Pragmatyczny charakter i trwałość obiektów przewidziana na dziesięciolecia raczej niż na wieki, to cechy powszechnie dziś kojarzone z pokrywającą coraz większe połacie dotąd rolniczych terenów zabudową przemysłową. Istnieją międzynarodowe firmy architektoniczne, które specjalizują się w profesjonalnej obsłudze dużych inwestycji korporacyjnych inwestorów. Istnieje też duży rynek tzw. hal gotowych, oferujący rozwiązania sprawdzone i ekonomiczne, ale dalekie od estetycznej finezji. Na takim tle szczególnie wyraziście prezentują się liczne starania przełamania utylitarnego standardu zabudowy przemysłowej. Starania te mają różne motywy.
Polityka przestrzenna gmin
W wysokorozwiniętych krajach, takich jak Niemcy, Austria, Szwajcaria czy Włochy realny wpływ na kształtowanie architektury, również przemysłowej, miewają lokalne władze i społeczności. Uzależniają one realizację danej inwestycji od spełnienia określonych warunków. Mogą wymagać np. zorganizowania konkursu architektonicznego, ochrony wartości przyrodniczych, określić wielkość zabudowy czy stopień ingerencji w krajobraz. Prowadzony w takich warunkach projekt jest w fazie koncepcji na bieżąco konsultowany i uzgadniany z przedstawicielami władz lokalnych. Tak powstała rozbudowa o 18 tys. m2 fabryki okien Baumgartner (2006) w Hagendorn w Szwajcarii – w obszarze ochrony krajobrazu. Wymagany przez lokalne władze konkurs na projekt wygrali w 2001 roku Niklaus Graber i Christian Steiger we współpracy z architektem krajobrazu Stefanem Koepfli. Proces projektowy trwał prawie pięć lat, a jego efekt zadowolił wszystkie zainteresowane strony: inwestora, społeczność lokalną i architektów. Równie istotny był udział lokalnej społeczności w kształtowaniu koncepcji fabryki ławek Benkert w Alterhausen w Niemczech (1996, proj. Mario Botty). Priorytetem dla okolicznych mieszkańców była ochrona krajobrazu. Symetryczne założenie eksponuje ceglany owal spiętrzonego budynku socjalno-biurowego, a ukrywa pod skarpami i zielonym dachem dwie hale produkcyjne flankujące dziedziniec otwierający się w kierunku pobliskiego miasteczka.
Specjalne traktowanie, czyli SSE
Oczywiście zgoda przedsiębiorcy na poddanie się ponadstandardowym wymogom związanym z daną lokalizacją zależy od jego determinacji w inwestowaniu w tym miejscu. W Polsce zazwyczaj jest dokładnie odwrotnie: to nie gmina stawia wymagania, ale inwestor. Większość zakładów powstaje w ramach tzw. specjalnych stref ekonomicznych (SSE). Strefy tworzone są, by przyciągnąć przedsiębiorców do danej gminy. Głód inwestycji powoduje niemal zupełny brak aktywnej polityki gmin względem kształtowania obiektów przemysłowych – robią wszystko, aby nie zniechęcić wykładających pieniądze firm. Istniejące w planach miejscowych zapisy np. o dopuszczalnej wysokości obiektów są w razie potrzeby korygowane. We wrocławskiej podstrefie SSE plan określa np. wymóg użycia szkła i metalu w elewacjach od ulicy; każdy chyba przyzna, że poprzeczka nie jest podniesiona zbyt wysoko.
Dalsza część artykułu: dostępna w wersji drukowanej Z:A oraz w pliku PDF Z:A_05/2010 |