OGÓLNOPOLSKIE CZASOPISMO IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
 
Portal_Z:A
 
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Z:A
| FELIETON ZA  |
|_01/2013  ZA

 

 

Gremialna sauna z architektem
/// arch. Piotr M. Glegoła, architekt IARP /// fragmenty

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> e-Newsletter Z:A

Nie, nie... to nie o tym, o czym myślicie. Po prostu swego czasu przyszedł mi do głowy pomysł, który wielu osobom może się wydać idiotyczny. Zapragnąłem odpocząć nad polskim morzem, a niezwykłość tej koncepcji polegała na tym, że były to pierwsze dni stycznia.
       
Gremialna sauna z architektem
 



Rozmyślania przerwało nieuchronne
pytanie. A ty Piotrek, co robisz?
Starałem się być wyluzowany i zupełnie
obojętnie odpowiedziałem: Ja?
Mam taką małą firemkę... jestem
architektem. To, co nastąpiło później
zupełnie mnie zaskoczyło.


 
 
       
Znalazłem ofertę pewnego słynnego i ekskluzywnego hotelu, położonego nad samą plażą w równie ekskluzywnej i modnej miejscowości. Była to oferta „wczasów odchudzających z pakietem usług w cenie”. Zdeterminowany i zmęczony ciężkim okresem zawodowym długo się nie zastanawiałem – pojechałem. Na miejscu trochę mnie zaskoczyło, że deptaki i pasaże latem tętniące życiem, teraz były zaśnieżone i absolutnie puste. Nawet bezpańskiego psa, ptaszka... nic – tylko biel śniegu i abstrakcyjnie nie pasujący do krajobrazu śniegu i sosen... szum morza.

Wkrótce okazało się, że podobnych do mnie wariatów jest kilku. Pierwszym elementem „pakietu w cenie” była możliwość skorzystania z sauny. No cóż – dają – trzeba brać. Ubrawszy się w bielutki szlafrok z równie bielutkim ręcznikiem udałem się do podziemi hotelu gdzie zlokalizowano saunarium. W części parowej siedziało kilku desperatów, którzy podobnie jak ja postanowili odchudzać się nad Bałtykiem w środku zimy. Ciekawy byłem kim są ci faceci, ale ani zegarka ani butów... żadnej wskazówki. Wszyscy jak bracia siedzieliśmy tylko w białych ręcznikach.

Po kilku łykach takiego bursztynowego płynu z pianką, trochę krępujące milczenie przerwał (jak się za chwilę okazało) Staszek. Otóż Staszek przedstawił się z imienia i zaproponował aby każdy coś o sobie powiedział skoro mamy razem w tak wąskim gronie spędzić tydzień. Zaczęliśmy od Wojtka.
Wojtek (kawał chłopa) był jakiś stremowany, wybąkał swoje imię dodając blady dowcip o potrzebie zadbania o formę klepnąwszy się po pokaźnym brzuszku. No ale co robisz zawodowo Wojtek? – padło pytanie. Wojtek poprawił się na ławeczce jakby go coś uwierało i patrząc nerwowo to tu, to tam wybąkał, że „takie różne owoce sprzedaję”. To znaczy warzywniak masz? – padło pytanie. Wojtek zaprotestował słabo. – No to masz jakąś firmę!... Wojtek, powiedz coś, cholera... duża ta firma? – dopytywali się wszyscy, lekko już zdenerwowani brakiem wylewności towarzysza. No taka średnia – wymijająco odpowiedział Wojtek. Towarzystwo było już rozluźnione tym bursztynowym płynem, więc zapytaliśmy bezpośrednio – Kurczę, Wojtek no nie kręć... Dużo osób zatrudniasz? Jakby nieśmiało odpowiedział: jakieś 150, mniej więcej… ale linia produkcyjna jest w pełni zautomatyzowana – dodał jakoś bez sensu.

Żwawo przeszliśmy do Mareczka.

(...)

Mareczek podpłynął do mnie, kiedy odpoczywałem przy brzegu zastanawiając się, czy jednak wyjście z szatni nie powinno być przesunięte o kilka metrów w lewo. Rzuciłem od niechcenia, bo trochę mi przeszkodził w rozwiązywaniu tego odprężającego problemu: „No i co Mareczek, fajnie tak się pomoczyć?" – Pewnie! Fajnie. W domu też mam taki basen. Tylko jakieś o 10 metrów dłuższy...

(...)

Odniosłem wrażenie, że temperatura w saunie znacząco się podniosła, bo pot zalał mi oczy. Do tej pory jakoś udawało mi się wtopić w tę gołą grupę facetów, przepasanych takimi samymi białymi ręcznikami. Usiłowałem wśród śmiechu i żartów przypomnieć sobie gorączkowo jakie jest saldo mojego konta, a właściwie niestety je pamiętałem – chodziło raczej o to jaki debet mogę zrobić...
Rozmyślania przerwało nieuchronne pytanie. A ty Piotrek, co robisz?

(...)

Całe to wydarzenie miało miejsce naprawdę i dosyć wiernie je opisałem – stąd imiona bohaterów tej opowiastki oraz ich profesje zostały zmienione, zwłaszcza że moi koledzy z sauny bywają nierzadko na pierwszych stronach gazet.

(...)
To nie jest pełna treść artykułu. Jak przeczytać całość? Patrz poniżej.

 
Cały artykuł możesz przeczytać w numerze Z:A_01/2013





Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.