Facebook

Dwa koła - cały świat

Z:A 84

KATEGORIA: Po godzinach

Czy podróżując motocyklem, lepiej dostrzegamy architekturę, a może dwa koła pozwalają nam w pełni wykorzystywać interdyscyplinarność zawodu architekta? Czy w ogóle jest możliwe, aby motocykle miały aż taką moc? Odpowiedź brzmi: tak!

Święcińscy architekci – tak nazywamy swój rodzinny team. Ja – Renata, on – Zbyszek, upłynęło już 35 lat odkąd dzielimy życie. Mamy dwóch synów. Jak wiele par w architektonicznym świecie poznaliśmy się na studiach. Jesteśmy zupełnie różni, a jednak łączy nas bardzo dużo – wspólne życie, praca, pasje i jeden cel. Opowiem o tym, dlaczego kochamy motocyklowe podróże. Gdy zrozumie się ideę wolności, jaką daje oswabadzająca ze schematów i problemów, oczyszczająca myśli i umysł jazda na dwóch kołach, nagle okazuje się, że małe siodełko za kierownicą jest idealnym miejscem wyciszenia, odpoczynku, pozwalającym na otwarcie się na nowe wrażenia i chwilową ucieczkę od codzienności, z możliwością powrotu do niej w znacznie lepszej kondycji psychicznej.

Granica Pakistanu i Chin – przełęcz w Himalajach, wys. 4703 m n.p.m.

DROGA DO CELU

Zbyszek od zawsze konsekwentnie realizuje swoje marzenia i pasje. 18 lat temu postanowił wcielić w życie jedno z marzeń – o posiadaniu własnego motocykla. Od przyjaciela kupił na raty małą Jamahę virago 535.

     W 2010 roku ja również zrobiłam prawo jazdy na motocykl. W pierwszym sezonie po zaledwie 3 tys. km doświadczenia za kierownicą jednośladu, dopięłam swego i odbyliśmy podróż na Lazurowe Wybrzeże. Malutkie włoskie miasteczka, przez które wówczas przejeżdżaliśmy, czy też skrót przez Alpy, zapadły mi na zawsze w pamięci. W kolejnym sezonie wybraliśmy się do Rumunii. To było jak wyprawa do lat 50. XX wieku – widoki wołów ciągnących wozy, wioski i miasteczka, w których czas stanął w miejscu.

     Zaplanowana w sierpniu 2014 roku pierwsza dłuższa podróż nadbałtycka na „GS-ach” została przerwana w Rydze wiadomością o tragicznym wypadku naszego syna. Tamtego 18 sierpnia dotychczasowe życie naszej rodziny zakończyło się i rozpoczęło na nowo – w innym wymiarze.

Formy skalne w Kapadocji, Turcja

UBOGACANIE

Michał upadł podczas jazdy rowerem, złamał kręgosłup i uszkodził rdzeń kręgowy. Zaledwie dwa lata po obronie dyplomu na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej, po pierwszym roku studiów doktoranckich, w wieku 26 lat został osobą niepełnosprawną. To tragiczne wydarzenie sprawiło, że nasze podróżowanie motocyklami przestało być jedynie niefrasobliwą fanaberią, lecz stało się dla nas szansą na zupełnie inne, bo mądrzejsze i dojrzalsze życie. Pomogło nam także na co dzień radzić sobie z tym, z czym zmagamy się już od ponad 7 lat…

     Po pierwszych 10 miesiącach życia w nowej rzeczywistości musieliśmy na chwilę złapać do niej dystans. Planowaliśmy krótki wyjazd do rodziny na Mazury, ale potem pojawił się nieśmiały pomysł dokończenia przerwanej podróży nadbałtyckiej, a w ślad za nim marzenie, aby chociaż dotknąć Finlandii. Za chwilę ta idea rozwinęła się w szalone postanowienie zdobycia osławionego, kultowego miejsca motocyklistów – przylądka Nordkapp. Z pozoru nierealny cel stał się rzeczywistą podróżą, która z kolei zainicjowała akcję „I GO for Niki” (Niki to rowerowy nick Michała). Słowo „GO” miało wymiar symbolicznych zależności – ja miałam, jako pierwsza kobieta, dojechać na męskim GS-ie na Nordkapp, co miało przełożyć się na odzyskanie przez Michała sprawności. Niestety, mimo że dokonałam tego wyczynu, uszkodzony rdzeń nie zregenerował się. Siła pragnień sprawiła jednak, że Michał zaczął reedukację chodu.

     Od tamtej pory wszystkie nasze bliższe i dalsze wyjazdy, każdy pokonany kilometr i każdy wysiłek, cały pot, wszystkie wylane łzy czy kontuzje dedykujemy synowi. Nasza kolejna podróż, do Gruzji, gdzie pojechaliśmy w 2017 roku nosiła nazwę „1000 km za każdy kolejny krok Michała”. Rok później wyprawie na Syberię i do Mongolii przyświecało hasło – „Aby świat nie zapomniał o Michale i aby mu pomógł”. Podróż do Pakistanu, jaką odbyliśmy w 2019 roku, miała na celu zmierzenie się z dystansem, jaki nasz syn musi pokonać, aby osiągnąć swój prywatny Mount Everest, czyli powrót do zdrowia.

     Wszystkie krótsze i bliższe wyjazdy – na Ukrainę, do Mołdawii czy po kresach wschodnich oraz południowych, były poszukiwaniem ciszy i spokoju tamtejszych cerkwi, w których mogłam modlić się o zdrowie Michała. Równocześnie miejsca te dostarczały wielu innych bodźców i niezapomnianych wrażeń, w tym tych szczególnie ważnych dla nas architektów.

Agroturystyka w Lezhe – przystanek w drodze do kultowego miejsca motocyklistów Theth, Albania

PODRÓŻE W GŁĄB ZMYSŁÓW

Przemierzana motocyklem trasa (czasami w ciągu jednego dnia jest to ponad 1000 km) staje się alegorią drogi życia. Mnogość doświadczeń, także tych niebezpiecznych, sprawia, że zaczynamy zupełnie inaczej postrzegać życie, oceniać sytuacje czy ludzi, z którymi obcujemy na co dzień. Jazda motocyklem uczy dyscypliny, samozaparcia, testuje naszą siłę charakteru. Nie ma tu miejsca na dostosowywanie jej do aury – czy to słońce, czy to deszcz, czy zimno, czy skwar realizujemy nasz podróżniczy plan. Przemierzamy na dwóch kołach tysiące kilometrów, dzięki czemu możemy doświadczać wszystkimi zmysłami otaczającej i zmieniającej się przyrody, architektury, ludzi, krajobrazu kulturowego, gospodarczego czy religijnego. Kolejne pokonane dystanse pozwalają dostrzec powiązania różnych elementów i ich wzajemne przenikanie się, a także wątki regionalne pojawiające się zarówno w architekturze, jak i w strojach czy historii.

     Wzrok to oczywiście pierwszy zmysł, który bada teren. Szczególnie dla nas architektów przyglądanie się otoczeniu jest podstawowym sposobem na poznawanie przestrzeni. Ale słuch też odgrywa ważną rolę. W trakcie jazdy wszystko zagłusza praca silnika, ale gdy ten zostanie wyłączony, nasze uszy od razu wyłapują piękno lokalnych języków, pieśni, wsłuchujemy się w huk wodospadu czy głos rwącej, górskiej rzeki. Smak pozwala na dogłębne poznawanie tradycji danego kraju. Ale moim ulubionym zmysłem jest węch. To on określa charakter odwiedzanych miejsc. Zapachu nie można sfingować, zniekształcić czy zakryć krzykliwymi reklamami ani przyrodą. On oddaje prawdę.

Iran, Shiraz – Różowy Meczet

ZAPACHY ŚWIATA

Mój zmysł węchu zdefiniował Finlandię jako pachnącą żywicą, Norwegia zyskała charakter niezwykle ekologicznej poprzez woń naturalnego obornika i gnojówki, Węgry pachną słonecznikami, podobnie jak wielkie połacie Rumunii czy Rosji, która także zachwyca aromatem czarnoziemu i leśnego bogactwa. Gruzja zmienia zapach w każdym swoim regionie. Nad mongolskimi stepami unosi się niesamowity i niespotykany nigdzie indziej aromat ziół. Pakistan to kalejdoskop węchowych wrażeń od zapachu ziół, nieskazitelnie czystego himalajskiego powietrza i tropikalnej przyrody po woń biedy na przedmieściach, odór palonych wzdłuż ulic śmieci czy smród przewożonych ciężarówkami kurczaków. Iran nie ma swojego szczególnego zapachu, może dlatego że olbrzymie tereny są w dużej mierze rozpaloną, gorącą pustynią, w której temperatury dochodzą do 45 stopni, zapierając dech w piersiach.

     Połączenie i wykorzystanie wszystkich zmysłów przy wyprawach na motocyklu pozwala odkrywać miejsca i jednoznacznie je definiować. Żaden inny sposób podróżowania (chyba, że rowerem) nie daje takiego bogactwa. Jeżdżąc motocyklami, nie jesteśmy oddzieleni od zewnętrznego świata, stajemy się jego częścią, co sprawia, że ludzie wszędzie i zawsze nie tylko przyglądają się nam z wielkim zainteresowaniem, ale też są wobec nas przyjaźni i otwarci. To daje kolejną przewagę poznawczą, gdyż możliwość osobistego kontaktu jest bardzo cenna. Ilość życzliwości i gestów pomocy, z którymi się spotykamy, sprawia, że siłą rzeczy zmieniamy się podczas podróży, odzyskując wiarę w bezinteresowną, zwykłą ludzką dobroć czy odwzajemniając zaufanie, którym nieraz byliśmy obdarzani.

Klasztor w Mongolii

 

Pakistańskie ciężarówki w Himalajach

PODRÓŻE W CZASIE I PRZESTRZENI

Wyprawy do odległych i odmiennych kulturowo miejsc niejednokrotnie są niejako podróżami w czasie. W Pakistanie mieliśmy okazję poczuć klimat brytyjskiego kolonializmu i dziwiliśmy się, że nigdzie nie spotkaliśmy Scarlet o’Hary. Na Syberii za sprawą drewnianej architektury tamtejszych wiosek i miejscowości cofnęliśmy się do początków XX wieku. W Nowosybirsku na nowo doświadczaliśmy „uroków” lat 90. ubiegłego wieku z ich krzykliwą kolorystyką i ambicjami nowoczesnej architektury.

     Uczucie braku upływu czasu pojawia się m.in. we Włoszech, Chorwacji czy Austrii, w których to krajach uporządkowanie architektury zawsze wywołuje pytanie: dlaczego tam potrafią w zdyscyplinowany sposób dostosowywać się do określonych reguł, bez dziwactw i szaleństw, a my w Polsce tego nie umiemy?

     Nie sposób nie wspomnieć o skandynawskiej, pokornej skromności, która nie ma potrzeby konkurowania z pięknem otoczenia i udowadniania ludzkiej potęgi. Wprost przeciwnie. Prostota tradycyjnych tzw. small cabin, wycyzelowane, współczesne rozwiązania uczące pokory projektowania, w których szacunek do przyrody i krajobrazu jest warunkiem podstawowym, budzi oczywisty podziw i respekt. Piękno logicznych rozwiązań projektowych wzbudza niewymuszony szacunek, wywołując uczucie niedosytu, spowodowane brakiem możliwości stałego przebywania w tak idealnie stworzonych rozwiązaniach.

     Mongolia zaś, oprócz powszechnie znanych, kulturowo-religijnych, architektonicznych perełek zaskakuje kolorystyką współczesnych rozwiązań. To, co u nas jest solą w oku, tam staje się wyczekiwanym obrazem. Z racji olbrzymich przestrzeni i odległości dzielących poszczególne miasteczka (bywa, że dystans między nimi wynosi 300 km) widok pełnej palety barw, jaka pojawia się na dachach domostw, wywołuje szczerą radość wędrowca, który wreszcie dotarł do oazy. Podziw budzą także mołdawskie wioski z ich bogactwem drewnianego detalu, piękno i misteria irańskich meczetów, oszałamiająca kolorystyka mongolskich, buddyjskich czy balijskich świątyń oraz drewniana surowość indonezyjskich.

     I na koniec niesamowite wieże w Omalo czy Mestii na terenie Gruzji, będące symbolem trwałości oraz gruzińskiego uporu, rosyjskie domki w zabudowie atrialnej czy też pokaz siły moskiewskiej, współczesnej architektury, która oddając prym pięknu placu Czerwonego, stanowi wspaniałe uzupełnienie dla przybrzeżnych terenów rzeki Moskwy. Koniecznie też należy powiedzieć o wszystkich wspaniałych architektonicznych cudeńkach krajów wybrzeża morza Adriatyckiego, często i chętnie przez nas odwiedzanych.

Szczyt Trollstigen, Norwegia

MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ

Śmiało mogę powiedzieć, że jesteśmy olbrzymimi szczęściarzami, którym dane jest naoczne i namacalne podziwianie piękna dzieł umysłów, ale i rzemieślniczej pracy ludzkich rąk z pokorą oddających pierwszeństwo nieokiełznanej i niezniszczonej działalnością człowieka przyrodzie.

     Różnorodność tych architektonicznych rozwiązań jest integralnie powiązana z regionami, do których przynależą. To historia opowiedziana formą, detalem i kolorem. Połączenie ludzkiego i naturalnego pierwiastka daje rzeczywisty obraz miejsc, które zapisują się w naszym umyśle, tworząc tam ich trwały przekaz, na zawsze zmieniający perspektywę odczuwania, przeżywania oraz postrzegania.

     Powiedzenie: „podróże kształcą”, nie tylko nie jest wytartym sloganem, lecz niesie za sobą wiedzę dawnych wędrowców, którzy przemierzając stopniowo odległe zakątki, zdobywali doświadczenie i mądrość życiową, niemożliwą do uzyskania poprzez trwanie w stworzonej przez siebie strefie osobistego komfortu.

     Kiedyś, przed wypadkiem Michała, zdarzyło mi się letnią nocą stanąć na balkonie i pomyśleć z żalem, że czekają mnie w życiu już tylko monotonne i podobne do siebie mijające dni. Los odpowiedział jednak hojnie na moje pragnienie przeżywania i doświadczania. Uważajcie więc, o czym marzycie, bo może się to spełnić. •


zdjęcia: Renata i Zbigniew Święcińscy


 

Renata Święcińska
Renata Święcińska
Architekt IARP

Przewodnicząca Podkarpackiej Okręgowej Izby Architektów

Zbigniew Święciński
Zbigniew Święciński
Architekt IARP

absolwent Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej oraz ASP w Krakowie na kierunku malarstwo (pracownia prof. Julisza Joniaka); wiceprezes SARP o. Rzeszów; w 2015 roku rozpoczął cykl prac pod wspólnym tytułem „Pomóżmy Michałowi wrócić w góry”; po każdej wyprawie tworzy kolejne cykle obrazów, stanowiące tematyczne „notatki z podróży malowane kolorem”; dochód ze sprzedaży tych prac w całości przeznaczony jest na rehabilitację syna Michała; www.zbigniewswiecinskiart.com

reklama

Warto przeczytać