OGÓLNOPOLSKIE CZASOPISMO IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
   
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Z:A
| DOŚWIADCZENIA ZAWODOWE ZA  |
|_04/2013  ZA

 

Geneza ograniczeń
uprawnień architektonicznych
czyli jak zostać architektem bez zdawania na architekturę

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> e-Newsletter Z:A

/// arch. Piotr Gadomski, architekt IARP, przewodniczący Komisji Legislacji IARP, członek Krajowej Rady IARP
/// arch. Piotr Glegoła, architekt IARP, członek Komisji Wydawniczej IARP

/// artykuł online w całości
       
Geneza ograniczeń uprawnień architektonicznych czyli jak zostać architektem bez zdawania na architekturę
       
       

W kręgach rządowych i parlamentarnych omawiana jest obecnie sprawa deregulacji zawodu architekta „celem zwiększenia dostępu do naszej profesji”. Wiemy też, że część liczniejszego od nas (architektów), środowiska inżynierów budownictwa, posiada w ograniczonym zakresie uprawnienia do projektowania architektonicznego, z których to uprawnień korzysta obecnie w majestacie obowiązującego prawa. Jednocześnie pragnęliby, aby te ograniczone uprawnienia rozszerzyć na wszelkie obiekty do 1000 m3, a w niektórych wystąpieniach nawet ponad tę kubaturę.

Zapewne już nikt nie pamięta jakie są korzenie tej dziwnej sytuacji, w której dzisiaj inżynierowie lądowi projektują architekturę, architektami nie będąc, a architekci nie projektują konstrukcji, chociaż posiadają tytuł inżyniera. Ten paradoks ma swoją genezę w pierwszej polskiej ustawie budowlanej z 1928 roku, która mając niewątpliwie wiele zalet, przemyciła w artykułach 361 i 362 taką właśnie zasadę.

Otóż sytuacja ta jest wynikiem pewnego niefrasobliwego politycznego kompromisu. W niespełna 10 lat po odzyskaniu niepodległości, nasz kraj potrzebował odbudowy po 123 latach zaborów i działaniach militarnych I Wojny Światowej. Potrzebował tym samym wielu projektantów dla wielu nowych budynków. Ponieważ nie było wówczas wystarczającej liczby architektów, ustawa budowlana z 1928 roku miała wspomóc środowisko architektów, inżynierami budownictwa lądowego, nadając tym ostatnim ograniczone uprawnienia do projektowania architektury.

Zapewne już nikt nie pamięta jakie są korzenie tej dziwnej sytuacji, w której dzisiaj inżynierowie lądowi projektują architekturę, architektami nie będąc, a architekci nie projektują konstrukcji, chociaż posiadają tytuł inżyniera. Ten paradoks ma swoją genezę w pierwszej polskiej ustawie budowlanej z 1928 roku, która mając niewątpliwie wiele zalet, przemyciła w artykule 361 i 362 taką właśnie zasadę.

Kryzys przełomu lat 20. i 30. XX wieku spowodował jednak nadprodukcję i bezrobocie wśród inżynierów lądowych. Brak było zapotrzebowania na projekty nowych mostów, dróg, kolei czy obiektów budownictwa wodnego. Spowodowało to po kilku latach, naturalny zwrot środowisk inżynierskich w kierunku możliwych zastosowań uprawnień, które posiadali. Okazało się, że mogą być też „architektami”.

Przypomnijmy, że w tamtych czasach to architekt wykonywał wszelkie obliczenia konstrukcyjne do swojego projektu budynku, a ewentualnie inżyniera lądowego zatrudniał tylko przy bardziej skomplikowanych konstrukcjach. Ówcześni inżynierowie lądowi zajmowali się głównie projektami dróg, mostów czy obiektów wodnych. Równolegle rozwój technologii i wiedzy budowlanej spowodował potrzebę specjalizacji projektowej – w ciągu kolejnych lat zawody architekta i inżyniera konstruktora szybko ulegały wyspecjalizowaniu i rozdzielaniu wiedzy, czego autorzy ustawy budowlanej z 1928 roku nie mogli przewidzieć i brać pod uwagę.

Kryzys przełomu lat 20. i 30. XX wieku spowodował jednak nadprodukcję i bezrobocie wśród inżynierów lądowych. Brak było zapotrzebowania na projekty nowych mostów, dróg, kolei czy obiektów budownictwa wodnego. Spowodowało to po kilku latach, naturalny zwrot środowisk inżynierskich w kierunku możliwych zastosowań uprawnień, które posiadali. Okazało się, że mogą być też „architektami”.

W obliczu takiej sytuacji i nacisków ze strony czynnie działających środowisk inżynierskich, na początku 1933 roku Rada Wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej, wystosowała petycję aby rozszerzyć (do tej pory ograniczone) uprawnienia inżynierów lądowych w specjalności architektonicznej. Petycja ta wywołała burzę protestów wśród środowisk architektonicznych, która zaowocowała szeregiem publikacji w prasie. Głosy środowiska architektonicznego przeważyły i w następujących latach nie nastąpiła proponowana zmiana. Jednak ten karkołomny w skutkach zapis towarzyszy nam we wszystkich ustawach budowlanych od 85 lat. Przetrwał okres międzywojenny, wojnę, odbudowę kraju po II Wojnie Światowej, czasy PRL-u i na koniec wstąpił w nowe czasy demokracji. Czy teraz kiedy mamy w końcu upragnioną wolność, ten garb, który ustawy budowlane dźwigają 85 lat, ma nie tylko być podtrzymany, ale też powiększony?

Więcej o historii uprawnień projektowych w Polsce przeczytacie Państwo w kolejnych numerach Z:A, tymczasem zapraszamy do lektury (oprócz dwóch oficjalnych Stanowisk Izby Architektów RP wystosowanych do min. Janusza Żbika, Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej – patrz: strona 85 oraz strona 86) także trzech tekstów historycznych. Dowiecie się z nich jak pomysł Rady Wydziału Inżynierii Lądowej PW postrzegali w 1933 roku:

  • arch. Romuald Miller, jeden z czołowych działaczy środowiska architektów w latach międzywojennych i pierwszy prezes SARP, czyli organizacji która w 1934 roku połączyła 16 stowarzyszeń architektonicznych („Narodziny nowego snoba”, Architektura i Budownictwo, nr 5/1933 – Z:A str. 18),

  • znakomity architekt Juliusz Żórawski pełniący wówczas, w przededniu powstania SARP-u , funkcję prezesa Związku Stowarzyszeń Architektów Polskich („Memoriał Rady Związku Stowarzyszeń Architektów Polskich do Ministra Spraw Wewnętrznych”, Architektura i Budownictwo, nr 7/1933 – Z:A str. 21)

  • arch. Rudolf Świerczyński będący wówczas Dziekanem Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej („Do Rady Związku Stowarzyszeń Architektów Polskich”, Architektura i Budownictwo, nr 7/1933 – Z:A str. 22).


Wszyscy ci trzej architekci byli, i są po dziś dzień, uznanymi tytanami międzywojennej architektury. Oddajemy im z szacunkiem głos w sprawach dotyczących naszych współczesnych spraw architektonicznych ponieważ okazuje się, że pomimo upływu ponad 80 lat ich autorski głos – nie tylko architektura – może być nad wyraz aktualny w obecnej sytuacji związanej z roszczeniami do kompetencji naszego zawodu.

I może w końcu wyjaśni dlaczego taki stan rzeczy ma miejsce. Koniec artykułu


 
Polecamy lekturę Z:A_04/2013




Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.