OGÓLNOPOLSKIE CZASOPISMO IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
 
Zawod:ArchitektPortal_Z:A
 
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama    
   
 
         
Z:A
| DOŚWIADCZENIA ZAWODOWE ZA  |
|_01/2013  ZA

 

Kresek parę
wokół zawodu architekta

CZYLI ZRÓBMY EKSPERYMENT NARODOWY
/// arch. Anna Buława-Pełka, architekt IARP /// artykuł online w całości

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> e-Newsletter Z:A

Lektura przedostatniego numeru „Zawodu:Architekt” (05/2012) skłania do wręcz filozoficznych refleksji nad sensem bycia architektem: Kim jestem? Kim powinienem być? Kim chciałbym być? Jak jestem widziany przez środowisko, a jak przez ludzi spoza branży?
       
Kresek parę wokół zawodu architekta
       
       
Zastanawiające dlaczego, pomimo regularnego czytania Z:A, dwuznaczność tytułu objawiła mi się dopiero teraz? Czy przewrotny dualizm sensu jest zamierzony przez Redakcję [1], czy też nie? Czymże jest zawód? Czy tylko zajęciem, czynnością, którą się wykonuje, by zdobyć pieniądze? A może chodzi o to niemiłe uczucie, gdy nasze oczekiwania nie zostają spełnione? Czy mój zawód to zawód, czy zawód?

Architekt to: nie sprzedawca, nie komiwojażer, nie aptekarz, nie listonosz, nie kierowca autobusu, nie tłumacz i nie urzędnik, nie nauczyciel i także nie bankowiec, nie przewodnik, nie instruktor, nie kucharz. Kimże więc jest architekt, skoro we wszystkim powinien się z łatwością orientować? Jest człowiekiem-orkiestrą? Misjonarzem? Filozofem? Budowniczym? A może biznesmenem?

Wyniszczająca (dla architektów jako grupy społecznej i architekta jako jednostki) jest rozbieżność w postrzeganiu naszej pracy przez różne środowiska. Inaczej widzimy siebie sami (wystarczy poczytać Z:A) – jesteśmy skomplikowani, ale profesjonalni, a inaczej widzi nas klient, kierownik budowy, wykonawca. W tym wypadku różnica jest na naszą niekorzyść! Klient nie zgadza się z wyceną (do tego sprowadza nasz profesjonalizm), bo – chociaż projektujemy zgodnie ze sztuką budowalną, przepisami i wyczuciem przestrzeni, którym zostaliśmy obdarzeni nieco bardziej od Szanownego Klienta, to – dla niego nasza praca i nasz projekt nie są wiele warte. „Radzi” wręcz z czego by zrezygnować, a będzie taniej! Jak nie, to On ma kogoś, kto zrobi to za mniejsze pieniądze (prawda, że brzydko?).

Klient nie zastępuje droższego materiału tańszym, nie zastępuje droższej działki tańszą, zastępuje natomiast jednego projektanta drugim. Nie o taki profesjonalizm i pozycję zawodową chyba nam chodzi... Kierownik budowy podczas nadzorów autorskich podśmiewa się za plecami z uwag dotyczących realizacji budowy, przy czym sam ma problemy z bieżącym korygowaniem i koordynowaniem podstawowych zadań. O wykonawcach, majstrach i fachowcach nie ma co pisać, bo Wykonawca i tak wie najlepiej. Jest grupą społeczną obdarzoną największym zaufaniem! To daje do myślenia. Warto by zrobić sondaż w tej materii. Lekarze już powinni czuć się zagrożeni, bo trudności w służbie zdrowia mogą wykorzystać „wykonawcy”. A wiadomo, że prawdziwy Polak zna się i na leczeniu, i budowaniu.

Architektem może być każdy. Świadczą o tym kolorowe „fachowe” czasopisma, katalogi z domami typowymi, poradniki budowlane i fora internetowe. Wydawałoby się, że to nie nasz problem, bo mała skala obiektu, więc ten zamęt nie zagraża „środowisku”. Kubatura mała, ale skala społecznego zasięgu olbrzymia!

Problem dobrego wizerunku, choć wydaje się być ledwo zauważany przez architektów tworzących architekturę przez wielkie A (bo Wielkich z zasady nie dotyczą Małe sprawy), to poprzez konotację odnosi się do wszystkich Architektów! Zarówno wyjątkowych, jak i tych zmagających się z codzienną walką o kompromis między klientem, przepisami, krajobrazem, odpowiedzialnością, rzetelnością zawodową i opłacalnością całego procederu, satysfakcją z pracy, o uznaniu już nie wspominając.

 
 



Jak to możliwe, że ktoś, kto
przez opinię publiczną obligowany
jest do świadczenia usług bezpłatnie,
bo nie są warte stosownego
wynagrodzenia (w przeciwieństwie
do pracowników „fizycznych”,
którym trzeba zapłacić),
jest „ustawiony” finansowo?
To mistrzostwo świata!
Nobel z ekonomii!

 
 
       
W kontekst prestiżu i etyki zawodowej świetnie wpisuje się wspomniany w jednym z felietonów Piotra M. Glegoły artysta, któremu można by nadać przydomek Majtybez [2]. Ten właśnie współczesny bohater mediów bez dolnej części garderoby rozgościł się w centrum społecznej wyobraźni i wypiął na wszystkich swój celebrycki tyłek, ukazując mimochodem, i zapewne nieświadomie, gombrowiczowską gębę naszego „błyskotliwego” społeczeństwa. Majstersztyk gatunku! „Artysta” – atrakcyjny na sposób medialny, nie wart wzmianki w kulturalnym aspekcie, stanowi jądro zainteresowania! Dokarmiani sensacją nie wychylamy się tak ochoczo z prozą życia. Gdzie praca, wysiłek, umiejętności, odpowiedzialność, doświadczenie? Rzetelność? A gdzie zainteresowanie konsekwentnym dążeniem każdego z nas do celu? Mamy jakieś Cele? Możliwe, że to mało interesujący wątek, zbyt powszedni, by mógł kogoś zainteresować i by warto o nim wspominać publicznie... A może celowo zmarginalizowany?

Bardzo dobrze, że Z:A zaczęło mówić o sprawach codziennych, sprawach trudnych, o złych mechanizmach i regulacjach, a nie tylko o sukcesach i wybitnych osiągnięciach pewnych architektów, jak gdyby Izba miała zaledwie kilku, i to bardzo wybitnych, członków! Otóż nareszcie ktoś to powiedział: tak, nie wszyscy wygrywamy konkursy, nie wszyscy mamy świetne zlecenia, nie wszyscy brylujemy w świecie, nie wszystkich nas stać, żeby posyłać dzieci do prywatnej szkoły. Ale wszyscy jesteśmy architektami. To nas łączy. A przynajmniej powinno...

Równocześnie konkluzja jest taka, że biadolimy nad swym losem sami do siebie! Bo i tak nikt nas nie zrozumie... Biadolimy i dobrze się z tym chyba czujemy. Tacy romantyczni bohaterowie... Wyalienowani, jednakże piękni w swym cierpieniu. Tylko na co to komu? Możemy sobie pisać w branżowych czasopismach o trudnościach w relacjach architekt-klient, ale przeczytać nas może co najwyżej konkurencja! Bo inny architekt to już nie kolega, to nie osoba bliska w metafizyczny sposób, tylko – konkurent!

 
 
Zestaw Małego Architekta  
 



Architektura to nie parę kresek.
Parę kresek to też matematyka, geometria, grafika, astronomia, ekonomia... Więc jakie parę kresek? Które kreski to tylko kreski, a które kreski to już architektura? Może zdobędziemy się na społeczny eksperyment – Eksperyment Narodowy (brzmi z odpowiednią powagą) i wyedukujemy społeczeństwo, że parę kresek to nie architektura?

 
 
Doświadczenia i problemy wszyscy mamy podobne. Czas, by się z nimi zacząć zmagać. By na każdym poziomie aktywności zawodowej, od urzędnika, po cenionego twórcę, zachowywać się z szacunkiem do własnego zajęcia. Moi drodzy, zacznijmy się wspierać i zacznijmy równolegle pracować na prestiż. W społeczeństwie tkwi przekonanie, że architekt to taki „gość”, który może zrobić coś za darmo. Bo to tylko „parę kresek”. Że to łatwe zajęcie. Z drugiej strony architekci postrzegani są za elitę społeczną i finansową.

Jak to możliwe, że ktoś, kto przez opinię publiczną obligowany jest do świadczenia usług bezpłatnie, bo nie są warte stosownego wynagrodzenia (w przeciwieństwie do pracowników „fizycznych”, którym trzeba zapłacić), jest „ustawiony” finansowo? To mistrzostwo świata! Nobel z ekonomii!

Na potwierdzenie przykład z życia: przy szkole mojego dziecka ma być budowany parking. To, co jest w tej chwili, nie spełnia norm. Idea więc ze wszech miar słuszna. W ubiegłym roku odbyła się burzliwa debata, czy boisko szkolne przeznaczyć na parking, czy może na plac zabaw dla dzieci przedszkolnych. Nadmienię, że jest to nowa i niemała szkoła, a właściwie zespół szkół i obejmuje zarówno podstawówkę jak i gimnazjum, a w budynku obok mieści się duże przedszkole. Wszystko na niewielkim wspólnym terenie z jednym małym boiskiem, jedną małą łąką i kilkumetrowym (!) placem zabaw dla 200 przedszkolaków. W tym roku już nikt nikomu niczego nie zabiera, ma być dokupiony teren pod rozbudowę parkingów (przemilczmy pytanie: a co z terenem pod dodatkowe boiska i plac zabaw?). Szkoła natomiast szuka architekta, który zrobi projekt „za darmo”. Ktoś się pisze?

Działać powinniśmy równolegle na wszystkich szczeblach społecznych. Jednak musimy zmienić nasz sposób myślenia. Nie o architektach do architektów, ale do potencjalnych klientów, do obecnych inwestorów, do pozostałych uczestników procesu budowalnego.

Jeśli już podaliśmy na tacy poradników budowlanych rozmaite technologie dając ludziom złudzenie, że to cała sztuka i każdy może sam zrobić projekt i zbudować dom od A do Z, to teraz powinniśmy zrobić krok do przodu i powiedzieć „owszem, każdy może, ale to jeszcze nie sztuka i nie architektura, to tylko pomieszczenie, to tylko cegła, to okno, a to nadproże”.

Architektura to nie parę kresek. Parę kresek to też matematyka, geometria, grafika, astronomia, ekonomia... Więc jakie parę kresek? Które kreski to tylko kreski, a które kreski to już architektura?
Może zdobędziemy się na społeczny eksperyment – Eksperyment Narodowy (brzmi z odpowiednią powagą) i wyedukujemy społeczeństwo, że parę kresek to nie architektura? Rozdajmy przechodniom, albo nie, jeszcze lepiej, rozdajmy celebrytom, gwiazdom, dziennikarzom, Artystom Majtybez, postaciom z pierwszych stron gazet zestaw „małego architekta” (wszak każdy może projektować) i sprawdźmy ilu z nich uda się zrobić architekturę z kilku kresek. Koniec artykułu




1_Dualizm słowa zawód w tytule Z:A był w pełni świadomy, choć przyjęty z wahaniem. Miałem bowiem nadzieję skupiać się głównie na pierwszym znaczeniu tego słowa, a jednocześnie jak napisałem we wstępniaku pierwszego wydania (Z:A_01/2007) „Zawodem zawodu nie sprawić” – przyp. red. nacz.
2_Piotr M. Glegoła, Majtki architekta, Z:A_05/2012, str. 38


> napisz do autorki: projekt@bepe-arch.pl
 
Polecamy lekturę Z:A_01/2013





Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.