Facebook

Epitafium na śmierć Christo

Z:A 76

KATEGORIA: Felieton

Podobnie jak społeczeństwo dotknięte niewidzialnym wirusem, tak przestrzeń miast ujawniła, że jest ciężko schorowana. Oglądając w nowej sytuacji znane mi przecież śląskie miasta, szybciej zauważałem, jak nieopanowany i chaotyczny stał się ich żywioł, nad którym utraciliśmy chyba już jakąkolwiek kontrolę.

Codzienną, powszednią przestrzeń oglądamy od najmłodszych lat i wydaje się nam ona jedynym możliwym światem. Zwyczajność otaczającej nas rzeczywistości jest dla nas tak oczywista, że nie wyobrażamy sobie alternatywy, a jednocześnie przestajemy oceniać jej jakość.

Codzienne obcowanie przez lata z tymi widokami w jakimś stopniu znieczula naszą wrażliwość i, prędzej czy później, doświadczamy negatywnej adaptacji, a nawet podświadomej akceptacji niskiego poziomu naszej przestrzeni. Stan ten zmienił się na parę tygodni w związku z zarządzoną izolacją i lockdownem, czyli wyludnieniem się ulic, placów, parków i skwerów naszych miast. Patogen wprawdzie nie dotknął w sposób fizyczny ani budynków, ani placów, ani ulic, ani zieleni miejskiej, jednak jego wszechobecność zmieniła ich postrzeganie. Wszystkie te miejsca stały się niebezpieczne dla zdrowia i życia, a tym samym w odbiorze zarówno indywidualnym, jak i społecznym – dotknięte epidemią. Ten osobliwy czas, mimo że realnie fizyczna przestrzeń nie uległa zmianie, ukazał jej nowe oblicze.

Podobnie jak społeczeństwo dotknięte niewidzialnym wirusem, tak przestrzeń miast ujawniła, że jest ciężko schorowana. Oglądając w nowej sytuacji znane mi przecież śląskie miasta, szybciej zauważałem, jak nieopanowany i chaotyczny stał się ich żywioł, nad którym utraciliśmy chyba już jakąkolwiek kontrolę. Wydaje się, że nawet nie staramy się go ograniczyć, a wręcz przeciwnie – kreujemy coraz to nowe pola przestrzennych dysonansów. Poszarpanie przestrzeni, pozbawienie jej ciągłości i znamion jakiejkolwiek harmonii było tak samo dotkliwe, jak skutki wirusa. Po paru tygodniach i powrocie do w miarę normalnego trybu życia te negatywne i pesymistyczne spostrzeżenia straciły na ostrości i wyrazistości. Otaczająca mnie przestrzeń znowu mi zobojętniała, stała się od dawna znaną i z konieczności akceptowaną rzeczywistością. Refleksje o jej schorowaniu powracały jak zły sen wraz z kolejnymi komunikatami o nadal trwającej pandemii. Nasunęły mi się skojarzenia z pewnego rodzaju epidemią zdehumanizowanej brzydoty. Jej skala i zasięg stały się tak powszechne, że niedostrzegalne, jak mikroskopijny wirus COVID-19.

Jako samorząd zawodowy dbanie o jakość przestrzeni mamy zapisane w 61. paragrafie ii rozdziału statutu naszej Izby: „Celem nadrzędnym Izby jest ochrona przestrzeni i architektury jako dobra publicznego”. Jako że ten dokument reguluje nasze działania, należałoby go może uzupełnić o kwestie dotyczące sytuacji nadzwyczajnych, bo chyba taki stan osiągnęliśmy w przypadku jakości, a tak naprawdę całkowitej jej braku w naszej przestrzeni. Wiązałoby się to z koniecznością wdrożenia nowych systemowych działań o charakterze prewencyjnym, zbliżonych do czynności, jakie organizacja musiała podjąć w przypadku epidemii koronawirusa. Izby okręgowe zobowiązane były okresowo przesyłać do Krajowej Rady Izby Architektów RP raporty dotyczące działań zapobiegających rozprzestrzenianiu się wirusa, a KRIA RP – przekazywać zbiorczy raport do Ministerstwa Rozwoju.

Idąc tym tropem, można by było podjąć podobne działania w zakresie walki z epidemią brzydoty. Izby okręgowe przesyłałyby comiesięczne zestawienie wykrytych jej ognisk na własnym terenie do KRIA RP, a ta dane w skali kraju – do stosownego resortu. Ponieważ zidentyfikowanych przypadków brzydoty ze względu na skalę budynków czy placów nie da się izolować i przenieść w inne miejsce, wydaje się, że jakimś rozwiązaniem byłoby zaopatrzenie ich w stosowne tablice ostrzegawcze, np. z treścią: „obiekt zawirusowany brzydotą, nie oglądać!”. W skrajnych przypadkach zawsze istniałaby możliwość zaproszenia międzynarodowej sławy bułgarskiego artysty Christo, aby opakował jakiś wyjątkowo szpetny budynek czy plac w kolorową tkaninę. Jego sława dodatkowo umożliwiłaby rozpropagowanie tej instalacji, a tym samym nobilitowanie opakowanej brzydoty i przyniesienie jej międzynarodowego rozgłosu. Niestety w maju tego roku Christo Wladimirow Jawaszew – obywatel świata, z wyboru apatryda – zmarł w Nowym Jorku. Ta smutna informacja o śmierci wielkiego artysty, który odmienił land art, przepadła gdzieś w zalewie wieści na temat epidemii. Jego twórczość była ściśle związana z architekturą (np. opakował w 1995 roku berliński Reichstag) i krajobrazem (np. otoczył różowym materiałem 11 wysp w zatoce Biscayne, niedaleko Miami). Niestety, również ze względu na epidemię, nie zostało w tym roku zrealizowane planowane owinięcie Łuku Triumfalnego w Paryżu.

Być może znajdą się jego naśladowcy, którzy przyjmą zaproszenie do wizyty w naszym kraju. Może, idąc tropem walki z korupcją i stworzenia w tym celu parę lat temu CBA (Centralnego Biura Antykorupcyjnego), należałoby powołać CUD (Centralny Urząd Dopiękniania), z którym Izba Architektów RP podjęłaby ścisłą współpracę, i wyposażyć go w instrumenty oraz uprawnienia do walki z brzydotą. Można również wskazać istotną rolę organów administracji architektonicznej w walce z jej epidemią. Każdy ze składanych projektów budowlanych powinien być, jako podejrzany, poddany testowi na stopień skażenia nią. Wszystkie te, których test wypadłyby pozytywnie, musiałyby przejść kwarantannę, dopóki nie ozdrowieją, czyli zostaną pozbawione rażącej brzydoty, a następnie być ponownie testowane. Problemem, pomijając dodatkowe obowiązki nałożone na urzędy, jest trudność w opracowaniu takiego obiektywnego i dającego jednoznaczne wyniki testu, aczkolwiek przy pewnej dozie wysiłku oraz nakładu pracy nie jest to rzecz niewykonalna.

Być może powyższe rozważania można uznać za balansujące na granicy absurdu i czarnego humoru. Czy równie absurdalną nie jest jednak sytuacja, w której administracja architektoniczna sprawdza jedynie zgodność dokumentacji w zakresie formalnoprawnym, nie ponosząc i nie podejmując jakiejkolwiek odpowiedzialności za kształt i jakość przestrzeni? Można postawić tezę, że dotychczasowe mało skuteczne działania w zakresie jej poprawy rzeczywiście obligują do ogłoszenia stanu zagrożenia zalewem brzydoty. Rozprzestrzenienie się tej swoistej epidemii w naszym kraju skłania do stwierdzenia, że klęska na tym polu będzie miała niestety bardzo długi przebieg. Stan ten nałożyłby na Izbę Architektów gigantyczną liczbę dodatkowych obowiązków, ale chyba byłoby warto. Niestety epidemia brzydoty nie zagraża w sposób bezpośredni naszemu życiu i zdrowiu, choć wpływa na psychikę. W związku z tym postulat tej istotnej zmiany kierunku naszych działań jako samorządu zawodowego, mimo że epidemia brzydoty dalej trwa, nie wydaje się na razie realny. A szkoda...

 

Piotr Średniawa
Piotr Średniawa
Architekt IARP

przewodniczący Rady Śląskiej Okręgowej Izby Architektów RP, członek Miejskiej Komisji Architektoniczno-Urbanistycznej w Katowicach, wraz z Barbarą Średniawą prowadzi Biuro Studiów i Projektów Architekt

reklama

Warto przeczytać