OGÓLNOPOLSKI MAGAZYN IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Zamów Z:A drukowany
| DOŚWIADCZENIA ZAWODOWE |  |
|_#52  ZA

 

Ile i jakiej przestrzeni dla sportu
i rekreacji w mieście?
/ ring opinii

/// artykuł online w całości

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> Forum Z:A /// skomentuj

> e-Newsletter Z:A

> Dopisz swój e-mail

/// Wprowadzenie Mówi się: sport to zdrowie. Jednak każdy ma inne oczekiwania i potrzeby. Co innego zawodowiec, co innego amator. Mamy różną sprawność i różny wiek – dzieci, młodzież, „biurkowcy”, fizyczni, seniorzy. Czego innego chcą mieszkańcy, czego innego politycy. Wreszcie: o zdrowie i sprawność fizyczną można dbać profilaktycznie, czyli systematycznie, albo... naprawiać je sanatoryjnie i rehabilitacyjnie, kiedy coś nagle się zepsuje. Wynika z tego, że obiekty i przestrzenie sportowo-rekreacyjne mają do wypełnienia całe mnóstwo zadań: społecznych, zdrowotnych, a nawet politycznych.

/// Zatem proponowane pytania: Ile i jakiej przestrzeni (obiektów) dla sportu i rekreacji fizycznej powinniśmy realizować w mieście? Jakie mechanizmy powinny regulować „chciejstwo" i możliwości przestrzeni rekreacyjnych? Kto powinien o tym decydować? Czy jeśli mamy duży teren, który jest np. dzikim parkiem i zainteresowanego dewelopera, to zasadny jest zarzut o zabetonowywaniu miast? Czy lepsze są małe skrawki zieleni rekreacyjnej (ale gęsto rozmieszczone) czy lepiej komasować je w większe zespoły?

       
Ile i jakiej przestrzeni dla sportu i rekreacji w mieście? / ring opinii
       
       

  arch. Marcin Brataniec
/ architekt IARP, eM4.Pracownia Architektury. Brataniec


Człowiek ma ciało stworzone do ruchu. To ciało miało polować, uprawiać ziemię, pokonywać dystanse. Dzisiaj polowanie czy pracę fizyczną zastąpił sport. Sztuczne środowisko musi zastąpić to dawne, naturalne. Dlatego wymyślamy dyscypliny i budujemy baseny, boiska, skateparki.
Przestrzenie dla sportu to przestrzenie publiczne i tak należy je traktować. Oczywiście mogą być one budowane i zarządzane zarówno przez podmioty publiczne, jak i prywatne. W przestrzeni wolnego rynku zarówno władze publiczne, jak i inwestorzy prywatni stają się graczem podlegającym regułom ekonomii, jednak w przypadku inwestora publicznego celem gry jest szerzej rozumiane dobro publiczne. Dla władz miejskich urządzenie terenów sportu i rekreacji musi być elementem strategii dążącej do zapewnienia „dobrostanu” mieszkańców. Musi być także wynikiem kalkulacji ekonomicznej. Wydatki na sport zwracają się poprzez ograniczenie kosztów ponoszonych na bezpieczeństwo czy zdrowie.

Decyzja o wielkości i lokalizacji terenów sportu i rekreacji powinna być regulowana w ramach planów miejscowych i poprzedzona właściwym rozpoznaniem potrzeb. Niezbędne są zatem konsultacje społeczne, ale także rozmowy z instytucjami publicznymi i prywatnymi prowadzącymi tego typu działalność. Powyższe nie powinno jednak wykluczać możliwości podejmowania prywatnych inwestycji tego rodzaju w ramach realizacji funkcji usługowych.

Moim zdaniem miasto potrzebuje także fragmentów nieuregulowanych, przestrzeni pomiędzy, tajemniczych miejsc o niewiadomym przeznaczeniu, bo człowiek potrzebuje przestrzeni swobody. Tzw. dzikie parki, nieregulowane brzegi rzek, łąki pomiędzy dzielnicami świetnie spełniają to zadanie. Często lepiej zaniechać ich urządzenia.

Przestrzenie sportu i rekreacji to przestrzenie publiczne i tak należy o nich myśleć. Zatem za właściwe należy uznać równomierne nasycenie przestrzeni miasta obiektami i urządzeniami tego rodzaju jednak przy zachowaniu odpowiedniej skali. Trzeba pamiętać o urządzeniu niewielkich skwerów rekreacyjnych, placów zabaw, siłowni etc. w pobliżu miejsc zamieszkania, miejsc pracy czy centrów usługowych. Natomiast duże kubaturowo czy powierzchniowo obiekty użytkowane przez znaczną liczbę ludzi, takie jak hale czy stadiony, powinny znaleźć swoje wydzielone miejsce, które musi być właściwie powiązane z tkanką miejską.

 



  arch. Irmina Niewczas
/ architekt, KBR Pracownia Projektowa, absolwentka Wydziału Budownictwa i Architektury Politechniki Lubelskiej


Przestrzeń, w której żyjemy, ma bezpośredni związek z naszą aktywnością fizyczną. W większych miastach, gdzie infrastruktura rekreacyjna jest rozwinięta, sport staje się nie tylko sposobem na poprawę kondycji, spędzenie wolnego czasu, ale także modą, czy wręcz stylem życia.

Ilość przestrzeni rekreacyjnych w mieście wynika z lokalnych preferencji mieszkańców. Zapotrzebowanie na miejsca sportu i wypoczynku dotyczy nie tylko dużych aglomeracji, ale także niewielkich miast i terenów podmiejskich, gdzie takich przestrzeni zdecydowanie brakuje.

Potrzeby społeczności w tym zakresie powinny uwzględniać miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego poprzez odpowiednie planowanie terenów i obiektów sportowych w centrach miast, jak również w obrębie osiedli mieszkaniowych.

Największym zainteresowaniem cieszą się zwykle ogólnodostępne siłownie na świeżym powietrzu, ścieżki rowerowe, chodniki, place zabaw, pływalnie czy zorganizowane centra sportowe, oferujące różnego rodzaju aktywność fizyczną. Dobrym rozwiązaniem jest wprowadzenie niewielkich, gęsto rozmieszczonych obszarów relaksu, dostępnych dla każdego. Ścieżki pieszo-rowerowe zorganizowane w parkach czy lasach cieszą się dużą popularnością wśród rowerzystów, biegaczy i spacerowiczów.

Myślę, że trend na prozdrowotny tryb życia należy wykorzystać w taki sposób, aby sport na stałe zagościł w mentalności Polaków. Rozwiązania architektoniczne i urbanistyczne miast w zakresie sportu i rekreacji powinny zachęcać do aktywności fizycznej przez kolejne dekady. Im więcej dobrych przestrzeni rekreacyjnych w mieście, tym więcej ludzi wybierze aktywne spędzanie wolnego czasu na powietrzu.



  arch. Ewa Gadomska
/ architekt, urbanista kierownik Referatu Planistycznego
w Wydziale Rozwoju Miasta i Budownictwa UM Olsztyna


Niestety, zieleń, najwrażliwszy element miejskiej układanki, z betonem w mieście najczęściej przegrywa. Sadzone dzisiaj drzewa nie dorównają rozmiarami tym sprzed stu i więcej lat, z powodu zanieczyszczenia środowiska i zasolenia gleby. Dlatego każdy fragment miejskiej zieleni jest cenny: drzewo, skwer, uliczna aleja.

Jeżeli chcemy zapobiegać suburbanizacji, zachęcać ludzi do osiedlania się w centrach miast, musimy stworzyć w nich przyjazne dla zdrowia i samopoczucia warunki życia. Tylko wtedy śródmiejskie kamienice pod względem komfortu zamieszkiwania będą w stanie konkurować z podmiejskimi domkami.

Intensywne nasycanie tkanki miejskiej niedużymi skrawkami zieleni to często jedyna możliwość zazieleniania, nie posiadających rezerw pod zieleń, ciasno zabudowanych miejskich śródmieść. Tutaj wyjątkiem podkreślającym regułę jest olsztyński Park Centralny – 13 hektarów zieleni w ścisłym centrum miasta nad rzeką Łyną, teren który udało się ostatnio, wbrew oczywistym presjom, zagospodarować na miejską zieleń rekreacyjną. Jednak rzadko które miasto ma tak komfortową sytuację, by śródmiejskie grunty przeznaczyć na park.

Słynne nowojorskie parki kieszonkowe to już klasyk w dziedzinie wprowadzania zieleni w przestrzenie silnie zurbanizowane. Podobną ideę przyjęto w Zintegrowanym Programie Rozwoju Przestrzennego Śródmieścia Olsztyna, kładąc nacisk na skwery i zieleń przyuliczną oraz konieczność połączenia tych drobnych, zielonych elementów w sieć.

Drzemiącym potencjałem miejskiej zieleni rekreacyjnej są ogrody działkowe z uwagi na ich powszechność oraz prospołeczny i prozdrowotny charakter. Ale to temat na oddzielny „ring”.

 



  arch. Bogusław Witkowski
/ TPD&A Ordre des Architectes Belgia


Sport zawsze był moją pasją, chociaż bardziej amatorsko niż zawodowo. Stąd też na pytanie ile i jakiej przestrzeni potrzeba w mieście, odpowiem w duchu tej pasji dla sportu: ile tylko się da!

Blue & Green jest credo naszej pracowni w planowaniu urbanistycznym: od Osaka Suspended Gardens w 2002 roku, poprzez Brussels Hills on the Beach na terenach Tour & Taxi Area z 2006 roku, po propozycje dla Nordhavnen w Kopenhadze z 2009 roku. Całkowita powierzchnia zagospodarowanych terenów była we wszystkich tych projektach przeznaczona dla rekreacji i sportu, ponieważ dachy obiektów otrzymywały formę zazielenionych tarasowych wzgórz.

W tej mierze „chciejstwo” powinno leżeć w gestii mieszkańców miast, a zarządzanie ich funkcjami powinno być prowadzone nowoczesnymi narzędziami stworzonymi na bazie AI (Artificial Intelligence). To już nie fikcja: aktualnie opracowujemy koncept wirtualnego modelu miasta, traktowanego jako żywy organizm ze swoją genetyczną osobowością. Modele zapożyczone z dziedziny AL (Artificial Life) pozwalają symulować jego ewolucję, a celem jest zbadanie reakcji na zmiany parametrów przed wprowadzeniem ich w życie.

Przeciwny natomiast jestem całkowitemu zabetonowywaniu wolnych przestrzeni miejskich. Żeby je zagospodarować – należy się nie tylko odwoływać do wyobraźni i odpowiedzialności najzdolniejszych projektantów, ale opierać się o najnowocześniejsze technologie, tak jak wyżej wspomniany matematyczny model miasta.

Na pytanie czy małe, gęsto rozsiane czy skomasowane, większe zespoły, odpowiadam: należy je zagospodarować rekreacją totalnie! Kumulować tam, gdzie jest takie zapotrzebowanie i rozsiewać zgodnie z założeniami programowymi, ale możliwie najgęściej, aby zbliżyć mieszkańcom naturę i jednocześnie umożliwić miejskie ogrodnictwo, czyli coraz popularniejszy urban farming.

 



  prof. arch. Wojciech Zabłocki
/ architekt IARP, szermierz, malarz, pisarz


Przy każdym zespole mieszkaniowym powinno się realizować proste urządzenia sportowe, na przykład placyki gimnastyczne i niewielkie boiska.

Większe obiekty dla czynnej rekreacji i sportu, zarówno otwarte, jak i zamknięte, lokalizowane w miarę możliwości przy terenach zielonych, powinny integrować użytkowników w różnym wieku i różnych zawodów, oferując dodatkowe atrakcje, np. gastronomiczne, kulturalne, komercyjne. Wielkość i rozmieszczenie tych obiektów powinny określać plany, opracowane przez zespoły ekspertów, z możliwością ich elastycznej adaptacji do miejscowych warunków i potrzeb. Należy popierać innowacyjne koncepcje.

Istniejąca tendencja do wykorzystywania rozbudowanych sportowych urządzeń szkolnych dla użytkowania przez dorosłych amatorów jest godna kontynuacji. Wskazany jest powrót do rekreacji ruchowej w czasie pracy w pomieszczeniach do tego przystosowanych. Przy wyższych uczelniach należy zapewnić możliwość czynnej rekreacji w czasie przerw w zajęciach – oprócz obiektów sportowych.

Obiekty dla treningu wyczynowego i zawodów sportowych objęte są planem centralnym Ministerstwa Sportu, jako tzw. obiekty strategiczne.

Obiekty typowo widowiskowe powinny być zasadniczo w gestii samorządów, jednak muszą być zgodne z planem centralnym, żeby uniknąć dublowania i związanych z tym trudności w wykorzystaniu. Wskazane jest łączenie ich z zespołami treningowymi dla młodzieży.



  arch. Piotr Fokczyński
/ architekt IARP, architekt miasta Wrocław,
wiceprzewodniczący Dolnośląskiej Okręgowej IARP


Zagadnienie sytuowania terenów rekreacyjnych i zielonych w strukturze funkcjonalno-przestrzennej miasta to fundamentalny problem, jeśli chcemy poważnie traktować zasadę zrównoważonego rozwoju.

Nie mam żadnej wątpliwości, że utrzymanie właściwych relacji pomiędzy terenami funkcjonalnymi w mieście to domena miejscowego planowania przestrzennego i jest to obowiązek samorządu terytorialnego, z którego nikt go nie zwolnił. Ten mechanizm jest dla mnie tak oczywisty jak to, że obowiązkowo powinniśmy uwzględniać na terenach mieszkaniowych określony procent terenów zieleni czy rekreacyjnych i szczerze mówiąc, nie widzę tutaj pola do dyskusji.

Natomiast warto podyskutować o sposobie realizacji, czyli mechanizmie regulującym ilość i lokalizację. Jedynym obowiązującym wskaźnikiem odnoszącym się do tego problemu jest zapisany w Warunkach Technicznych wskaźnik powierzchni biologicznie czynnej. Wiemy, że te ogólnie przyjęte 25% terenu coraz rzadziej stanowią tę „prawdziwą” powierzchnię zieleni, dlatego tym bardziej trzeba dbać, żeby funkcjonalnie spełniały integrującą społecznie funkcję rekreacyjną dla wspólnoty mieszkaniowej. Całe szczęście deweloperzy coraz częściej rozumieją, że jest to tak samo ważny walor w sprzedaży mieszkań, jak ich rozkład funkcjonalny czy cena.

To jednak dotyczy terenów zabudowanych, dlatego konieczne jest uzupełnienie tego podstawowego zespołu mieszkaniowego.

Obowiązujące w latach siedemdziesiątych wskaźniki urbanistyczne nakazujące minimalne powierzchnie zarysowywały także inny aspekt projektowania, czyli odpowiednią hierarchię tych przestrzeni. Warto do tego wracać. Coraz częściej skłaniam się ku stworzeniu takiej normy.
Pozostaje pytanie: czy koncentrować czy rozpraszać? Najbardziej pożądaną drogą są właściwe proporcje powierzchniowe oraz stworzenie systemu wzajemnie powiązanych, uzupełniających się przestrzeni zielonych i rekreacyjnych. Nie wiem, czy jestem obiektywny w tej kwestii, bo jako mieszkaniec wrocławskiego Sępolna mam to we krwi.

 



  arch. Wojciech Gwizdak
/ architekt IARP, 2G Studio Wojciech Gwizdak,
członek Rady Legislacyjnej IARP, prezes SARP Oddział Kielce


Rzeczywistość i ludzkie oczekiwania wobec niej zawsze zdają się chadzać różnymi drogami. Nawet jeśli rzeczywistość ugnie się przed naszych „chciejstwem”, to będzie to tylko zachętą do podnoszenia oczekiwań. W relacji człowiek – urbanistyka mamy też do czynienia z podobnym rozjechaniem się możliwości i potrzeb. Każdy chciałby tak użytkować miasto, by dotykały go tylko korzyści, a negatywy były gdzieś daleko.

Oczywiście najlepszą gwarancją możliwości decydowania o sposobie użytkowania jest własność, ale nie sposób zastosować tej zasady do terenów wspólnych. Powoduje to rozbieżność między oczekiwaniami różnych użytkowników, z których każdy chciałby, by ten kawałek terenu pełnił taką a nie inną funkcję.

Tak chyba właśnie jest ze wszystkim terenami zielonymi i rekreacyjnymi.

Niby świetnie że są, niby podnoszą jakość życia mieszkańców, ale jak ustosunkować się np. do prób zabudowy takich terenów przez inwestorów? Czy jest to jednoznacznie i zawsze zły pomysł? Otóż chyba nie zawsze.

Polskie miasta, moim zdaniem, mają zbyt dużo przestrzeni publicznych w tym zielonych. Zbyt dużo terenów zielonych jest dziełem przypadku a nie optymalnych rozwiązań. Nie zawsze widzę sens dalszego istnienia kilkusetmetrowego skweru, który powstał po wyburzeniu kamienicy. Właściwości rekreacyjne takich skrawków są mizerne. Osobiście jestem zwolennikiem „gromadzenia” owych małych terenów rekreacyjnych w większe kompleksy (w Polsce ideałem są dla mnie krakowskie Planty). Planty są też przykładem właściwych powiązań komunikacyjnych z miastem.
Duże kompleksy zieleni i rekreacji (myślę, że od 1 ha w górę) otoczone intensywną zabudową, nawet pozbawioną zieleni, wydają się być optymalne urbanistycznie. Modernistyczną ideę bloków w zieleni skutecznie zabiły samochody, zamieniając przestrzenie między budynkami w parkingowiska. Idea zagęszczania zabudowy jest ze wszech miar słuszna nawet kosztem miłych dla oka terenów otwartych. Intensywność zabudowy powinna być rekompensowana oddechem o dostosowanej do otoczenia odpowiedniej wielkości i częstości. Przestrzeń powinna być bardziej skontrastowana strukturalnie i topologicznie.

Oczywiście stan zastany powoduje, że każdy przypadek jest inny i wymaga innego podejścia. Jednak hasła o bezwzględnej konieczności maksymalizacji terenów rekreacyjnych są zbyt daleko idące, a chęci i ideały zawsze trzeba skonfrontować z możliwościami, a przede wszystkim finansami.

Jak ustawić proporcję między terenami intensywnego zagospodarowania a terenami społecznie użytecznymi? Gdzie leży granica sensowności dogęszczania zabudowy? Nie wiem. Choć bywając czasami w Wenecji widzę, że długa droga przed nami.

 



  Sebastian Osowski
/ redaktor naczelny Zawód:Architekt, Oria Media


Dla mnie, jako rodzica czterolatka, korzystanie z parków to aktualnie jedna z podstawowych form codziennej i weekendowej rekreacji. Na wybór między dużym, lecz odległym „central parkiem” a bliskim, małym placem z zielenią, patrzę logistycznie. Istotne są odległość, pogoda i niechęć, by jechać do parku autem.

Częściej bywam więc w bliskim i niewielkim. Szczęśliwie mam taki, naprawdę nieduży, około 180x70 m, za to odległość: dosłownie 5 minut spacerem. Można tam pójść nawet na kwadrans, z dzieckiem, rakietkami do badmintona, piłką itp. Oczywiście moim szczęściem jest fakt, że przed rokiem park został zrewitalizowany, zyskał plac zabaw, plenerową siłownię, wyrównano alejki, oczyszczono trawę, przycięto krzaki... Zaś od kwietnia do października tego roku działał w nim „pawilon kultury ESK 2016”. W soboty i niedziele park wypełniał się zatem spotkaniami, zabawami, grami sportowymi, koncertami, był czytelnią pod chmurką. Słowem: stał się plenerem do aktywnego spędzania wolnego czasu dla dorosłych i dzieci, a wcześniej był użytkowany raczej przez miejscowy element.

Wiąże się z tym ciekawy efekt poczucia kontroli i nawiązania więzi sąsiedzkich.

Park jest niewielki, a grono korzystających powtarzalne. Z czasem więc coraz częściej rodzice zajmowali się sobą, a dzieci biegały swobodnie. Powtarzalność spotkań sprawia również, że dorośli – jeśli syn czy córka bawi się z innym dzieckiem po raz kolejny – zaczynają rozmawiać z pociechami innych. Bywało, że rodzic B w krytycznym momencie przytrzymywał dziecko A. I vice versa. Poza tym parkowi znajomi kłaniają się potem sobie w sklepach czy na ulicy.

Zupełnie inna jest obserwacja z placu zabaw ulokowanego w parku w centrum miasta. Tam każdy z rodziców przez 100% czasu przebywa nie dalej niż pół metra od swojego dziecka. Nikt nikogo nie zna, pełna anonimowość. Na zagadujące dziecko: „Dzień dobry, a ja jestem Jaś!” dorośli patrzą zdziwieni i milczą...

Zależy więc co kto lubi i czego oczekuje od przestrzeni rekreacyjnych – jedni wolną anonimowość, inni nawiązywanie kontaktów.


 

 
  Forum Z:A /// skomentuj artykuł
     
Ile i jakiej przestrzeni dla sportu 
i rekreacji w mieście?/ ring opinii Ile i jakiej przestrzeni dla sportu
i rekreacji w mieście?/ ring opinii

Czy lepsze są małe, rozsiane skrawki zieleni czy przestrzenie sportowo-rekreacyjne skomasowane w większe zespoły? Kto powinien o tym decydować? 
 
Polecamy lekturę Z:A_#52
Zamów Z:A drukowany



Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2017 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.