Edukacja architektoniczna pozazawodowa nie powinna obejmować tylko dzieci i młodzieży, lecz również dorosłych. Formuła, jaką obecnie w Polsce może przyjąć, to tzw. edukacja pozaformalna (nieobjęta systemem oświaty). O architekturze i przestrzeni młodzież może się uczyć po lekcjach, nie istnieje przedmiot wiedza o przestrzeni (może i dobrze, bo póki co nauczyciele nie mają merytorycznych kompetencji do tego tematu). Mamy więc sposobność wyjścia w teren, wprost do nich.
Edukacja pilnie potrzebna
Wiedza ta potrzebna jest także dorosłym, bez względu, czy zamieszkują kamienice, blokowiska czy wille. Ludność o mniejszych szansach edukacyjnych wymaga pilnej edukacji zarówno architektonicznej, jak i przestrzennej, kulturowej lub artystycznej. Nie mylmy jednak wiedzy ze świadomością. Świadomość przestrzenna wśród mieszkańców osiedli śródmiejskich i blokowisk jest wysoka, jednak ich świadomość architektoniczna – słaba i archaiczna. Ideały i mody architektoniczne oscylują zwykle wokół domków jednorodzinnych, stylu zakopiańskiego lub rustykalnego. Odrzucają oni nowoczesność.
Z antropologicznych badań przeprowadzonych przez eMSA Inicjatywę Edukacyjną (www.emsarelacje.pl) w obszarach wrocławskiego Śródmieścia i Starego Miasta płynie wniosek: świadomość złożoności problemów i relacji przestrzenno-społecznych mieszkańców tych osiedli jest zwykle o wiele większa od wiedzy urzędników zarządzających tymi obszarami i uznających je za tzw. obszary wsparcia – kategorię niezbędną do włączenia terenu w rejon objęty unijno-samorządową rewitalizacją. Nic dziwnego, przecież mieszkańcy tych osiedli znają swój rewir na wylot, zatem dlaczego ich wiedzy nikt nie wykorzystuje?
Partycypacja zawiera w sobie edukację i odwrotnie. Nie oznacza to jednak, że architekt jest jedynym, który ma rację, szczególnie w kwestiach kanonów piękna. Ten etyczny błąd popełniają często architekci i studenci architektury, "uczący" dzieci, co jest ładne, a co brzydkie.
Przede wszystkim w terenie
Edukacja pozaformalna zakłada przede wszystkim dobrowolność udziału. Zapominają o tym często nauczyciele, prowadzący na zajęcia całą klasę w ramach lekcji. Czasami warto jednak dyplomatycznie nakłonić młodego człowieka do udziału w pierwszym spotkaniu, aby zasmakował i chciał więcej. Dzieci młodsze chętnie idą wszędzie tam, gdzie nie pachnie szkołą. Warto zatem prowadzić zajęcia poza placówką oświatową, jednak nie jest to regułą. Szkoły oferują zasoby lokalowe, ludzkie i sprzętowe, istotny wkład własny w projekt edukacyjny. Rozstrzygnięcie należy zawsze do twórcy projektu, ponieważ to właśnie ta osoba zna cele, jakie chce zrealizować.
Dalsza część artykułu: dostępna w wersji drukowanej Z:A oraz w pliku PDF Z:A_05/2010 |