OGÓLNOPOLSKIE CZASOPISMO IZBY ARCHITEKTÓW RP / NAKŁAD KONTROLOWANY 14 500 EGZ.
 
 
Portal_Z:A
 
 
 
 
Wyszukiwarka_Z:A  
  Reklama  
   
 
         
Z:A
| DOŚWIADCZENIA ZAWODOWE ZA  |
|_06/2010  ZA

 

 

Konkurencja może być zdrowa
/// wywiad Z:A z Wiktorem Piwkowskim /// fragmenty

Dołącz na Fb


///
wersja
beta_2
serwisu
///

AKTUALNY NUMER

Zamów Z:A drukowany

Pobierz Z:A_free

> Zamów prenumeratę

WYDANIA ARCHIWALNE

> Czytaj wybrane artykuły

> Zamów Z:A_drukowany

> Szukaj w archiwum

> Pobierz Z:A_free (pdf)

> e-Newsletter Z:A

Konkurencyjność, kwalifikacje, jakość, kryterium ceny i preselekcja oferentów w przetargach – to tematy poruszone w drugiej części dyskusji redaktora naczelnego Z:A z przewodniczącym PZITB i koordynatorem „Porozumienia bezpieczeństwa” firm budowlanych.

       
Deregulacja da pracę młodym?
       
       

W naszej pierwszej rozmowie opowiadał Pan o „Porozumieniu bezpieczeństwa”, jego genezie, wzorcach i planach. Tym razem zamierzam pytać o potencjalne zagrożenia i trudności, jakie wynikają z doświadczeń Izby Architektów, a mogą dotyczyć także „Porozumienia”. Czy jego sygnatariusze nie mają obawy o zarzut ograniczania konkurencji lub utrudnienia dostępu do wykonywania zawodów?
> Odpowiem pytaniem: czy ktoś jest za tym, aby rozdać wszystkim samochody, bez względu na to, czy mają prawo jazdy, czy nie? Nie, bo człowiek wykonujący pracę jest nośnikiem niebezpieczeństwa, wobec tego my mamy obowiązek go weryfikować. My pracować nie zabraniamy, ma dostęp do wykonywania zawodu. Tylko musimy wiedzieć, że umie robić to, co robi.

Zdarza się nam jednak słyszeć opinie, że okres praktyki jest niepotrzebny, po co egzaminy czy uprawnienia, skoro absolwenci architektury czy budownictwa ukończyli studia i mogliby już samodzielnie projektować, budować...
> Jeżeli ktoś tak mówi, to nie trzeba się na niego gniewać, tylko usiąść, zacząć z nim rozmawiać. Ja na przykład uważam, że zawód inżyniera, architekta, lekarza i prawnika składa się z dwóch elementów: wiedzy, którą się nabywa w czasie studiów i w czasie pracy oraz z umiejętności użycia tej wiedzy. Istnieje jakiś punkt krytyczny, w którym suma wiedzy teoretycznej plus umiejętność jej zastosowania dają poziom dostatecznie wysoki, aby wykonywać pracę samodzielnie.

Wiosną tego roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów badał dwie izby samorządowe: Izbę Architektów i Izbę Inżynierów. Sprawdzano czy poprzez prowadzenie egzaminów na uprawnienia budowlane samorządy nie ograniczają konkurencji utrudniając dostęp do rynku osobom wchodzącym do zawodów. Raport UOKiK nie potwierdził tej tezy, jednak pewien urzędowy czy też polityczny sposób myślenia został uwidoczniony...
> Z całym szacunkiem, ale takie obawy mogą się brać ze skłonności do przeintelektualizowania problemu. Jeśli dwie osoby zaczną dyskutować, mogą pójść w filozoficzną stronę problemu, oderwą się od faktów, od rzeczywistości. Mogę powiedzieć, że UOKiK ma rację, iż powinien być nieograniczony dostęp do zawodu, ale ja jako odbiorca skutków wykonywania tego zawodu sprzeciwiam się temu. Nie jako wykonujący zawód, ale jako odbiorca. Ja muszę mieć pewność, że mi się strop nie zawali na głowę, że ściany się nie przewrócą. Czy urzędnik, minister, poseł zagwarantują, że przyjdzie młodzież z uczelni i ona mi krzywdy nie zrobi? To właśnie regulacje dotyczące zawodów będących zawodami zaufania publicznego są gwarancjami bezpieczeństwa. To one sprawiają, że konsument, użytkownik może spać spokojnie. Bo on sam nie potrafi tego zweryfikować. Specjalistów zweryfikować może tylko własne środowisko i po to „wymyśla” się izby samorządowe. To, że ktoś ma ojca lub wujka inżyniera budownictwa nie ułatwia ani nie utrudnia mu drogi do zawodu. Ta droga odbywa się w warunkach dostatecznie obiektywnych: musi odbyć praktykę, musi zdać egzamin. Można się zapytać, czy forma egzaminu jest właściwa. I na to pytanie odpowiadam: niezupełnie. Ale to nie znaczy, że nie powinno go być.

A czy Pana zdaniem egzaminy zawodowe powinny realizować samorządy czy może mogłyby one wrócić w ręce państwa? Na przykład do Ministerstwa Infrastruktury?
> Pod warunkiem, że państwo zagwarantuje, że w budżecie pojawią się środki na stworzenie struktury, która to wykona. Wtedy można rozwiązać samorządy zawodowe i stworzyć niezwykle silny, ale i liczny oraz kosztowny aparat państwowy, który będzie weryfikował kwalifikacje. Ale jeszcze dodam, że na stanowiskach urzędników państwowych, którzy będą pracowali w takim urzędzie, powinny być osoby o najwyższych kwalifikacjach i bardzo dobrze opłacane. To jest niewykonalne dlatego, że niemożliwe jest zbudowanie personelu tego urzędu na odpowiednio wysokim, wykwalifikowanym poziomie. Płace musiałyby tam być tak horrendalnie wysokie, że byłby to najkosztowniejszy urząd w państwie.

Prawdopodobnie dlatego państwo w 2001 roku oddało to samorządom, czyli środowiskom architektów i inżynierów...
> I miało szczęście, że oddało.

(...)

 
       
 


Dyskusje o cenie należy porowadzić na dwóch etapach: na poziomie preselekcji oferentów, co oznacza wybór grupy odpowiednio wykwalifikowanej. Dopiero drugi poziom to wybór najniższej ceny.
Nie można pominąć etapu pierwszego!

 
 
       

W tezach urzędowo-politycznych oraz w Pana działaniach na rzecz bezpieczeństwa na budowach dostrzegam jeszcze jeden wspólny, a trudny element: kryterium ceny. W debacie Izby Architektów z UOKiK pojawiła się sugestia, że niska cena w przetargu publicznym działa dobrze dla społeczeństwa, bo państwo kupuje taniej. Czy tani projekt i tanie budowanie rzeczywiście oznaczają dobro społeczne?
> To jest bardzo ciekawy problem, ale on wymaga szerszego omówienia. Najpierw trzeba ujednolicić pojęcia. Jeżeli ktoś mówi, że społeczeństwo odnosi korzyść z budowania tanio, bo z tej samej sumy pieniędzy można wybudować więcej, to nie jest do końca prawda. Społeczeństwo skorzysta, nawet gdy ktoś wybuduje drożej, ale jego budynek będzie stał długo i bez konieczności remontów. Właściwa cena to ta, która jest najniższa ze wszystkich oferowanych cen, ale równocześnie gwarantuje odpowiednią jakość. Czyli nie można tolerować systemu, który przerodzi się w produkcję tandety.

Czyli potrzebne są dodatkowe kryteria?
> Owszem, ale nie wolno nam wykreślać walki konkurencyjnej również w oparciu o cenę, bo istotą wolnorynkowego przetargu jest porównanie cen. Jeżeli jestem zamawiającym, to przychodzę i pytam, za ile Pan to zrobi. Wybieram najtańszą ofertę, lecz najpierw muszę wybrać np. trzy firmy spośród wielu – trzy, ale takie, które potrafią wykonać tę pracę na właściwym poziomie jakości. I tu dochodzimy do sedna. Dyskusję o cenie należy prowadzić w dwóch etapach: na poziomie preselekcji oferentów, co oznacza wybór grupy odpowiednio wykwalifikowanej. Dopiero drugi poziom to wybór najniższej ceny. Nie można pominąć etapu pierwszego! Wobec tego moja odpowiedź na Pana pytanie brzmi: Kryterium najniższej ceny? tak, ale poparte mocnym fundamentem preselekcji oferentów. Przy takiej metodzie niekoniecznie ta najniższa cena, oferowana przez trzech wyselekcjonowanych oferentów, będzie najniższą spośród 50 ofert. Ona może być stosunkowo wysoka. Wśród tych trzech oferentów grozi mi jeszcze jedno niebezpieczeństwo – że któryś z nich ma gorszą sytuację i zdecyduje się na dumping. Wykona pracę poniżej kosztów, bo ma trochę odłożonych pieniędzy i załata sobie tę dziurę, licząc na to, że dwaj konkurenci upadną w międzyczasie i zostanie sam. Tu pojawia się jeszcze jeden czynnik – ochrona przed dumpingiem. Mądrzy inwestorzy w Polsce potrafią użyć tych narzędzi zgodnie z obecnym prawem.

To znaczy na przykład jak?
> To trzeci etap, który spowoduje, że w dobrze zorganizowanym przetargu odrzuca się najwyższą i najniższą cenę. Dopiero z grupy średnich cen wybiera się właściwego wykonawcę. U nas takiego prawa nie ma, ale uważam, iż powinno być. Nie powinniśmy stać w obliczu naiwnej dyskusji, czy wybierać tylko najniższą cenę. Ona jest najniższa w pewnej grupie. Nie jest też rozwiązaniem pogląd: wyrzućmy ustawę o zamówieniach publicznych i zróbmy to inaczej. To myślenie anarchiczne. Lepiej byłoby usiąść nad ustawą, przeczytać ją od A do Z i zadać sobie pytanie, jak można tę ustawę zastosować w świetle trójstopniowego przetargu (preselekcja, wybór najniższej ceny, usunięcie skrajnych, rażących cen). I być może korekta mówiąca o sposobie usuwania rażących cen, czego dotychczas w naszym systemie przetargowym nie ma, dopisana do obecnego prawa da nam pełny system.

Bo zamawiający uważa, że najkorzystniej jest, gdy kupuje tanio.
> A czy Pan słyszał protesty wykonawców robót dla prywatnego inwestora? Nie. Bo inwestor prywatny wie, czego pilnuje, a państwowy musi mieć na to instrukcję. Ustawa o zamówieniach publicznych spowodowała, że bardzo szybko korupcja spadła prawie do zera. Ludzie zaczęli się bać, zaczęto pilnować urzędników, pojawiły się specsłużby. Teraz możemy spokojnie zastanowić się, jak ulepszyć tę ustawę.

Z tym tylko, że w robotach wykonawczych opisanie dodatkowych kryteriów wydaje się łatwiejsze niż w pracach projektowych...
> Wykonawcy łatwiej jest ustalić kryteria, projektowanie jest trudniejsze. Nie bierze się pod uwagę wartości intelektualnej projektu, pomysłowości itd. A to jest bardzo ważnym zadaniem dla ustawodawcy, bo jakość intelektualna decyduje o milionach oszczędności. Może trzeba inaczej te przetargi organizować?

W środowisku architektów mówi się, że nie jest najlepszym rozwiązaniem łączenie w tej jednej ustawie prac projektowych i wykonawczych.
> Należałoby to przemyśleć, bo być może trzeba to robić w formie konkursu, tak jak się robi konkursy architektoniczne. Proszę wziąć pod uwagę, że koszt inwestycji jest kosztem ciągnionym. To nie jest wyłącznie koszt wybudowania obiektu, ale także jego eksploatacji i likwidacji. Być może potrzebna jest inna metoda określania efektywności inwestycji. Ale w pierwszej kolejności zastanowiłbym się nad oddzieleniem w prawie przetargowym obszarów wykonawstwa i projektowania.

(...)
To nie jest pełna treść artykułu. Jak przeczytać całość? Patrz poniżej.

 
Cały artykuł możesz przeczytać w numerze Z:A_06/2010





Nakład_numeru_wyczerpany

Pobierz Z:A_free


Zapraszamy do pobierania wydanych dotychczas numerów
Zawodu:Architekt w wersji PDF

 

> polecamy: artykuły on-line

> strona główna Z:A

 
Polecamy w Z:A
Nie można „deregulować” architekta inżynierem budownictwa
Sebastian Osowski,
na podst. informacji IARP

IZBA ARCHITEKTÓW
Tajny plan
zniszczenia świata

arch. Wojciech Gwizdak
FELIETON
Osiedle oparte
na współpracy

arch. Piotr Fokczyński

WYWIAD Z:A
Rodzina wielorodzinna w lokalu o trwałych ścianach
arch. Bożena Nieroda,
arch. Wojciech Gwizdak
DEFEKTY PRAWA
Wszyscy chcą
zostać architektami...

Bartosz Wokan
ARCH_I_KULTURA

 

 

 
 
 
 
    Copyright © 2004-2018 Izba Architektów RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Zarządzanie serwisem i custom publishing: Oria Media.