Facebook

Architekt i jego praca, cz. VIII

Z:A 74

KATEGORIA: A...symetria umowy

Umowa o pełnienie nadzoru autorskiego może być odrębnym postanowieniem porozumiewających się stron lub stanowić integralną część przedmiotu zamówienia łącznie z projektem architektoniczno-budowlanym. Niektórzy prawnicy próbują jednak zaskarżać takie zapisy, bo twierdzą, że nie chodzi tu o umowę o dzieło, lecz – zlecenie.

Bierze się to z niezrozumienia istoty i specyfiki architektoniczno-budowlanego nadzoru autorskiego, który – niestety – bardzo często jest mylony przez sądy w rozstrzygnięciach sporów z innym typem nadzorów, np. inwestorskim czy budowlanym. Otóż w świetle prawa zlecenie musi być wykonywane przez zleceniobiorcę osobiście, w przeciwieństwie do dzieła.

Interpretacje do dzieła!

Prawo wpisu do dziennika budowy i możliwość pełnienia nadzoru autorskiego przysługuje jedynie twórcom wymienionym w projekcie z imienia i nazwiska. Jednak we współczesnym świecie zamawiający zlecają pełnienie nadzoru autorskiego architektowi jako instytucji. Ten dopiero, w ramach własnej działalności gospodarczej, wydaje stosowne polecenia służbowe pracownikom (w przypadku umowy o pracę lub o dzieło – właściwemu projektantowi).

Inny argument prawników — zwolenników traktowania nadzoru autorskiego jako zlecenia — dotyczy tego,że jest to czynność, w wyniku której nie powstaje nowe dzieło. W tym też nie ma nic z prawdy. To typowo prawnicze podejście do problemu, bez zadania sobie odrobiny trudu, aby zapoznać się ze specyfiką wykonywania danej pracy. Proces wznoszenia obiektu jest kontynuacją sporządzonego wcześniej na papierze dzieła (projektu). Słowo „nadzór” ma jednak swoją wymowę i sugeruje wykonywanie jedynie czynności kontrolnych. Tego przede wszystkim trzymają się prawnicy strony przeciwnej architektowi. W przypadku nadzoru budowlanego czy instytucjonalno-administracyjnego tak rzeczywiście jest. Są to świadczenia jednorazowe, kontrolne, niemające wytworzyć czegokolwiek nowego. Każdorazowy wpis projektanta w dzienniku budowy, poza uwagami merytorycznymi, wnosi jednak również element kontynuacji twórczej dzieła. W trakcie nadzoru projektant wielokrotnie uzupełnia powstały wcześniej projekt i jednocześnie wzbogaca go o nowe elementy, które uznaje za niezbędne w danej chwili. Czy zatem wykonuje nowe dzieło? Nie, kontynuuje wcześniej rozpoczęte. A że tylko autor projektu może dokonać wpisu — to już inna sprawa, wynikająca z odrębnych przepisów. Nie oznacza to, że powyżej opisane czynności są tylko zleceniem nadzoru. TO KONTYNUACJA PROCESU TWÓRCZEGO. Ci, którzy twierdzą, że jest inaczej, mijają się z prawdą. Czy tożsame są przypadki: zamawiający proponuje architektowi posprzątanie obiektu, który ten projektował, oraz zamawiający prosi architekta o sprawdzenie w ramach nadzoru autorskiego, czy istnieje możliwość zastosowania innego rozwiązania technicznego w wykonanym wcześniej projekcie? Czy powyższe zadania powinny być wykonane w ramach umów-zleceń? Tylko pierwsze z nich. W drugim występuje element analityczny, czyli mamy do czynienia z pierwiastkiem twórczym. Różnica podstawowa pomiędzy umową-zleceniem a umową o dzieło to REZULTAT pracy. W pierwszym przykładzie klient ma otrzymać to, co chce. Wysprzątany obiekt. Z góry znany jest rezultat zlecenia. A czy w drugim przypadku też wystąpi gwarancja stuprocentowa, że inne rozwiązanie techniczne będzie możliwe? Nie.

Stara prawda, że gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, znajduje tu swoje potwierdzenie. Jeśli zamawiający zleca wykonanie czynności w ramach umowy o dzieło, to zobowiązany jest do wypłaty określonego wynagrodzenia, chociaż rezultat wcale nie musi być dla niego zadowalający. Pod jednym warunkiem, że przekazana praca (dzieło) będzie pozbawiona wad. I to akurat jest oczywiste. Istnieje jeszcze jedna różnica finansowa. Wiele koleżanek i kolegów architektów wykonuje swoją pracę na zasadzie wolnego zawodu. W przypadku umowy o dzieło występują inne zasady opodatkowania, niż dla umowy-zlecenia. Zróżnicowany jest poziom ryczałtowo przyjętych kosztów uzyskania przychodu dla prac uznanych za twórcze. O ZUS-ie nawet nie wspominamy.

Czasami inwestorzy nie żądają od architekta pełnienia nadzoru autorskiego, a jeżeli już godzą się na takie postanowienia w umowie o prace projektowe, to na tym poprzestają. Prawo bezwzględnie jednak wymaga potwierdzania każdorazowo wszelkich zmian przy prowadzeniu prac budowlanych przez projektanta. Trzeba podkreślić, że architekt z zespołem ma prawo do pełnienia nadzoru autorskiego. Inwestorowi nie wolno tego ograniczać lub pomijać, a każda wykonana przez autora zmiana w projekcie powinna być odpłatna.

Podsumowując powyższe, można uznać, że jeżeli zakres nadzoru autorskiego będzie ograniczony jedynie do czynności stwierdzania wykonywania robót budowlanych zgodnie z projektem budowlanym, to faktycznie mówimy o UMOWIE-ZLECENIU. Natomiast każde inne ustalenie zakresu takiej pracy w 90% zmieni kwalifikację prawną z umowy-zlecenia na umowę o dzieło.

Czas to pieniądz

Umowa o nadzór autorski powinna zawierać następujące dane: czas jego rozpoczęcia i zakończenia, miejsce i częstotliwość sprawowania oraz wysokość wynagrodzenia wraz z podstawami jej naliczania i wypłacania. Szczególnie ważną kwestią jest określenie liczby wizyt na budowie. Czasami zdarzają się sytuacje, gdy zamawiający żąda od architekta ciągłego pobytu na niej. To pomieszanie pojęć. Wymaga się wówczas od architekta pełnienia innej formy nadzoru, który nazywany jest nadzorem inwestorskim. Niektórzy inwestorzy mylą jeszcze nadzór autorski z pełnieniem funkcji kierownika budowy. Otóż zdecydowanie należy się temu przeciwstawiać. Forma i zakres pełnienia nadzoru autorskiego są prawnie zdefiniowane. Jeżeli natomiast inwestor chce, aby architekt pełnił funkcję kierownika budowy i odpowiadał za proces realizacji inwestycji, to po pierwsze powinien sprawdzić zakres licencji (uprawnień) architekta, a po drugie — podpisać z nim stosowną, odrębną, umowę.

Wracając do liczby wizyt architekta lub członków jego zespołu na budowie, to na wstępie należy ustalić ich maksimum, które mieści się w wyliczonej wartości honorarium (w przypadku ryczałtu) za pełnienie nadzoru autorskiego. Metoda obliczeń jest bardzo prosta i wynika z podstaw ekonomii. Wystarczy podzielić wartość globalną honorarium za pełnienie nadzoru autorskiego przez wartość godziny pracy projektanta, a w wyniku tego działania zostanie określona liczba pobytów na budowie przy ustaleniu, że np. jeden nadzór autorski trwa cztery godziny zegarowe. Stawki godzinowe są zwyczajowo stosowane przez architektów na całym świecie, zatem ta metoda nie będzie czymś unikalnym. Warto zaznaczyć, że wyliczona liczba wizyt stanowi sumę pobytów wszystkich projektantów uprawnionych do pełnienia nadzoru autorskiego. Pojawia się pytanie: na jakiej podstawie określić globalną wartość nadzoru autorskiego? Jest ono o tyle sensowne, że przyjęcie z góry złej podstawy wyliczenia skutkować będzie w przyszłości „dopłacaniem do interesu” przez architektów. Zwyczajowo (w większości państw) cena nadzoru stanowi pewien procent honorarium za projekt. Jest to kwota liczona od wartości wszystkich faz twórczych, czyli koncepcji, projektów budowlanego i wykonawczego. Przeciętne „widełki” to 15–25% wynagrodzenia za projekt. Nie oznacza to, że wartość projektu wynosi 85 lub 75%. Jest ona równa 100%, a za nadzór przysługuje honorarium dodatkowe. Do wyliczonych sum należy dodawać ponadto nakłady związane z dojazdem oraz czasem, jaki projektanci na niego przeznaczają. Są jeszcze inne metody wyliczania wartości nadzoru autorskiego, takie jak uznanie, że jeden pobyt na budowie stanowi pewną wartość kosztów realizacji obiektu, np. każde 3000–5000 $ kosztów realizacji obiektu to jedna wizyta projektanta.

Powyżej opisany problem został potraktowany trochę szerzej, wielu inwestorów próbuje bowiem podchodzić do honorarium za nadzór autorski tak jak do wynagrodzenia za dokumentację projektową – twierdzą, że w zapłacie za projekt mieści się należność za nadzór autorski. Dlatego dużą wagę należy przykładać do precyzyjnego określenia elementów składowych globalnego honorarium zawartego w umowie.

W przypadku oddzielnej umowy o nadzór autorski powyższy problem nie występuje. Jeżeli jednak umowa łączy poszczególne etapy projektowania z pełnieniem nadzoru autorskiego, to opisane wyżej kwestie mają kapitalne znaczenie. Problemy te zostaną poruszone szerzej w części poświęconej umowie całkowitej, w której w jednym dokumencie zawarte są wszystkie rodzaje umów.

Nie należy zapominać, że pełnienie nadzoru autorskiego jest wymagane przez stosowne prawa budowlane w większości krajów. W Polsce to świadczenie obligatoryjne w przypadku żądania inwestora, co nie znaczy, że darmowe, jak niekiedy inwestorzy próbują „interpretować” zapisy prawne.

Architekci w swojej praktyce spotykają się również z sytuacjami, gdy inwestor próbuje zlecać nadzór innemu projektantowi, bez wiedzy i zgody autora. Jest to wówczas nadzór prac, a nie nadzór autorski. Sytuacja taka może występować tylko i wyłącznie w trybie nadzoru inwestorskiego. Osobie, która się tego podejmuje, nie wolno dokonywać wtedy jakichkolwiek zmian w projekcie. Może ona jedynie nadzorować proces realizacji dzieła, przy jednoczesnej kontroli pieniędzy wydawanych na inwestycje. W praktyce osoba nadzorująca jest kimś, kto w imieniu inwestora rozlicza wykonawcę robót z faktycznego przebiegu prac budowlanych. Oczywiście architekt może pełnić i taką rolę, o ile jego uprawnienia, wynikające z posiadania samodzielnych funkcji technicznych (licencji), na to pozwalają. Jak jednak wspomniałem, inny projektant nie ma prawa do dokonywania zmian w projekcie bez zgody jego autora. Natomiast, sam architekt może zlecić pełnienie nadzoru osobie trzeciej, posiadającej odpowiednie, równorzędne uprawnienia techniczne. Inwestor musi być o takim fakcie uprzedzony stosownym zapisem umownym. Powierzanie innemu koledze pełnienia nadzoru autorskiego w większości krajów wymaga zgłoszenia tego faktu także właściwym administracyjnym organom nadzoru budowlanego. Z chwilą zawiadomienia o takim zastępstwie autor projektu nie odpowiada za ewentualne braki w sprawowaniu nadzoru. Nie jest jednak zwolniony z odpowiedzialności za brak należytej staranności w wyborze zastępcy. Ten zaś ponosi odpowiedzialność zarówno przed inwestorem, od którego pochodzi żądanie nadzoru, jak i autorem projektu.

il. Edgar Bąk

Gra o rację

Należy objaśnić prawa projektanta (w tej definicji mieszczą się wszystkie branże projektowe biorące udział w procesie projektowania) w trakcie budowy. Są one całkiem spore. Architekt wraz ze swoim zespołem ma prawo:

  1. wstępu na teren budowy i dokonywania zapisów w dzienniku budowy dotyczących jej realizacji;
  2. występowania z wnioskiem o wstrzymanie robót budowlanych w razie:
  • stwierdzenia możliwości powstania zagrożenia,
  • wykonywania prac budowlanych niezgodnie z projektem.

Podstawowym zadaniem nadzoru autorskiego jest sprawdzanie zgodności procesu wznoszenia obiektu z opracowaną dokumentacją oraz wyjaśnianie na bieżąco problemów technicznych. I gdyby na tym kończyła się kwestia związana z nadzorem autorskim, nie byłoby w ogóle problemu. Rzeczywistość, jak zwykle, jest bardziej „kreatywna”. Otóż w trakcie budowy pojawiają się komplikacje, których podstawa wiąże się zwykle z kłopotami finansowymi inwestorów lub firm wykonawczych. Zgodnie z efektem domina musi się to wiązać się z obciążeniem architekta (projektanta) dodatkową pracą. Praktycznie przy każdej inwestycji musi on być przygotowany na konieczność uzgodnień możliwości wprowadzania rozwiązań zamiennych w stosunku do przewidzianych w projekcie. Są one zwykle zgłaszane przez kierownika budowy, inspektora nadzoru inwestorskiego lub samego inwestora. W tym momencie zaczyna się między stronami swoista gra. Wariant 1 – inwestor ma kłopoty finansowe i musi dokonać cięć w budżecie inwestycji. Najczęściej zwraca się wówczas do architekta z prośbą o przeprojektowanie części obiektu i poszukanie możliwości obniżenia kosztów. Sprawa jest prosta, jeżeli inwestor ma świadomość, że takie zmiany są praktycznie nowym zamówieniem i wyraża zgodę na opłacenie dodatkowej pracy. Zwykle, pod względem formalnym, podpisuje się aneks do umowy o wykonanie projektu architektoniczno-budowlanego lub spisuje się nową umowę. Kłopoty zaczynają się wówczas, gdy zamawiający nie chce zapłacić za dodatkową zmianę, bo uważa, że architekt musi to zrobić nieodpłatnie w ramach nadzoru autorskiego. Możliwości wpływania na sytuację jest wiele. Oto niektóre z nich:

  1. szantaż – „Czy Pan/Pani chce w przyszłości otrzymać ode mnie kolejne zlecenie?”;
  2. sztuczne wyszukiwanie błędów w projekcie, wykorzystujące w tym celu naprędce zadzierzgniętą „przyjaźń” z generalnym wykonawcą lub inspektorem nadzoru;
  3. ignorowanie projektantów.

Opisane powyżej przypadki nie są rzadkością. Stąd lekceważenie zapisów umownych dotyczących kwestii związanych z pełnieniem nadzorów autorskich przez architekta z zespołem nie jest sprawą obojętną.

Wariant 2 – wykonawca robót budowlanych ma kłopoty finansowe. W takich przypadkach bardzo często dochodzi do konfliktów pomiędzy wykonawcami prac budowlanych a architektami. Poszukiwania oszczędności przez tych pierwszych są tak daleko posunięte, że skutki tego bywają niemożliwe do usunięcia (z pominięciem rozbiórki). Pół biedy, gdyby zastępcze technologie budowlane były lepsze lub jakościowo równorzędne z rozwiązaniami zaprojektowanymi. Zwykle zamiany te realizowane są jednak spontanicznie, bez żadnej konsultacji z architektem. Konsekwencje mogą rzutować nawet na prawidłowość funkcjonowania obiektu. Niewłaściwe izolacje wodne czy termoizolacje to niemal standard. Rezygnacja w wielu fragmentach z tzw. detalu architektonicznego bezpowrotnie niweczy pierwotny zamysł. Przykłady samowoli, której dopuszczają się wykonawcy, można wyliczać jeszcze przez kilka stron. Nie ma to jednak większego znaczenia. Ważny jest bowiem sam fakt wystąpienia takiego zjawiska. Pole manewru w „sztuczkach” wykonawczych można skutecznie ograniczać właściwym nadzorem inwestorskim. Nie bez znaczenia w walce z tą patologią są silne i sprawne służby administracyjnego nadzoru budowlanego. Sam projektant też posiada narzędzia prawne umożliwiające mu walkę z nieprawidłowościami. W krańcowych przypadkach może wnioskować o wstrzymanie procesu wznoszenia obiektu i nakazać rozbiórkę źle zrealizowanych części.

Równie często wykonawcy stosują metodę sztucznego wyszukiwania błędów w dokumentacji technicznej. We współczesnych realiach, kiedy czas na opracowanie projektu skraca się do minimum, ryzyko wystąpienia nieprawidłowości jest olbrzymie. Wstyd powiedzieć, ale gdy bywają one wykrywane, to tłumaczenie, że było zbyt mało czasu na dokładne opracowanie dokumentacji budowlanej świadczy tylko o braku profesjonalizmu architekta. Należy o tym pamiętać na początku negocjacji umownych i przed złożeniem wiążącej oferty. W przeciwnym razie trzeba z podniesioną głową ponosić konsekwencje swojej niefrasobliwości. W takiej sytuacji architekt powinien być szczęśliwy, gdy cała sprawa skończy się darmową pracą nad rozwiązaniami zamiennymi. Bardziej zasadniczy inwestor może wyciągnąć wobec niego znacznie poważniejsze konsekwencje, które mają związek z odpowiedzialnością finansową. W przypadku udowodnienia błędów projektowych architekt w sporze sądowym nie ma żadnych szans i z pewnością przegra proces.

Poszukującym błędów inwestorom i wykonawcom należy przypomnieć stare przysłowie – kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Powinni oni liczyć się z tym, że jeżeli przesadzą ze swoimi roszczeniami względem architekta, to ten może (w kolejności):

  1. twardo i konsekwentnie odmawiać wprowadzania rozwiązań zamiennych, ograniczyć nadzór do czynności kontrolnych i nikt nie ma prawa wyciągać wobec niego jakichkolwiek konsekwencji. Zaprojektowane jest tak, a nie inaczej i koniec. Kropka. Pod jednym warunkiem — projekt nie zawiera rzeczywistych błędów;
  2. w przypadku wprowadzenia niekonsultowanych zmian, składać wnioski o wstrzymanie prac budowlanych, co skutecznie sparaliżuje inwestycje.

Nie są to rozwiązania zbyt eleganckie, ale bywają bardzo skuteczne.

Czasem architekt wyraża również zgodę na zamienne projekty w obawie przed ujawnieniem inwestorowi informacji o błędach w dokumentacji. Nie jest to korzystne dla zamawiającego. Otrzymuje on rozwiązanie inne niż przewidziane, przeważnie gorsze pod względem technicznym. Architekt zresztą sam pada ofiarą własnej głupoty, sądząc, że metoda typu „ręka rękę myje” pozwoli mu na dłuższą metę funkcjonować na rynku. Można z góry przewidzieć, że jeżeli przy jednej z kolejnych realizacji trafi na tego samego wykonawcę, to znajdzie się w potrzasku. Skutkiem będzie realizacja niepełnowartościowego zamierzenia inwestycyjnego, a inwestor z winy przestępczego duetu (architekt i wykonawca) poniesie olbrzymie straty finansowe w trakcie realizacji, nie wspominając nawet o przyszłych kosztach eksploatacyjnych.

Zgoda buduje

Jeżeli wszystkie strony procesu inwestycyjnego są uczciwe, to teoretycznie istnieje szansa ustalenia możliwości zastosowania tańszych rozwiązań wspólnie z zamawiającym. W takich sytuacjach można spodziewać się, że inwestor wypłaci zarówno architektowi, jak i wykonawcy stosowną premię za poczynione oszczędności. O wiążące zapisy można pokusić się w negocjacjach umownych. Niestety, praktycznie każdy zamawiający będzie zżymał się na tego typu regulacje umowne i twierdził, że istnieje coś takiego jak rzetelność zawodowa. Owszem, ale trudno ją zachować, wiedząc, że jest się traktowanym w sposób odbiegający od partnerskiego. Zamawiający winien pamiętać, że nie można wymagać uczciwości od innych, jeżeli samemu nie jest się uczciwym. U źródeł wszelkich patologii w procesie inwestycyjnym leży brak właściwej współpracy pomiędzy architektem a klientem. Jest to kolejny przykład, że oszczędności dokonane na etapie projektowania odbijają się negatywnie na inwestorach w trakcie realizacji.

Wniosek, jaki można wyciągnąć z etapu zwanego nadzorem autorskim, to przypomnienie, że architekt musi mieć odpowiednio dużo czasu na opracowanie projektu. Im lepiej i dokładniej sporządzona zostanie dokumentacja techniczna, tym większy będzie zysk inwestora, który nie poniesie kosztów związanych z nieprawidłowościami mogącymi wystąpić w procesie realizacji zamierzenia. Nie bez znaczenia jest również przypomnienie o wyborze właściwego architekta, który będzie wzorem moralnym oraz powiernikiem finansów klienta podczas projektowania, i nadzoru. Wówczas nadzór autorski będzie tym, czym w istocie ma być.

Ciąg dalszy nastąpi…

 

 

 

 

Waldemar Jasiewicz
Waldemar Jasiewicz
Architekt IARP

przewodniczący Rady Podlaskiej Okręgowej Izby Architektów, rzeczoznawca budowlany, do 2004 roku współwłaściciel pracowni projektowej

reklama

Warto przeczytać