Premiera Z:A nastąpiła: 19.11.2007, ostatnia aktualizacja serwisu www: 15.02.2011


Reklama

 
 

 

 

Chcemy otwierać architekturę

Artykuł   
opublikowany   
w Z:A_05_2008 


Artykuły on-line

 

Na architekturę nie można tylko i wyłącznie patrzeć. Jej się używa. I nie chodzi tutaj o dosłownie pojmowany funkcjonalizm. Chodzi o to, że w dzisiejszych czasach architektura się „wyluzowuje” tzn. może stymulować nieformalne aktywności ludzi. Chcemy projektować budynki w taki sposób, żeby były w jakimś stopniu nieprzewidywalne. Żeby inspirowały ludzi do interakcji i działania – Marta Mnich i Łukasz Wojciechowski z wrocławskiej pracowni VROA opowiadają o projektowaniu, prowokowaniu, pasji, ciężkiej pracy i... filmach.

 

 

 

Od redakcji
Jury tegorocznego Regionalnego Przeglądu Architektury BAZA 2009 (zorganizowanego przez wrocławski oddział SARP przy patronacie Izby Architektów) pierwszą nagrodą w kategorii Młody Twórca Architektury (-30) nagrodziło projekt pary architektów z pracowni VROA. Jako laureaci nie mogli odmówić nam szczerej rozmowy.

 

Wasza pracownia to dziś marka rozpoznawalna, nie tylko na terenie Dolnego Śląska. Jakie były jej początki?
>Marta Mnich: Z Łukaszem poznaliśmy się na studiach i od 2000 roku braliśmy udział w konkursach. Przeważnie nie były to udane próby, ale wiele się nauczyliśmy. Dlatego później lepiej wiedzieliśmy np. jak się do konkursu przygotować.
>Łukasz Wojciechowski: I jak go przegrać (śmiech). Ale rzeczywiście to, że wtedy próbowaliśmy, bardzo nam pomogło. Mieliśmy też szczęście, bo od początku współpracowaliśmy z architektami, którzy traktowali nas jak partnerów, a nie wyrobników.
>MM: Potem, już po studiach, musieliśmy godzić naszą współpracę z pracą zawodową. Koncepcje wymyślaliśmy po godzinach albo po nocach. Ale tak zaczyna większość architektów.
>ŁW: Wspólną firmę założyliśmy w 2006 roku. Można powiedzieć, że jej oficjalny początek i rozwój jest związany z wygranym konkursem na pawilon restauracyjny przy Hali Stulecia, który robiliśmy we współpracy z dwiema pracowniami.
>MM: Właśnie teraz, w czerwcu, ruszyła budowa (rozmawialiśmy 1.07.2009 – przyp. red). Nie będzie to nasza pierwsza realizacja, ale na pewno największa i najważniejsza jak do tej pory.

Główną przyczyną naszego spotkania jest pierwsza nagroda dla Waszego projektu osiedla w Milton Keynes, na Regionalnym Przeglądzie Architektury BAZA. Ten projekt został też nagrodzony w ósmej edycji Europanu...
>ŁW: Ten europejski konkurs był dla nas bardzo ważny. Dostaliśmy tam drugą nagrodę ex aequo z inną pracownią, przy czym pierwszej w ogóle nie przyznano.
>MM: Założenia Europanu są takie, że ma stymulować wymianę projektów w całej Europie. Stanowi wspaniałą okazję do współpracy międzynarodowej. Przystępując do konkursu i projektowania można wybierać działki na całym kontynencie. Większość startujących architektów decyduje się na rodzimą lokalizację. Naszym zdaniem jednak intencją organizatorów była właśnie międzyeuropejska wymiana. Dlatego wybraliśmy działkę w Anglii.
>ŁW: Wcześniejsze edycje konkursu udowodniły, że jego głównym celem było poszukiwanie nowych typologii mieszkaniowych. Poprzednie odsłony Europanu wypromowały takie znane pracownie jak NL Architects. Jednak ostatnio okazało się, że triumfują projekty typowo realizacyjne, wręcz deweloperskie. Od początku założyliśmy, że nie pójdziemy tą drogą. Chcieliśmy zrobić taki mini manifest. Byliśmy znudzeni mieszkaniówką, którą widzieliśmy dookoła i tym, co ostatnio przychodziło na ten konkurs. A jeżeli chodzi o wybór działki – angielska spodobała nam się dlatego, iż Milton Keynes jest bardzo specyficznym miastem...

Na czym polega ta specyfika?
>ŁW: Powstało w latach 70. i jest chyba najgorszym miastem na świecie jakie widziałem, przez to że jest najbardziej idealne (śmiech). Jak to wygląda? Miasteczko jest małe, ruch kołowy i pieszy są od siebie całkowicie oddzielone. Byliśmy tam w południe i zobaczyliśmy puste aleje spacerowe. Dzielnice mieszkaniowe też są idealne – samochód przed domem, z tyłu ogródek. Pięknie, zielono, ekonomicznie, wygodnie dla wszystkich i bezpiecznie. Byłem zafascynowany i jednocześnie przerażony tym miejscem. Zrobiłem tam mnóstwo zdjęć. Na jednym z nich uchwyciłem panoramę z przejściem podziemnym. Raz na 15 minut przechodziła nim jedna osoba, a górą raz na 5 minut przejeżdżał jeden samochód.
>MM: Całe Milton Keynes po prostu wiało nudą.

A więc wybór akurat tej działki i sam projekt były próbą dialogu z tym idealnym obrazem miasteczka?
>ŁW: Właśnie. Chcieliśmy dać kontrę, przedstawić nasz mini manifest, ironicznego, historyzującego postmodernizmu. Chodziło nam o to, by z jednej strony zażartować sobie z tej mieszkaniówki, a z drugiej staraliśmy się zrobić zupełnie poważny projekt, w którym życie przyszłych mieszkańców byłoby ciekawe.
>MM: Dzięki temu ten projekt jest rozpoznawalny, od razu rzuca się w oczy, wiele osób mówi, że została przez to uzyskana tożsamość tego osiedla.
>ŁW: Zastosowaliśmy prosty zabieg – warstwy, które tworzą obrazek. Często jako architekci-neomoderniści wyrzekamy się tego. Mówi się – nie ma znaczenia jak to wygląda, tylko jak działa i dodajemy, że forma jest tylko środkiem. Odcięliśmy się od tego. Powiedzieliśmy sobie jasno – to jest forma, scenografia i ona jest ważna, ale nie można zapomnieć, że za tą scenografią rozciąga się jeszcze „krajobraz mieszkaniowy”, stąd też tytuł projektu: townscape.

Skąd w ogóle wziął się pomysł, żeby wystartować w Europanie?
>MM: Już na studiach próbowaliśmy swoich sił w jego siódmej edycji. To były nasze projekty dyplomowe, Łukasz robił działkę w Szwajcarii, a ja we Włoszech.
>ŁW: Dowiedzieliśmy się o tym konkursie od starszych kolegów, a potem zobaczyliśmy katalog z Finlandii, z 5. czy 6. edycji. Zrobił na nas wielkie wrażenie. Kiedy studiowaliśmy zagraniczne czasopisma o architekturze, okazało się, że najbardziej fascynujące nas pracownie triumfowały w poprzednich edycjach. Stwierdziliśmy, że jest to dobrze sędziowany konkurs, w którym wygrywają ciekawe projekty. Pomyśleliśmy, że trzeba spróbować…
>MM: Ten konkurs jest naprawdę bardzo dobrze przygotowany, jury składa się z profesjonalistów, nierzadko prawdziwych gwiazd architektury. Stanowi dla młodych architektów szansę na wypromowanie się.

Tak więc zaprojektowanie osiedla w Anglii nie było Waszym pierwszym doświadczeniem na rynku zagranicznym?
>MM: Jeśli chodzi o cały proces inwestycyjny, to było pierwsze tego typu doświadczenie. Nie mieliśmy z tym wcześniej do czynienia. Natomiast okazało się to zaskakująco proste. Pomocny był też fakt, że w Anglii pracowało i pracuje wielu naszych kolegów architektów. Mieliśmy kogo poprosić o poradę.
>ŁW: Zupełnie nie obawialiśmy się tamtejszych przepisów. Uznaliśmy, że projektujemy dla ludzi i na tym pierwszym etapie koncepcji to ma największe znaczenie. Przecież oni są tacy sami jak my, mają takie same telefony komórkowe, komputery i samochody. W Anglii poświęca się dużo więcej uwagi wymogom, jakie powinny spełniać budynki. U nas nie jest to jeszcze aż tak jednoznacznie wypunktowane. Tam kładzie się duży nacisk na energooszczędność czy kwestie bezpieczeństwa. Ale to wszystko ważne jest dopiero w późniejszym etapie prac nad projektem.
Są szanse na realizację projektu?
>MM: Po ogłoszeniu wyników zapewniano, że zostanie zrealizowany i zaproszono nas do wykonania koncepcji pokonkursowej. Byliśmy jedynymi partnerami do rozmowy, ponieważ ta ekipa, z którą ex aequo zdobyliśmy nagrodę, zrezygnowała. Miał być już ogłaszany przetarg na działkę. Tam ta procedura wygląda podobnie jak u nas – deweloper, który kupuje działkę, od razu przedstawia projekt. Zostały już podjęte kroki, żeby nas z nim skontaktować. Potem, a było to już rok temu, otrzymaliśmy informację, że ze względu na panujący kryzys, który w Anglii był wcześniej odczuwalny niż u nas, wszystkie sprzedaże działek państwowych na prywatne inwestycje mieszkaniowe zostają wstrzymane. Inwestorzy zaczęli się wycofywać z rynku mieszkaniowego.

Jakie były podstawowe założenia projektu?
>ŁW: Wyznaczono działkę i intensywność zabudowy. My tę intensywność nawet trochę powiększyliśmy.
>MM: Postulaty Europanu są w każdej edycji niezmienne. Przede wszystkim: różnorodność – tzn. nie projektujemy mieszkań tylko dla klasycznej, czteroosobowej rodziny. Należy też uwzględnić także np. „singli” i osoby starsze. Ważne jest łączenie funkcji mieszkaniowej z innymi, a więc biurową czy usługową. Opracowując koncepcję należy zastanowić się jak technologia mieszkaniowa powinna się zmieniać, rozwijać i dostosowywać do współczesnych potrzeb Europejczyków. Temat Europanu brzmiał „Gęstość i różnorodność”.

Dokładne obejrzenie miejsca przyszłej budowy było konieczne?
>ŁW: Jak już wspomniałem, byliśmy na miejscu, ale nie uważamy, by oglądanie działki miało jakieś kluczowe znaczenie. Wielu architektów jest zdania, że nie można zaprojektować nie widząc miejsca. Myślę, że często jest to przesada. Europan stymuluje wymianę. Niekiedy trudno tak nagle wszystko rzucić i jechać sobie na działkę np. w Portugalii. Większość zespołów biorących udział w konkursie nie ogląda tych działek. Od organizatorów konkursu otrzymują świetnie przygotowane materiały, poza tym jest Google Earth, są strony internetowe. Oczywiście na późniejszych etapach, kiedy już mówimy o detalach i materiałach, ważne jest by zobaczyć miejsce inwestycji.
>MM: Na pierwszym etapie nie jest to szczególnie konieczne. W zagranicznym, koncepcyjnym konkursie liczy się pomysł. Często architekci z innego kraju mają dystans i łatwiej im jest zaproponować coś ciekawego. Są oderwani od miejscowych, codziennych problemów, które często zamazują obraz całości.

(...)

 

Rozmawiali: Magdalena Maszczyk, Bartosz Wokan

Dalsza część wywiadu: dostępna w wersji drukowanej Z:A oraz w pliku PDF Z:A_05/2009

 


Artykuły on-line

 



Z:A do pobrania Z:A do pobrania

© Oria Media. Wszelkie prawa zastrzeżone.