Facebook

Architektka na motorze - rozmowa z Patrycją Komko

Z:A 81

KATEGORIA: Po godzinach

„Całe moje życie sportowe to wyważanie drzwi do męskiego dotąd świata, ale również uświadamianie kobietom, że my także możemy realizować się w sporcie motocyklowym."

Jest Pani znana jako zawodniczka sportów motorowych. Mało kto natomiast wie, że ukończyła Pani studia architektoniczne. Co, jako młodą dziewczynę, popchnęło Panią ku architekturze? I skąd z kolei pasja motorowa?

Benzynę mam we krwi. Mój dziadek jeździł na motocyklu, razem z babcią podróżował po Polsce SHL-ką. Zdjęcia z tych wypraw, zebrane w rodzinnym albumie, to jedna z moich najważniejszych inspiracji. Pomogły mi odkryć pasję, która stała się sposobem na życie.

A architektura?

Moim pierwotnym zamysłem były studia na akademii wychowania fizycznego. Miałam jednak okazję pracować w biurze urbanistycznym i to doświadczenia sprawiło, że postanowiłam zdawać na politechnikę. Okres studiów architektonicznych był bardzo inspirujący, jednak już po dyplomie moje życie zawodowe potoczyło się w zupełnie inną stronę. Otworzyłam własną firmę motocyklową. Na motocyklu szosowym jeździłam już jako nastolatka, a po studiach zupełnie przypadkowo spróbowałam jazdy terenowej, która odtąd stała się bezkonkurencyjna. Zakochałam się w Enduro i krok po kroku wchodziłam w tę dyscyplinę. W pewnym momencie nie było odwrotu i tak sport motorowy wygrał z architekturą. Z Enduro mimo wieku nie mogę się wyleczyć do dzisiaj i na razie nie rezygnuję.

 

Patrycja Komko zakochała się w motocyklach już jako nastolatka, fot. Grzegorz Kozera / Motorsports Photograph

Coś z zainteresowań architektonicznych jednak zostało? A w jakim wymiarze zainteresowania architektoniczne przekładają się na Pani codzienność?

Choć zajmuję się czymś innym, to wciąż żywa jest we mnie wrażliwość na harmonię krajobrazu. W czasie podróży uważnie obserwuję zabudowę miast i miasteczek, z wielkim zaciekawieniem przyglądam się temu, jak ona współgra z charakterem mieszkańców danego regionu. Można powiedzieć, że dzięki architekturze nauczyłam się odczytywać charakter ludzi z wyglądu ich domów. Ma to wymiar zarówno jednostkowy, jak i całościowy, społeczny, regionalny czy narodowy. Wiele krajów europejskich ma zabudowę bardzo harmonijną. Tam społeczeństwo tworzy wyraźny ład przestrzenny. Tej cechy nie ma jednak nasz naród – u nas każdy buduje po swojemu. To zjawisko jest zresztą znane architektom polskim nie od dziś.

Czy jest coś, co Pani ceni w polskiej architekturze?

Może z mojej perspektywy nie jest różowo z naszym krajobrazem architektonicznym, ale znam wiele osób zza granicy, które podkreślają po wizycie w Polsce niesamowitą pozytywność w zabudowie jednorodzinnej, polegającą na dowolności wyboru charakteru budynku, głównie chodzi tu o kolorystykę i samą bryłę budynków. Rzeczywiście jesteśmy w tym mistrzami, ale nie jestem przekonana, czy to ma pozytywny wpływ na całościowy krajobraz. Podejrzewam, że bierze się to z bardzo liberalnych przepisów o zabudowie. W Polskiej architekturze podoba mi się bardzo indywidualizm poszczególnych regionów. Bardzo zauważalne są przedwojenne podziały granic. Regiony przyłączone do Polski po wojnie można z łatwością rozpoznać w trakcie podróży po bardzo specyficznej zabudowie. Sama pochodzę z Opolszczyzny o bardzo „bogatej”, „rozbuchanej” zabudowie jednorodzinnej (wiejskiej), wręcz pałacowej, która bierze się na pewno z uwarunkowań historycznych i zamożności lokalnej społeczności. Inaczej to już wygląda w powiecie częstochowskim, gdzie zabudowa jest dużo skromniejsza, bardziej funkcjonalna, a mniej ozdobnikowa. Nawet dzielnice willowe w charakteryzują się prostotą formy.

 

Patrycja Komko na Mistrzostwach Europy w Rajdach Baja, w Drawsku Pomorskim, gdzie zajęła 1. miejsce w klasie kobiet, fot. Grzegorz Kozera / Motorsports Photography

Od tych niezbyt krzepiących konstatacji przejdźmy do spraw przyjemnych. Które z Pani sukcesów sportowych uważa Pani za najważniejsze?

Największą satysfakcję czerpałam oczywiście z moich początków, a więc przede wszystkim ze startów w Mistrzostwach Czech w Enduro. Była to dla mnie prawdziwa szkoła i zarazem zimny prysznic. W trakcie tamtych zawodów zrozumiałam, jak wiele mi jeszcze brakuje do bycia prawdziwą zawodniczką. Zdarzały się nawet momenty załamania, które na szczęście przerodziły się w jeszcze większa determinację i plany na kolejne starty. Ogromną satysfakcją było dla mnie pierwsze podium w czeskim Enduro w klasie kobiet. Traktuję je jako ukoronowanie mojej wielkiej przygody. Osiągnęłam coś, co wcześniej wydawało się niemożliwe do zrealizowania. W późniejszym życiu sportowym miałam wiele sukcesów, które przysporzyły mi masę frajdy i satysfakcji. Jednym z największych było ukończenie tak zwanej sześciodniówki, czyli Mistrzostw Świata Drużyn Narodowych w Enduro. Jak na razie jestem jedyną Polką, która nie tylko podjęła to wyzwanie, ale i ukończyła zawody. Wynik ten był jednak rezultatem kilkuletnich systematycznych startów w różnego rodzaju zawodach terenowych w Polsce i za granicą.

Czy Pani bliscy uczestniczą w Pani pasji?

Cała rodzina żyje moimi startami, a w moim partnerze mam wsparcie przede wszystkim serwisowe i logistyczne. Wszyscy członkowie rodziny zaangażowani są w pomoc w moim rozwoju – wyręczają mnie w wielu obowiązkach domowych, żebym dysponowała większą ilością czasu na treningi i same wyjazdy na zawody. Jest to pomoc absolutnie nieoceniona, bo w sezonie bywam w domu tylko gościem.

 

Patrycja Komko z uczniem, fot, Maciej Brawata

Rozmawiamy w trakcie motorowych kolonii dla dzieci. Choć nie kształtuje Pani krajobrazu względem architektonicznym, w pewien sposób oddziałuje jednak na obraz świata.

Organizuję szkolenia dla dzieci i dorosłych, również wyjazdowe obozy treningowe. Są one dla mnie wielką inspiracją do dalszego działania, ale też same w sobie dają mi wielką satysfakcję. Obserwowanie postępów moich podopiecznych buduje mnie tak samo jak własne starty. Mam wrażenie, że gdybym w ich wieku miała podobne możliwości i rozwijała się w sporcie tak dynamicznie jak oni, mogłabym dziś walczyć o najwyższe tytuły na świecie. Spodziewam się więc po nich wielkich sukcesów.

Na obraz świata oddziałuje też chyba sama postać kobiety na motorze – zjawisko wciąż jeszcze nie dla wszystkich i nie całkiem oczywiste. Nadal jest w tym coś z przełamywania stereotypów.

Całe moje życie sportowe to wyważanie drzwi do męskiego dotąd świata, ale również uświadamianie kobietom, że my także możemy realizować się w sporcie motocyklowym. Przez wiele lat startowałam w Czechach, gdzie podejście do klasy kobiet jest bardzo profesjonalne i żaden zawodnik – mężczyzna – nie ocenia sportowego poziomu zawodniczek z perspektywy własnych wyników. Takie podejście to podstawa rozwoju kobiecego sportu motorowego. Mężczyźni w Polsce są za bardzo zapatrzeni w swoje wyniki i chyba przez to nadal nie wierzą w możliwości dziewczyn. Trzeba jednak przyznać, że choć powoli, to podejście stopniowo zmienia się na korzyść.

 

Podczas sędziowania na Cross Country Iponeseries w Skrzowie, sierpień 2021 rok, fot. Aleksander Damboń

Jak zatem świat sportów motorowych w Polsce wygląda z perspektywy kobiety?

Niestety w naszym kraju kobiety w tych sportach nadal traktowane są bardziej jako maskotki niż pełnoprawne zawodniczki. Nie daje się im szans na prawdziwy rozwój, bo nie ma powszechnej w środowisku wiary w ich możliwości. A wystarczy spojrzeć na wyniki dziewczyn z krajów bardziej liberalnych czy lepiej rozwiniętych, by poznać takie zawodniczki, które poziomem całkowicie dorównują już mężczyznom. I nie ma w tym żadnego wielkiego sekretu. Tam po prostu postawiono na ich rozwój, co w krótkim czasie dało wymierne efekty. W pojedynkę oczywiście świata nie zmienię, ale staram się działać, na ile mogę. Propaguję kobiecy motosport przez organizację obozów treningowych oraz samych zawodów, w których zawsze stawiam na klasę kobiet. Wierzę, że takie działania z czasem pozwolą osiągnąć rezultat. Nie brakuje mi w tym determinacji tak samo jak w sporcie.

Paweł Kaliński
Paweł Kaliński

Redaktor prowadzący serwisu wnętrzarskiego Urzadzamy.pl oraz stały współpracownik miesięczników „M jak Mieszkanie” i „Dobre Wnętrze”. Ceni design rozumiany jako praktyczna funkcja w pięknej formie. Lubi stare meble i nowe dodatki, malarstwo dawne i modne kolory, tradycyjne rzemiosło, szlachetne materiały, ceramikę z różnych epok oraz tkaniny o wyrazistych splotach.

reklama

Warto przeczytać