Premiera Z:A nastąpiła: 19.11.2007, ostatnia aktualizacja serwisu www: 15.02.2011


Reklama

 
 

 

 

Dobre budowanie zawsze wymaga czasu

Artykuł   
opublikowany   
w Z:A_04_2010 


Artykuły on-line

 

O planach rozwoju, wzorcu prawnym, aktywnej komunikacji, ograniczaniu młodych, formach działalności pracowni, procedurach administracyjnych i sytuacji na polskim rynku inwestycyjnym z perspektywy architektów, rozmawiamy z arch. Wojciechem Gęsiakiem, nowo wybranym prezesem Izby Architektów RP.

 

 

 

 

Panie Prezesie, jakiego kierunku pracy Izby Architektów możemy się spodziewać przez najbliższe cztery lata?
> Nasze najistotniejsze prerogatywy to wpływ na poziom wiedzy i jakość usług architektonicznych, a więc: kształcenie, egzaminy na uzyskanie uprawnień, a później – nadzór nad zawodem. Te zadania środowisko architektów – dzięki powstaniu Izby – przejęło od administracji państwowej. Taki był system przed 2001 rokiem, gdy państwo było „regulatorem”. I przypomnijmy, że nie do końca potrafiło pełnić tę funkcję. Do wyjątków należały sprawy, w których interweniowało.

Izba jako samorząd zawodowy radzi sobie lepiej?
> Tak, mimo że Izba Architektów wciąż jest organizacją młodą. Po 8 latach działania nie mogła jeszcze osiągnąć swej najwyższej formy. Potrzebujemy jeszcze kilku korekt, i one będą musiały być wprowadzone. Przy czym nie chodzi o przebudowę struktur, a głównie o ukierunkowywanie działań na priorytety takie jak: legislacja, szkolenia, standardy. Przecież całe nasze demokratyczne państwo ciągle jest jeszcze na etapie organizowania się. I należy sobie uświadomić, że ten proces potrwa jeszcze kilkadziesiąt lat. Stworzone struktury samorządności obywatelskiej, wolnego rynku, a w tym wszystkim także odpowiedzialności zawodowej, potrzebują czasu. Moim zdaniem muszą minąć 2-3 pokolenia, aby można było powiedzieć, że Izba jest tak z nami związana, zrośnięta, że trudno poza nią funkcjonować.

Tak jak na przykład brytyjska RIBA?
> Tak. Proszę popatrzeć – RIBA nie jest obligatoryjna, a jest w niej 2/3 architektów działających w Wielkiej Brytanii. Ale ta organizacja miała czas by wypracować taki model swojego działania i stać się tak atrakcyjną, że warto w niej być. To wręcz nobilitujące. Ale z drugiej strony są też obowiązki – chociażby system kształcenia ustawicznego jej członków: całoroczny katalog kursów, wykładów, seminariów i aktywny w nich udział...

Jakie zatem działania planuje Pan podejmować w rozpoczętej właśnie kadencji?
> W pierwszej kolejności zajmować się będziemy regulacjami legislacyjnymi dotyczącymi kształtowania przestrzeni: od planowania, przez projektowanie do etapu realizacji. W ramach prac naszej nowej Komisji ds. Legislacji zamierzamy opracować model prawa w tym obszarze, który uznamy za „wzorzec doskonały”. Dzięki niemu będziemy dokładnie wiedzieli czego chcemy i ułatwimy sobie reagowanie na różne zmiany przepisów, zwłaszcza opiniując je fragmentarycznie lub porównując z tym, co jest realizowane.

Chciałby Pan aby nastąpiło to jeszcze w tym roku?
> Zakładam, że model ten powstanie w ciągu kilku miesięcy, zostanie przedyskutowany z Konwentem Przewodniczących Izb Okręgowych i, mam nadzieję, przyjęty na najbliższym, jesiennym zjeździe krajowym.

Konkretnym efektem tego „wzorca” ma być zwiększenie wpływu Izby na stanowione prawo?
> Ten „wzorzec” będzie nam dawał wszelkie wytyczne, nawet do działań cząstkowych w obszarze opiniowania aktów prawnych, które otrzymujemy jako projekty. Bo prawda jest taka, że w ramach konsultacji środowiskowych często mamy zaledwie kilka dni (rzadko dwa tygodnie) na odpowiedź. Stworzony model sprawi, że reakcja w ciągu kilku dni czy tygodnia będzie nie tylko możliwa, ale przede wszystkim rzeczowa. A tym samym skuteczna. Musimy pamiętać, że każde nowe prawo, nawet reagujące na zdarzenia losowe, nie może psuć prawa obowiązującego. A tak bywa zbyt często...

Zatem na początek kwestie prawne. A co będzie dalej?
> Nie tyle dalej co równolegle do prac przy legislacji, będziemy skupiać się na tym, by Izba jak najwięcej oferowała swoim członkom. Poczynając od bezpiecznej pracy w zawodzie, poprzez ubezpieczenia, informację zawodową i prawną, na szkoleniach kończąc. Istotne jest stworzenie pełniejszej komunikacji wewnętrznej. To powinien być dialog. A więc nie tylko informacje przekazywane członkom przez Radę Krajową i Rady Okręgowe, ale także odzew z ich strony. Myślimy tu o rodzaju wewnętrznego forum, dostępnego wyłącznie po zalogowaniu się do wewnętrznej strefy serwisu www.izbaarchitektow.pl. Będziemy także dążyć do przekazywania informacji poprzez elektroniczny newsletter, trafiający do każdego członka Izby. W odpowiednich linkach będzie można znaleźć wszystko, co jest niezbędne w zawodzie. To jest już po części realizowane, bo mamy choćby magazyn Zawód:Architekt, który się utrwalił, będzie istnieć i rozwijać się. Natomiast pojawiać się będzie więcej komunikacji elektronicznej. Proszę przy tym pamiętać, że większość zadań staramy się realizować minimalnymi nakładami finansowymi, bo tylko takie mamy możliwości. Nigdy nie będziemy taką izbą jak PIIB, która ma kilkadziesiąt tysięcy członków. Nasza na razie zbliża się do 10 tysięcy.

Myśli Pan o tym jak zwiększyć liczebność Izby Architektów?
> Żeby osiągnąć poziom europejskiej średniej liczby architektów na tysiąc mieszkańców, musiałoby nas być dwa razy więcej. By to osiągnąć musimy zbudować w społeczeństwie świadomość, że architekt pomaga jak najefektywniej wykorzystać pieniądze inwestora realizując jego cele i marzenia. W tej chwili cena projektu w stosunku do wartości inwestycji jest średnio trzykrotnie, a nierzadko i czterokrotnie niższa, niż średnia europejska. To oznacza, że architekci są traktowani jako ci, którym „trzeba coś zapłacić, ponieważ coś tam realizują”. Nie są to prawidłowe relacje. Gdy rynek będzie prawidłowo ustawiony, to sądzę, że działać będzie mogła na nim dwukrotnie większa liczba architektów. Ale przy takich cenach projektów jakie są w tej chwili...

Właśnie. Czy poczucia wartości pracy architekta nie zaniżają ceny za katalogowe projekty gotowe?
> W Europie Zachodniej projekty gotowe nie stanowią więcej niż 1% rynku inwestycyjnego, w którym biorą udział architekci. Ponieważ w Polsce ciągle jest to jego znacząca część, kilku-, kilkunastoprocentowa, dlatego te uciążliwości są tak mocno zauważalne. Już teraz jednak liczba mieszkań w budynkach wielorodzinnych, budowanych według indywidualnych projektów architektonicznych, wyraźnie przerasta realizacje oparte o projekty gotowe. Na dłuższą metę projekty gotowe osiągną skalę niezauważalną. I nie będzie to takie bolesne dla architektów. Z drugiej strony trzeba też patrzeć na potrzeby społeczne. Jest wiele osób, które uważają że nie stać ich na projekt wart 2-4% inwestycji. bo to oznacza wydatek kilkunastu i więcej tysięcy złotych. Ale przeciętny dom kosztuje dzisiaj pół miliona! Takie osoby warto zatem sukcesywnie przekonywać, że jeśli decydują się na dom (a nie na mieszkanie), to byłoby dla nich o wiele lepiej, gdyby został on zaprojektowany indywidualnie, dokładnie, na miarę. I nie musiał być później przerabiany przez obcinanie i doszywanie, bo nie pasuje...

Wspominał Pan o bezpiecznej pracy w zawodzie. Czy władze Izby wiedzą jakie problemy nurtują architektów wchodzących na rynek pracy?
> Dla młodych architektów, kończących studia, problemem jest zdobycie pracy w biurze, w którym mogliby zdobywać doświadczenie zawodowe, niezbędne do uzyskania uprawnień. Obecnie w Polsce nie ma zbyt wielu średnich, kilkunastoosobowych pracowni, które na stałe zatrudniają młodych ludzi. W większości przypadków zmusza się ich do zakładania własnej działalności gospodarczej i podzleca cokolwiek. Tymczasem te kilka lat, które młody człowiek przepracuje w stabilnej 15-, 20-osobowej firmie, gdzie przechodzi różne fazy tworzenia projektu, daje mnóstwo doświadczeń. Życzyłbym wszystkim, żeby w Polsce było jak najwięcej takich biur. Oczywiście powinny być też pracownie duże i bardzo duże – ale wówczas często jest tak, że absolwent dostaje swoją „działkę” i nie ma prawa się wychylić. W efekcie nie poznaje pełnej procedury projektowania konstrukcyjnego, budowlanego, wykonawczego. Z naszej wiedzy wynika, że obecnie w Polsce największa liczba członków Izby realizuje swój zawód w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Trudno im zatrudniać młodych ludzi. Taka forma organizacyjno-prawna i struktura firm przekłada się na słabość naszego zawodu, ponieważ ogranicza możliwości przekazywania doświadczeń młodym ludziom wchodzącym do niego.

I samorząd ma jakąś receptę na poprawę tej sytuacji?
> Wsparcie poprzez szkolenia. Pomożemy młodym architektom, jeśli zbudujemy taką formułę doskonalenia zawodowego, która będzie ich przygotowywać nie tylko technicznie, ale także organizacyjnie do tego, aby funkcjonować na rynku. Czy to samodzielnie czy w większej strukturze. Studia obecnie zupełnie nie przygotowują od strony prawnej, ekonomicznej, organizacyjnej do prowadzenia nawet bardzo małego przedsięwzięcia. A przecież klienci zawierzają nam, architektom, duże pieniądze i oczekują, że będziemy mogli zrealizować ich marzenia w ramach pełnego reżimu ekonomicznego. Tego trzeba się nauczyć.

Zapytam, przybierając maskę młodzieńczego huraoptymizmu: brak wiedzy organizacyjnej i ekonomicznej naprawdę czymś grozi?
> Bardzo często przetargi, nawet duże, wygrywają bardzo młodzi ludzie, którym wydaje się, że podana niska cena jest tak wielka w stosunku do tego, co dotychczas otrzymywali, że podołają zadaniu. Niestety, kiedy angażują branżystów, różne zewnętrzne firmy, zauważają, że nie można zbilansować zadania w ramach tego budżetu jaki się posiada na projekt... Cena, duża czy mała, zawiera w sobie pewną liczbę składowych, niezależnie czy ma cztery zera czy sześć. Proporcje się nie zmieniają. Jeżeli ktoś raz się tego nauczy, będzie w stanie podołać większym zadaniom.

Z tego wynika, że to nie sam egzamin na uprawnienia, ale możliwość zdobycia praktycznego doświadczenia stanowi problem w dostępie do zawodu...
> Tak, bo to nie egzamin jest barierą. Młodemu człowiekowi potrzebne są autentyczne doświadczenia zawodowe, a ich zdobycie jest dużo trudniejsze niż przygotowanie się do egzaminu i jego zdanie. Skoro architekci działają na rynku w najprostszych, jednoosobowych formach, to nie są w stanie zatrudniać młodych ludzi. Aby ułatwić im zatrudnienie, musieliby sami więcej zarabiać, ale jednocześnie poświęcać swój czas. Koło się zamyka. Wchodząca tuż po studiach do zawodu osoba przez pierwsze pół roku wymaga dużego zainteresowania i opieki. Realizującemu się samodzielnie architektowi brakuje na to dnia. W zespole kilku-, a zwłaszcza kilkunastoosobowym łatwiej znaleźć czas i pracownika, żeby mógł spokojnie wprowadzać młodych adeptów. Gdyby takie formy zatrudnienia były formą przeważającą w naszym zawodzie, jego poziom byłby wyższy. Uważam, że go osiągniemy, ale oczywiście nie żadnymi monopolistycznymi praktykami „ograniczania rynku”, o które nas podejrzewa UOKiK.

Zatem jak Pan to widzi?
> Z czasem stworzymy pełne standardy wykonywania projektów, od największego, czy najbardziej skomplikowanego, do najprostszego. W tych opracowaniach będzie szczegółowo opisane co projekt powinien zawierać. Mając taką podstawę Izba Architektów będzie mogła sprawdzać czy zwycięski w danym przetargu projekt spełnia wszystkie warunki. Jeżeli się okaże, że jest opracowany nierzetelnie, a niska kwota wynikała właśnie z nierzetelności, to wtedy będziemy mogli stanąć po stronie klienta. I pociągnąć architekta do odpowiedzialności za opracowanie w zamówieniu publicznym projektu niezgodnie ze standardami. A za jakie kwoty, to już nie jest istotne. To jest prywatna sprawa, ale i odpowiedzialność tych, którzy biorą udział w przetargach. Jednocześnie, chroniąc społeczeństwo przed nierzetelnie realizowanymi projektami odwrócimy spojrzenie na Izbę: że jest potrzebna jako regulator rynku, który bierze w obronę nie członków izby, ale ich klientów.

Wśród bolączek architektów często wspomina się o różnicach w interpretacjach i wymaganiach urzędników. Planowane są działania mające na celu ich standaryzację w skali kraju?
> Izba może wydawać opinie prawne. Przygotowane przez zespół dobrych prawników, sygnowane pieczęcią Izby Architektów RP są skuteczne. Jednak trzeba pamiętać o naszych możliwościach finansowych, bo bardzo dobre zespoły prawnicze są jednocześnie bardzo drogie. Dlatego uważam, że należy zacząć od zinwentaryzowania najczęstszych przypadków budzących wątpliwości. Następnie opracować jednoznaczną wypowiedź na ich temat, i w ten sposób dać członkom Izby oręż w relacjach z administracją państwową i samorządową.

Mogę prosić o jeden konkretny przykład?
> Stworzenie ochrony prawnej dla rozpoczętych już inwestycji (posiadających wymagane decyzje administracyjne). Taka ochrona istnieje w większości krajów europejskich, bo przecież leży to w interesie państwa. W Polsce zbyt często, wskutek podważania decyzji administracyjnej przez stronę trzecią dochodzi do wielomiesięcznego wstrzymywania inwestycji. Można podać przykłady gdzie uchybieniem był brak przecinka lub niewpisana data, są to zresztą najczęściej niedopatrzenia urzędnika, który nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Rozwiązaniem byłaby np. kategoryzacja błędów, tak aby nie były traktowane jednakowo. W wielu przypadkach wystarczyłaby poprawka, bez obalania całej inwestycji.

W aktywności legislacyjnej jest tylko jedno „ale”. Czy jej efekt nie byłby lepszy, gdyby swoje propozycje przedstawiały wspólnie trzy samorządy, tzn. Izba Architektów, Izba Inżynierów i Izba Urbanistów? Jak duże są szanse na taką współpracę?
> Po ostatnim spotkaniu Grupy B8 (członkami są nie tylko IARP, PIIB i IU – przyp. red.), gdy mówiliśmy jednym głosem, mam wrażenie, że zaczyna się tworzyć atmosfera współpracy. Gdy osiągniemy pewien poziom porozumienia, o wiele łatwiej będzie uregulować zagadnienia rodzące konflikty. A pamiętajmy, że patrząc na obszar działalności zawodowej Izba Architektów jest poniekąd w środku, pomiędzy dwiema pozostałymi izbami. Stąd niekiedy różnice poglądów. Tamte izby są daleko od siebie, więc ich współdziałanie jest niemal bezkonfliktowe. Jeżeli będziemy wspólnie występować w wielu legislacyjnych sprawach, automatycznie będziemy inaczej postrzegani. Nasza wspólna pozycja, ale i każdej izby z osobna, będzie mocniejsza.

Rozmawiał: Sebastian Osowski

 

Wojciech Gęsiak został wybrany na stanowisko prezesa Izby Architektów RP podczas krajowego zjazdu w czerwcu 2010 r. Pokieruje samorządem zawodowym do 2014 r.

Jest architektem z ponad 30-letnim doświadczeniem zawodowym, menedżerskim i politycznym.
Ma na koncie wiele zrealizowanych projektów i nagród w konkursach architektonicznych i urbanistycznych, także międzynarodowych.

Dyplom obronił na Politechnice Krakowskiej w 1978 roku. Po studiach pracował w Krakowskim Biurze Projektowo-Badawczym Budownictwa Ogólnego, a potem w radomskim Inwestprojekcie. Pierwsze własne studio założył wspólnie z Wojciechem Fałatem w 1982 roku.

W latach 1990-1994 był prezydentem Radomia. Po zakończeniu kadencji wrócił do zawodu zakładając
„WG Studio Architektoniczne”, realizacje tej pracowni znajdują się m.in. w Radomiu, Krakowie, Sanoku Warszawie czy Tarnobrzegu.

Aktywnie działa w organizacjach zawodowych. W latach 1987-1990 był prezesem oddziału radomskiego SARP, od 1994 do 1997 – wiceprezesem Zarządu Głównego SARP. Pełnił również funkcję przewodniczącego Mazowieckiej Okręgowej Izby Architektów (2002-2006).

Wojciech Gęsiak ma 56 lat. Jest żonaty, ma czwórkę dzieci. Jego największymi pasjami są podróże i żeglarstwo. Sam projektuje łodzie, na których pływa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

Artykuły on-line
 



Z:A do pobrania Z:A do pobrania

© Oria Media. Wszelkie prawa zastrzeżone.