Facebook

Koniec rezydencji? O przekształceniach wzoru zamieszkiwania

Z:A 81

KATEGORIA: Temat wydania

Nasze myślenie o zamieszkaniu jest produktem historycznym, warunkowanym kontekstowo. Obecnie, w poszukiwaniu domu idealnego, odchodzimy coraz bardziej od tradycyjnych jego funkcji na rzecz form coraz mniejszych, coraz bardziej ekologicznych

Możemy znaleźć wiele argumentów za tezą, że dom taki, jaki znamy, jest poniekąd „naturalny”, „jedyny możliwy czy wyobrażalny”, że jego fizyczny kształt i konotacje symboliczne są nieodzowne – to nie są.  Ową kontekstowość i historyczność niezwykle sugestywnie pokazali tacy badacze zjawiska, jak Philippe Aries i Georges Duby  czy Witold Rybczyński [1] Do zmian wzorów zamieszkiwania w PRL-u i po transformacji odnosiło się wiele publikacji Ewy Kaltenberg-Kwiatkowskiej[2]. Cenne pod tym względem są także książka Marcina Jewdokimowa poświęcona zmianom społecznych praktyk zamieszkiwania[3]czy rozważania Marty Skowrońskiej na temat adaptowania domowych technologii[4]). Wspomniane przykłady – bo przecież takich pozycji jest znacznie więcej – ujmują w perspektywie diachronicznej przemiany domu, jego idei, domowości, fizycznego kształtu lokum, domowych technologii i generowanych przez nie praktyk społecznych. Ta perspektywa uświadamia zmiany w czasie i pozwala zbudować – mówiąc po socjologicznemu – typ idealny domu[5] w danym momencie historycznym i danych okolicznościach kulturowych. Czy dziś udałoby się to zrobić? I czy warto?

Domowość statystycznie dominująca

W 2020 roku, przed wybuchem pandemii COVID-19, Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) na zlecenie Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych zrealizowało badanie ilościowe reprezentatywne dla populacji dorosłych mieszkańców Polski, w którym część pytań odnosiła się do domu i domowości. W opinii respondentów jest on przede wszystkim miejscem, gdzie mogą poczuć się swobodnie (73%), przypisanym rodzinie i bliskim (68,2%), gdzie można robić to, co się lubi (38,8%) i odizolować się od zewnętrznego świata (35%)[6]. Możemy więc uznać, że dla statystycznej większości dom urzeczywistnia cenione przez nią wartości, takie jak autonomia, prywatność i rodzinność. Jednocześnie  jako składnik majątku postrzegało go jedynie 3,8% badanych. Ten parametr mógł się zmienić podczas pandemii, kiedy to nieruchomości stały się pożądaną inwestycją i sposobem uchronienia oszczędności przed dewaluacją. Tak wartościowany dom ma silnie zaznaczone granice i określone reguły ich przekraczania. Dla ponad 70% badanych pomysł odpłatnego wynajmowania części swojego domu podróżnym za pośrednictwem portalu internetowego okazał się nie do przyjęcia, a kolejne 7% gotowe byłyby go rozważyć tylko w sytuacji, gdyby zmusiła je do tego konieczność finansowa[7]. Tyle o większości. Trzeba oddać jej sprawiedliwość i mocno podkreślić, że dom, w znaczącej mierze ufundowany na tradycyjnych parametrach: ideale prywatności, rodzinności, intymności, higieniczności, mieszczańskiej moralności i komfortu[8]) jest zakorzeniony w naszym społeczeństwie jako podstawowy, główny, dominujący wzór zamieszkiwania. „Oprawienie”, „obudowanie” tych wartości w bryłę domu czy mieszkania zakłada funkcjonalny podział przestrzeni i przypisanie poszczególnym jej częściom celów, do których na obecnym etapie są przeznaczone – sypialnia do spania, jadalnia do spożywania posiłków, salon do przyjmowania gości, piwnica do przechowywania zapasów itp.. Warto przy tym wspomnieć o aspekcie „prezentacji na społecznej scenie”[9], jakiej poddawane są dom czy mieszkanie, a więc pokazywaniu ich fragmentów czy ogólnego widoku innym, by uzyskać podziw, aplauz, zachwyt, zewnętrzne potwierdzenie prestiżu, zamożności i gustu. Taki dom oraz takie myślenie o nim znamy i słusznie uważamy je za wciąż dominujące, choć coraz słabiej i coraz mniej bezalternatywnie.

Przeszklone domki zawieszone nad skalistym brzegiem, Manshausen, Norwegia, proj. Stinessen Arkitektur, fot. Siggen Stinessen

Dom w gruntownych redefinicjach

Ciekawsze z socjologicznego punktu widzenia wydają mi się jednak te sposoby myślenia o zamieszkiwaniu i związane z nimi praktyki, które na razie są niszowe, o ograniczonym zasięgu, nietrwałe i okazjonalne, a jednak uporczywie drążące monolit domowości, prowadząc w konsekwencji do jego dekompozycji. Wspomnę pokrótce o kilku z nich, a także o uwarunkowaniach zewnętrznych, jakie trzeba mieć na względzie, by zrozumieć kierunki przekształcania się zjawiska zamieszkiwania we współczesnej Polsce. Monolit tradycyjnej domowości możemy postrzegać jako rozsadzany zarówno przez „siły odśrodkowe”, jak i napór uwarunkowań zewnętrznych. Wśród tych pierwszych na pewno trzeba uwzględnić zmianę składu rodzin, które coraz rzadziej obejmują więcej niż dwa pokolenia (rodziców i dzieci). Domy wielopokoleniowe, opisywane jako oczywistość w latach międzywojennych i po II wojnie światowej przez Ewę Kaltenberg-Kwiatkowską[10]), stają się niezwykle rzadkim fenomenem. Wśród przesłanek tej sytuacji z pewnością jedną z poważniejszych jest migracja i postępujący za nią ubytek liczby ludności na przeważających obszarach Polski. Proces ten według szacunków Przemysława Śleszyńskiego[11] w latach 60. XX wieku dotyczył około 30% powierzchni kraju, w latach 70. i 90.– już 60%, zaś obecnie to około 70%, a do roku 2050 liczba ludności będzie spadać w około 85-90% naszego kraju. W opinii Romualda Jończego owe 90% wyludniającego się obszaru Polski mamy już teraz[12], a głównym kanałem  ubytku ludności są migracje wewnętrzne, w tym edukacyjne, które okazują się definitywne. W związku z tym miasta uniwersyteckie tzw. wielkiej piątki: Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław i Trójmiasto, odnotowują dodatnie saldo migracyjne, podczas gdy reszta terytorium kraju dotknięta jest w mniejszym lub większym stopniu wyludnieniem. Wpływa ono na strukturę wiekową oraz pokoleniową pozostającej ludności i na jej konfiguracje mieszkaniowe – brakuje najmłodszego pokolenia, zostają osoby starsze[13]) i w średnim wieku. W cytowanym powyżej badaniu CBOS nieco ponad 20% badanych zadeklarowało, że mieszka zupełnie samotnie lub że ich jedynymi domownikami są zwierzęta[14]. Rośnie także – choć wciąż jest marginalny – odsetek osób zamieszkujących nierodzinnie, a więc z dalszymi krewnymi lub z osobami niespokrewnionymi w tzw. niedomach[15]). Innym „odśrodkowym” procesem wpływającym na zmiany praktyk zamieszkiwania jest, szczególnie rozkwitłe w pandemii, zaburzenie klarownego podziału na dom i miejsce pracy/nauki, a tym samym na sferę stricte prywatną, odróżnialną od publicznej czy społecznej. Ta dyspersja granic nie jest niczym nowym, pisał o niej już w połowie XX wieku Jürgen Habermas[16], jednak spowodowana pandemią izolacja i zdalne praktyki zawodowe czy edukacyjne bardzo mocno przedefiniowały funkcjonalne podziały przestrzeni domowej, wprowadzając do niej powszechnie element pracy zawodowej, który wcześniej dotyczył tylko wybranych kategorii telepracowników[17]). Prawdopodobne jest, że ta zmiana już z nami zostanie, sukcesywnie rozkalibrowując wspomniane wyżej wartości domowe, jak: azyl od zewnętrznego świata, miejsce nieskrępowanej swobody czy epicentrum rodzinności i prywatności. Z tym zjawiskiem wiąże się wzrost roli nowych mediów, które odrywają domownika od jego materialnego i społecznego otoczenia oraz uniezależniają jego aktywność od miejsca, a niekiedy także pory dnia.

Z kolei zewnętrzne uwarunkowania przemian współczesnych potrzeb i wyobrażeń mieszkaniowych mają swój mocny aspekt ekonomiczny, ale w moim przekonaniu nie da się ich wyczerpująco wytłumaczyć samą sytuacją finansową. Pierwszą tendencją, o której warto napisać, jest miniaturyzacja. Dotyczy to zarówno domów określanych jako małe domki (tiny houses), jak i mieszkań tzw. mikroapartamentów. Oczywistą cechą obu rozwiązań jest ich oszczędność już na etapie inwestycji, a potem także utrzymania. Warto w tym miejscu wrócić do typu idealnego tradycyjnego domu i porównać, co wnoszą, a co odbierają lub też jaką rekompozycję wprowadzają takie rozwiązania. Na pierwszy rzut oka uniemożliwiają swobodne rozpisanie funkcji na pomieszczenia, o którym wspominałam wcześniej, ale jak już wiemy, jest ono umowne i kontekstowe. Kwestią czasu było zwiększenie roli łóżka we wnęce czy z kotarą do osobnej sypialni, „zredukowanie” kredensu z pomieszczenia do mebla czy wyrzucenie z kuchni «czarnej izby» funkcji nocowania, szycia, mycia się, odrabiania lekcji itp. W zminiaturyzowanych przestrzeniach w miejsce rozmachu i nadmiaru pojawia się nowa wartość, jaką jest smart, a więc rozwiązania sprytne, pomysłowe, technologicznie zaawansowane, które sprzedawane są jako znacznie bardziej nowoczesne i lepiej odpowiadające obecnemu światu; jako powód do dumy. „Mikroapartamentowość wyraża się w optymalizacji funkcjonalności – «wyciśnięciu» z niewielkiej przestrzeni więcej, niż wydawałoby się to możliwe. Tę myśl dobrze obrazuje slogan reklamowy jednej z amerykańskich inwestycji: «everything you need, nothing you don’t.» Optymalizacja wiąże się z ukrywaniem w meblach dodatkowych funkcji, możliwością nadawania przestrzeni różnych kształtów w zależności od pory dnia – na przykład zmieniania pokoju dziennego w sypialnię poprzez wysunięcie łóżka spod szafy. Uzyskanej poprzez zagospodarowanie przestrzeni funkcjonalności towarzyszy technologiczne zaawansowanie – zastosowanie bardzo nowoczesnych instalacji i urządzeń, które zwiększają wygodę”[18]. Obok tej skrajnie wyśrubowanej w rzeczywistości wtórnej multifunkcjonalności mikrometraże wpisują się w modę na ekologię, niską koszto- i materiałochłonność, minimalizm, wreszcie w potrzebę świadomego nieobciążania planety swoimi kaprysami. Tym sposobem zamieszkiwanie w mikroapartamentach czy tiny house’ach nie wywołuje skojarzeń z ubóstwem, tylko ze świadomością klimatyczną czy obywatelską, co staje się alternatywnym, atrakcyjnym komunikatem we wspomnianej powyżej prezentacji (siebie i swojego domu albo siebie poprzez swój dom) na społecznej scenie.

Jeden z tiny house'ów w dzielnicy Schalkwijk, miasta Harlem, w USA, fot. Erik Laan / Shutterstock.com

Mobilne domy

Istotną cechą tiny house’ów jest ich adaptatywność. Ta wartość, nowa w katalogu domowości, pojawia się w miejsce stabilności, stateczności i ostatecznego zdefiniowania. Tiny house może służyć za całoroczny dom, za domek letni, bungalow dla gości, miejsce pracy, warsztat, pracownię itp. Co więcej, jest adaptatywny w czasie, tzn. dopasowuje się do etapu biograficznego mieszkańców czy cyklu życia rodziny. To bardzo wyraźnie wpisuje go w aktualne trendy, w których następuje odwrót od skończonych, zamkniętych inwestycji na rzecz projektów w budowie, niedomkniętych i gotowych na permanentne zmiany[19] . Redefinicją naprawdę dużego kalibru, obecną także w fenomenie tiny house’ów, jest mobilność domu. Wprowadzenie takiej możliwości do zamieszkiwania jest bardzo ciekawą innowacją, w której łączy się tradycyjnie (z wyjątkiem plemion nomadycznych) osiadłe życie z wędrówką. Mam tu na myśli dwie jej wersje, które w uproszczeniu nazwę podróżami z konieczności i podróżami dla przyjemności. Nie muszą się one wykluczać. Obie wersje mobilności wprowadzone do domu odpowiadają potrzebom mieszkańców załatwianym dotąd (zazwyczaj) poza nim i wciągnięcie ich w zakres domowości wymagało pewnego przedefiniowania. Podróż z konieczności jest związana z drogą za pracą, ale przecież – jak wskazałam powyżej – praca właśnie powtórnie wchodzi do domu, a na dobrą sprawę nigdy z niego do końca nie wyszła, o ile mamy na myśli telepracowników, ale także różne wolne zawody – artystów, naukowców, rzemieślników, niegdysiejszych chałupników, czy w końcu nieodpłatną pracę kobiet. Podróż za pracą odbywał w dwudziestoleciu międzywojennym Władek Wiśniewski, z zawodu piekarz, który w pamiętniku zamieszczonym w klasycznym „Chłopie polskim w Europie i Ameryce” opisuje swoje piesze wędrówki po kraju w poszukiwaniu zatrudnienia jako coś oczywistego, jako zwykły pomysł na życie[20]. Podobnie życie w podróży, tyle że we własnym domu urządzonym w aucie, odbywają dziś starsi wiekiem Amerykanie, dorywczy pracownicy firmy Amazon albo recepcjoniści campingów, którzy utraciwszy oszczędności i nieruchomości, przeprowadzili się do samochodu i zmienili diametralnie styl życia[21]). O ile jednak w przypadku Władka Wiśniewskiego konieczność zarobkowania była dojmująca i dominująca, o tyle w gronie pozbawionych domów Amerykanów pojawia się element przyjemności z podróży i z okazjonalnego towarzystwa podobnych sobie koczowników, a przy tym wyraźny rys nonkonformizmu wobec ekonomii neoliberalnej. Jak pisze Jessica Bruder: „istnieli zawsze: wagabundzi, włóczykije, wędrowni pracownicy, niespokojne duchy. Jednak teraz, w trzecim milenium, pojawiło się nowe koczownicze plemię. Ludzie, którzy nigdy nie przypuszczali, że zostaną nomadami, ruszają w drogę. Rezygnują z tradycyjnych domów i mieszkań i przeprowadzają się do tego, co nazywa się czasem «nieruchomościami na kółkach» – do busów, kamperów z odzysku, szkolnych autobusów, pikapów z zabudowaną paką, przyczep kempingowych i najzwyklejszych sedanów. Zostawiają za sobą dylematy nie do rozwikłania, przed którymi staje dziś dawna klasa średnia. (…) Niektórzy mówią o nich: bezdomni. Ale koczownicy nowej ery odrzucają tę łatkę. Mają przecież dach nad głową i środek transportu, przyjęli więc inne określenie: bezmiejscowi”[22]. Na marginesie tylko warto wspomnieć, że mieszkanie w aucie oznacza powrót drogą, która wiodła od jednej, multifunkcjonalnej przestrzeni (hallu) do wyspecjalizowanych pomieszczeń domowych[23]; van, podobnie jak tiny house, jest wtórnie multifunkcjonalny. Opisany trend, nazywany z angielska VanLife, ma także swoje wersje bardziej lifestylowe, w których para czy nawet rodzina wybiera taki sposób życia ze względu na jego atrakcyjność, spontaniczność, ekologiczność i nonkonformizm[24]. . Wówczas zamieszkiwanie zostaje połączone z podróżą dla przyjemności. To wymagało naprawdę dużej wolty, jako że turystyka z definicji kojarzy się z oderwaniem od domowej rutyny i codzienności[25], ale jak podkreślałam, konfiguracja funkcji i wartości przypisywanych zamieszkiwaniu jest zmienna w czasie i kontekstowa.

Minimalistyczne wnętrze domu na kółkach,proj. MadeiGuincho, fot. Junior Carranca / MadeiGuincho

Podsumowanie

Na koniec wracam do pytania o typ idealny dzisiejszego zamieszkiwania: czy można go skonstruować i czy jest to potrzebne?. Jak pokazałam, można to zrobić, opierając się na statystycznych większościach. Czy warto to robić? Nie, a przynajmniej z mojej, socjologicznej perspektywy znacznie ciekawsze jest śledzenie nowych trendów i przewartościowań w kwestii zamieszkiwania. Starałam się pokazać kilka z nich, podkreślając jednocześnie zmienność (sposobów realizacji, powiązań, rozumień itp.) wartości oraz funkcji przypisywanych domowi; do tej listy warto dodać także rozwój technologii i idących za nimi możliwości, jak udomowienie samochodu czy umobilnienie domu. IV tom Historii życia prywatnego koncentruje się na bardzo ciekawym okresie –od rewolucji francuskiej do I wojny światowej. Wówczas to w wyniku splotu różnych wpływów osiadły tryb życia, własny domek, stateczna rodzina i stała praca w służbie rozpędzającego się kapitalizmu zostały sprzedane ludziom jako ich własne marzenie, a ci je kupili i gorliwie realizowali. To wtedy, na bazie moralności mieszczańskiej i tęsknot za arystokratycznym luksusem, kształtował się ideał życia robotniczego, później też klasy średniej, jaki znamy do dziś.

Obecnie kończy się ekspansywna i bezwzględna epoka industrialna, która w ogromnej mierze wytworzyła ideał zamieszkiwania „w służbie fabryki i blisko niej”, oczywiście podbarwiony marzeniami o „jeszcze więcej” i zależnym z nim wartościowaniem. Myślę, że jesteśmy świadkami procesu, w którym cała ta skomplikowania, powiązana wzajemnie maszyneria ekonomiczna, społeczna, architektoniczna, technologiczna i aksjologiczna się chwieje, a przynajmniej wewnętrznie rekomponuje.

Mobilny tiny house, proj. MadeiGuincho, fot. Junior Carranca / MadeiGuincho

 

 


[1] Historia życia prywatnego, red. P. Aries, G. Duby, red. polska A. Łoś, t. I–V, Wrocław – Warszawa – Kraków 2005 oraz W. Rybczyński, Dom. Krótka historia idei, Kraków 2015.

[2] E. Kaltenberg-Kwiatkowska, Biografie mieszkaniowe: domy dzieciństwa babek wnukom opowiedziane [w:] Co znaczy mieszkać. Szkice antropologiczne, red. Woroniecka Grażyna, Warszawa 2007, ss. 136-172; E. Kaltenberg-Kwiatkowska, 75 lat zmian sytuacji mieszkaniowej w Polsce. Dane oficjalne i świadectwa indywidualnych biografii [w:] Człowiek – miasto – region. Związki i interakcje, red. G. Gorzelak, M. Szczepański, W. Ślęzak-Tazbir Warszawa 2009, ss. 362-392.

[3] M. Jewdokimow, Zmiany społecznych praktyk zamieszkiwania, Warszawa 2011.

[4] M. Skowrońska Marta, Opór i adaptacja. Technologia, wynalazki i domowy komfort [w:] Socjologia zamieszkiwania. Narracje, dyfuzje, interwencje, red. M. Jewdokimow, M. Łukasiuk, Warszawa 2016, ss. 29-61.

[5] Kategorię typu idealnego wprowadził do socjologii Max Weber. W skrócie oznacza on pewien uproszczony, wewnętrznie uspójniony, ale jednocześnie wyrazisty i sugestywny model jakiegoś zjawiska społecznego. Taki typ idealny nie jest ideałem w sensie aksjologicznym, a raczej pewnym poręcznym wyobrażeniem, oczyszczonym z niuansów i odchyleń, jasnym, koherentnym i łatwym do uchwycenia. Typ idealny zdaniem Webera doskonale nadaje się do konstruowania porównań.

[6] Badanie ISNS UW 2020/02 zrealizowane przez CBOS w dniach 23.01-23.02 2020 roku na reprezentatywnej próbie losowej liczącej 956 dorosłych mieszkańców Polski. Pytanie wielokrotnego wyboru; uzyskane wyniki nie sumują się do 100%.

[7] Ibidem.

[8] Por. M. Łukasiuk, M. Jewdokimow, Niedom. Socjologiczna monografia mieszkań migracyjnych, Warszawa 2012.

[9] M. Skowrońska, Jak u siebie… Zamieszkiwanie i komfort, Kraków 2015; M. Łukasiuk, Za otwartymi drzwiami. Udostępnianie mieszkania w kontekście prezentacji na społecznej scenie, „Miscellanea Anthropologica et Sociologica” Socjologia zamieszkiwania w kontekstach, nr 19 (4), 2018, ss. 92-110.

[10] E. Kaltenberg-Kwiatkowska, Biografie mieszkaniowe…

[11] Powołuję się na wystąpienie prof. Przemysława Śleszyńskiego z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN w trakcie konferencji Rządowej Rady Ludnościowej pt. Migracje a sytuacja demograficzna Polski zorganizowanej w Sejmie RP w czerwcu 2019 roku.

[12] Powołuję się na wystąpienie prof. Romualda Jończego z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, członka Komitetu Nauk Demograficznych PAN i Komitetu Badań nad Migracjami PAN, w trakcie konferencji Rządowej Rady Ludnościowej pt. Migracje a sytuacja demograficzna Polski zorganizowanej w Sejmie RP w czerwcu 2019 roku.

[13] Por. M. Niezabitowski, Środowisko zamieszkania w doświadczeniu osób starszych. Wybrane aspekty psychospołeczne w ujęciu socjologicznym, Gliwice 2018.

[14] Badanie ISNS UW 2020/02 zrealizowane przez CBOS w dniach 23.01-23.02 2020 roku na reprezentatywnej próbie losowej liczącej 956 dorosłych mieszkańców Polski.

[15] M. Łukasiuk, M. Jewdokimow, , Niedom. Socjologiczna monografia mieszkań migracyjnych, Warszawa 2012.

[16] J. Habermas, , Strukturalne przeobrażenia sfery publicznej, Warszawa 2007.

[17] Por. J. Gądecki , M. Żadkowska, , Praktyki telepracowników. Negocjacje granic między domem a pracą [w:] Socjologia zamieszkiwania. Narracje, dyfuzje, interwencje, red. M. Jewdokimow, M. Łukasiuk, Warszawa2016, ss. 63-86.

[18] W. Wilk, Mikroapartamenty. Analiza przestrzenno-społeczna [w:] Socjologia zamieszkiwania. Narracje, dyfuzje, interwencje, red. M. Jewdokimow, M. Łukasiuk, Warszawa 2016, ss. 180-181.

[19] M. Łukasiuk, Interakcje z architekturą. Społeczne sprawstwo zabudowy, „Kultura Popularna” nr 2 (52), 2017, ss. 44-53.

[20] W. Thomas, F. Znaniecki, , Chłop polski w Europie i Ameryce, t. III, Warszawa 1976.

[21] J. Bruder, Nomadland. W drodze za pracą, Wołowiec 2020.

[22] Ibidem, s. 10

[23] Por. W. Rybczyński, Dom.., s. 45.

[24] Por. Rzucili wszystko by zamieszkać w vanie - rok, który zmienił nasze życie - Van Life Polska, online: https://www.youtube.com/watch?v=iVc7EGZKr80; https://podrozovanie.pl/ (data dostępu: 30.08.2021).

[25] Por. D. MacCannell , Turysta. Nowa teoria klasy próżniaczej, Warszawa 2002 i J. Urry, Spojrzenie turysty, Warszawa 2007.

Magdalena Łukasiuk
Dr Magdalena Łukasiuk

adiunkt w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, zajmuje się socjologią zamieszkiwania, miasta i architektury, a także socjologią migracji

TAGI

reklama

Warto przeczytać