OGÓLNOPOLSKI MAGAZYN IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Zamów Z:A drukowany
| DOŚWIADCZENIA ZAWODOWE |  |
|_#49  ZA

 

Diagnoza stanu przestrzeni publicznych w Polsce
/ ring opinii

/// artykuł online w całości

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> Forum Z:A /// skomentuj

> e-Newsletter Z:A

> Dopisz swój e-mail

Czy w Polsce przestrzeń publiczna (wspólna, ogólnodostępna) jest dobra czy wymaga naprawy? Jeśli mamy w tym zakresie problemy, to jakie i gdzie leżą tego przyczyny? Co należałoby zmienić i od czego zacząć?
       
Granice praw autorskich / ring opinii
       
       

  prof. dr hab.arch. Ewa Kuryłowicz
/ architekt IARP, Kuryłowicz&Associates,
Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej,
Fundacja im. Stefana Kuryłowicza


Przestrzenie publiczne w Polsce, jeśli je generalnie podsumować, są niedookreślone funkcjonalnie i zdominowane przez ruch kołowy. Często też, choć otwarte i nie wymagające żadnych warunków dodatkowych dla dostępu (takich jak np. bilety, przynależność do określonego kręgu czy grupy itp.) noszą znamiona typowych SLOAP (Space Left Over After Planning), czyli miejsc – resztek, pozostałych po nieprzemyślanych do końca decyzjach planistycznych, przybierając formę trawników, o które nikt się nie troszczy, amorficznych wybrukowanych pustek niezadbanych i niczyich.

Częstą bolączką przestrzeni publicznych jest ich stan sanitarny. Nawierzchnie schodów, placów, przejść podziemnych pozostają niemyte miesiącami, co jest dziwne w kraju, który nie cierpi na deficyt wody. Za mało jest pojemników na śmieci, nie są odpowiednio często opróżniane.
Dobre przestrzenie publiczne powinny mieć opanowaną skalę, oferować dostępność dla wszystkich, mieć zapewnione miejsca do siedzenia i miejsca naturalnego gromadzenia się dla grup pragnących się tam umówić czy spotkać, być obsłużone komunikacją publiczną w sposób wygodny.

agadnienie dostępności dla wszystkich obejmuje szereg dalszych uwarunkowań – odpowiednie oświetlenie, kierunkowanie przestrzeni, czytelność jej układu zapewnioną nie tylko wizualnie, ale też haptycznie, dbałość o zieleń. Przestrzenie choć publiczne, jak wszystko, powinny mieć konkretnego gospodarza. Tylko tyle i aż tyle.

 



  arch. Piotr Fokczyński
/ architekt IARP, architekt miasta Wrocław,
wiceprzewodniczący Dolnośląskiej Okręgowej IARP


Z mojego punktu widzenia – architekta miasta – obserwacja zagadnienia jest szczególnie interesująca, bo trzeba pamiętać, że zdecydowana większość przestrzeni publicznych to inwestycje miejskie.

Pamiętając o tym, staramy się każdy skrawek Wrocławia traktować bardzo indywidualnie. Mając świadomość, jak duży udział w tych inwestycjach ma przebudowa pasa drogowego i ulic, stworzyliśmy pojęcie „architektura ulicy” i obowiązek uczestnictwa w takim projekcie architekta.
Wszystkie place, skwery staramy się rozstrzygać przy pomocy konkursów architektonicznych – realizacyjnych, ale także studialnych. Te ostatnie są ostatnio bardzo dobrą podstawą do projektów prowadzonych poprzez tzw. budżet obywatelski. Praktycznie wszystkie ostatnie wrocławskie realizacje to projekty, które swoją genezę mają w konkursach.

Przestrzenie publiczne to nie są, tak jak się powszechnie uważa, ławeczki, kwietniki i kubły na śmieci ustawione na jakiejś tam nawierzchni. To są często bardzo ciekawe układy funkcjonalne, w których poprzez ocenę potrzeb społecznych zawsze można wyodrębnić charakterystyczny sposób użytkowania. Architektura tych przestrzeni to doskonały sposób podnoszenia wrażliwości estetycznej mieszkańców.

Rola architekta miasta w żadnej innej dziedzinie nie jest tak potrzebna jak właśnie w tworzeniu wytycznych i opiniowaniu rozwiązań dla przestrzeni publicznych, także tych na styku z prywatnymi.
Wśród deweloperów wzrasta, całe szczęście, świadomość, że dobrze ukształtowana przestrzeń publiczna i półpubliczna to tak samo oczekiwany atut jak cena mieszkania. Takie podejście otwiera również pole do współpracy. To powolny proces, ponieważ niestety na większości polskich zespołów mieszkaniowych dominują wybudowane za szlabanem dojścia i dojazdy z trzepakiem i mini placem zabaw.

Na szczęście widać ogólny postęp i zwiększoną aktywność konkursową także w mniejszych ośrodkach. Rozstrzygnięte konkursy w Olsztynie, Bogatyni czy Koszalinie to doskonałe przykłady, które pokazują, jak ważnym i mocnym argumentem dla lokalnych władz samorządowych jest możliwość zaprezentowania w debacie społecznej unikalnych i wartościowych realizacji. Zachęcajmy do uczestnictwa w nich, mając nadzieję, że ten trend objawi się także na karygodnie zdewastowanym pod tym względem wybrzeżu.

 



  arch. Dorota Szymaniak-Urban
/ architekt IARP, pracownia Urban Architect


Przestrzeń publiczna w Polsce przez wiele lat była „odrywana” od użytkownika. Stawała się coraz bardziej ponura, brudna i nijaka. Podstawowym błędem było projektowanie, tworzenie przestrzeni publicznej dla użytkownika, a nie z użytkownikiem. Obecna rewitalizacja przestrzeni publicznych musi się opierać na potrzebach użytkownika. To on najtrafniej przedstawi swoje oczekiwania.

Obecne miasta muszą walczyć o mieszkańca. Przestrzenie publiczne, które miasto chce oferować swoim mieszkańcom, gościom, muszą tętnić życiem. Trzeba na nowo przywracać zapomniane przez użytkowników bulwary, place, skwery, deptaki, a nawet ulice, po których użytkownik przemyka pośpiesznie, z opuszczoną głową, przerażony ilością aut i ponurością ich oblicza.

Współczesny użytkownik nie oczekuje tradycyjnych, standardowych rozwiązań. Oferta przestrzeni publicznej musi być ciekawa i zróżnicowana. Powinny w niej współgrać wszystkie dziedziny naszej codzienności. Edukacja, biznes, gastronomia, kultura i inne, tworząc harmonię w tej przestrzeni, zatrzymają nas w niej i pozostawią po tym spotkaniu chęć ponownego jej odwiedzenia.

Taki jest współczesny świat i takiej przestrzeni publicznej w mieście się oczekuje. Przestrzeni dającej przede wszystkim możliwość wyboru, w jaki sposób chcemy spędzać w niej czas, a nie zmuszającej nas do szybkiego jej opuszczenia bez chęci ponownego powrotu. Przestrzeni, w której pozytywne zachowania społeczne i więzi międzyludzkie odżyją na nowo, gdzie wymiar ludzki będzie nadrzędny.

 



  arch. Piotr Sobociński
/ architekt IARP, Sobociński Architekci, prezes SARP
Oddział Toruń, sekretarz Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej IARP


Gdy zastanawiam się nad tematem przestrzeni publicznej, nie staje mi przed oczami żaden plac, rynek, żadna z pięknie zagospodarowanych za nasze i unijne pieniądze przestrzeni przed nową filharmonią czy muzeum. Widzę niezbyt ruchliwą ulicę w niezbyt wielkim mieście, zaraz obok mojego domu, którą przez parę lat biegałem dawnymi czasy do szkoły podstawowej. Była to wtedy bardzo długa trasa, meandrująca wśród podwórek, na których mieszkali moi koledzy. Między „blokami”, jak je wtedy nazywaliśmy, biegły tylko nam dobrze znane ścieżki wśród zieleni, wydeptane tysiącem kroków. To była nasza „mała przestrzeń publiczna”.

Tych ścieżek już nie ma. Przecięte równymi rzędami ogrodzeń dawno zniknęły, a ewentualną sentymentalną podróż odbyć mogę dzisiaj jedynie sztywno wyznaczonym szlakiem chodnika, mijając zaparkowane samochody. Nie istnieje już „mała przestrzeń publiczna”, nie mógłbym dziś przejść się z wózkiem podwórkami, przysiadając co jakiś czas na ławce i kołysząc niemowlę.

Poszanowanie własności prywatnej to jedno, umiejętność współistnienia w przestrzeni i korzystania z niej to drugie. Tego poszanowania człowiek uczy się od dziecka i tak powinno być kształtowane. Każde ogrodzenie daje tylko iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa. Można je bez większego trudu sforsować, czasami wzbudza jedynie ciekawość. Miasto pokrojone na kawałki staje się tylko zlepkiem obcych sobie terenów. Każdy żyje w nim własnym życiem, otoczony własną iluzją bezpieczeństwa. Czy tego właśnie chcemy?

 



  arch. Marlena Happach
/ H2 happach architekci, prezes Oddziału Warszawskiego SARP,
założycielka Stowarzyszenia Odblokuj


Wokół nas powstają coraz piękniejsze budynki, ale jakość przestrzeni publicznej pozostawia dużo do życzenia. Tam, gdzie się kończy jednoznaczna własność, kończy się też poczucie odpowiedzialności. To, co wspólne, pozostaje niczyje.

W przypadku przestrzeni publicznych najczęściej nie ma jednego odpowiedzialnego podmiotu. To przestrzeń, w której spotykają się potrzeby i interesy zarządców ruchu, infrastruktury podziemnej, operatorów funkcji przyległych. To punkt styku, gdzie niezbędna jest wola współpracy i kompromis, o który tym trudniej, że nie zawsze nakład finansowy na poprawę jakości przestrzeni bezpośrednio przekłada się na dochody, w zasadzie możliwe do uzyskania tylko w ramach handlu i gastronomii. A powodzenie działania przestrzeni publicznych zależy właśnie od wielofunkcyjności i zapewnienia atrakcyjnego programu dla użytkowników w różnym wieku i o różnym statusie materialnym.

Zmiany społeczne i ekonomiczne następują obecnie bardzo szybko. Potrzebne są przestrzenie publiczne zmienne w czasie, uniwersalne, gotowe do przyjęcia aktywności, których dziś jeszcze nawet sobie nie wyobrażamy. Aktualne sposoby planowania miasta, takie jak miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, niemal nie uwzględniają czynników ekonomicznych i społecznych. Niezbędne jest jednoczesne kompleksowe planowanie miejscowe, nie tylko pod kątem przestrzennym czy architektonicznym. Równie istotny jest program finansowania programu działania, a przede wszystkim podmiotowe podejście do użytkowników przestrzeni, poprzez możliwość współdecydowania, a także budowę identyfikacji z daną przestrzenią.

Tam gdzie zaczyna się „moje” (niekoniecznie tylko pod względem własnościowym), zaczyna się też współodpowiedzialność..

 



  dr inż. arch. Urszula Forczek-Brataniec
/ architekt, architekt krajobrazu wykładowca Politechniki Krakowskiej partnerka eM4.Pracownia Architektury. Brataniec


  arch. Marcin Brataniec
/ architekt IARP, eM4.Pracownia Architektury. Brataniec

Przestrzeń publiczna to przestrzeń wspólnoty. Jej kształt, sposób użytkowania zależy od ludzi i relacji między nimi. Po 25 latach przekształceń Polska wciąż jest placem budowy. W budowie są również wspólnota i przestrzeń publiczna. Nasze przestrzenie publiczne powoli się zmieniają. Powoli odżywa pamięć i rośnie świadomość wspólnego dobra. Wszystkie bolączki wspólnoty są widoczne we wspólnej przestrzeni i stają się jej problemami.

Widzimy więc częsty brak właściwego określenia celu działań. Władze samorządowe przygotowują rynek, plac, deptak, mając świadomość potrzeby zmiany, lecz bez świadomości komu ta zmieniona przestrzeń ma służyć. Praktycznie nie ma więc uczestnictwa użytkowników w określeniu sposobu użytkowania tej przestrzeni. Ten proces został sprowadzony do uproszczonego i często znienawidzonego hasła „partycypacji”, która jest postrzegana jako przeszkoda w inwestycji, zamiast być kluczowym narzędziem przygotowania materiałów, wytycznych do projektowania. Projektując dom, chcemy wiedzieć, kto będzie w nim mieszkał, jakie są jego zwyczaje i upodobania...

Potęguje takie zjawisko fakt, że użytkownicy często nie potrafią wyrazić swoich potrzeb, nie wiedząc czego mogą oczekiwać od wspólnoty i wspólnej przestrzeni. Problemem więc staje się również niechęć do zmian wynikająca z braku dobrych wzorców i punktów odniesienia, która daje pole sile przyzwyczajenia. Niech będzie jak było, zrobimy remont...

Ten brak sprzyja również narastaniu zjawiska zawłaszczania przestrzeni publicznej przez silnych graczy o jasno zdefiniowanych potrzebach, dla których przestrzeń to zysk. Deweloperzy, galerie handlowe i inni mogą traktować ją jak swój towar na sprzedaż.

Graczem o podobnej sile jasno określonego interesu stają się zarządcy dróg i dostawcy mediów. Co za tym idzie, projektowanie przestrzeni publicznej powierzane jest drogowcom, dla których najważniejsze są promienie skrętów, ronda, parkingi, skrzynki pomiarowe i punkty dostawy. W takiej przestrzeni jej użytkownik nie jest członkiem wspólnoty, lecz kierującym pojazdem mechanicznym i abonentem.

Naszym zdaniem rozwiązywanie problemów jak zawsze należy zacząć od rozmowy. Trzeba zbudować narzędzia, które będą używane dla rozpoznania potrzeb wspólnoty. Jasne określenie potrzeb i ich hierarchii pozwoli dobrać narzędzia działania. Przy precyzyjnym określeniu celu istotna stanie się jakość tych narzędzi oraz kluczowy wybór ludzi o właściwych kompetencjach, którzy ich użyją.

 



  arch. Wojciech Gwizdak
/ architekt IARP, 2G Studio Wojciech Gwizdak,
członek Rady Legislacyjnej IARP, prezes SARP Oddział Kielce


Problem z polską przestrzenią publiczną jest, moim zdaniem, taki, że mamy jej po prostu dramatycznie za dużo. Wszelkie dywagacje i dyskusje są wtórne, wynikowe i stanowią konsekwencję faktu jej nadmiaru. Dotyczy to także ulic, które w Polsce są zbyt szerokie. Mamy też za dużo placów. Dlatego próby naprawy trzeba zacząć od ilościowego ograniczania przestrzeni publicznej, a mamy w tej walce wielkiego sprzymierzeńca – obywateli. To oni na wolnym rynku wybierają inwestycje, które oferują ograniczoną ilość przestrzeni publicznych. Za coś pozytywnego uważam więc działania zmierzające nie tylko do grodzenia istniejących budynków, ale także budowę nowych z wygradzaniem strefy półpublicznej.

Deweloperzy, wznosząc takie obiekty, po prostu odpowiadają na oczekiwanie społeczeństwa, które woli mieszkać w budynkach, gdzie przestrzeń prywatna jest odgrodzona od przestrzeni publicznej formą bufora. Jest to atawizm ludzkiej psychiki i próby walki z tymi potrzebami uważam za groźne i niebezpieczne. Nikt nie powinien sobie rościć prawa do mówienia ludziom, jak mają żyć.

Można wręcz postawić tezę, że problemy z naszą przestrzenią publiczną są spowodowane przez ludzi, którzy sobie prawo do takiej inżynierii społecznej roszczą. W Polsce nie dość, że po wojnie ideologicznie tępiono pierzejowy sposób zabudowy, to budowano osiedla z odartymi z przestrzeni półpublicznej budynkami. Nie jest przypadkiem, że zaraz po 1989 roku powszechnie zaczęto zakładać domofony i zamykać na klucz klatki. Potem deweloperzy zauważyli, że budynki grodzone lepiej się sprzedają, więc zaczęli ich budować dużo więcej. Jeśli komuś przeszkadzają płoty, to chciałbym zwrócić uwagę, że jest to wynik działania obecnie obowiązujących przepisów budowlanych zmuszających inwestora do stawiania wolnostojącego budynku odsuniętego od granic działki. By stworzyć przestrzeń półpubliczną, musi więc stawiać także płot. Zanim nasze przepisy zostały zawładnięte przez modernistów, budynki stawiano ze ścianami w granicy, a przestrzeń półpubliczną stanowił wewnętrzny dziedziniec. Teraz ciągle zabudowa w granicy działki jest odstępstwem, „dopuszczeniem”, wyjątkiem a nie normą. Jeśli komuś przeszkadzają grodzone osiedla, bo wygradzają duże kawałki miasta, to pragnę zwrócić uwagę, że jest to skutek wad procesu planowania przestrzennego.

Każdy chyba zgodzi się z tym, że obecnie inwestorzy wyprzedzają planowanie, tereny przygotowane pod inwestycje są rzadkością. Przyczyna wad urbanistyki, związanych z wygradzaniem zbyt dużych osiedli, leży po stronie gmin, a nie inwestorów, czy źle wychowanego społeczeństwa. Każdy zgodzi się również z tym, że problemy trzeba rozwiązać u ich źródła. By stwierdzić, że lekarstwo jest dobre, trzeba postawić właściwą diagnozę: Przestrzeń publiczna choruje na nadmiar. Koniec artykułu

 

 

 
  Forum Z:A /// skomentuj artykuł
     
Diagnoza stanu przestrzeni publicznych w Polsce / ring opinii Diagnoza stanu przestrzeni
publicznych w Polsce / ring opinii

Czy w Polsce przestrzeń publiczna jest dobra czy wymaga naprawy? Jeśli mamy w tym zakresie problemy, to jakie i gdzie leżą tego przyczyny? Co należałoby zmienić i od czego zacząć?
 
Polecamy lekturę Z:A_#49
Zamów Z:A drukowany



Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2017 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.