Facebook

Architekt i jego praca, cz. X

Z:A 76

KATEGORIA: A...symetria umowy

W ramach naszego cyklu tym razem prezentujemy umowę o uczestnictwo w pracach związanych z przekazaniem obiektu do użytku oraz inne umowy uzupełniające.

Umowa o uczestnictwo w pracach związanych z przekazaniem obiektu do użytku jest ostatnią z umów, która może zostać zawarta oddzielnie przez klienta z architektem. W zakres określanych w niej świadczeń wchodzą:

  • sprawdzenie i ocena kompletności wymaganych prawem dokumentów odbioru końcowego;
  • pomoc w przygotowaniu wniosku o pozwolenie na użytkowanie;
  • wystąpienie w imieniu zamawiającego do właściwego urzędu o wydanie decyzji zezwalającej na użytkowanie obiektu.

Pod względem konstrukcji umowa ta nie jest czymś nadzwyczajnym. Określa się przedmiot, termin wykonania i należne honorarium. Stąd szersze jej opisywanie w tym miejscu wydaje się zbędne.

Czy rzeczywiście te prace trzeba zlecać architektowi? Nie, należy jednak zasugerować jego udział w komisji odbioru obiektu. W trakcie procedur związanych z przekazaniem budynku do użytkowania architekt może bardzo pomóc, odpowiadając na specyficzne, szczegółowe pytania uprawnionych inspektorów służb odbierających i dopuszczających obiekt. Dotyczy to zwłaszcza straży pożarnej oraz inspektoratu bezpieczeństwa i higieny pracy. Trzeba pamiętać, że nie wszyscy biegle czytają rysunki techniczne, więc fachowe doradztwo jest ze wszech miar wskazane. Pracownicy wspomnianych instytucji nie posiadają często żadnego wykształcenia technicznego związanego z budownictwem, stąd — niestety – uzbrojeni w cierpliwość projektanci oraz kierownicy budowy i robót często muszą trzymać nerwy na wodzy.

I uwaga końcowa. Moment dopuszczenia obiektu do użytkowania jest ostatnim kontaktem roboczym pomiędzy architektem a jego klientem. Wrażenie, jakie pozostawimy na finiszu swojej pracy, jest niezmiernie istotne dla obiegowej opinii o nas jako zawodowcach, którzy potrafią od początku do końca wykonać zlecone zadania.

Inne umowy uzupełniające

Bardzo często potencjalny inwestor nie jest w stanie rozróżnić architekta i Architekta. W powszechnym mniemaniu wydaje się, że każda osoba, która ukończyła studia architektoniczne może samodzielnie wykonywać ten zawód. Jest to nieprawda. Licencjonowanie występuje niemal pod każdą szerokością geograficzną. Zawód architekta to profesja, w której – zanim zostanie się dopuszczonym do samodzielnego wykonywania i podpisywania własnych projektów – należy odbyć, pod okiem zarejestrowanego architekta, stosowną praktykę zawodową, a następnie zdać egzamin specjalistyczny. W niektórych krajach jest on przeprowadzany przez odpowiednie agendy rządowe (do 2002 roku w Polsce robiły to specjalnie powoływane przez wojewodów komisje), a w innych przez upoważnione przez rząd danego państwa organizacje zawodowe architektów (od 2002 roku w Polsce są to komisje kwalifikacyjne przy Izbie Architektów RP).

Nie ma na świecie młodego adepta architektury, który kończąc studia, nie zżymałby się na taką „niesprawiedliwość”. Niestety każdy, kto uprawia nasz zawód, przechodził i będzie przechodził okres terminowania zawodowego oraz trudny egzamin specjalistyczny. Architekt odpowiada nie tylko za kształt i ład przestrzeni publicznej, lecz także, a może przede wszystkim, za bezpieczeństwo oraz życie ludzi. O finansach klienta wstyd byłoby tu jeszcze raz wspominać. Stąd właśnie bierze się rygorystyczny stosunek do udzielanych licencji. I jeszcze drobna dygresja – nie ma to nic wspólnego, jak niektórzy przeciwnicy licencjonowania i rejestrowania architektów próbują demagogicznie twierdzić, z korporacyjną blokadą dostępu do uprawiania zawodu.

Prace gorszego sortu?

Opisane wcześniej typy umów wymagały, aby prace będące przedmiotem zamówienia nadzorował licencjonowany architekt, tzn. taki, który posiada stosowne uprawnienia do pełnienia samodzielnych funkcji w budownictwie. Są jednak tzw. nisze usług architektonicznych, w których przypadku nie potrzeba uprawnień. Ich specyfika i specjalistyczny charakter uzasadniają wykonywanie przez architektów. Z uwagi jednak na fakt, że skutkiem tej pracy nie jest ani zagrożenie życia, ani zakłócenie ładu przestrzeni publicznej, mogą być one zlecane absolwentom dopiero co rozpoczynającym swoją karierę.

Nie są to prace gorszego gatunku. Mają one bardzo atrakcyjny charakter, a ich tworzenie daje wykonującemu dużo satysfakcji. Należą do nich m.in.:

  • wizualizacje (prezentacje) komputerowe;
  • animacje komputerowe prezentujące wirtualne wędrówki po przyszłym obiekcie;
  • makiety i modele projektowanych inwestycji;
  • projekty wnętrz, aczkolwiek w tym miejscu wielokrotnie potrzebna będzie ścisła współpraca z uprawnionymi: architektem oraz projektantami branżowymi.

Prace te stanowią uzupełnienie świadczeń projektowych, szczególnie w fazie projektów koncepcyjnego lub budowlanego. Mogą być niezależnie zlecane przez zamawiających, najczęściej jednak wykonywane są w strukturach organizacyjnych samych pracowni architektonicznych. Inwestorzy powinni pamiętać, że wyżej wymienione usługi są świadczeniami ponadstandardowymi (wydzielonymi) i wiążą się z dodatkowym honorarium. Ich charakter jest na tyle szczególny, że żądanie klienta, aby architekt wykonał np. animację komputerową w ramach honorarium za prace projektowe, jest nadużyciem. W zdecydowanej większości pracowni architektonicznych będzie to niemożliwe ze względu na brak specjalistycznego sprzętu i oprogramowania komputerowego. Narzędzia, dzięki którym taka usługa może być wykonana, wymagają niebagatelnej inwestycji. Co prawda współczesne programy wspomagające prace architekta mają moduły prezentacyjne, jednak często ich jakość i możliwości daleko odbiegają od rezultatu otrzymywanego na przeznaczonym tylko do wykonywania takich prezentacji oprogramowaniu, dzięki któremu można uzyskać efekty bardzo zbliżone do rzeczywistości. Zamawiający powinni zrozumieć, że tak jak nie da się korzystać z programów architektonicznych na komputerach przeznaczonych np. dla księgowych, tak nie można w zasadzie uzyskać zadowalających efektów wizualizacyjnych z typowego stanowiska komputerowego architekta.

Licencja na wnętrza

Kilku zdań wyjaśnienia wymaga usługa związana z projektowaniem wnętrz. Budzi ona dużo kontrowersji w środowisku co do tego, kto powinien być jej głównym wykonawcą. Licencjonowani architekci twierdzą, że leży to w ich kompetencji, bowiem projektujący dany obiekt mają całościową wizję przyszłej inwestycji. Z drugiej strony istnieje grupa architektów wnętrz kończących tematyczne wydziały w akademiach sztuk pięknych lub na politechnikach. Przyszli licencjonowani młodzi profesjonaliści twierdzą z kolei, że programy dydaktyczne większości szkół architektonicznych uwzględniają zajęcia związane z projektowaniem wnętrz.

Prawda leży po środku. Rzeczywiście licencjonowany architekt ma ogólną koncepcję całości obiektu. Pewien zakres elementów wnętrzarskich występuje w podstawowym zakresie projektu architektonicznego. Wystarczy wymienić dobór materiałów ściennych i posadzkowych w przestrzeniach komunikacyjnych, toaletach, holach wejściowych itd. (co bardzo istotne – ze względu na przepisy przeciwpożarowe winien dokonać go uprawniony architekt). Czy jednak można w tym przypadku mówić o aranżacji wnętrz? Nie. Są to elementy wytycznych wnętrzarskich, oznaczone przez głównego projektanta obiektu. Dość częstą praktyką bywa, szczególnie w przypadku budynków o reprezentacyjnym charakterze, pozostawianie przez architektów „niedokończonych” elementów projektu budowlanego z opatrzeniem dokumentacji klauzulą „według projektu wnętrz”. Wynika to stąd, że przyszła funkcja nie może być ostatecznie zdefiniowana na etapie opracowywania projektu budowlanego. Obowiązkiem architekta części budowlanej jest takie „ustawienie funkcji” pomieszczeń oraz takie zabezpieczenie obiektu pod względem przeciwpożarowym, aby projektant wnętrz mógł zaadaptować pomieszczenia zgodnie z przyszłymi życzeniami inwestora.

Ponadto projektem architektonicznym możemy wykreować genius loci w przestrzeni miejskiej, ale nie stworzymy (jeśli nie mamy tego w postanowieniach umowy) czegoś takiego wewnątrz obiektu. Sytuację tę można sprowadzić do prostego przykładu – projekt budynku w kilku pomieszczeniach zakłada wykorzystanie ich do usług gastronomicznych. Po realizacji według rutynowo wykonywanego projektu architektonicznego charakter wnętrza będzie raczej przypominał bar mleczny rodem z połowy XX wieku. Dopiero wykonanie projektu wnętrza może sprawić, że w okolicy powstanie klimatyczny lokal przeznaczony dla określonej grupy konsumenckiej, który wzbogaci wykreowany już wcześniej przez licencjonowanego architekta charakter miejsca.

Osoby podejmujące się wykonywania zleceń związanych z projektowaniem wnętrz powinny również pamiętać, że jeżeli wnętrze ma charakter publiczny, to jego projekt podlega takim samym rygorom przepisów prawa, jak projekt architektoniczny. W związku z tym zaistnieje konieczność poddania go weryfikacji przez upoważnionych inspektorów, np. ds. zabezpieczeń przeciwpożarowych. W różnych krajach odpowiednie przepisy różnie określają graniczne progi wielkości i typy pomieszczeń temu podlegających, jednak występują one wszędzie. Ponadto z uwagi na prawa autorskie głównego projektanta budynku należy dokonać z nim stosownych uzgodnień. Wymagają tego standardy etyki zawodowej i zasady przyzwoitości.

Reasumując, można śmiało stwierdzić, że – do pewnego zakresu i do pewnej wielkości wnętrz – zamawiający śmiało mogą zlecać ich opracowania młodym adeptom architektury. W przypadku wnętrz o charakterze publicznym przy wyborze projektanta lepiej oprzeć się na przygotowanych zawodowo projektantach wnętrz, potrafiących znakomicie współpracować z architektami.

Kwestie związane z konstruowaniem umów jako osobnych zamówień zostaną w zupełności pominięte, ze względu na ich dopełniający charakter. W kolejnych odcinkach czytelnicy znajdą propozycje dotyczące formułowania umów, gdy w zamówieniu klienta występują elementy świadczeń uzupełniających.

 

 

 

 

 

 

 

Waldemar Jasiewicz
Waldemar Jasiewicz
Architekt IARP

przewodniczący Rady Podlaskiej Okręgowej Izby Architektów, rzeczoznawca budowlany, do 2004 roku współwłaściciel pracowni projektowej

TAGI

reklama

Warto przeczytać