Facebook

Archikariat

Z:A 68

KATEGORIA: Felieton

Startując w przetargach z kryterium najniższej ceny i wykonując projekt o niskim standardzie, wpisujemy się w cechę prekariatu, którą są zbyt wysokie kwalifikacje w stosunku do wykonywanych zadań.

Wymyślanie neologizmów było jedną z kawiarnia-nych zabaw przedwojennego środowiska literackiego. Dzisiaj nowe słowa pojawiają się samoistnie, bynajmniej nie jako literackie żarty, a i tradycyjne kawiarnie coraz trudniej znaleźć na ulicach i placach naszych miast. Jednak, być może, mimowolnie nawiązując do tej tradycji, wymyśliłem nowe słowo – „archikariat”, które, jak mi się wydaje, nigdy wcześniej nie było używane. W związku z tym, zgodnie z prawami: autorskim i własności intelektualnej, zastrzegam sobie wszelkie prawa do niego. Na podstawie zmian, jakie obserwuję w zawodzie architekta od kilkunastu lat, odnoszę wrażenie, że problemy, z którymi się borykamy nie są tymczasowymi, możliwymi do szybkiego lepszego lub gorszego rozwiązania. Są one znacznie poważniejsze i wynikają z trwałych procesów erozji naszego środowiska i z naszych wyobrażeń o nim. Do takich wniosków oraz do wymyślenia terminu „archikariat” skłoniła mnie lektura wywiadu z mało znanym u nas profesorem ekonomii na Uniwersytecie w Londynie – Guyem Standingiem, a także jego teksty. Uchodzi on za twórcę określenia prekariat, które stało się jednym z członów mojego neologizmu.  Ze względu na stosunkowo krótką genezę nie jest ono jeszcze szeroko znane i używane. Stanowi ono zbitek dwóch słów: precarious (ang. niepewny) i proletarius (łac. należący do najuboższej klasy). 

Prekariusze to osoby zarabiające nie na podstawie umów o pracę, gwarantujących większą lub mniejszą stabilność, lecz – elastycznych form zatrudnienia, chyba słusznie na-zywanych u nas śmieciowymi. Są oni pozbawieni gwarancji związanych z: zabezpieczeniem przed zwolnieniem, wykonywaniem określonych obowiązków, ochroną socjalną i zdrowotną, zapewnieniem nauki zawodu (np. szkoleń), odpowiednią pensją i wreszcie gwarancją reprezentacji. Życie prekariatu przebiega w ciągłej niepewności, w której trudno cokolwiek zaplanować w dłuższej perspektywie. Odnosi się to szczególnie do sfery zawodowej, w której częste zmiany organizacyjne sprawiają, że z dnia na dzień można utracić stanowisko czy własną firmę, bo prawie każdy zmienia pracę i jej formę przynajmniej kilkakrotnie, szukając tej zapewniającej większe bezpieczeństwo.

Proces kształtowania się prekariatu nie odbywa się gwałtownie, dokonuje się on stopniowo, lecz systematycznie, nie tylko w Polsce. U nas przybrał on jednak niepokojące rozmiary. Obecnie jesteśmy krajem o największej liczbie umów śmieciowych w Europie, szczególnie wśród ludzi młodych. Podobnie jest w naszym zawodzie, określanym jako zawód zaufania publicznego, którego przedstawiciele stanowili i powinni stanowić istotną część polskiej klasy średniej. Jego postępująca deprecjacja, zarówno w kategoriach prestiżowych, jak i finansowych, spycha nas z tej pozycji do prekariatu lub, jak nazwałem naszą grupę zawodową, „archikariatu”. Większości z nas dotyka już brak niemal wszystkich z wymienionych gwarancji. Trudno też mówić o zaufaniu publicznym, jeżeli pojawiają się problemy z zaufaniem do samych siebie, ponieważ nie mamy jakichkolwiek gwarancji oraz w miarę stabilnej przyszłości. 

Jest rzeczą oczywistą, że nasz zawód bardzo ściśle powiązany jest z koniunkturą. W gospodarce przestrzennej i procesach inwestycyjnych podlega fluktuacji wraz z okresami hossy i spowolnienia bądź kryzysu. W Polsce, w odróżnieniu od Hiszpanii, krach na rynku nieruchomości, będący jednym z najbardziej istotnych generatorów ostatniego kryzysu ekonomicznego, miał formę zdecydowanie łagodniejszą i w zasadzie był tylko spowolnieniem. Jednak permanentny proces pauperyzacji czy „archikariatyzacji” w Polsce rozwinął się w czasie koniunktury związanej z wykorzystaniem środków unijnych i dotknął praktycznie całego, szeroko rozumianego sektora budowlanego. Dowodzi to jednoznacznie, że nie mamy do czynienia z chwilowym, i rozpoznanym już przez nas w ostatnich 20 latach, załamaniem w naszym zawodzie, a z autonomicznym procesem, paradoksalnie dodatkowo pogłębianym koniunkturą gospodarczą.

Startując w przetargach z kryterium najniższej ceny, wykonując następnie projekt o niskim standardzie, wpisujemy się w kolejną cechę prekariatu, którą jest posiadanie zbyt wysokich kwalifikacji w stosunku do wykonywanych zadań. Pomijając oczywiste problemy z ustabilizowaną pracą, uzyskaniem zlecenia i osiągnięciem godziwego wynagrodzenia, szczególnie istotna w naszej profesji jest gwarancja reprodukcji umiejętności – zapewnienie stałej nauki zawodu, szkoleń oraz właściwego wykorzystania i podnoszenia nabytych umiejętności w pracy. Obecny system, w którym funkcjonujemy, w zasadzie praktycznie uniemożliwia podnoszenie kwalifikacji, nie wspominając o rozwoju intelektualnym. Aby przetrwać, posiłkujemy się coraz częściej rutynowymi rozwiązaniami, co niestety oddala nas od krajów dobrze rozwiniętych. Brak środków na konferencje, wymiany międzynarodowe, sympozja czy warsztaty oraz brak czasu nawet na swobodną, profesjonalną dyskusję powodują stopniowe zawężenie naszych horyzontów. Paradoksalnie, i wbrew naszym intencjom, nawet szkolenia organizowane przez naszą Izbę w zakresie kodeksu administracyjnego, nowelizacji i nowych regulacji prawnych, nowych warunków technicznym jeszcze bardziej obciążają naszą mentalność. Podświadomie sprowadzają nas one do roli wykonawców i realizatorów zewnętrznych uregulowań prawnych, w du-żej mierze całkowicie nonsensownych i niczemu niesłużących. Niemożność wykorzystania w swojej pracy nabytych kwalifikacji, połączona z brakiem ich podnoszenia, stwarza szklany sufit na drodze do wyrwania się z niesatysfakcjonującej rzeczywistości. Wywołana nim frustracja oraz przesunięcie uwagi z samej architektury na sposób jej tworzenia są bardzo widoczne w rozmowach i dyskusjach prowadzonych przez „archikariat”, z których praktycznie zniknęły intelektualne zagadnienia dotyczące samej twórczości, a także problemy przestrzenne naszych miast. Zastąpiły je permanentne narzekanie oraz utyskiwanie na warunki wykonywania zawodu w otaczającej nas rzeczywistości. 

Istotną cechą prekariatu jest również atomizacja – sposób pracy, a co za tym idzie – styl życia, polegający na indywidualnych wysiłkach zapewnienia sobie i rodzinie egzystencji. W żaden sposób nie sprzyja on organizowaniu się w bardziej zaawansowane formy współpracy – zarówno w zakresie wykonywania niekoniecznie wyuczonego zawodu, jak i przynależności do jakiejś grupy społecznej – umożliwiające zmianę swojego statusu. Dlatego też prekariat, mimo że dość precyzyjnie zdefiniowany badawczo jako grupa społeczna, nie istnieje w zauważalnych kategoriach zorganizowanych grup społecznego nacisku, manifestujących swoje niezadowolenie oraz żądania.

Podobnie jak w przypadku prekariatu liczebność „archikariatu” stale rośnie, zasilają go niemogący znaleźć pracy absolwenci wydziałów architektonicznych. Teoretycznie „archikariat” znajduje się w lepszej sytuacji niż pozostała część prekariatu, ponieważ dysponuje organizacjami zawodowymi takimi jak iarp i sarp. I choć ok. 5000 członków sarp i 15 000 członków Izby Architektów, zresztą w większości zrzeszonych także w sarp, może liczyć na pewne formy zawodowej solidarności, to jednak obie organizacje z definicji nie są i nie będą związkami zawodowymi, a ich możliwości ochrony członków są ograniczone. Licząca już zapewne dziesiątki tysięcy społeczność młodych adeptów zawodu pozbawiona jest jakiejkolwiek ochrony. Próbują się oni organizować na forach internetowych, choć wydaje się oczywiste, że konieczność bardziej zaawansowanego solidarnego działania jest wymogiem tych niełatwych czasów. Parafrazując hasło minionego systemu, mimo pewnego zażenowania związanego z odwoływaniem się do skompromitowanych apeli, trzeba zawołać: „Archikariusze wszystkich okręgowych izb architektów łączcie się!”.

Piotr Średniawa
Piotr Średniawa
Architekt IARP

przewodniczący Rady Śląskiej Okręgowej Izby Architektów RP, członek Miejskiej Komisji Architektoniczno-Urbanistycznej w Katowicach, wraz z Barbarą Średniawą prowadzi Biuro Studiów i Projektów Architekt

TAGI

reklama

Warto przeczytać