Reklama  

 

 

 



       
|  FELIETON
ZA   |
|_06/2010 ZA

 

Sweetie Poo

 

„Proszę, przestań! Nudzi mi się!”. Gdy nieugięty prelegent nie reaguje, apel zostaje powtórzony. I tak w kółko. Nawet najbardziej wytrwały nudziarz w końcu skapituluje i przerwie swą przydługą, przesadnie kwiecistą mowę, sprawiając ulgę licznie zgromadzonej publiczności. Kwestia ta należy do Miss Sweetie Poo – ośmioletniej dziewczynki, której zadaniem jest słuchanie wystąpień tylko tak długo, jak długo jest nimi zainteresowana. Miss Sweetie Poo to nieodłączna bohaterka dorocznej ceremonii wręczenia Ig Nobli, po polsku zwanych Antynoblami. Jej rola jest niezwykle ważna, choć, jak i cała ceremonia, nie do końca na serio.

Miss Sweetie Poo, jak na młodą damę przystało, nudzić zaczyna się wyjątkowo szybko. To, co robi, przypominać ma naukowcom – autorom na pierwszy rzut oka pozbawionych sensu prac naukowych i programów badawczych – że zarówno odkrycia, o których opowiadają, jak i samo wystąpienie nie funkcjonują w próżni, a podstawową powinnością każdego, kto staje na mównicy, jest szacunek dla odbiorców. Nie dotyczy to rzecz jasna wyłącznie tego konkretnego wydarzenia – zasadę tę należy rozciągnąć na każdą aktywność w sferze publicznej. Architektura nie jest tu wyjątkiem. Machina cenzury podczas wręczenia Ig Nobli jest jeszcze bardziej rozbudowana. Obok Sweetie Poo niebagatelną rolę odgrywa w niej prawnik – adwokat William J. Maloney – mający zapobiegać wszelkim, zarówno realnym, jak i potencjalnym, niestosownościom oraz zamachom na moralność audytorium. Podczas ostatniej ceremonii interweniować musiał przynajmniej raz – gdy jeden z nagrodzonych naukowców, Gareth Jones, próbował w obrazowy sposób, przy użyciu pluszowych maskotek, przedstawić niezwykłe odkrycie zespołu międzynarodowych naukowców dowodzące, że nietoperze uprawiają fellatio.

Z pewnością każdemu z nas zdarzyło się uczestniczyć w show, którego autorom zabrakło pomysłowości organizatorów ceremonii wręczenia Ig Nobli. Co gorsza – wydarzenia nie do zniesienia (nie tylko dla ośmioletniej dziewczynki) towarzyszą każdemu z nas od wczesnej młodości i (o zgrozo!) towarzyszyć będą zawsze. I tylko od czasu do czasu – z całą pewnością za rzadko – dane nam są fascynujące spotkania z ludźmi, którzy wrażliwość na nudę Sweetie Poo i czujność Maloney'a mają we krwi. Tymczasem konfrontacje z nudziarzami, którzy ponadto chcą dokonać zamachu na naszą wrażliwość, bywają wyjątkowo dotkliwe. Może się na przykład zdarzyć, że autoprezentacja zdolnego skądinąd architekta stanie się dla słuchaczy drogą przez mękę, a wykład o współczesnej architekturze Półwyspu Iberyjskiego, zamiast być fascynującą wycieczką po świecie rażących bielą domów Sizy, mieniącego się wszystkimi kolorami tęczy MUSAC w León, czy poetyckich realizacji Campo Baezy, przerodzi się w trwającą długą godzinę walkę mówcy z widownią.

Ze wszystkich narzędzi, jakich używają prelegenci (a także autorzy tekstów pisanych) do zniechęcania publiczności, najskuteczniejszym jest język, który ktoś zawistny mógłby nazwać pseudointelektualną nowomową. Język ów charakteryzuje się między innymi specyficzną terminologią, importowaną z innych dyscyplin: od filozofii, przez językoznawstwo, po nauki ścisłe. I nie byłoby w tym nic złego czy dziwnego – w końcu każda dyscyplina tworzy własny, charakterystyczny slang – gdyby nie pełna dowolność w przyporządkowywaniu słowom znaczeń (często odległych od pierwotnych), tworzeniu z nich kwiecistych związków frazeologicznych i niewiele znaczących, choć malowniczych konstrukcji. W efekcie, architektoniczna nowomowa przestaje być czytelna dla samych architektów, zaś dla niezwiązanych z architekturą odbiorców staje się nudnym i pozbawionym sensu bełkotem, w którym rozbuchana forma wielokrotnie przerasta funkcję komunikacyjną.

Występując przed publicznością – czy to z wykładem, słowem pisanym, czy wystawą – pamiętajmy zatem o odbiorcach. Zawczasu dopuśćmy do głosu pannę Sweety Poo. W przeciwnym razie ryzykujemy, że zerwiemy kontakt z audytorium jeszcze zanim uda nam się nawiązać nić porozumienia i usłyszymy zniecierpliwione: „proszę, przestań!”, albo, co gorsza, „nie wiem, o czym mówisz!”. I znajmy umiar. Bo nie ma nic gorszego od wypowiedzi, która trwa dłużej niż powinna.

Michał Duda
historyk sztuki, pracuje we wrocławskim Muzeum Architektury

 

 

Zapraszamy do bezpłatnego pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 

 

 


Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.