Facebook

BIM, czyli Bliska Istotna Metamorfoza

Z:A 72

KATEGORIA: Felieton

Można zapytać, czy w obecnej postaci BIM jest rzeczywiście tak rewolucyjnym i nowatorskim narzędziem wyznaczającym nowe horyzonty projektowe. Proste porównanie budów z różnych okresów ujawnia podstawowy problem współczesnej architektury. Na etapie projektowania używamy coraz bardziej zaawansowanych i coraz precyzyjniejszych technologii komputerowych, eliminujących wiele błędów i braków w dokumentacji. Natomiast na poziomie realizacji, niezależnie od stopnia zaawansowania technologii budowlanej, dalej klei się pustaki za pomocą zaprawy, wlewa się beton do szalunków, skręca, ucina, spawa, tynkuje, maluje

Z okna naszego mieszkania widzę budowę 5-kondygnacyjnego obiektu mieszkalnego, realizowanego w ramach dogęszczania osiedla. Robotnicy murują ściany z pustaków typu Max, kładą stropy Terriva, wstawiają okna, tynkują ściany, układają ocieplenie i papę na stropodachu. Identyczny obraz pamiętam z dzieciństwa, kiedy obok mieszkania rodziców wznoszono budynek mieszkalny. Mimo upływu prawie 60 lat technologia realizacji prawie się nie zmieniła, z tą różnicą, zresztą trudną do zauważenia, że wtedy inwestor był państwowy i zatrudniał polskich robotników, a dzisiaj jest on prywatny i wykorzystuje pracowników z Ukrainy. Inne są też narzędzia, za pomocą których wykonano projekty. Ten sprzed ponad pół wieku najpierw został narysowany ołówkiem przez architekta, następnie wykreślony na kalce grafosami przez kreślarzy (istniał taki zawód), a na końcu powielony w oparach amoniaku na odbitkach ozalidowych. Natomiast współczesny projekt został zrealizowany z pewnością przy użyciu komputera, AutoCAD-a czy ArchiCAD-a, niewykluczone, że przy wykorzystaniu metody BIM.

Od kilku lat w naszym środowisku trwa ożywiona dyskusja na temat zalet i zagrożeń, jakie niesie ze sobą jej wdrażanie. Niewątpliwymi pozytywami są integracja procesu projektowego i informacji o budynku, optymalizacja oraz kontrola kosztów jego realizacji i eksploatacji. Jako główne problemy, oprócz nakładów finansowych i konieczności podniesienia kwalifikacji, wskazuje się hipotetyczne zagrożenia, takie jak: utrata pozycji głównego projektanta na rzecz osoby lub zespołu zarządzającego, rozmycie odpowiedzialności, problemy z prawem autorskim, brak standardów oraz niedostosowanie do mechanizmów wymuszanych przez Prawo zamówień publicznych. Ponadto optymalną do stosowania BIM-u procedurą wydaje się być krytykowana w naszym środowisku – „zaprojektuj i wybuduj”. Niewykluczone, że obawy te wzmacnia podświadomy lęk przed sztuczną inteligencją i związanymi z nią zmianami.

Można zapytać, czy w obecnej postaci BIM jest rzeczywiście tak rewolucyjnym i nowatorskim narzędziem wyznaczającym nowe horyzonty projektowe. Proste porównanie budów z różnych okresów ujawnia podstawowy problem współczesnej architektury. Na etapie projektowania używamy coraz bardziej zaawansowanych i coraz precyzyjniejszych technologii komputerowych, eliminujących wiele błędów i braków w dokumentacji. Natomiast na poziomie realizacji, niezależnie od stopnia zaawansowania technologii budowlanej, dalej klei się pustaki za pomocą zaprawy, wlewa się beton do szalunków, skręca, ucina, spawa, tynkuje, maluje. Jednym słowem – wciąż używa się pararzemieślniczych metod realizacji, niewiele różniących się od tych stosowanych w XIX wieku. W związku z tym podstawowym problemem nie jest już znalezienie przystępnych kosztowo pracowników budowlanych, ale znalezienie jakichkolwiek. Takie metody realizacji są nie do pomyślenia np. w przemyśle motoryzacyjnym, w którym element ludzki zredukowany został do niezbędnego minimum na rzecz automatyzacji i robotyzacji. Budownictwo jest jedną z ostatnich dziedzin gospodarki o tak manualnych metodach produkcji, pomimo zastosowania na etapie projektowania bardzo zaawansowanych technologii. Prawdopodobnie będzie ono, zwłaszcza to o charakterze komercyjnym, stopniowo zmierzało w kierunku prototypowania w celu doskonalenia finalnego produktu. Podobną tendencję – przechodzenia od pierwowzoru, przez serie próbne i krótkie serie testowe, aż do finalnego produktu – od dawna obserwujemy w pokrewnym architekturze designie. Drugim kierunkiem zmian w budownictwie będzie odejście od dotychczasowych metod realizacji.

Wiele powszechnie używanych dzisiaj przedmiotów jest odpryskiem programu Apollo z lat 60. Niewykluczone, że podobnie będzie z rozwiązaniami, które zostaną wykorzystane w przyszłości w budownictwie, tj. będą one wynikiem prowadzonych obecnie badań laboratoryjnych nad technologiami kosmicznymi. Inżynierowie i naukowcy pracujący nad przyszłymi bazami na Księżycu i Marsie poszukują zupełnie nowych koncepcji ich wznoszenia, z uwzględnieniem braku możliwości przetransportowania pustaków, betonu czy stali zbrojeniowej. Udoskonalane są technologie budowy z użyciem drukarek 3D czy struktur quasi-pneumatycznych z kevlaru itp. Przy wykorzystaniu tego typu metod projekt powstanie w samorealizującym się procesie budowlanym. Dopiero wówczas będzie można mówić o prawdziwej rewolucji cyfrowej w budownictwie.

W dzisiejszym świecie, przynajmniej z europejskiej perspektywy, obserwować można dwie przeciwstawne tendencje. Pierwsza, w którą wpisują się powyżej zasygnalizowane zjawiska, to postępująca komercjalizacja wszystkich dziedzin życia, w tym architektury, stającej się coraz częściej wehikułem obrotu kapitałem. Głównym paradygmatem jej realizacji zaczyna być szybki i duży zysk. Tendencja ta, zapoczątkowana w latach 80. ubiegłego wieku, przerywana jest jedynie kryzysami finansowymi i pękającymi bańkami na rynku nieruchomości. Można prognozować, że architektura komercyjna będzie jej coraz bardziej podporządkowana, a rola i zadania architektów ulegną zmianie. Są to jednak zjawiska nieuchronne. W ich kierunku zmierzać będą inwestycje komercyjne, obecnie w dużej mierze wspomagane na etapie projektowania z użyciem BIM-u, a w przyszłości – zastosowaniem sztucznej inteligencji. W bardziej zaawansowanych technologicznie gałęziach gospodarki, takich jak przemysł motoryzacyjny czy lotniczy, od dawna funkcjonują anonimowe zespoły badawczo-projektowe, a produkt firmuje i bierze za niego odpowiedzialność nie pojedynczy projektant, lecz dany koncern. Jest to wpisane w procesy globalizacyjne i powiązania korporacji z globalnym kapitałem. Wynikająca z tego zapowiedź istotnej zmiany w wykonywaniu naszego zawodu rodzi obawy z powodu dotychczasowego stosunkowo wąskiego pojmowania architekta jako twórcy bądź inżyniera, głównie projektującego nowe budynki.

Druga tendencja, stojąca w opozycji do ekspansji anonimowego kapitału, to rosnąca świadomość społeczna, która wraz ze wzrostem zamożności domaga się podniesienia jakości życia. W to wpisuje się wymaganie podniesienia jakości przestrzeni, w której żyją i funkcjonują dane społeczności. Presja ta wymusza procesy sanacyjne i rewitalizacyjne nie tylko w punktowych miejscach, lecz także na terenach całych miast. Kluczowym elementem tych działań nie są już realizacje nowych obiektów, lecz adaptacje i rozbudowy istniejących, kreowanie nowych i redefiniowanie obecnych przestrzeni publicznych z uwzględnieniem potrzeb użytkowników, co wpływa na zmianę obszaru działań architektów.

Te pozytywne i optymistyczne tendencje napotykają jednak na procesy wynikające ze zmian cywilizacyjnych i klimatycznych zachodzących na całym świecie, w tym również w Polsce. Mamy do czynienia z nowymi zjawiskami demograficznymi, takimi jak spadek dzietności powodujący starzenie się społeczeństwa, wzrost liczby osób niepełnosprawnych, napływ uchodźców, a w Polsce migrację zarobkową Polaków do krajów zachodnich i odwrotnie – migrację zarobkową do Polski ludności ukraińskiej. W kategoriach społecznych obserwuje się zanik rodzin wielopokoleniowych, wzrost liczby ludzi żyjących jako single, rozpad tradycyjnych związków społecznych na rzecz grup organizujących się na portalach społecznościowych. W zakresie przestrzennym problemem jest depopulacja mniejszych i średnich ośrodków miejskich przy ich jednoczesnym rozrastaniu się, powodującym konieczność opanowania chaosu przestrzennego.

W Polsce to także nadchodzący czas podotacyjny, zmieniający priorytety inwestycyjne. W obszarze samej tylko naszej dziedziny są tendencje do kreowania zielonej architektury, zeroenergetycznych budynków czy wtórnego użycia materiałów budowlanych. W krajach, takich jak Dania, Norwegia, Holandia, Niemcy czy Francja, to właśnie na tych problemach koncentruje się obecnie uwaga architektów i urbanistów. Zmienia się tam również ich rola. W coraz większym stopniu stają się mediatorami społecznymi, animatorami, koordynatorami, a także ekspertami wielospecjalistycznych zespołów, diagnozujących zachodzące zmiany i budujących nowe strategie, koncepcje oraz rozwiązania. Tworzone są kolejne narzędzia i instrumenty, także zaawansowane cyfrowo, zarówno analityczne, jak i projektowe, umożliwiające profesjonalne poruszanie się w tych niezwykle skomplikowanych i dynamicznych procesach.

W polskim środowisku architektonicznym wyzwania te mają jak na razie bardzo słabą recepcję. Jej wynikiem są pojedyncze, fragmentaryczne i nieskoordynowane działania. Pochłonięci zdobywaniem zleceń, projektowaniem nowych budynków, jałowymi dyskusjami nad zagrożeniami, jakie niesie bim, nie dostrzegamy prawdziwych wyzwań nadchodzących czasów, co jest zresztą od dawna naszą narodową przywarą. To brak przygotowania do nowej roli architekta w zmieniającej się rzeczywistości, nieodczytanie znaków obecnych i nadchodzących przekształceń, a nie BIM, stanowią rzeczywiste zagrożenie dla przyszłości naszej profesji w Polsce.

 

Piotr Średniawa
Piotr Średniawa
Architekt IARP

przewodniczący Rady Śląskiej Okręgowej Izby Architektów RP, członek Miejskiej Komisji Architektoniczno-Urbanistycznej w Katowicach, wraz z Barbarą Średniawą prowadzi Biuro Studiów i Projektów Architekt

TAGI

felieton

reklama

Warto przeczytać