OGÓLNOPOLSKI MAGAZYN IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Zamów Z:A drukowany
| DOŚWIADCZENIA ZAWODOWE |  |
|_#50  ZA

 

 

Mieszkanie czy dom?
/ ring opinii

/// artykuł online w całości

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> Forum Z:A /// skomentuj

> e-Newsletter Z:A

> Dopisz swój e-mail

Czy Polacy powinni mieszkać w mieszkaniach czy domach? Czy słusznie marzymy o domku jednorodzinnym? Czy należy „promować” wybrane modele zamieszkiwania? (zarówno ideologicznie, jak i np. wsparciem finansowym państwa?) Jaki wpływ na miasto wywierają preferowane przez Polaków formy zamieszkiwania? Czy jest to wpływ dobry czy zły? – po raz kolejny zapraszamy do wymiany zdań na łamach Z:A.
       
Mieszkanie czy dom? / ring opinii
       
       

  arch. Irmina Niewczas
/ architekt, KBR Pracownia Projektowa, absolwentka Wydziału Budownictwa i Architektury Politechniki Lubelskiej


Polacy marzą o domu jednorodzinnym, ponieważ mają potrzebę decydowania o jego wyglądzie, metrażu i lokalizacji. Niestety, „wymarzony dom” nie zawsze ma cokolwiek wspólnego z estetyką czy otaczającym krajobrazem. Marzenie o własnym domu nasiliło proces suburbanizacji miast, przez co znacznie zwiększył się ruch motoryzacji indywidualnej. Miasta stały się zakorkowane, a dojazd do miejsc pracy zaczął zajmować więcej czasu. Za granicami peryferii wytworzyły się pierścienie jednakowej, anonimowej zabudowy jednorodzinnej.

Uważam, że w trosce o zrównoważony rozwój miast, powinno się promować model życia w mieszkaniu. Jednakże trudno o jednoznaczną opinię. Czym innym jest dom w zwartej zabudowie peryferii miast, na działce o minimalnej powierzchni – od domu na skraju lasu, w malowniczej okolicy...

Budynek jednorodzinny wiąże się ze znacznie wyższymi kosztami nie tylko samej budowy, działki, ale także późniejszej eksploatacji. Jednak skrawek własnego miejsca na ziemi, ogród z tarasem, czy wygodne rozwiązania funkcjonalnie i niepowtarzalna elewacja rekompensują stracony czas i wydane pieniądze.

Życie w mieszkaniu jest wygodniejszą opcją, natomiast nie daje mieszkańcom poczucia stuprocentowej własności i wkładu emocjonalnego w jego powstawanie.
Trudno polecać konkretny model zamieszkania, ponieważ każdy Polak ma inne potrzeby, priorytety i możliwości finansowe. Myślę, że nie powinniśmy odbierać ludziom marzeń, a kierować je na tory logicznych rozwiązań.



  arch. Piotr Sobociński
/ architekt IARP, Sobociński Architekci, prezes SARP
Oddział Toruń, sekretarz Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej IARP


Marzenie. O domu, takim pięknym, dobrze i funkcjonalnie zaprojektowanym, z ogródkiem, w którym bezpiecznie bawią się dzieci. Wieczorem wszyscy siadamy przy kominku, słuchając muzyki. Kiedy wyłączam telewizor po meczu, a ostatnie szczapy dopalają się w kominku, cisza dokoła aż dzwoni mi w uszach.

Przebudzenie. W mieszkaniu, niezbyt dużym, dobranym dogodnie do potrzeb. Pokój dla dziecka, póki co na wszelki wypadek, kto wie. Racjonalna rata kredytu, z ratą za telewizor jakoś to będzie. Mam całkiem spory balkon, na pewno większy niż sąsiad z naprzeciwka. A dzieci tych z góry biegają chyba specjalnie na piętach.

Drzemią we mnie paradoksy.

Chcę mieć piękny dom, z pięknie zadbanym ogrodem. Może takim, żeby nie był za duży i żebym nie musiał się nim zajmować zbyt dużo. Chcę mieszkać blisko centrum. Może tak, żeby było cicho i spokojnie. Poza tym na pewno nie chcę spędzać życia w korkach. Chciałbym też mieszkać pod lasem, czuć jego zapach, wsłuchiwać się w śpiew ptaków. Może jednak na tyle daleko od linii drzew, żeby czuć się bezpiecznie, kiedy zostawiam uchylone okno wychodząc z psem.
Sam nie wiem.

Rozmawiałem ostatnio z przyjacielem. Dom za miastem. Istna sielanka wśród buraczanych upraw. Kominek, pies, ogród, w ogrodzie trampolina.

Dziecko ze szkoły odbiera mu sąsiad. W końcu pracuje w budżetówce, kończy wcześniej.



  arch. Małgorzata Pilinkiewicz
/ architekt IARP, pracownia Archistudio Studniarek + Pilinkiewicz, przewodnicząca Śląskiej Okręgowej IARP


Pytanie „dom czy mieszkanie?” sprowadzić można do subiektywnej decyzji, jaki jest lub ma być „nasz kawałek podłogi”. W tym osobistym kontekście rzecz nie w domku na przedmieściu, z angielskim trawnikiem czy w mieszkaniu w apartamentowcu, na strzeżonym osiedlu, lecz w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, w jakiej przestrzeni i otoczeniu chcemy żyć, spędzać czas, spotykać się... Warto zacząć od analizy znanej nam okolicy – czy ją akceptujemy i przetwarzamy dla własnych potrzeb, czy odrzucamy. Dzięki temu łatwiej uświadomimy sobie: czy i dlaczego poszukujemy innego miejsca oraz jakie ma ono być i w jaki sposób ma zaspokoić nasze oczekiwania w danym okresie życia, pracy, związków...

Z drugiej strony – jest w postawionym przez redakcję pytaniu także kontekst ogólny. Rozumiem je bowiem również jako próbę poszukiwania przyczyn „ucieczki z miasta” – boomu budownictwa jednorodzinnego, rozlewającego się na przedmieściach w formie ogrodzonych, strzeżonych osiedli domów jednorodzinnych, wybieranych zamiast życia w mieście, w centrum, z wykorzystaniem istniejącej struktury budowlanej.

Odpowiedzi należy szukać w naszych emocjach i potrzebach, jakie mamy w stosunku do zurbanizowanej części naszych miast, w ofercie jaką daje nam ta przestrzeń oraz w możliwościach naszego wpływu na jej kształtowanie, zmiany, transformacje.

Dążenie do posiadania własnego domku jednorodzinnego to realizacja potrzeb zapanowania nad przestrzenią, w której chcemy żyć, stworzenia „swojego kawałka świata”, za który odpowiadamy, z którym się utożsamiamy, w którym czujemy się bezpiecznie. Ale to jednocześnie ucieczka przed podejmowaniem wspólnych decyzji i poszukiwań konsensu z innymi użytkownikami tych samych przestrzeni. Nie ma tu myślenia o urbanistyce, sposobie funkcjonowania, rozwoju miasta, ani o nas w mieście. Budowanie wielu „własnych kawałków podłogi”, introwertycznych, odizolowanych od świata zewnętrznego nie jest najlepszą drogą do tworzenia miasta zapewniającego bogatą ofertę estetyczną i funkcjonalną w kategoriach ogólnospołecznych.

Problem leży więc chyba w tym, na ile czujemy się gospodarzami przestrzeni, w której żyjemy i którą zabudowujemy swoimi decyzjami, a na ile chcemy się od niej odgrodzić.

Z czasem jednak, taki „odgrodzony własny świat” nie tylko przestaje wystarczać, ale przeszkadza i rozpoczynamy kolejne poszukiwania... Dlatego edukacja oraz świadomość emocji i skutków dokonywanych wyborów, to dopiero początek i podstawa do poszukiwania polityki wspierającej określone formy budownictwa mieszkaniowego, a tak naprawdę do systemu kształtowania tych wyborów.



  arch. Wojciech Gwizdak
/ architekt IARP, 2G Studio Wojciech Gwizdak,
członek Rady Legislacyjnej IARP, prezes SARP Oddział Kielce


Zamieszkiwanie w domu jednorodzinnym jest moim zdaniem mocno przereklamowane. Użytkowe, odczuwalne walory nie przewyższają kosztów. Duża cześć społeczeństwa uważa jednak inaczej (do czego ma oczywiście prawo) i chyba można postawić tezę, że wizja domku z ogrodem na przedmieściach jest idyllicznym marzeniem zamieszkiwania społeczeństwa polskiego.

Są jednak fakty z którymi nie można polemizować w przypadku dyskusji na temat zabudowy jednorodzinnej. Jest to zabudowa ekstensywna, nie budująca tkanki miejskiej i kosztowna w utrzymaniu dla miast i gmin. Zjawisko niekontrolowanego rozlewania się zabudowy jednorodzinnej jest wzmacniane nie tylko przez pomysły typu „możliwość przekształcania działek rolnych na budowlane” (jestem pewien, że dla twórców tego pomysłu Szatan przygotował specjalny zestaw tortur w 7 kręgu piekieł), ale także przez system prawny, który przerzuca większość kosztów infrastrukturalnych na gminy (budowa dróg) i dostawców mediów. Filozofia znana z bankowości – „prywatyzacja zysków, nacjonalizacja kosztów”, powszechna jest też wśród właścicieli domów jednorodzinnych. „Ja chcę sobie wybudować dom tutaj, a teraz poproszę mi dociągnąć drogę z chodnikiem, ścieżkę rowerową, wodę, gaz, prąd, odprowadzić ścieki. Proszę mi wybudować szkołę w pobliżu lub podstawić gimbusa, i broń boże nie przeprowadzać w najbliższej okolicy autostrady, linii wysokiego napięcia czy budować wysypiska śmieci”. Oczywiście zjawisko to występuje w całym budownictwie, ale w przypadku zabudowy jednorodzinnej jest chyba najbardziej wyraźne.

Mimo że jestem zaciekłym wrogiem jakichkolwiek polityk mieszkaniowych prowadzonych przez władze państwowe czy miejskie, jeśli jednak bardzo chcą je prowadzić to należałoby „wspierać” intensywną zabudowę wielorodzinną, najlepiej jako uzupełniającą zabudowę śródmieść miast. W mojej opinii świetnym pomysłem na ograniczenie urban sprawl, powodowanego przez zabudowę jednorodzinną, byłoby sprawiedliwe obciążenie tego typu zabudowy kosztami jej funkcjonowania.



  arch. Dorota Szymaniak-Urban
/ architekt IARP, pracownia Urban Architect


Aglomeracja miejska jest żywą tkanką pełną różnorodnych osobników homo sapiens. To właśnie ta różnorodność powoduje, że od planistów wymaga się dobrego zaprojektowania miasta, w szczególności w przypadku jego rozrastania się.

Każdy z mieszkańców ma inne potrzeby kształtujące się w zależności od wieku, stanu cywilnego, członków rodziny, wykonywanej pracy czy nawet filozofii postrzegania świata. Ta różnorodność ludzka wymaga od współczesnych miast zapewnienia możliwości wyboru. Wyboru na różnych płaszczyznach. Miasto powinno przecież w miarę możliwości oferować to, czego oczekują jego mieszkańcy.

W dobrze zaplanowanym mieście każdy znajdzie coś dla siebie. Zwolennicy wspólnot mieszkaniowych będą mieli możliwość wygodnego posiadania „em ileś” w blokach, zlokalizowanych zarówno w centrum miasta, jak i na jego obrzeżach. Odnajdą tu coś dla siebie również amatorzy jednostek mieszkalnych dających możliwość posiadania „własnego trawnika“ zarówno blisko centrum, jak i na obrzeżach miasta. Miasto nie zapomni także o zwolennikach mieszkania „w pracy“ . Tak zaplanowane miasto przyciągnie mieszkańców, którym da wybór: dom czy mieszkanie? Bo ten wybór nie zależy od nas architektów, ale od użytkownika, dla którego projektujemy miasta, osiedla, mieszkania i domy...

Proces ten ewoluuje na przestrzeni wieków. Musimy przewidywać potrzeby mieszkańców i kształtować ich możliwości wyboru, podnosząc standardy naszej oferty. Dzięki temu będziemy prawidłowo sterować żywą tkanką miejską, a odwieczny dylemat „dom czy mieszkanie?” pozostawimy zaskoczonemu możliwościami wyboru użytkownikowi miasta.

Pogodzenie problem u ekonomiki w zbyt rozproszonej zabudowie i obniżenia jakości życia w przeludnionej jest zadaniem trudnym nawet dla najlepszych urbanistów. Niech jednak te pozorne sprzeczności staną się przyczynkiem do wymuszania na nas samych coraz lepszych rozwiązań i pomysłowości w kreowaniu przestrzeni do życia.



  arch. Teobald Jałyński
/ architekt IARP, naczelnik Wydziału Urbanistyki i Architektury UM
w Jaworznie, członek Rady Legislacyjnej IARP


Polacy powinni mieszkać! Nie gnieździć się, nie waletować, nie koczować – ale mieszkać. To chyba jest większy problem niż własny dom. Dorośli przy rodzicach, całoroczni amatorzy ogródków działkowych, wieczni hotelarze to nie jest dobra wizytówka Polski 2.0. Utarło się, że jak nie masz własnego domu, to nie mieszkasz, tylko się gnieciesz. Polak na zagrodzie równy wojewodzie – to brzmi dumnie. Ale czterdzieści lat temu cieszyliśmy się z każdego własnego kąta, nie patrząc na koszmarne osiedla, gdzie akurat dało się go wykroić. Czy było to takie złe?

Mieszkanie to zmaterializowane marzenie o lepszym jutrze. Ale marzenia rosną razem z nami. Więcej chcemy, bo więcej widzieliśmy i wiemy, że nas stać. Nie ma w tym musu, jest chłodna ocena rzeczywistości.

Czy wszystkich nas stać na dom z ogródkiem – Polska jest duża i teoretycznie, kto wie... Ale jest rolą państwa, aby temu się sprzeciwiać. To domy „robią” nam świat, to przez nie patrzymy na nas samych.

Na totalne zamknięcie się w swojej zagrodzie nas nie stać – nie stać nas na pogłębioną samotność, na utratę więzi społecznych, na marnotrawstwo energii i materii, na koszty obsługi takiego modelu. Żyjmy tak, jak nam najwygodniej, stwarzajmy sobie różne możliwości. Jeżeli już ma nam pomóc państwo, to niech pomaga tym, którzy rozsądnie rozumieją tę różnorodność i gotowi są zaryzykować – myślą, pieniędzmi czy tworzeniem klimatu. Nie wymyślajmy niczego na siłę, modele mieszkalnictwa to powrót do przeszłości.



  arch. Urszula Szabłowska
/ architekt IARP, redaktor informacyjna IARP, prowadzi szkolenia architektów w zakresie organizacji pracy, motywacji i wizerunku


Modele zamieszkania preferowane przez ludzi są zależne głównie od posiadanych przez nich zasobów finansowych. Architekci nie „dyktują” modeli zamieszkania. To sprawa polityki państwa i samorządów terytorialnych, bo to one kreują politykę zabudowy mieszkaniowej. Obecnie z dużym medialnym szumem mają do łask wrócić tanie mieszkania czynszowe, a przecież to nic nowego, bo tzw. TBS-y działają od lat. 

Ludzie mieszkają tak jak lubią, a to co lubią zależy nie tylko od gustu, statusu i zasobności portfela, ale także od struktury rodziny, wieku, długości dojazdu do pracy oraz form spędzania wolnego czasu. Architekt projektuje nie według własnych preferencji, lecz pod zamówienie klienta, posiadającego coś: jakąś działkę, mieszkanie czy dom do remontu, lub nic – tylko trochę pieniędzy i marzenia. 

Czy słusznie marzymy o czymś? Moim zdaniem nie ma marzeń niesłusznych, o ile nie naruszają prawa. Architekt jest jedynie ręką (i umysłem), który może przyoblec marzenie swojego klienta w atrakcyjny wizualnie, przestrzennie i krajobrazowo kształt.

Być może architekci nie powinni stronić od polityki, ale włączyć się w nią i z jej pomocą walczyć z chaosem przestrzennym wywołanym nadmierną chciwością. Może. Ale wolimy projektować.



  arch. Roman Rutkowski
/ architekt IARP, Roman Rutkowski Architekci


Dom czy mieszkanie? Jak chyba w każdej dziedzinie życia, tak i tutaj uważam, że potrzebny jest balans. Że można mieszkać i w domu, i w mieszkaniu. Że obydwie opcje są dobre dla ludzi i potrzebne miejskim strukturom urbanistycznym. Obydwie jednak potrzebują dużo większej zwartości i gęstości.

Od połowy XX wieku budujemy miasta dramatycznie rozlazłe, ze zbyt dużymi przestrzeniami wspólnymi, w których nie da się żyć bez samochodu. To efekt nie tylko mentalności, ale i niemądrych przepisów – przeświadczenia uchwałodawców, że bez odpowiednich regulacji udusimy się spalinami, spalimy w nieustających pożarach, a zdrowie nam się pogorszy od braku bezpośredniego nasłonecznienia.

Kiedyś przyszedł do mnie potencjalny inwestor domu jednorodzinnego twierdząc, że chce kupić w Wrocławiu bardzo małą działkę, a na niej zbudować dom będący istocie mieszkaniem o powierzchni 70 m2. Moje pierwsze pytanie było proste: a gdzie będą dwa miejsca postojowe, których obecnie Biuro Rozwoju Wrocławia wymaga w każdym planie miejscowym i każdych warunkach zabudowy. Inwestor był bardzo zbulwersowany moim wytłumaczeniem, że albo będzie musiał zbudować garaż dwustanowiskowy (czyli właściwie dodatkowe 40 m2), albo jego działka jednak będzie na tyle duża, że zapewni odpowiednie odległości otwartych miejsc postojowych od działek sąsiednich i okien pomieszczeń na pobyt ludzi.

To tylko prosty przykład wzięty z higieniczno-sanitarno-pożarowej paranoi architektonicznej rzeczywistości prawnej w Polsce, która uniemożliwia budowę zwartej tkanki miejskiej: zarówno wielorodzinnej, w której budynki tworzyłyby kwartały z wysokimi drzewami w ciasnych ulicach i liczbą miejsc postojowych mniejszą niż liczba mieszkań, jak i jednorodzinnej, gdzie domy stałyby blisko siebie, a samochody legalnie tuż przy nich. Koniec artykułu

 

 

 
  Forum Z:A /// skomentuj artykuł
     
Diagnoza stanu przestrzeni publicznych w Polsce / ring opinii

Mieszkanie czy dom? / ring opinii
Czy Polacy powinni mieszkać w mieszkaniach czy domach? Czy należy „promować” wybrane modele zamieszkiwania? Jaki wpływ na miasto wywierają preferencje mieszkańców? – zapraszamy do wymiany zdań na łamach Z:A.

 
Polecamy lekturę Z:A_#50
Zamów Z:A drukowany



Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2017 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.