przekształcono go w uporządkowaną przestrzeń z kaskadową fontanną, która może służyć również za posadzkę placu. Prosty zabieg, który wytworzył rodzaj centrum dla miejscowości rozciągniętej wzdłuż drogi Pracownia zrealizowała w Ślemieniu również projekty dla parku i skansenu. Bardzo ważne jest też ożywianie za pomocą kultury. Dobrą i oryginalną realizacją może pochwalić się wielkopolski Pleszew. Działa tu cały czas jedyna w kraju miejska kolej wąskotorowa, a jej historyczny dworzec został zaadaptowany na siedzibę biblioteki. Obok powstał nowy budynek domu kultury powiązany przestrzennie i estetycznie z czynną zajezdnią kolejki (projekt obu obiektów: Łukasz Trafas, 2018, 2019). Całość, razem ze zrewaloryzowanym i zazielenionym otoczeniem to nowy, udany i ważny punkt na mapie miasta, w którym dwa lata temu zakończyła się również rozbudowa szkoły muzycznej. Pleszew inwestuje teraz w sieć dróg rowerowych, uspokaja ruch, rewaloryzuje planty, a na wąskich ulicach sadzone są wreszcie drzewa. Nie bez znaczenia jest także raczkująca akcja redukcji smogu, który przez pół roku potrafi zniechęcić do spacerów po ciekawym i zyskującym na wartości miasteczku.

Rynek w Jaworznie, proj. P.A. Nova, Stanisław Lessaer, fot. Jaworzno PL – Twoje miasto online

Własna inicjatywa

O jakość przestrzeni i architektury dbają też niektóre miejscowości w okolicy dużych miast – satelity, do których wyprowadzają się z przyczyn ekonomicznych mieszkańcy „metropolii”. Znany jest przykład podwrocławskich Siechnic, które zafundowały sobie nowe funkcjonalne centrum i oryginalny ratusz z udziałem niewymagającego tu prezentacji Zbigniewa Maćkowa. Podobnym tropem idzie podpoznańska Rokietnica, której wójt cztery lata temu zlecił opracowanie projektu na nowe, nieistniejące dotąd, centrum wsi. Zapowiadał, że w ciągu 15 lat mieszkańcy Rokietnicy będą mieli na miejscu większość usług i atrakcji, które oferuje im obecnie Poznań. Na razie powstał tam bardzo udany budynek biblioteki, której nie powstydziłaby się dzielnica dużego miasta. Prosty i dopracowany w szczegółach obiekt to dzieło architektów z poznańskiej młodej pracowni Dominika Banaszaka LAB 3 Architekci. To samo biuro zaprojektowało również, będące na ukończeniu atrakcyjne centrum przesiadkowe z dworcem kolejowym. Szczęście powinny dawać również turystom i mieszkańcom miasta położone w górach lub nad morzem. Niestety, forma i degeneracja większości tych ośrodków nie sprzyja zbytnio zadowoleniu. Jednym z nielicznych wyjątków jest Ustka, w której – dzięki programowi rewitalizacji - przez niemal dwie dekady odnowiono zabytkowe szachulcowe domy, zadbano o estetyczne nawierzchnie ulic i wprowadzono program budowy mieszkań z TBS. Stara część miasteczka zachowała swój wyjątkowy charakter, a jakość przestrzeni bliższa jest  niemieckim, a nie polskim miejscowościom nad Bałtykiem. Dobra lokalność dotyczy także dzielnic wielkich miast. Nierzadko są to mikroświaty – z odrębną specyfiką lub zabudową. W wielu dzielnicach stolicy, Krakowa, Poznania czy Trójmiasta działają prężnie stowarzyszenia lub inicjatywy, którym udaje się podnieść jakość okolicy. Często są to mikrodziałania, jak choćby zazielenianie i urządzanie zapuszczonych podwórzy – wspierane często przez granty z funduszy miejskich. Dbałość o lokalność przejawia się także w detalach – określonym stylu lub kodzie graficznym. O takie rozwiązania zadbali kilka lat temu twórcy i aktywiści z gdyńskiego stowarzyszenia Traffic Design, projektując z własnej inicjatywy nowe szyldy dla miejscowych sklepów i zakładów rzemieślniczych. Swoje doświadczenia wykorzystali podczas podobnych działań dla warszawskiej Pragi, która objęta jest zresztą bardzo dużym i chyba najbardziej spójnym programem rewitalizacji w kraju.

Warto również wspomnieć o realizacjach, które – nawet nie będąc częścią większej układanki – podniosły jakość życia w małych miejscowościach. To na przykład wiejska świetlica w wielkopolskiej Rakowni pod Murowaną Gośliną (projekt: Jacek i Filip Buszkiewicz, realizacja: 2011). Prosty, niedrogi budynek z nienachalnym nawiązaniem do kilku istniejących jeszcze ceglanych domów to idealne miejsce na urządzanie spotkań i uroczystości. Podobną skalę ma również współczesny w wyrazie plac w Górze Puławskiej na Lubelszczyźnie zaprojektowany przez wrocławian z pracowni 3XA. To samo biuro ma na koncie również udany budynek urzędu gminy i domu kultury w Lubrzy w Lubuskiem. Na uznanie zasługuje też biblioteka w Czarnym Borze w Sudetach przetwarzająca w bardzo udany sposób formy pawilonów handlowych z czasów PRL-u (projekt: ISBA Grupa projektowa, realizacja: 2014). Warto też zwrócić uwagę na kreatywnie projektowane tereny zielone. To m.in. przykład parku sensorycznego Rosa w śląskich Rydułtowach (projekt Arkadiusz Górny, realizacja: 2014). W miejscu po zaniedbanych ogrodach działkowych powstała wypoczynkowo-edukacyjna przestrzeń, która przy okazji podniosła jakość terenu wokół sąsiedniego Urzędu Miasta.

Gminna Biblioteka Publiczna w Czarnym Borze, proj. ISBA Grupa Projektowa, fot. Stanisław Zajączkowski / ISBA Grupa Projektowa

Podsumowanie

Te pojedyncze przykłady dowodzą, że dobrej jakości architektura i przestrzeń możliwe są również w niewielkich i peryferyjnych miejscowościach. Jest jednak pewne niebezpieczeństwo. W nijakim lub brzydkim otoczeniu wyglądają niekiedy jak przybysz z innego świata i – źle zarządzane lub utrzymywane – mogą z czasem do niego się upodobnić.. Warto zatem, by szły za nimi kolejne inwestycje w podobnym duchu, które wytworzą masę krytyczną zdolną do przemiany okolicy w miejsce gwarantujące wygodne i szczęśliwe życie.

Szkoła publiczna w Wilanowie, proj. Bujnowski Architekci, fot.  Juliusz Sokołowski
Jakub Głaz
Jakub Głaz

architekt, krytyk architektury, publicysta, animator działań przestrzennych; zajmuje się popularyzacją architektury w prasie, radiu oraz telewizji, a także działaniami na rzecz naprawy miast, prowadzi w tym zakresie wykłady, moderuje dyskusje; autor oraz kurator wystaw architektonicznych

reklama

Warto przeczytać