Facebook

Architektura w numizmatyce - rozmowa z Wojciechem Gwizdakiem

Z:A 78

KATEGORIA: Po godzinach

„Moneta jest w stanie powiedzieć nam wiele o obiekcie już nieistniejącym, niejednokrotnie słabo znanym. Jako taka jest naprawdę cennym dokumentem historii architektury”.

Jak się u Pana zrodziła pasja numizmatyczna?

Od dziecka interesowała mnie historia starożytna. Lektury szkolne nużyły, ale książki i skrypty o Sumerach, Grekach, Rzymianach, Asyryjczykach czy Egipcjanach – pasjonowały. Z wypiekami na twarzy czytałem o Carterze i Carnarvonie odkrywających grób Tutanchamona. A ponieważ rodzice kolekcjonowali monety, dość wcześnie dowiedziałem się, że można kupić taki kawałeczek historii antycznej. W wieku kilkunastu lat zacząłem chodzić po targach staroci i szukać rzymskich monet z okresu cesarstwa, bo ta epoka była mi najbliższa. Parędziesiąt lat temu dostęp do tego rodzaju zabytków był jeszcze trudny, a i możliwości skromne. Równie ograniczony był dostęp do literatury specjalistycznej. Teraz, gdy internet się rozwinął, istnieje cały wielki rynek, a paradoksalnie liczba monet w obrocie kolekcjonerskim wzrasta.

Dlaczego?

Duża w tym rola detektorystów z wykrywaczami metalu, którzy ciągle znajdują i pojedyncze obiekty, i całe skarby, czyli zespoły. Serwisy tematyczne niemal co tydzień donoszą, że odnaleziono kolejny garniec z monetami. Sporo tych znalezisk pochodzi z terenu Wielkiej Brytanii, gdzie własność ziemi oznacza prawo do wszystkiego, co się w niej znajduje, wobec czego obrót tego rodzaju zabytkami, inaczej niż w naszym kraju, jest legalny. Podobno dużym źródłem tym razem nielegalnych wykopalisk są Bałkany. Ale nawet w Polsce, która nie leżała w granicach imperium rzymskiego, odnalezienie monety rzymskiej nie jest niczym zaskakującym. Znaczna część tych znalezisk trafia do muzeów, ale niektóre z pewnością zasilają też aukcje internetowe.

Cesarz Antoniusz Pius (138–161), denar, 159160, Rzym, Aw: ANTONINVS AVG PIVS P P TR P XXIII; Rw: pomnik cesarza pod łukiem, COS IIII. fot. Warszawskie Centrum Numizmatyczne

Od jakiego obiektu zaczęła się Pańska kolekcja i jak przedstawia się teraz?

Jednym z pierwszych moich zakupów był sesterc – duża brązowa moneta – z mało znanym cesarzem Gordianem III. Był to nastolatek nieszczęśliwie zaplątany w historię. Objął tron w wieku zaledwie 13 lat, rządził tylko 6, zginął w bitwie z Persami lub tuż po niej, być może zamordowany przez własnych ludzi. Zdążył jednak zarządzić wybicie mnóstwa monet z własnym wizerunkiem, dlatego jest ich na rynku wiele i jego monety są najczęściej występującymi, spośród wszystkich cesarzy, w kolekcjach i na aukcjach.

Dziś mam około 250 obiektów. To zbiór dość chaotyczny, niestety daleko mi do wytrawnych i konsekwentnych kolekcjonerów. Mniej więcej po połowie są tu monety brązowe i srebrne. Srebro stanowiło podstawowy surowiec do bicia monet w Rzymie, złotych używali tylko najbogatsi. W okresie kryzysu Cesarstwa Rzymskiego, a więc w III wieku n.e., stop srebra zawierał coraz więcej brązu, monety były coraz lżejsze, cesarze zaczęli bić srebrzone monety brązowe, aż w końcu zrezygnowano nawet ze srebrzenia. Tak bardzo zepsuto monetę, że Dioklecjan musiał przeprowadzić reformę. Paradoksalnie numizmaty z tego okresu są w najlepszych stanach. Moneta krótko była w obiegu, bo zastępowała ją nowa – gorsza. Dlatego starano się ją zachować. Inaczej jest z monetami z I i II wieku n.e., czyli z okresu największej świetności państwa rzymskiego. Okres stabilności i prosperity powodował, że monety były długo w obiegu i siłą rzeczy wycierały się.

]

Cesarz Konstantyn I Wielki (307–337), follis (318–320), Heraclea, Aw: popiersie cesarza z berłem w lewo, IMP CONSTANTINVS AVG, Rw: brama obozowa z trzema wieżami, po prawej kulka, PROVIDENTIAE AVGG, w odcinku SMHB, fot. Warszawskie Centrum Numizmatyczne

Pańska kolekcja ma jednak bardzo wyraźny rys tematyczny – architekturę.

Rys to stanowczo za dużo powiedziane. Wielcy pasjonaci mocno ogniskują swoje zainteresowania. Znam ludzi zbierających np. tylko monety cesarza Probusa, który panował zaledwie 6 lat w okresie kryzysu cesarstwa i mimo że ciągle prowadził wojny, jego mennictwo jest na tyle bogate, że pasjonaci mają co gromadzić. Inni poszukują wyłącznie np. określonych motywów: mebli, naczyń liturgicznych, zwierząt. Kolejni patrzą na numizmaty przez pryzmat fryzur portretowanych postaci. Istnieją też zbieracze barbarzyńskich podróbek monet rzymskich. Sam również mam jedną taką. Niektórzy z kolei chcą mieć po jednej monecie każdego władcy… Na tle tego rodzaju kolekcji mój zbiór prezentuje się raczej skromnie, a i ja sam wiem, że mało wiem – w porównaniu z wytrawnymi koneserami. Niemniej rzeczywiście przyjąłem dwa kierunki poszukiwań. Po pierwsze kupuję monety z ładnymi portretami cesarzy – czymś, co w Europie nowożytnej osiągnęliśmy może dopiero w XVII wieku. Mam na myśli dokładnie wykonane, realistyczne wizerunki władców. A po drugie staram się kupować numizmaty z przedstawieniami architektury. W epoce cesarstwa trochę ich powstawało. Ponieważ nie znano jeszcze telewizji, gazet ani mediów społecznościowych, właśnie monety służyły władcom do komunikowania się z ludem. Nie tylko sławiono w ten sposób zwycięstwa, przymioty cesarza czy wielkie osiągnięcia rządów oraz komunikowano cele polityki władcy, ale także przedstawiano nowe obiekty architektoniczne. Również te ostatnie stanowiły rodzaj komunikatu propagandowego.

Cesarzowa Faustyna I (138–141), żona Antonina Piusa, denar pośmiertny, po 141 roku, Rzym, Aw: popiersie cesarzowej w prawo, DIVA FAVSTINA, Rw: posąg cesarzowej w sześciokolumnowej świątyni, wokoło napis AED DIV FAVSTINAE, fot. Warszawskie Centrum Numizmatyczne

O czym zatem mówiły?

Dla przykładu za czasów Nerona powstała seria monet z budowlą, która cesarz zbudował dla Rzymian. Chodzi o nowe macellum w Rzymie, znane jako Macellum Magnum. Był to rodzaj sklepu wielkopowierzchniowego przeznaczonego do handlu mięsem i rybami. W średniowieczu takie obiekty nazywano jatkami. Poprzez monetę władca informował lud, że specjalnie dla niego wzniósł taki obiekt. „Kochajcie mnie i szanujcie, bo ja dbam o was”, zdaje się mówić cesarz. Tenże sam Neron przedstawiał też świątynię dwugłowego boga Janusa z zamkniętymi wrotami, co było znanym w Rzymie znakiem, że w państwie panuje pokój, albowiem wrota tej świątyni otwierano tylko w czasie wojny. Jeśli cesarz chciał podkreślić swoje dobre relacje z senatem, na rewersach widzimy wtedy dwie litery „S C”, czyli senatus consultum, co oznaczało, że monetę wybito za zgodą senatu. Cesarz August z kolei kazał wybić monetę ze świątynią Boskiego Juliusza, czyli swojego przybranego ojca Juliusza Cezara. Był to ważny element polityki Augusta, który zapoczątkował religię państwową – kult cesarza. Tak wielkie państwo jakie stworzył August miało problem uwspólnienia wartości wokół których mogliby się jednoczyć nie tyle obywatele rzymscy, bo tymi byli tylko mieszkańcy Italii, ale także ludność podbita, która stanowiła coraz większy procent ludności państwa. To dlatego świątynie boskiego Cezara, Klaudiusza, Trajana widzimy jak dominantę przestrzenną na wielu forach miast imperium rzymskiego.

Jakie jeszcze obiekty architektoniczne możemy spotkać na monetach rzymskich?

Niezwykle różnorodne, m.in. liczne świątynie, teatry, stadiony, łuki triumfalne, kolumny, fora. Od niewielkich budowli, jak ołtarze ofiarne (np. ołtarz Pokoju który przetrwał do dziś), przez mosty, po Port w Ostii. Możemy znaleźć zarówno pojedyncze obiekty czy nawet fragmenty elewacji, jak i szersze ujęcia, z zarysowanym kontekstem. Głównie są to budowle Wiecznego Miasta, ale zdarzają się też obiekty prowincjonalne, zwłaszcza świątynie. Dzięki monetom wiemy też, jak z grubsza wyglądał jeden z cudów świata starożytnego – latarnia morska w Faros.

Cesarz Tytus Sesterc, Rw: Koloseum 81 rok n.e. fot. Ru.wikipedia.org

 

Na ile dokładne były te przedstawienia?

Oczywiście moneta to niezwykle mały przedmiot i nie mogła przedstawiać za wiele detali, dlatego często uciekano się do syntezy. Na monetach z I i II wieku budynki starano się przedstawiać bardzo realistycznie. Za Domicjana, który odbudował spaloną w 80 r. n.e. świątynię Jowisza Kapitolińskiego, na monecie znalazł się precyzyjnie wymodelowany sześciokolumnowy portyk z winietą „RESTIT”, czyli „odnowiono”. To tzw. czwarta świątynia, której fundamenty przetrwały do dziś. Niestety w III wieku n.e. przedstawienia stawały się coraz bardziej symboliczne, aż ustąpiły miejsca ikonicznym przedstawieniem np. świątyni jako takiej, a nie konkretnej budowli. Również portrety cesarzy stawały się coraz mniej zindywidualizowane. Pokazuje to upadek sztuki. W epoce niepokojów i walk w III i IV wieku pojawił się popularny motyw bramy obozu wojskowego. Rzymianie przejęli bowiem od Pyrrusa zwyczaj, by przemieszczający się legion codziennie budował na noc nowy obóz warowny. Pasjonaci często szukają określonego typu przedstawień takiej bramy, z większą lub mniejszą liczbą cegiełek, z wieżyczką albo bez. Sam mam kilkanaście takich monet. Ponieważ szczęśliwie przetrwała do naszych czasów kolumna Trajana, nietrudno przekonać się, na ile oddawano na monetach proporcję budowli. Na monecie z Macellum Magnum widać balustradę, kolumny, schodki, kopuły nad wejściem, nawet festony między kolumnami. Marzę, by kiedyś zdobyć taki numizmat, ale chyba musiałbym wziąć kredyt (śmiech), bo ładne egzemplarze kosztują od kilku tysięcy dolarów.

Republika rzymska, Rw: świątynia Jupitera Kapitolińskiego, M. VOLTEIUS, 78 rok p.n.e. fot. Wojciech Gwizdak

Jaki obiekt w Pańskich zbiorach jest najcenniejszy?

Nie mam kosztownych monet. Kiedyś przyjąłem zasadę, że kupuję obiekty za maksymalnie sto złotych; to w każdym razie oficjalna wersja dla żony. W praktyce zawsze wykładam więcej. A rozpiętość cen jest gigantyczna. Monetę tak zniszczoną, że dziś przypomina zaledwie okrągławą blaszkę, da się kupić za grosze, złotówkę czy dwie. Monety wytarte tak bardzo, że są prawie nie do rozpoznania, można kupować wręcz na kilogramy. Numizmaty rzadkie i świetnie zachowane kosztują z kolei po kilkadziesiąt tysięcy dolarów i więcej. Monety z motywami architektonicznymi są proporcjonalnie rzadkie, a przez to i droższe. Pół roku temu udało mi się kupić numizmat ze wspomnianą już świątynią Jowisza Kapitolińskiego z okresu republiki rzymskiej za zaledwie 65 dolarów (tzw. druga świątynia). Niewysoka cena wynikała z uszkodzenia, które jednak w relatywnie niewielki sposób sięgało przedstawienia budynku, i ominęło twarz Jowisza z drugiej strony. To W tym samym czasie pojawiła się w sprzedaży inna, z widokiem Colosseum, sprzedana za pół miliona dolarów. Ta prócz teatru przedstawia po jednej stronie portyk sąsiedniego budynku, a po drugiej – 17 metrowy obelisk fontanny Meta Sudans również wzniesionej przez Flawiuszy. To ogromnie ciekawe, bo na monetach często oglądamy architekturę już nieistniejącą, a tu pojawiła się cała widokówka ze starożytności.

Cesarz Treboniusz Gallus (251–253), Rw: ANTIOXEΩN MHTPO KO ΩN, Tyche siedząca twarzą do czterofilarowej świątyni, poniżej płynący w lewo bóg rzeki Orontes, nad świątynią baran skaczący w prawo, fot. Wojciech Gwizdak

]

Cesarz Licyniusz II (317–324), Rw: brama obozowa PROVIDENTIAE CAESS / SMHP,  fot. Wojciech Gwizdak

Cesarz Maksencjusz (307–312), Rw: Roma siedzi z kulą ziemską oraz berłem w świątyni o sześciu filarach, fot. Wojciech Gwizdak

Czego, prócz zdobycia tej monety, można Panu życzyć?

Poza marzeniem o znacznym poszerzeniu zbiorów monet z obiektami architektonicznymi, mam taką myśl, by zająć się naukowo numizmatami tego rodzaju; zbadać, czy wizerunki z monet, aby nie wnoszą czegoś nowego do naszej obecnej wiedzy o samych budowlach. Dla przykładu słynny Circus Maximus to dziś tylko w zasadzie ukształtowanie w terenie, a na monetach da się wypatrzyć wiele szczegółów pierwotnego założenia. Zapewne można by połączyć archeologiczne szczątki fundamentów budowli z wizerunkiem na monecie i relacjami pisarzy antycznych. Wiele numizmatów pokazuje też łuki triumfalne zwieńczone kwadrygą. Cztery konie pochodzące z któregoś z tych zabytków, zabrane do Konstantynopola prawdopodobnie przez Konstantyna Wielkiego, a na początku XIII wieku zagrabione przez Wenecjan, zdobią dziś bazylikę św. Marka – znamy je jako Rumaki Lizypa. To kolejny wątek warty analizy. Mam nadzieję, że nie wszystkie podobne tropy zostały przez badaczy już odkryte i że zostawili coś dla mnie. Zacząłem zbierać materiały, przeglądać katalogi, archiwizować artykuły naukowe. Wydaje mi się ciekawe, że właśnie moneta jest w stanie powiedzieć nam wiele o obiekcie już nieistniejącym, niejednokrotnie słabo znanym. Jako taka jest naprawdę cennym dokumentem historii architektury.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Paweł Kaliński
Paweł Kaliński

Redaktor prowadzący serwisu wnętrzarskiego Urzadzamy.pl oraz stały współpracownik miesięczników „M jak Mieszkanie” i „Dobre Wnętrze”. Ceni design rozumiany jako praktyczna funkcja w pięknej formie. Lubi stare meble i nowe dodatki, malarstwo dawne i modne kolory, tradycyjne rzemiosło, szlachetne materiały, ceramikę z różnych epok oraz tkaniny o wyrazistych splotach.

reklama

Warto przeczytać